Woman and the city

W poniedziałek nie pracuję

29 września 2016

DSC_3760 kopia3

Mam takie jedno małe marzenie. Że pójdę w poniedziałek zaprowadzić synka do przedszkola, ale okaże się, że przedszkole jest zamknięte. A potem jak zwykle w drodze powrotnej zajrzę do osiedlowego sklepu po bułki, ale nie będzie miał kto mi tych bułek sprzedać. I właściciel warzywniaka obok wywiesi w drzwiach karteczkę: „Dzisiaj nieczynne”. I panie z mięsnego. To wtedy pójdę na autobus, żeby dostać się do miasta, do jakiegoś centrum handlowego, ale ten autobus nie przyjedzie.

Mam takie jedno małe marzenie, że w poniedziałek cała Polska stanie w miejscu. Nawet nie potrafię sobie za bardzo wyobrazić, co by się wtedy stało, czy tylko listonosz nie doniesie listów na czas, bo nikt mu ich nie wyda w okienku, czy może dyspozytorka karetek przestanie odbierać telefony?

Mam takie jedno małe marzenie, chociaż wiem, że przez nie może wydarzyć się wiele złego.
Ale wiem też, że jeśli to zło nie wydarzy się teraz, w poniedziałek, to wydarzy się za czas jakiś. I nie będzie trwać jeden dzień, a lat wiele.

To jest tak, że my kobiety nie jesteśmy dobre dla siebie. Potrafimy błędy wytykać, nogi podkładać, ale nie potrafimy stanąć ramię w ramię. To nas dymają. Napuszczają jedną grupę na drugą i sami podejmują decyzje, podczas gdy cała reszta walczy na argumenty, że „ja mam rację”, a „ty się nie znasz”.

A tak naprawdę nie chodzi przecież o to, czy jesteś za czy przeciw. Na kogo głosowałaś i czy chodzisz do kościoła. To naprawdę nie o to chodzi.

Jesteś przeciwna aborcji? To jej nie rób. Ale nie pozwalaj, żeby w wolnym kraju takie rzeczy mówiono o kobietach. Że „porządnej nikt by nie zgwałcił”, a w ogóle „gwałt jest TYLKO czynem zabronionym, podczas gdy aborcja to dzieciobójstwo”. Stąd już tylko krok do obwiniania nas o zło całego świata, do linczowania, zakrywania burkami, zabierania nam naszych praw i zamykania ust, gdy tylko coś chcemy powiedzieć na swoją obronę. Gdy w ogóle coś chcemy powiedzieć.

Nie daj sobie tych ust zamknąć.


NIE JESTEŚMY W TYM KRAJU MNIEJSZOŚCIĄ, A WAŻNĄ JEGO POŁOWĄ!

W 1975 roku, w październiku, dokładnie 41 lat temu kobiety w Islandii powiedziały: dość. Nie przyszły do pracy. Tego dnia gazety nie trafiły do kiosku, przestały działać telefony i nie wystartowały samoloty, bo w pracy nie pojawiła się ani jedna stewardesa. Zamknięto szkoły. Władza zrozumiała, jak ważną ekonomicznie siłą są kobiety. I że trzeba się z nimi liczyć, bo bez nich wszystko runie.

Taki sam strajk rozpocznie się w poniedziałek w Polsce. TUTAJ przeczytasz o #czarnymponiedziałku. My nie jesteśmy z tym wszystkim same, mężczyźni również biorą już wolne, a część pracodawców deklaruje, że nieobecność 3 października w pracy będzie usprawiedliwiona. Bo dotyczy to również ich. Ich matek, żon i córek.

Dotyczy to nas wszystkich.

#czarnymproteście nie brałam udziału, bo nie bardzo wierzyłam, że to ma sens. No ubrać się na czarno, zrobić sobie selfie, wstawić na fejsa… I co dalej? Czy selfie i dyskusje na fejsie mają jakikolwiek sens? Przecież nikt się z tym nie liczy!

No to trzeba zrobić tak, żeby liczyć się zaczęli.

Dlatego w poniedziałek nie pracuję. Nie włączę komputera, nie odpiszę na żadnego maila. Wiem, że nikogo to za bardzo nie zaboli, ale jeśli wszystkie w tym samym czasie weźmiemy urlop, to będzie już wielka sprawa. Mam takie jedno małe marzenie, że gdzie nie pójdę, tam będzie zamknięte. Tylko tak ktoś tam na górze zrozumie, że jest tu dla nas, a nie my dla niego.

Mam takie jedno małe marzenie, że kobiety w końcu pokażą (oraz uwierzą!), jaką mają siłę. Że ich głos jest ważny w każdej dyskusji. I nie będzie tak, że kilka jest za, kilka przeciw, a cała reszta ma to w sumie gdzieś. Masz córkę? Ja mam. Nie chcę, żeby dorastała w takim świecie.

  • e-milka

    Zaskoczylas mnie. Nic nie wiedzialam. I to mnie nieco martwi – czy sprawa nie jest za malo naglosniona? Mam nadzieje, ze w Polsce huczy, tylko do mnie nie-telewizyjnej nie dotarlo.

    • Dziewczyny protestują od dawna pod sejmem, a poniedziałkowy strajk trochę na hurra zrobiony, dlatego o nim napisałam, bo wystraszyłam się, jak mało z nas może o tym wiedzieć :/.

  • Też mam córkę i mam zamiar bronić jej praw jak lwica! Każda matka ma tyle mocy żeby bronić i chronić swoje dzieci, w tym przypadku nasze córki nas bardzo potrzebują. Nie będzie nam banda idiotow mówic jak mamy żyć. W pełni popieram akcje. A że moim aktualnym szefem jest moja córka… Mąż już wie że ma zjeść na mieście ;-)

  • Zabiegana Mama

    I ja taką nadzieję mam.. Też selfie nie robiłam, ale udostępniłam fakty. Polecam lekturę: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,20721842,zakaz-aborcji-prof-debski-to-co-lezy-w-sejmie-to-proba.html

  • No name

    Mało realne. Ktoś kto pracuje na swoim, moze się podjąć protestu, ale tak jak ja będąca za granicą – no sorry, ale angielski pracodawca mnie nie zrozumie, a po drugie to nie oracuję – nie zarabiam. Kolejna sprawa to tych kobiet, które utrzymują rodzinę i w ich wypadku prawdopodobnie bedzie tak, ze jak owa pani oświadczy, ze nie przyjdzie do pracy, to usłyszy od szefa, ze na jej miejsce jest kilka innych chętnych osób.

  • Msrn

    Mnie nie przekonuje ten protest. Nie ze względu na ideę, tylko tak jak piszesz przez sposób organizacji.
    1. Za mało czasu na przygotowanie. W tydzień nie da się dotrzeć i zmobilizować wszystkich kobiet.
    2. Godziny protestu/demonstracji w dużych miastach – niby weź wolne, ale protest w godzinach 16-18, czyli jednak PO pracy.
    3. Na stronie poznańskiego wydarzenia bardzo gorącym tematem było czy ktoś może załatwić foodtrucki bo z pełnymi żołądkami milej ptotestować.

    Mam wielki szacunek do takich osob jak Krystyna Janda, która rezygnuje z grania tego dnia. Wiele dziewczyn zaplanowało urlopy i traktuje sprawę poważnie. Dlatego żal mi trochę, że robi się z poważnej sprawy piknik. Po godzinach pracy.

    • Nie, nie, protesty o 16-18 mają być zwieńczeniem tego dnia, takim przytupem po całym dniu strajkowania. Nie chodzi o to, żeby o tej godzinie zacząć, tylko podsumować to, co się będzie działo.

  • A ja mam nadzieję, że ten projekt wyląduje w śmietniku sejmowym.

  • Udostępniam ten post we wszystkich kobiecych grupach, do których należę i za chwilę na profilu bloga. Niestety i ja spotkałam się z kobietami, które nic nie wiedziały o tej akcji.

  • Sonia

    W temacie ale i trochę obok: czemu temat aborcji wywołał czarnyponiedziałek a: brak darmowych miejsc w żłobku/przedszkolu, dyskryminacja płacy/stanowiska, złe traktowanie w szpitalu podczas porodu i nie tylko, brak wsparcia finansowego na urlopie wychowawczym (bo przecież to praca jak cholera) itp, itd (każdy pewnie dorzuci sytuację w, której wolał by mieć jądra zamiast jajników) nie sprawił, że Panie (piszę też o sobie) nie wyszły na ulicę? Takie sobie zadałam pytanie gdy usłyszałam o słusznym moim zdaniem proteście. Chcemy walczyć o prawo do zabijania a o prawo do równego życia na co dzień już nie…coś tu nie pasuje. Tak nas szczują i zaślepiają głodnymi tematami, że zapominamy o dyskryminacji na co dzień, bo nie tylko w poniedziałek i nie tylko o wolność macicy trzeba walczyć.

  • Dorota

    Ja bym chciała żeby Polska była krajem, w który każdy ma prawo żyć, również dzieci z zespołem Downa. Aborcja jest przecież szczytem dyskryminacji i braku tolerancji wobec chorych i słabych.

    • Ewidentnie nie wiesz, o co walczymy.

      • Agnieszka

        A o co?

        • 1. O prawo do badań prenatalnych. Nie po to, żeby usunąć dziecko z zespołem Downa, ale – w przypadku wad rozwojowych, np. źle rozwiniętych płuc, serca – wiedzieć, w jakim szpitalu rodzić, jakich specjalistów ściągnąć i jaki sprzęt przygotować.

          2. O to, żeby nadal wykonywano ryzykowne, ale ratujące życie operacje płodu w łonie matki. Po wejściu w życie nowej ustawy, żaden lekarz się tego nie podejmie (jeśli dziecko umrze – będzie dochodzenie). A za kilka lat lekarze, którzy nie będą takich operacji praktykować, nie będą potrafili ich przeprowadzać.

          3. O to, żeby w przypadku ciąży pozamacicznej lekarz nie musiał czekać, aż (jak to jest zapisane w ustawie) „życie matki będzie bezpośrednio zagrożone” (czyli aż dojdzie do krwotoku), bo wtedy może być już zwyczajnie za późno. 1% dzieci z ciąży pozamacicznej może się urodzić, właśnie ten procent chroni ustawa kosztem życia setek, tysięcy kobiet.

          4. O to, żeby kobiecie, która przyjmuje chemię i zajdzie w ciążę, nie kazano tej chemii przerywać. To powinno być pozostawione jej sumieniu, czy chce się poświęcić dla nowego życia, czy nie może, bo osieroci trójkę innych dzieci.

          5. O to, żeby ścigano gwałcicieli, a nie kobiety zgwałcone. Jeśli ta ustawa wejdzie w życie, kobiety będą się bały zgłaszać gwałty. Jeśli po badaniu lekarskim okaże się, że kobieta jest w ciąży, a ona nie będzie chciała tego dziecka (umówmy się, nie można kobiecie nakazać, żeby chciała), to ona znajdzie sposób, żeby ciążę usunąć. Lekarz/policja ma wtedy obowiązek zawiadomić prokuraturę, że była ciąża i jej nie ma. W efekcie zaczyna się dochodzenie i więzienie. Kobiety więc nie będą się przyznawać, że zostały zgwałcone. Gwałciciel nie zostanie ukarany.

          6. O to, żebyśmy mogły pozostać aktywne do późnych miesięcy ciąży: chodzić do pracy, na siłownię, fitness, na masaż, do kosmetyczki – żaden specjalista nie poprowadzi zajęć dla kobiety w ciąży, nie zrobi masażu, zabiegów kosmetycznych, pracodawcy będą się bali przyjmować do pracy kobiety w wieku produkcyjnym wiedząc, że jeśli którakolwiek z nich poroni (w miejscu pracy lub po jej zakończeniu, na ćwiczeniach lub po nich), jego czeka dochodzenie i sąd.

          7. O to, żeby kobiety nie były kartą przetargową w walce politycznej.

          8. I w końcu o in vitro. Według nowej ustawy życie zaczyna się w momencie zapłodnienia, a nie zagnieżdżenia zapłodnionej komórki jajowej w macicy. To oznacza, że zabiegi in vitro również zostaną uznane za dzieciobójstwo.

          Mogłabym wymieniać i wymieniać…