Dziecko? Praca? Czyli pierwszy krok do psychiatryka

DSC_0028_2

Pogodzenie pracy zawodowej z wychowaniem dziecka jest jak chodzenie w szpilkach po kocich łbach. Kiedy już się na to zdecydujesz, czujesz się niesamowicie: jak silna kobieta, dla której nie ma rzeczy niemożliwych! Idziesz więc przed siebie z wysoką uniesioną głową i jesteś dumna. Ludzie oglądają się za tobą i podziwiają, że tak ładnie potrafisz utrzymać równowagę.

Jednak bardzo szybko zaczynasz się męczyć. Po jakimś czasie masz już tylko ochotę usiąść na krawężniku i zawołać: „Pieprzę to! Dalej nie dam rady!!!”.

Właśnie jestem w tym miejscu. Pewnie nie wszyscy jeszcze słyszeliście, ale od kilku miesięcy organizuję razem z Elwirą konferencję – Blog Conference Poznań. Efekty przerosły nasze oczekiwania, bo niespodziewanie nasz event stał się jedną z najważniejszych imprez blogerskich w kraju. To coś jak Opener, tylko jeszcze lepsze, bo ludzie rezygnują z udziału w festiwalu, żeby przyjechać do nas.

Pomysł był prosty: zebrać na scenie największe sławy z blogerskiego świata, które opowiedzą o swojej drodze do sukcesu, czyli o tym, o czym sama zawsze chciałam usłyszeć, ale nie miałam okazji zapytać. No ale pracy też jest sporo. Począwszy od wielomiesięcznych rozmów ze sponsorami, poprzez wywiady dla lokalnych mediów, radia RMF MAXXX, Onetu i Gazety.pl, a skończywszy na kompletowaniu sztućców dla… Trzystu osób!

I tak sobie wiszę od tygodnia na telefonie, ewentualnie siedzę z dupskiem przed kompem, a w tym czasie moje biedne dziecko wychowuje się samo. Pewnie jak każda pracująca mama – tak na poprawę humoru – powtarzam za mądrymi psychologami mity, które zostały wymyślone po to, abyśmy nie żyły w poczuciu winy. Ale tak szczerze? Wpędzają mnie w jeszcze większe kompleksy…

SPEŁNIONA I SZCZĘŚLIWA KOBIETA TO SZCZĘŚLIWE DZIECKO!

Jasssne… Bo moje dziecko woli, żebym najpierw myślała o sobie, a dopiero potem o nim. I cierpliwie poczeka ze swoim nowym misiem, aż wykonam wszystkie telefony. I jeszcze zrozumie po co to wszystko. A na dłoni wyrósł mi właśnie kaktus…

DSC_0023_2

DSC_0024_2

LICZY SIĘ JAKOŚĆ, A NIE ILOŚĆ!

Sama słyszysz jak to brzmi… Według tej teorii wystarczy być mamą przez dwie godziny dziennie, żeby być mamą doskonałą. Wiecie, dokładnie tyle czasu spędza przeciętna pracująca kobieta na zabawie ze swoim dzieckiem, kiedy już je odbierze od niani/babci/ze żłobka/przedszkola/szkoły, przygotuje obiad, zrobi pranie i z grubsza uprzątnie dom. Aha, i jeszcze zakupy gdzieś po drodze. Dwie godziny między 18 a 20, po której wybiciu nasze dziecko zaczyna zasypiać na stojąco. Dwie króciuchne godziny bez wyrzutów sumienia.

Osobiście nie wierzę, że pracująca mama ich nie ma. Ja za każdym razem płaczę w środku, kiedy mówię do Kostka: „Nie teraz, kochanie!”, „Mama nie ma czasu!”, „Za chwilę skarbie!”, „Muszę popracować i zaraz do ciebie przyjdę!”. Kiedy odchodzi od mojego biurka ze spuszczoną głową, powłócząc powoli nogami. A ja wiem, chociaż jest odwrócony tyłem, że na jego twarzy pojawiła się właśnie podkówka. I że walczy w tej chwili ze łzami. Sama wycieram je z policzka wierzchem dłoni. Przecież żadne dwie głupie godziny – nawet takie po brzegi wypełnione szaloną zabawą – mu tego nie wynagrodzą!

A WŁAŚNIE – KIEDYŚ MU TO WYNAGRODZĘ!

Ja wiem, że u mnie to jest tylko na chwilę. Że po konferencji – już w poniedziałek – to nie będą tylko dwie godziny, a całe dni, tygodnie, miesiące tylko dla mojego dziecka. Więc codziennie obiecuję sobie i jemu, że wtedy mu to wynagrodzę. Pewnie już mi nie wierzy. Ale wynagrodzę.

Tylko co sobie myśli taka zwykła pracująca mama? Żyje od weekendu do weekendu? Od urlopu do urlopu?

Gdzieś tam nam – kobietom – wmówiono, że możemy mieć wszystko. Odnosić sukcesy w pracy i równocześnie spełniać się w roli mamy. Jakby nie prościej było powiedzieć: nie! Pogodzenie tych całkowicie ze sobą sprzecznych ról jest cholernie trudne!

No po co babkom wmawiać, że jak tylko wystarczająco się postarają, to będą superhero? Mój mąż, który pracuje nawet więcej ode mnie, jakoś nie ma takich problemów. Bo jemu nikt nie wmówił, że może być dobrym pracownikiem i jeszcze lepszym tatą. A przecież jest. Może nie takim na sto procent, zawsze i wszędzie, ale on tego od siebie nie wymaga! Bo wie, że jak da na śniadanie suchą bułę zamiast pełnowartościowego posiłku, to świat się nie zawali. A jak zapomni wyjąć pranie z pralki, to będzie się z czego pośmiać.

Godzenie pracy zawodowej z wychowaniem dziecka jest jak bieganie po kocich łbach w obcasach. Nie raz się potkniesz, a nawet przewrócisz. Ale kiedy będziesz wstawać – pamiętaj, że to żaden wstyd! Przecież każda z nas leży czasami jak długa…

DSC_0036_2

40
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
22 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
22 Comment authors
Zapracowana MamaPracoholiczka ;)Ilona KosteckaAgnieszka | casalinga.plWeronika Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Ali
Gość
Ali

lubie ze w koncu ktos pisze o czyms innym niz bycie idealna mama :) rzygac mi sie czasem chce (za przeproszeniem) sluchajac/czytajac historie tych wszystkich szczesliwych i spelnionych. w ktore juz dawno przestalam wierzyc :)

marzena
Gość
marzena

Tak, bo jak da na śniadanie suchą bułę zamiast pełnowartościowego posiłku, to świat się nie zawali, ale tylko dlatego ze wie, ze to Ty dopilnujesz zeby Twoje dziecko nie mialo niedoboru witamin, zelaza i wapnia (ewentualnie wyladujesz u lekarza, ktory w trybie natychmiastowym odesle cie do dietetyka z niejadkiem, ktoremu brakuje wszystkiego-tak to ja). A jak zapomni wyjąć pranie z pralki, to będzie się z czego pośmiać a Ty bedziesz musiala nastawic jeszcze raz plukanie i w koncu to kiedys wywiesic (tak, wtedy kiedy on robi wygibasy na silowni a ty utknelas w domu, no bo ile dni z rzedu… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Wiecie co, mi sie w miare udalo! Nie jest idealnie ale w miare ogarniamy. Ale fakt faktem, ze mam dobra robote i pozwolono mi pracowac na 3/4 a ponadto zaczynac godzine wczesniej niz inni. Dziecko siedzi z niania 5h dziennie a sama sie nim zajmuje kolejne 5h. Corcia zakochana w niani i wiem ze przez te 5h super sie bawi. Mieszkanie ogarniamy tylko w weekendy albo wcale. Przelewy, rozmowy z rodzinia, zakupy on line w drodze do pracy lub w przerwach w pracy. Zakupy spozywcze raz w tygodniu robi maz tuz przed zamknieciem hipermarketu o 22. Sami jemy glownie w… Czytaj więcej »

Misako - matka po japońsku
Gość
Misako - matka po japońsku

Jestem pracują, widującą w tygodniu po 2h i wszystko pozostałe mamą, póki co wyrzutów brak. Idiotyzm sytuacji właśnie jest w matkach, kobietach, że słuchają tego pierdolenia o tym jakie być powinny. Faceci mają to w D i jak im dobrze, ucze się od nich. Uwielbiam moją prace, kocham dziecko i jestem MAMĄ, po prostu bez żadnych tytułów, onomatopei czy gloryfikacji.

Weronika
Gość
Weronika

Otóż to! Mamą się jest cały czas, a nie tylko gdy akurat bawi się z dzidziusiem. Gdy zdobywam pieniążki na jedzenie dla dziecka również jestem 100% mamą!

aszka
Gość

no i wreszcie prawdziwe życie… wprawdzie przede mną jeszcze długa droga do tego rozbicia siebie na 2 osoby – mamy i pracownicy, ale szczerze przyznam myslę o tym bardzo często i to zawsze z pełną trwogą :( Bo zawsze ambitna zawodowo, teraz chciałabym też wychować z pełnym oddaniem i bez szkody dla dziecka… a presja jeszcze taka że w rodzinie wszystkie kobiety które zostały mamami zrezygnowały z pracy zawodowej…

Marzena
Gość
Marzena

Świetny wpis. Ja bym jeszcze dodała, że taka mama pracująca to „powinna” jeszcze super wyglądać. Kilogramy zrzucić w dwa miesiące po porodzie, paznokcie mieć wypielęgnowane i zawsze nienaganny makijaż. Niestety taki wizerunek jest kreowany w mediach, a my biedne wierzymy, że można to wszystko pogodzić…

o chlopcu I
Gość
o chlopcu I

przerabialam wszystkie opcje…praca na pół etatu, cały etat, bycie w domu…teraz czekam na drugie maleństwo i wiem, że jedyna opcja to praca na częśc etatu…nigdy nie zgodziłam się na całodzienne przedszkole, wybieram nianie plus przedszkole na 3 godziny..ale to moje zdanie…nie do końca rozumiem ludzi ugmatwanych w dzikim pędzie…u nas chwilami tez tak jest.ale oboje z mężem wiemy kiedy jest dość, kiedy trzeba się zatrzymać…kwestia priorytetów..ale zgodzę się z jednym, nie da się pogodzić wszystkiego w 100%..i to nie chodzi o nasze zmęczenie, na tym najzwyczajniej traci dziecko

Żaneta
Gość

Całkowita prawda. Mnie w sierpniu kończy się macierzyński… dziecka nie ma z kim zostawić, do żłobka się nie dostał, a zatrudniając nianie musiałabym oddać prawie cała wypłatę… na razie nie ogarniam.
Szkoda, że nie udało mi się dostać na BCP. Może w przyszłym roku :)
Pozdrawiam :)

lavinka
Gość

To chyba zależy, czy się miało przerwę. Ja nie pracowałam tylko kilka tygodni, więc poród i połóg były trochę jak urlop (nie licząc tego, że wylądowałyśmy z małą w szpitalu, ale to się nie musi przecież zdarzyć). I od razu zaczęłam dalej pracować, więc po trzech latach takiego stanu rzeczy nie mam żadnego problemu z tym, że moim dzieckiem zajmują się osoby trzecie. Zawsze to robiły. Po prostu nie pracują na osiem fajerek, tylko na cztery. Nie muszę niczego godzić.

Matko Zabawko
Gość
Matko Zabawko

My kobiety chcemy być we wszystkim super. Chcemy być najlepsze, ale nie da się bez mniejszych bądź większych strat. Zawsze ktoś lub coś ucierpi…na początku macierzyństwa chciał być idealna. Wyluzowałam trochę i żyję się od razu lepiej.

Kasia Harężlak
Gość

Gratuluję konferencji – czytałąm same pozytywne opinie. Naprawdę żałuję, że się nie zgłosiłam, na pewno nadrobię za rok :)
Mam jeszcze pół roku bez dylematów, ba! z urlopem będzie to jeszcze 8 miesięcy a potem… zobaczymy. Myślę, że każdy dzień i każda decyzja będzie efektem analizy, wybieraniem „złotego środka” lub „mniejszego zła”. Ale na razie się tego nie obawiam. Bardziej boję się tęsknoty za synkiem, teraz jesteśmy razem cały czas, prawie 24 godziny na dobę. Pierwsze dni w pracy na pewno będą dla mnie trudne pod tym względem.

Monika Mo
Gość

Pamiętam, jak kiedyś komentowałaś mój wpis o pracy i macierzyństwie. Pisałaś wtedy, że w Twoim przypadku to się nawet nie opłaca i znając swoje dziecko – wybrałaś inną ścieżkę. To było chyba rok temu. Cieszę się i jestem z Ciebie autentycznie dumna, że w odpowiednim dla siebie czasie podjęłaś to wyzwanie i czytając o tym jak wspaniale wyszła konferencja – świetnie Ci idzie. Tak trzymać! I super, że nie słodzisz tu o organizacji czasu, to-do-liście i innych pierdołach, które rzekomo pozwalają iść z dzieckiem na plac zabaw w środku dnia.

Weronika
Gość
Weronika

„Jakby nie prościej było powiedzieć: nie! Pogodzenie tych całkowicie ze sobą sprzecznych ról jest cholernie trudne!”
A czy ktoś mówił, że będzie łatwe…? I czy uważasz, że dlatego, że to trudne, powinno się wybrać jedno z dwóch? Nie! Odmawiam. Chcę pracować, kocham to i nie przestanę.

„Mój mąż, który pracuje nawet więcej ode mnie, jakoś nie ma takich problemów.”

O to to. Jeśli on może nie mieć takich problemów, to ja też mogę.

Agnieszka | casalinga.pl
Gość

Nie jest tak źle – serio. Pracowałam tak ponad rok – ja w pracy a moja 3 letnia córka z nianią. Wykorzystywałam każdą wolną chwilę, żeby się z nią bawić i w sumie było to wszystkiego właśnie te 2 godziny przez cały dzień. Przez te dwie godziny oddawałam jej swoją uwagę w 100%, tylko ja – żadnych facebooków, telefonów, smsów, tv. Tylko moja córka. Bywały dni, że widziałam ją tylko rano przed wyjściem do pracy, bo po pracy leciałam od razu na zajęcia i wracałam po 20.00. Boże, jak ja wtedy za nią tęskniłam. Fajnie tak zatęsknić za własnym dzieckiem,… Czytaj więcej »

Pracoholiczka ;)
Gość

Trochę znakiem naszych czasów jest to, że dziecko stawia się na pierwszym planie. Kiedyś dzieci po prostu były i wychowywało się je niejako dając wzór, a nie pracując cały czas nad ukształtowaniem go. Takie dzieci były bardziej samodzielne, a rodzice nie mieli dylematu – praca, czy wychowanie dziecka.

trackback

[…] pracy po macierzyńskim albo wychowawczym spędza sen z powiek niejednej z nas. To najtrudniejsza decyzja, przed jaką staje mama. Czujemy się, jakbyśmy „porzucały” nasze dzieci. Ciężko […]

Zapracowana Mama
Gość
Zapracowana Mama

Wreszcie znalazłam wpis na temat innej strony macierzyństwa w kontekście pracy… W internecie aż wylewają się artykuły nt. tego, że mamy po roku chcą wyjść do ludzi, wrócić do świata i jak to teraz przeorganizować. Ja wróciłam do pracy jak córka miała 4 miesiące – to był najgorszy wybór w moim życiu. Na początku czułam się jak Wonder Woman – mogę wszystko. A teraz coraz częściej płaczę w duchu i nie tylko, bo mała ma już 1,5 roku a ja nie mam żadnej alternatywy, żeby być z nią na co dzień, a czas ucieka. Żyjemy od weekendu do weekendu, od… Czytaj więcej »