Lekcje religii w szkole? To nie miejsce dla nich!

Żeby było jasne: nie jestem przeciwna religii. Każdy ma prawo wierzyć i praktykować swoją wiarę. Jednak lekcje religii w szkole? Moim zdaniem to błąd. I już wyjaśniam dlaczego!

lekcje religii w szkole

LEKCJE RELIGII W SZKOLE? JESTEM NA NIE!

1. Wiara to osobista sprawa każdego z nas.

I bardzo mnie denerwuje, że czołowi politycy od lat fotografują się przed ołtarzem. Wszystkie ważne uroczystości państwowe świętowane są w kościele. A nawet zaprzysiężenie na prezydenta rozpoczyna się od mszy.

To jesteśmy państwem świeckim czy wyznaniowym?

Dla mnie jest jasne, że jak ktoś składa ręce do paciorka, ilekroć ma wjechać kamera, robi to, żeby uzyskać poparcie.

Ale wyobraź sobie teraz, że w pracy szef woła Cię na wspólną modlitwę. Że w ciągu roku są dni, gdy zamiast do pracy idziesz do kościoła na rekolekcje. I że mszę świętą organizuje się przed każdym dłuższym urlopem oraz po powrocie z niego. No, pewnie nie chciałabyś. Co komu do tego, jak się modlisz, kiedy się modlisz i czy w ogóle się modlisz? Powinniśmy to robić w swoim czasie wolnym! Oczywiście, możesz odmówić, ale odmów, gdy wszyscy inni idą. Co będą o tobie gadać? Czy szef nie będzie mieć pretensji?

Właśnie przed takimi dylematami stawiamy nasze dzieci w ich „miejscu pracy”, czyli w szkole.

2. Programy nauczania religii i podręczniki NIE są zatwierdzone przez MEN. Ani przez dyrektorów szkół.

Co w praktyce oznacza, że katecheta lub ksiądz może powiedzieć WSZYSTKO, w co wierzy, nawet jeśli wierzy, że dzieci z in vitro mają bruzdy na twarzy.

I nikt im nie podskoczy.

Pamiętam, jak w mojej klasie ksiądz rzucił uczniem o tablicę. Piotra wspomnienia z religii również nie są fajne: plecaki latały w powietrzu, przez co niestety jeden z uczniów moczył się ze strachu. A szkoła była bezradna.

3. Szkoła jest przecież od nauki!

Dlatego zamiast religii powinno być religioznawstwo czyli nauka o wierzeniach w naszej i w innych kulturach. Albo etyka czyli nauka o moralności, gdy chcemy postawić na aspekt wychowawczy.

Jest coś niewłaściwego w tym, że w jednym i tym samym miejscu dziecko dowiaduje się o teorii ewolucji, a 45 minut później na innej lekcji rozkminia boski obraz stworzenia świata w 7 dni (mój syn po takim dniu stwierdził, że ktoś go okłamuje, bo pani na religii nie wspomniała, że to może być symbol. I nie musiała, gdyż patrz punkt wyżej). Albo gdy nauka jest zgodna co do tego, że z orientacją się rodzimy i nie mamy na nią żadnego wpływu, a na religii dziecko słyszy, że to wybór i homoseksualizm trzeba leczyć. Lub gdy mówi się mu w murach szkolnych, że prezerwatywa nie chroni przed ciążą ani HIV, choć pozostaje to w sprzeczności z dzisiejszą wiedzą medyczną. Dzieci w szkole powinny się uczyć FAKTÓW, a nie FAKE NEWSÓW.

Szkoła z samego założenia to miejsce, do którego przychodzimy po NAUKĘ. Po wiarę idziemy do kościoła.

4. Tymczasem w szkołach więcej czasu poświęcamy religii niż innym przedmiotom.

W ciągu 8 lat dziecko ma 608 lekcji religii, a tylko 308 historii. Jeśli chodzi o inne przedmioty, porównanie wypada jeszcze gorzej, bo lekcji geografii, biologii czy informatyki przez całą podstawówkę odbywa się 190, a chemii czy fizyki – 150.

5. Polskiej szkoły nie stać na religię.

Brakuje wszystkiego. Piłek na lekcjach wuefu. Rodzice muszą się składać na papier ksero czy nawet papier toaletowy dla dzieci.

Z tego co wiem Kościołowi niczego nie brakuje. Jeśli lekcje religii są dla niego takie ważne: powinien sam je finansować. W salkach przy kościołach.

6. Wiara nie powinna podlegać ocenie!

Bo jak ją zmierzyć i w ogóle: PO CO?

Tymczasem stopień z religii od kilku lat jest wliczany do średniej. Doskonale pamiętam, kiedy wprowadzono tę zmianę, bo sama wtedy chodziłam do szkoły. Wcześniej religia była traktowana przez uczniów po macoszemu i w serduszku zajmowała miejsce gdzieś tam het daleko za plastyką czy wuefem. Czy wliczenie religii do średniej zmieniło nasze podejście?

A skąd!

Nadal nie traktowaliśmy jej serio, głównie dlatego, że była po prostu źle prowadzona. Księża zwyczajnie nas okłamywali: pamiętam jak jeden kazał nam prowadzić dzienniczek, w którym mieliśmy zaznaczać, jak często chodzimy na mszę świętą. Cały rok twierdził, że to tylko do naszej wiadomości, taki nasz rachunek sumienia, więc możemy być szczerzy, bo on nie będzie nas z tego rozliczać. A w czerwcu zebrał te dzienniczki i wystawił ocenę :). Chodziłam wtedy do kościoła dość pilnie, w ciągu całego roku nie byłam może ze trzy razy (z powodu choroby). I przez to dostałam tróję, bo każda nieobecność – bez względu na powód, którego przecież nie zaznaczaliśmy w dzienniczkach! – oznaczała ocenę niżej.

Poczułam się O-SZU-KA-NA. Wtedy po raz pierwszy w życiu pomyślałam: „A trzeba było skłamać!”. Skoro sam ksiądz może?

Inny znowu ksiądz przyprowadził na lekcję ginekolożkę, która opowiadała, że tabletka antykoncepcyjna to środek wczesnoporonny i przyjmowanie ich niczym nie różni się od aborcji. To skutecznie podkopało moją wiarę w księży i myślę, że wielu uczniów – ze szkodą dla Kościoła – myśli identycznie do teraz.

7. To zwykła dyskryminacja.

Dzieci niewierzących lub wyznających inną wiarę.

Na pewno pamiętasz, jak byłaś dzieckiem i jak ważna dla ciebie była przynależność do grupy rówieśniczej. Być jak oni. Robić to, co oni. Gdy koleżanka z klasy nie zaprosiła na swoje urodziny, był to mały dramat.

Taki sam dramat może przeżywać dziecko, gdy jego najbliższa grupa rówieśnicza – czyli klasa – spotyka się dwa razy w tygodniu na zajęciach, na które ono samo nie chodzi. Poczucie wykluczenia może nasilić się zwłaszcza, gdy dzieci – o, ironio! – W SZKOLE przygotowują się do przyjęcia sakramentu komunii. I bierzmowania.

Z tego powodu rodzice często zapisują dziecko na lekcje religii w szkole, żeby nie czuło się odrzucone. A Kościół może pochwalić się wysoką frekwencją. Która absolutnie nic nie znaczy.

8. Dzieci tracą więź z Kościołem.

Bo ile z tych dzieci, które owszem, grzecznie chodzą na religię, skoro już jest w planie lekcji, co niedzielę chodzi do kościoła? Ile tak naprawdę rozumie, czym są sakramenty i przyjmuje je świadomie, bo tego CHCE, a nie dlatego, że wszyscy to robią?

Gdyby lekcje religii odbywały się na przykład w niedzielę po mszy dziecięcej, jestem pewna, że te msze przyciągałyby jeszcze więcej rodzin z dziećmi.

A może Kościół się boi, że byłoby wręcz odwrotnie? Że już nie każdemu by się chciało? I nagle by się okazało, że już nie ponad 90% katolików, tylko jednak mniej. I jakby nie wypada ustawiać życia WSZYSTKICH Polaków, wtrącać się w rządy oraz programy nauczania?

9. Bo – pozwalając na lekcje religii w szkole – daliśmy przyzwolenie na to, żeby Kościół decydował o całej edukacji.

I teraz na przykład skutecznie blokuje rzetelną edukację seksualną dzieci i młodzieży. Sam tymczasem edukuje bardzo chętnie, zgodnie z własną ideologią, niekoniecznie z nauką.

Bardzo nie chciałam, żeby mój wpis zabrzmiał jak atak na Kościół. Co rusz gryzłam się w język, żeby nie napisać czegoś ostrzej. Sama pracowałam w szkole. Spotykałam prześwietnych katechetów i księży! Ale również takich, którzy uczyli dzieci, że od pocałunku można zajść w ciążę (przypominam, że odbywa się to w szkole, która NIC z tym nie może zrobić!).

Słyszałam od nauczycieli, jak wyglądało ich przygotowanie do prowadzenia zajęć Wychowania do Życia w Rodzinie. Bardziej przypomina to zabawę (np. w dopasowywanie haseł: dziewictwo = świętość; antykoncepcja = grzech) niż faktyczne przekazywanie wiedzy. Kościół na każdym kroku straszy nas seksualizacją dzieci, a sam to robi, zadając przed komunią świętą pytania w stylu: „Czy miałeś myśli nieczyste?”.

10. Dlatego ten punkt zostawiam Tobie.

I możesz tu wpisać absolutnie wszystko: argument PRZECIW lekcjom religii w szkołach jak również ZA, jeśli masz zupełnie inne zdanie niż ja. Kto wie, może mnie przekonasz? A może to ja przekonałam Ciebie? Daj znać, jestem ciekawa, jak faktycznie wygląda zdanie rodziców w tym temacie!

(10 919 odwiedzin wpisu)
Subscribe
Powiadom o
guest
28 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Marta

Dzięki za ten tekst! Wielokrotnie szerzyłam taki pogląd, spotykałam się z argumentem „dziecku bedzir przykro bo inne dzieci dostaną prezenty na komunie, a Twoje dziecko nie”. Jak dla mnie ściana.

Klaudia

No niestety jestem po ciężkiej walce. Placówki nie są w ogóle przygotowane do tego, ze dziecko nie będzie chodziło na religie. Po kilku interwencjach udało się osiągnąć jakiś kompromis, wysyłając moja corke na ten czas do innej sali (na co musiałam wyrazić zgodę, podczas gdy łącza sami grupy z powodu niskiej frekwencji, już nie)
Pierwsza lekcja odbyła się z biernym uczestniczeniem mojego dziecka w lekcji religii (siedziała obok sama przy stoliku z Panią). Oczywiście dowiedziałam się po fakcie, gdybprzyszla do domu i zaczęła mi śpiewać ze sercem kocha Jezusa.

Na szczęście z wykształcenia jestem psychologiem i mam nadzieje pozytywnie ustawiłam jej światopogląd oraz wszystko wytłumaczyłam – żeby nie czuła się gorsza od rówieśników

Spoke

U nas w tym roku religia jest rano, czyli teoretycznie młody mógłby na nią nie chodzić. Spędzał by czas z maluchami w oczekiwaniu na pierwsze zajęcia z Panią… Dwa lata nie chodził ale jako 5 i 6 latek już tak… Spytałam czy chce chodzić na religie, powiedział że tak…
Ale od początku… Synek ma 6 lat i nie jest ochrzczony. Rodzina co jakiś czas wspomina że czas najwyższy itd ale ja nie chce… Jego tata jest osobą wierzącą, ale nie praktykującą. Reszta mojej i jego rodziny częściej lub rzadziej chodzi na msze. Sama jestem chrzestną córki mojego brata. Po prostu w którymś momencie stwierdziłam że to wszytsko nie dla mnie i religia nie jest mi do niczego potrzebna. Mojego syna też nie chce do niczego zmuszać. Na razie śpiewają piosenki i tyle się z tych lekcji dowiedzą.
Najbardziej boję się odrzucenia przez inne dzieciaki w momencie komunii… To wiejska Szkoła, nauczyciele najczęściej uczą całą rodzinę po kolei, wszyscy wszystkich znają. Nawet rodzina stwierdza ze to jakieś moje fanaberie… A dzieje się tak właśnie przez ten chory system. Wolałabym dokładnie takie zajęcia o których wpominasz. Nauka kultury, tego że każdy jest inny, może wierzyć w co chce, byle by był dobrym człowiekiem. A co się dzieje na ulicach? Co słyszymy od młodzieży która uczęszcza na religie? Nic dobrego te lekcje do szkół nie wnoszą…. Niestety w najbliższym czasie na pewno się to nie zmieni…

Katarzyna

Wielkie brawa za napisanie tego tekstu. Zgadzam się w 100% z tym co napisałaś.
W liceum religię mialam z katacheta, który uważał ze cykl kobiety trwa 35 dni, bo u jego żony tak jest. I uwaga! Kiedy na sprawdzianie padło to pytanie, jedyną dobra odpowiedzia było 35 dni właśnie. Absurd, chociaż jeszcze większym absurdem jest robienie sprawdzianu z religii, albo sprawdzanie wiedzy z ewangelii czytanej na mszy w ostatnia niedziele.
W przypadku moich dzieci będę prowadzić walkę o uczęszczanie ich na religię. Bo jeśli tak maja prowadzić religię, jak ją prowadzili kiedy ja chodziłam do szkoły, to nie chce żeby ktoś im wciskał taki bełkot.

Katarzyna

Moje nauki przedmałżeńskie też będę pamiętać. W moim przypadku nauki byly prowadzone przez małżeństwa z parafii, ale nie byle jakie malzenstwa. Tylko takie, które doczekały się rodzin wielodzietnych. Na długo zostanie mi w głowie obraz zmęczonej kobiety po 8 porodach i 3 poronieniach, która ze smutna mina przytakiwała wszystkiemu co zostało powiedziane przez jej męża.

Katarzyna

U mnie mąż zmęczonej życiem żony, nawet nie wspomnial o jakiejkolwiek antykoncepcji. Jego stwierdzenie, że to Bog decyduje czy dojdzie do zapłodnienia kobiety czy nie, wywołało na sali fale śmiechu. Nie wspominając o jego przekonaniu że środki na utrzymanie wielodzietnej rodziny również ześle Bóg (500+ itp).

Marta

W punkt! To nie religia, a indoktrynacja. Na religii powinni mowic o wszystkich religiach, wierzeniach na swiecie. Jakie to by bylo rozwijajace. U kuzynki w Uk, w szkole katolickiej (!) tak wlasnie ucza.

Religii tyle samo co angielskiego? Przegiecie! 1h/tydzien wystarczyloby.

W tym roku jestesmy pierwszy rok w szkole publicznej, przygotowanie do komunii. Bacznie bede sie przygladac czego tam beda uczyc. Na razie religii nie bylo bo ksiadz mial koronawirusa.

Co do komunii i prezentow, to, moim zdaniem wina rodzicow i dziadkow. No bo kto tymi 1000, laptopami, telefonami sypie? Kolezanka juz nastawila moja corke jakie to beda prezenty. Koryguje ze niczego wielkiego nie dostanie no bo rower i zegarek juz ma. Moze komorke, ale to stara uzywke po tacie i to jak bedzie sytuacja wymagala. W ogole to nosze sie z zamiarem odstapienia od uczestnictwa w zbiorowym cyrku i poproszenia ksiedza o msze indywidualna. Taki tlum, przepychanki i szalejace matki to dla mnie porazka. Nie ma to sensu. Oby mi sie udalo.

Marta

Dziękuję.Temat rzeka i dosyć trudny.Na religię w przedszkolu mój syn chodził,córka nie-szanujemy ich wybory.My do KK nie chodzimy co ndz,ale sporadycznie z okazji świąt. Obecnie w szkole chodzą obydwoje,ale wczoraj mi ciśnienie skoczyło…młody ma 9 lat i przygotowanie do komunii.Dostali listę modlitw do UWAGA zdawania z podziałem na terminy .Grożą,ok,przełknęliśmy.Z ostatniej modlitwy dostał 4+ i co?! Siostra każe mu poprawić na 5.Qwa po co ja się pytam?! Co to ma zmienić?! Tak naprawdę,to gdyby nie naciski rodziny to bym go chyba nie zmuszała do tego.Czy ten sakrament coś zmieni w jego życiu??? Znam wiele dzieci,które po komuni św w ogóle nie chce słyszeć o kościele i mszy.Terror wprowadzany ze zdawaniem modlitw,chodzeniem przymusowym na konkretną mszę,różaniec,roraty i inne bzdury ,które są OBOWIĄZKOWE niszczy w dzieciach chęć uczestnictwa we mszy.A gdzie tu miejsce na zainteresowanie religią…

Anna

Ale po co dziecko ma przystępować do komunii, jak nawet nauczenie się kilku modlitw i pójście kilka razy do kościoła jest takim problemem? To nie „terror ze zdawaniem modlitw” zniechęca dzieci do chodzenia na mszę, tylko rodzice, od których słyszy, że to „bzdury”.
Najbardziej szanuję osoby, które mają odwagę nie posyłać dzieci do komunii. Bo łatwiej jest posyłać, ale jednocześnie narzekać, że ksiądz każe przychodzić (o zgrozo!) do kościoła… Komunia nie jest obowiązkowa :D

Agata

Przykro czytac to co piszesz, co ma rodzina do twojego dziecka? Niestety duza czesc moich 3trzydziesto paro letnich rowiesnikow jest pod presja rodziny – sic!! Jak bylam mala to rodzina miala nade mna wladze ale w wieku kilkunastu lat sie postawilam i nie chodze do kosciola. Moja corka tez nie jest chrzczona i nikomu nic do tego. W Pl panuje straszna hipokryzja, moja corka byla w polskiej szkole tylko przez rok, akurat kiedy klasa przygotowywala sie do komunii. Ona jako jedyna nie poszla, i tak sie da. Nie trzeba isc za tlumem, nie zlinczowali nas. Ale zaoszczedzilam dziecku stresu, a ci rodzice sobie i dzieciom go zafundowali, to co robili nie ma nic wspolnego z wiara, non stop narzekali na czeste spotkania w kosciele, komunia to przyjecie i prezenty. Rosnie przszle pokolenie hipokrytow.

rrnata

Stn 2 klasa dwie lekcje religii i 2 angielskiego. Dziecko zapytane czy chodzi do kościoła powiedziało że nie i pani powiedziała że to bardzo źle, żadnej zachęty nic. Chcę aby przystąpił do komuni a potem jak nie będzie chciał to nie będzie chodził. W klasie naturalnej nie na innych przedmiotów ale religia jest!

Mimi

Moja przyjaciółka w tym roku posłała dziecko do pierwszej klasy. Jaki był mój szok, gdy usłyszałam od niej, że ze względu na koronawirusa i brak sal (tak tłumaczy to szkoła) lekcje muzyki łączone są z lekcjami religii!!!

Ola

Miałam religię w liceum, i naprawdę to było dno dna, a nawet tona mułu, dobijająca się od dna. Zamiast np. móc uczyć się na ważne przedmioty maturalne (mówię to już na przykładzie ostatniej klasy), słuchaliśmy o tym, że nie wolno ze sobą mieszkać przed ślubem (a kiedy kolega powiedział, na głos, że nikt mu nie będzie mówił co może, a co nie, to dostał uwagę), robiliśmy krzyżówki, żeby polepszyć OCENĘ, a jeśli siostra zobaczyła, że ktoś ma inną książkę otwartą… Cieszę się, że chociaż umiałam się wyłączyć, i tego wszystkiego nie słuchać. A, widzisz :) Dwie godziny w tygodniu religii. Geografii, o ile się nie mylę, była jedna. Ups.

Barbara

Ad.4 tak być nie może! najlepiej będzie w takim razie wprowadzić lekcje fizyki i chemii już od pierwszej klasy szkoły podstawowej…
;)

Aleksandra

Religia powinna być oddzielona od szkoły całkowicie

Marta

Na lekcjach religii nikt nie ocenia wiary. To jest absurd, proszę takich rzeczy nie pisać.
Ocenia się wiedzę. Wiedzę, która się przecież wcześniej czy później niesamowicie przydaje. Jeśli już nie w tym najgłębszym sensie, to jest ona konieczna po to, żeby rozszyfrować symbole, metafory, archetypy postaci, nawiązania, którymi kultura polska i światowa jest przesiąknięta.
Naprawdę „wielka” krzywda się dzieje naszym dzieciom.
Co to są za argumenty w dyskusji, że tornistry latały, itp. U mnie fizyk wprost na lekcji twierdził, że dziewczyny są głupie, czy to dowodzi, że nie powinno być w szkołach lekcji fizyki?

Barbara

Nie do końca dyrektor nie ma kontroli. Nauczyciel religii MUSI mieć przygotowanie pedagogiczne, podlega ocenie i procedurze rozwoju zawodowego, program i podręcznik MUSI być zatwierdzony. Uczyłam religii 13 lat na różnych poziomach (od przedszkola po klasy maturalne). Często modyfikowałam program i wymagania dostosowując go do poziomu i potrzeb klasy. Ocenia się wiedzę, a nie wiarę. Wiara jest kwestia indywidualna, ale żeby ją mieć, trzeba ją jakoś pogłębiać. Niestety często gęsto rodzice postawę moralną (czy jak kto woli religijną) swojego dziecka mają w nosie, a jedyne, co wymagają, to „rób karierę i po trupach do celu”. I trochę się nam tu cel wspólny-dobro dziecka, przyszłego dorosłego-rozjeżdża. Jeszcze nikt nie wybrał czegoś, czego nie zna. Nie znam wiary, religii (jakiekolwiek), systemu wartości – to jej nie wybiorę. A jak działa człowiek bez świadomości istnienia i konieczności przestrzegania norm moralnych – pokazała nam historia i teraźniejszość nie raz.

puch ze słów

Nie przypominam sobie by w podstawówce czy liceum na lekcji religii ktoś nas obrażał, rzucał w nas, krzyczał, poniżał i mówił że od całowania można zajść w ciążę itp. Natomiast pamiętam doskonale jak w podstawówce i liceum na różnych innych przedmiotach byliśmy obrażani, poniżani, gdzie były łamane prawa ucznia (człowieka…?) systematycznie, nauczyciele bawili się w bogów (takie czasy…).
Pamiętam, że na lekcjach religii mogliśmy odpocząć, wyciszyć się i nabrać sił… – i za to dziękuję. Dziękuję, że te lekcje religii były. Pozdrawiam ;)
P.s. ‚Punkt widzenia zależy od siedzenia…’

Daria

Witam Tak się sklada ze ten tekst pokazuje dokładnie czemu nie chce posłać swojego syna na religie i zgadzam się ze wszystkim co zostało napisane. Główny jednak powód jest taki, ze syn który obecnie ma 2 lata jest z in vitro. Droga do posiadania dziecka była bardzo długa i bolesna i choć niejednokrotnie uroniłam łze słysząc ze taki dzieci maja bruzdę na czole, ze są to dzieci poczęte w sposób niegodny itp itd to jednak byłam świadoma ataków ze strony ?tej części? społeczeństwa. Oczywistym jest równiez ze kiedyś powiem synowi w jaki sposób został poczęty i nie z tego względu że ma to jakieś wielkie znaczenie, lecz po to żeby pokazać ze jest to zupełnie normalne. Nie pozwolę wiec aby moj syn siedząc na lekcji religii słyszał tego typu obelgi i ?pseudo mądrości? wygłaszane na swój temat przez sfrustrowanych ludzi mających więcej na sumieniu niż niejeden z nas.

Sylwia

To jest jakieś nieporozumienie z religią w szkole. Moje dziecko w tamtym roku uczęszczało na religię ponieważ chociaż wyraźnie zaznaczyłam w formularzu, że nie wyrażam zgody, pierwszego dnia nauki przyszedł katecheta i poprowadził w zerówce zajęcia i tyle. Nie byłam z tego zadowolona ale zajęcia były w środku dnia i jak się okazało alternatywą było „wyprowadzenie dziecka do innej sali” tak jak to robiono z dziećmi „niegrzecznymi” więc moje dziecko postanowiło że będzie chodzić na religię, a właściwie że nie chce być wyprowadzane. Katecheta jednak nie potrafił sobie poradzić z grupą, najpierw był krzyk na dzieci, potem klepanie zeszytem po tyłku a potem nawet bicie po głowie. Kiedy sprawa trafiła do dyrektorki okazało się że to „wyjątkowo trudna grupa” (6-latkow!) i że dyrekcja nic z tym nie może zrobić bo to kuria odpowiada za zatrudnianie katechety, także więcej moje dziecko na religię nie poszło i nie pójdzie. Posyłanie dzieci na religię dla świętego spokoju jest zwykłą hipokryzją. Moje dziecko jest jedynym w klasie które nie chodzi na religię, nie ma problemu z rówieśnikami, niektórzy pytają go dlaczego nie chodzi, podobno odpowiada że jest dobrym człowiekiem i to wystarczy :) ja też tak myślę :)