Mum and the city

Tego nauczyli mnie rodzice. I teraz mam przesrane!

29 czerwca 2015

DSC_0112_1

DSC_0118_1

Moi rodzice są jak wycięci z zupełnie innej epoki. Może nie pamiętają czasów dinozaurów – chociaż przez długi czas myślałam, że tak właśnie jest – ale muzykę odsłuchiwali z adapteru, na pierwsze Levisy z Pewexu odkładali całe pensje i do teraz myślą, że Nasza Klasa jest całkiem ok. W dodatku żyją jakimiś ideałami, które w dzisiejszym świecie są jak przejażdżka dyliżansem przez sam środek dużego miasta. Wiecie: w teorii brzmi świetnie, ale w praktyce? Trochę obciach.

Tak jest mniej więcej ze wszystkim, co mówią i robią, a skutki ich ględzenia odczuwam po dziś dzień! Bo nauczyli mnie na przykład:

DSC_0037_1

DSC_0041_1

ŻE SKROMNOŚĆ JEST CNOTĄ

Totalny przeżytek. Bardziej mnie oszukać nie mogli! Przecież to autopromocja jest dźwignią sukcesu – wszystko, począwszy od rozmowy o pracę, a skończywszy na popularności bloga opiera się właśnie na niej. Im GŁOŚNIEJ i częściej mówisz, że jesteś w czymś najlepszy (i to, co oferujesz – jest najlepsze), tym więcej ludzi w to uwierzy. Może jeden na stu zapyta o dowody, ale pozostali? Łykają jak młode pelikany.

Pewnie w swojej pracy też masz takich pijarowców, którzy robią mało (lub kiepsko), ale opowiadają za trzech i to właśnie oni są przez szefa/innych pracowników/klientów cenieni najbardziej.

Bo jeśli się nie chwalisz – to widocznie tylko dlatego, że nie masz czym!

Tymczasem rodzice zawsze mi powtarzali, że o tym, jacy jesteśmy, najlepiej świadczą nasze czyny, a nie słowa. Rozumiesz, jeśli codziennie przeprowadzasz staruszkę przez pasy, to chociaż ludzie o tym nie wiedzą, patrzą na Ciebie z większym szacunkiem niż na tego, który przeprowadził raz, ale wszystkich zdążył o tym poinformować.
No właśnie – nie.

I nie, jakość sama się nie obroni. Ludzie się nie znajo. W końcu słuchają zespołu Weekend, czytają Coelho tudzież inne dramaty nad rozlewiskiem, a najmądrzejszą Polką jest… Doda. Królowa autopromocji. Każdy zna jej IQ. Bo umie się sprzedać, w czym niestety – skromność nie pomaga.

DSC_0052_1

DSC_0054_1

DSC_0064_1

DSC_0085_1

I ŻE NIE NALEŻY OSZUKIWAĆ

Więc od małego zawsze byłam tą, która daje się łoić w planszówki. W szkole też nie ściągałam, bo nie chciałam dostać oceny za coś, co nie jest moją pracą. Teraz wcale nie jest lepiej! Założyłam sobie na ten przykład bloga i nie kupiłam fanów na Allegro, bo nie potrafiłabym potem odpisywać firmom, że cena obejmuje promocję na Facebooku wśród ludzi, których… Nie ma. Chociaż wiem, że właśnie w ten sposób zaczynał nawet Justin Bieber, bo duża liczba (lajków, wyświetleń teledysku na YouTube) zawsze działa na wyobraźnię odwiedzających i widząc ją, myślą sobie: „Ej! On musi być w cholerę dobry, skoro przyciągnął takie tłumy!”. I biznes się kręci, chociaż rodzice zawsze mówili, że kłamstwo ma krótkie nogi!

A JAK KTOŚ CIĘ UDERZY, TO MUSISZ NADSTAWIĆ DRUGI POLICZEK

Dlatego nie potrafię walczyć o swoje i jeśli jestem wypraszana (na przykład ze szpitala z chorym dzieckiem), to wychodzę, zamiast wrócić oknem. I gdy ktoś mi pyskuje, to spuszczam tylko wzrok, czekając, aż przestanie. Nigdy nikomu nie powiedziałam złego słowa, chociaż sama usłyszałam ich w życiu całkiem sporo, bo ludzie lubią skakać po ringu i zadawać ciosy poniżej pasa, jeśli nikt im nie oddaje.

To o takich jak ja mój szwagier mówi: „Jeśli masz miękkie serce, to musisz mieć twardą dupę!”. No tak, w końcu ćwiczy się wieczorami z Chodzią ;).

DSC_0101_1

DSC_0110_1

DSC_0149_1

DSC_0155_1

Sami widzicie, że moi rodzice są z zupełnie innej epoki! Ale… Ja chyba trochę też… Bo teraz chcę mojego syna nauczyć dokładnie tego samego.

Że sobie nie poradzi? Być może będzie miał trochę pod górkę, zupełnie jak ja, ale hej! Przecież dziadkom jakoś się w życiu udało. Nie jakoś, a całkiem zajebiście! I mnie w sumie też.

Bo chyba jednak największym sukcesem jest żyć w zgodzie z własnym sumieniem. I nigdy nie musieć wstydzić się swojego zachowania.

DSC_0169_1

  • Reguły są po to, aby je ustalać, jedne bardziej, inne mniej sensowne, ale promowanie to normalna sprawa niezależnie czy siebie, czy też kogoś/czegoś innego

    • A jasne, że tak :).

      Tylko czasami tak bardzo mnie wkurza, jak widzę, że ktoś wykonuje kawał dobrej roboty i niestety nie może się przebić przez tłum „krzykaczy”.

      Dzisiaj właściwie nie liczy się co i jak robisz, tylko jak dobrze potrafisz to sprzedać :).

  • Masz szczęście mając rodziców, którzy posiadają zasady. Gorzej, jak się ma rodziców, którzy nie wychowują, a hodują swoje pociechy. Nie przekazują żadnych wartości.

    Zdziwiłbym się, gdyby twoja puenta była inna. To to co wyznają twoi rodzice to prawdy uniwersalne, które zawsze się obronią. Nawet jeżeli dzięki nim nie zostanie się prezydentem USA, czy Miss Universe to przynajmniej będzie się miało spokojny sen.

  • Kasia A.

    Jestem tak samo wychowana i też tego chcę uczyć moje dzieci :)

    • Chociaż wiesz, ja mam duże wątpliwości co do punktu pierwszego, bo teraz to całkowicie niepopularne, dzieci mają być pewne siebie i swojej wartości oraz przede wszystkim powinny umieć się przebić. Boję się, że jak wychowam „skromnisia” to zawsze będzie stał w cieniu tych, którzy przechwalać się potrafią.

      Z drugiej strony… Chwalipięty rzadko cieszą się sympatią otoczenia ;). Chyba najlepszy jest po prostu umiar: wiem w czym jestem dobry i potrafię o tym głośno mówić, ale bez zbędnej przesady.

      • „Chwalipięty rzadko cieszą się sympatią otoczenia” – tylko w Polsce. Tu każdy sukces jest powodem do nienawiści. Dlatego nie lubię tego kraju. Pochwalisz się, że zrobiłaś doktorat, wyjdziesz na ą ę, niewiadomoco. W Stanach Ci wszyscy będa gratulować i jeszcze dadzą podwyżkę w pracy. U nas Ciez pracy wywalą za zbyt wysokie wymagania. ;)

        • A wiesz, że w sumie masz rację?
          Ja mam taką zagwozdkę, bo w domu słyszałam: „nie powinnaś się chwalić”, a znowu mąż mi powtarza: „nie w tym niczego złego, jeśli ktoś się czymś pochwali” ;). Dlatego nigdy nie wiem czy tym razem wypada czy już nie i zazwyczaj siedzę cicho ;).

          • Może po prostu chodzi o sposób chwalienia się?

  • Dobrze, że doczytałam końcówkę, bo bzdury bym teraz pisała na kształt „eeee, moi to samo mówili i dalej uważam to za skarb i cnotę wielką”, także ten?piona i do przodu! U mnie jeszcze często słyszałam „pokorne ciele dwie matki ssie”

  • Moim zdaniem chwalenie się swoimi osiągnięciami nie wyklucza skromności. Po prostu najpierw coś robimy, apotem się chwalimy, a nie na odwrót. ;)

  • Wiesz masz przewagę taką, że to ty decydujesz do pewnego momentu co ma umieć twoje dziecko. Jak juz będzie na etapie uczenia się od innych dzieci, tm wszystko co ważne będzie umiał od ciebie. I te kilka złych rzeczy, które wchłonie z otoczenia nie będą w stanie go zepsuć.

  • wartości przekazane przez twoich rodziców są piękne i mądre
    myślę, że może takim przechwalającym się cwaniakom czasami w życiu bywa łatwiej, bo umieją kręcić, ale uczciwość, szczerość przede wszystkim w stosunku do siebie i najbliższych jest bezcenna

  • Ja mam zakorzenione, że mam być fair. A od rodziców nauczyłem się, że mam robić swoje i to dobrze, a wszystko się ułoży… dlatego awanse i podwyżki dostają inni, a ja robię swoje.

  • asik

    qrde chyba opisałaś mnie!!! jestem dokładnie taka sama chociaż trochę młodsza, ale moi rodzice są grubo po 60!!! Pewnie z tej samej epoki co Twoi

  • I dla mnie cenne są zasady, o których piszesz- zasady które wpoili mi i moi rodzice. Zastanawiam się często jednak (podobnie jak ty, skoro, powstał taki tekst) co w dzisiejszych czasach jest ważniejsze, sztywne trzymanie się zasad, niechwalenie itp, pozostawanie wartościowym człowiekiem tak po prostu dla siebie, czy też raczej postawienie na tzw. zaradność życiową, która niekoniecznie oznacza dziś prawdziwe czyny, ale to w jaki sposób pokazujemy się światu zewnętrznemu…?

  • Mnie tez rodzice nauczyli wielu niepraktycznych spraw, ale dobrze mi z tym. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • A czy to nie jest trochę tak, że skromność jest cnotą ale z 2 strony trzeba znać swoją wartość? Królowa Doda była na piedestale polskiego showBiz, wyskakiwała z lodówki – a i owszem. Ale śmiem twierdzić, że taka narzucająca się postawa, sprawdza się – ale na krótką metę. Osobę skromną ale świadomą swojej wartości i mającą coś ciekawego do powiedzenia doceni populacja ludzi mających podobne wartości. A jaki pożytek ze stada wróbli, ćwierkających tak samo jak uwielbiana papuga im pokaże?

    Co do wychowywania dzieci to też uważam, że trzeba im pokazywać, że życie z zasadami smakuje lepiej.
    Pozdrawiam!

  • No to jesteś frajerką! …ale ja też nią jestem! ;) I swoje dzieci też wychowuję na frajerów. Trudno – inaczej nie potrafię ;)

  • gin

    Też mam przechlapane, bo moim Rodzice nauczyli mnie podobnych rzeczy. I teraz człowiek ma ciągle pod górkę…
    Ale w zasadzie – przecież wcale nie jest mi z tym źle ;)