Woman and the city

„Trzeba było poprosić!” – czyli dlaczego mężczyzna nigdy sam nie pomyśli?

23 października 2017

To jest jeden z tych tematów, które wielokrotnie chciałam poruszyć, ale nie do końca wiedziałam, jak go ugryźć. Całe szczęście ktoś to zrobił za mnie na tyle dobrze, że nie pozostało mi nic innego, jak pokazać wam komiks, w którym w sposób doskonały zostało wyjaśnione, dlaczego mężczyzna sam z siebie nie wyniesie śmieci, tylko czeka na nasze polecenie. Pokazanie pełnego kosza palcem. Też cię to męczy? Nic dziwnego!

 




















źródło: Emma
tłumaczenie: Grupa Ponton

Czy ty też w trakcie czytania komiksu kiwałaś potakująco głową tak jak ja? Dawno, dawno temu podesłała mi go jedna z was, wtedy jeszcze bez tłumaczenia, w wersji angielskiej. Pamiętam, że siedziałam zszokowana: Emma była w moim domu. Emma widziała, co się w nim dzieje!

Dzielę się z Piotrem obowiązkami pół na pół, np. on podaje dzieciom lekarstwa, kąpie je i kładzie spać, nie ma też problemu z posprzątaniem czy ugotowaniem obiadu, jednak jeśli nie powiem: „Piotr, czas na syrop!” albo: „Piotr, zrobisz obiad?” no to on sam o tym nie pomyśli. A kiedy gotuje, ciągle pyta: „Ile soli?”, „Czy ten garnek się nada?”, „Najpierw mięso czy cebula?”, odrywając mnie tym samym od moich obowiązków. Długo męczyła mnie ta sytuacja i nie do końca wiedziałam, czy faktycznie mogę mieć do męża o coś pretensje, w końcu jest mężem oraz ojcem obecnym i w pełni zaangażowanym w życie rodzinne. A on sam na moje zarzuty zawsze odpowiadał: „To nie moja wina, że nie widzę bałaganu tak jak ty!”, „Nie mam do tego głowy!” czy: „To ty zarządzasz naszym domem. W każdej firmie jest ktoś taki”.

Jednak osoba zarządzająca nie wykonuje sama zadań! Okazuje się, że podział obowiązków w naszym domu wcale nie przebiega symetrycznie: większość spoczywa na mnie i nic dziwnego, że czułam się przeciążona, mimo gotowości męża do pomocy. No właśnie. Pomocy.

Dzisiaj pokazałam ten komiks Piotrowi. I wiesz co? Kiwał potakująco głową tak samo jak ja! To znaczy zrozumiał w końcu, o co mi chodzi, i że ja wcale nie chcę być mamusią czy szefową w naszym związku, tylko PARTNERKĄ.

Może pokazanie tego komiksu polskim rodzinom skutecznie otworzy wszystkim oczy? Kobietom, mężczyznom, twojemu osobistemu mężowi? Niech zobaczy go jak najwięcej osób! Niech świadomość społeczeństwa rośnie :)


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • polajkujesz go albo udostępnisz na moim fanpejdżu,
  • dasz mi o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz mojego Facebooka, żeby być ze wszystkim na bieżąco,
  • dołączysz do nas na Instagramie
  • oli82

    Moj maz tez Piotr i tez chetny do pomocy , oczywiscie pod warunkiem, ze mu konkretnie powiem co, jak i kiedy…. na poczatku zwiazku czekalam az sie domysli i rosla moja frustracja. Jakis czas temu nauczylam sie mu zwiezle komunikowac co ma robic I nasz zwiazek dziala o wiele lepiej. Co do dziecka nie moge sie nadziwic, ze on przez 19 miesiecy pytal mnie gdzie cos jest, skoro mamy jedna dziecieca mala komode I wszystko jest w tym samym miejscu. Przelomem byl moj samodzielny wyjazd (bez dziecka) na dwa dni. Nie dzwonil i ze wszystkim radzil sobie fenomenalnie:)

  • Kasia

    Ja jestem 10 lat po ślubie. Mamy dwójkę dzieci. Obydwoje studiujemy, pracujemy. Szczerze? Wprowadziliśmy minimalizm. Taki bardzo regorystyczny. W mieszkaniu jest praktycznie pusto. Kilka ubrań. Najpotrzebniejsze rzeczy. Obydwoje z mężem pakowaliśmy wszystko i wynieśliśmy do piwnicy. Chcieliśmy spróbować czy bez tych wszystkich „potrzebnych” rzeczy na prawdę da się zyc. No i okazuje się, ze się da. Nie ma absolutnie problemu ze sprzątaniem. To raptem 30 minut. Sprzątamy cała rodzina. Dokładnie przez 30minut. Gotowanie? Tez na zmianę. Przechodziliśmy przez różne etapy. Był moment kiedy ciagle sprzątałam, gotowałam itd itp. To była ogromna frustracja i złość. Polecam minimalizm.

    • O tak! Praktykowałam to od dawna, a potem zaczęliśmy się budować i znowu obrośliśmy w kupę niepotrzebnych rzeczy, bo nie opłaca się robić generalnych porządków (takich z czyszczeniem szaf), skoro „za moment” przeprowadzka i trzeba będzie to robić jeszcze raz. Na przeprowadzkę czekamy od dwóch lat :). W tym czasie żyjemy w takim rozkroku, że trzeba sprzątać stare mieszkanie i nowy dom. Teraz dopiero zbliżamy się do finiszu i powoli, po cichu zaczęłam wyrzucać nikomu niepotrzebne klamoty (co by łatwiej się było spakować) :)

  • Patrycja Rudź

    Uhuhuuuuu :) w punkt bym powiedziala :) jakiez to prawdziwe :)

  • Ola

    A u mnie chęci do jakiejkolwiek pomocy brak, były rozmowy, były awantury, były różne ustalenia, nic z tego nie wyszło i choć mocno mnie to uwiera poddałam się i nawet przestałam prosić. Zarabiam może jedną dziesiątą tego co partner, więc on zawsze zasłania się pracą, zmęczeniem i tym, że przecież on dba o zapłacone rachunki, super wyjazdy czy atrakcje, mi za to ledwo starcza do pierwszego. Tak został wychowany i do tego przyzwyczaiły go wcześniejsze partnerki, ja zbieram żniwo :( poza tym nawet jak facet jest chętny do pomocy to ciągłe upraszanie się o wszystko też męczy psychicznie. Proszę zrób to, proszę zrób tamto, a może byś tak… Jeśli już na prawdę nie zauważa góry naczyń w zlewie ani nie wie, że same nie zawedruja ze zmywarki do szafki to mógłby chociaż wyjść z inicjatywą „co trzeba jeszcze zrobić, żebyśmy mogli razem odpocząć kochanie?” Fajnie by było co???…
    A potem się dziwić, że nie jesteśmy w stanie zaangażować się w żadne „razem”, bo zamiast być ze sobą tu i teraz ciągłe myślimy ile prań będziemy w stanie nastawić jutro i że trzeba odkręcić grzejnik bo zapowiadali deszcze to nie wyschnie, a w zlewie zostały dwa garnki do umycia, a ch*** jeszcze obiad na jutro do pracy, o kurde mamy nowe pęknięcie na suficie… Któraś wie gdzie to ma wyłącznik? ;)

  • e-milka

    Jakie to prawdziwe! Moj tez „pomaga”. Ale wiele rzeczy musze wywalczyc. Najbardziej mnie wkurzaja takie dialogi: „Poszedlbys kupic jajka?” „Dlaczego? Nie ma juz w lodowce?”. Oczywiscie jako linguista wiem, ze juz pytanie sformulowalam zle, umieszczajac tam tryb przypuszczajacy, ktorego faceci nie czaja. Tryb musi byc rozkazujacy, choc kazda babka by sie za to obrazila. Moj maz, jak typowy facet, zawsze zadaje pytanie „dlaczego”. Wiem, ze to normalne, dziewczyny czesciej dopasowuja sie do zastanej sytuacji (uwarunkowanie biologiczne czy kulturowe?), faceci pytaja dlaczego i czy aby na pewno. Ale ja, jako kobieta czuje sie tym pytaniem zaatakowana, bo w moich uszach brzmi to tak, jakby podwazal moje kompetencje i w ogole zdolnosci postrzegania („A sprawdzilas juz, czy naprawde nie mamy jajek w lodowce?”). Rzecz w tym, ze ja juz sprawdzilam i wiem, ze te 4 jajka nie starcza na to, co mam w planach. On oczywiscie o moich planach nic nie wie. W koncu wsciekla sycze „Idz, kup te cholerne jajka, to jakis problem jest, zeby jajka kupic?! Albo wiesz co? W d…ie mam twoja pomoc, sama pojde, ciebie to o nic nie mozna poprosic”. On „A czemu ty sie zaraz wsciekasz? Pojde, no przeciez pojde zaraz.”. A ja bym wlasnie chciala, ze jesli manager – podwladny, to on bez „szemrania” spelnia moje polecenia. Z drugiej strony, kiedys kolezanka zapytala: „A chcialabys miec pantoflarza?” No nie, chyba nie. I tak pewnie bedziemy walczyc o te jajka do usmarkanej smierci.

    • No patrz, a ja myślałam, że po prostu trafił mi się taki buntownik, a nie, że to leży w męskiej naturze :). Mój też zawsze kwestionuje to, co zastane: a dlaczego, a na pewno, a może zrobimy Ilona inaczej?

      Z tym pantoflarzem to w punkt, postaram się o tym teraz pamiętać, jak Piotr na moją prośbę o wyniesienie śmieci odpowiada: „Ok, wyniosę, jak będę szedł na dwór” (gdzie kosz już w tym momencie kipi od śmieci, a nauczona doświadczeniem wiem, że jak mąż będzie szedł na zewnątrz za trzy godziny to zwyczajnie… Zapomni!).

      • e-milka

        No wlasnie, jak mnie tak zapytala, to naprawde mnie to uderzylo i musialam sie nad tym zastanowic. I w sumie dobrze, ze pytaja dlaczego, tak globalnie patrzac, tak patrzac od strony Rzeczy Wielkich i Waznych, ale na codzien jest to czasem, co tu duzo mowic, uciazliwe dosc. :)

  • Anna Kościerska

    A ja Was zaskoczę :) Mój mąż (od 10 już lat) wrócił wcześniej z pracy (jest kierowcą zawodowym, wraca na weekendy)była godzina 9:00 piątek, ja jeszcze miałam jedną Panią (zakładam rzęsy) więc tylko przywitaliśmy się i mąż zniknął za drzwiami. Pomyślałam pewnie zmeczony, jechał całą noc, poszedł spać (większość mężczyzn tak by zrobiła), jednak jakie było moje zadowolenie kiedy po skończonej pracy wróciłam i co widze?! Posprzątana kuchnia i UWAGA !!!! umyte okna :))). Tak i to nie pierwszy raz. Taki jest mój mąż. Zmywa, wstawia pranie, sprząta i GOTUJE!!!! I tu wielki ukłon dla mojej teściowej :)) która nauczyła mojego męża obowiązków. Dokładnie tego samego ja teraz uczę moich synów. Mam nadzieję że kiedyś moje synowe będą miały tak dobrze jak ja.