Woman and the city

Związek po porodzie jest jak hamburger

28 maja 2015

DSC_0487_1

Mężczyźni bardziej od pojawienia się na świecie dziecka boją się ślubu. Dziwne.

Choć mnie osobiście nie dziwi to wcale! Bo nawet jeśli dzisiaj ślub nie zmienia nic – przecież mieszkamy ze sobą przed ślubem, a etap chodzenia przeciąga się w całe lata świetlne, w końcu nie tak łatwo zaprowadzić osobnika płci męskiej do ołtarza, skoro już wcześniej zaprowadziłaś go do łóżka – to w naszej kulturze przysięga małżeńska jest kamieniem milowym, a dla faceta rodzajem deklaracji: tak, chcę być z tą kobietą.
I właśnie z nią chcę mieć dzieci.

Wobec tego wyznania nawet najtwardsi zawodnicy pękają jak gumka w starych gaciach.

Bo pojawienie się dziecka to armagedon. I oni o tym wiedzą.

Sama nie umiem powiedzieć czy jest to zmiana na lepsze, czy na gorsze, bo to tak, jakby porównać czekoladę z… Hamburgerem. Całkowicie różne smaki, ale i jednym, i drugim – nikt z nas by nie pogardził. Nie, nie będę oszukiwać, że życie bez dziecka było nudne i nijakie. W końcu fajnie pić piwo o czwartej nad ranem! Teraz?

TERAZ WSZYSTKO PODUPADA

Na przykład zdrowie. Trudno, żeby miało nie podupaść, skoro śpisz pięć godzin na dobę (z przerwami!) i jesz, a raczej przegryzasz w locie. O ile dziecko Ci nie zabierze. Albo nie zawoła. Albo nie wyleje wody po farbkach prosto na biały dywan. Albo nie wyrżnie makówką w podłogę, bo sprawdzało siłę grawitacji, skacząc ze stołu. Tak, dzieci robią te rzeczy właśnie wtedy, kiedy się odwracasz na kilka sekund, żeby zająć się sobą.

Ok, więc właściwie to nie jesz. Nie chodzisz również pod prysznic, jeśli NAPRAWDĘ nie musisz. Grzebień? Gdzieś jest, służy mojemu dziecku do zabawy. Podobnie szminka – wykańcza nią swoje obrazy. I czasami mnie, jeśli obraz powstał akurat na ścianie.

Aż nagle pewnego pięknego dnia zauważasz, że w ciągu dwunastu miesięcy Twój mąż postarzał się… Pięć lat. Teraz facetom tacierzyństwo służy, bo w najlepsze trwa moda na wielotygodniowy zarost drwala, więc choć zaniedbany – dobrze wygląda, zgodnie z duchem czasu. Ale Ty już niestety – nie.

To jest właśnie ten moment, w którym związek wchodzi na wyższy poziom wtajemniczenia. Nie dasz rady dłużej udawać, że budzisz się o poranku z długimi firankami rzęs. Że Twoje włosy same z siebie kręcą się w zalotne fale, a w szpilkach jest Ci wygodnie jak w trampkach. Może nawet i jest, ale nie wtedy, kiedy wskakujesz za dzieckiem do piaskownicy!

I tak mimochodem dowiadujesz się, że on naprawdę musi Cię bardzo kochać, bo nie uciekł, nawet jeśli ostatni raz makijaż zrobiłaś na urodziny Waszego dziecka (dwa miesiące temu!) i całą zimę nie depilowałaś nóg.

BO NAGLE ZEGARKI ZACZYNAJĄ SIĘ SPIESZYĆ

A doba się kurczy. Zupełnie jakby kalendarz pogubił kartki całe: dni, tygodnie, miesiące.

Jeśli łączycie wychowanie z pracą i opieką nad domem, to dla siebie macie – przy dobrych wiatrach! – maksymalnie pięć minut dziennie. Które i tak wykorzystacie, żeby pospać choć trochę dłużej. Ale przynajmniej…

NIE KŁÓCICIE SIĘ JUŻ O BZDURY

Przed porodem to były przepychanki!
– Mówisz, że źle w tym wyglądam? Jak w worku? Nie mam kształtów? Sugerujesz, że jestem GRUBA? – każda mama, która słyszy takie słowa w sklepowej przymierzalni, uśmiecha się pod nosem do dawnej siebie.

Para z dzieckiem nie kłóci się już o bzdury, bo… Kłóci się o sprawy kluczowe. Na przykład o finanse. O metody wychowawcze. Ona na przykład uważa, że konsekwencja jest najważniejsza, tymczasem on nie umie swojemu dziecku odmówić. Rozpieszcza je jednym słowem, ale to ona musi na co dzień z tym walczyć. Lub z teściową, która wtrąca się w sprawy WASZEJ rodziny.

Czasami tęsknię za problemami typu: „Skoro nie podobam mu się w tej sukience, to może nie lubi moich łydek?”. Tak, całkiem fajne były… Pewnie dlatego, że obok problemów nawet nie stały!

Ale jeśli uda się Wam wspólnie rozwiązać coś naprawdę poważnego, to wychodzicie z tego silniejsi. Mimo wszystko RAZEM.

Związek, w którym pojawia się dziecko, jest jak hamburger – nagle pomiędzy dwoma kawałkami bułki ląduje sztuka mięsa. Rozdziela, ale łączy. I przede wszystkim: to ona dodaje naszemu życiu prawdziwego smaku.

  • kasia a

    Skonczyla sie zabawa, zaczęła się harówka ????

    • O! Dokładnie! :)

    • Jakbyś pojechała z moim Niemałżem w góry z plecakiem i łaziła po krzalu poza szlakiem nocując w namiocie, to być opiekę nad dzieckiem traktowała jak wakacje, i tak jest w istocie. :)

      • kasia a.

        Wcale nie ???? tez nieobce mi byly wczesniej różne przygody. Poza tym mam 2 dzieci. Nocowanie poza szlakiem to dla mnie pikus przy tym

        • Jak wspomniałam wyżej – „z moim Niemałżem”. On przy dwójce dzieci to jednak inna para kaloszy. Zaczęliśmy się spotykać, bo po iluś wycieczkach organizowanych razem czy osobno – nikt ze znajomych nie chciał już z nami nigdzie jeździć. Po ostatniej wycieczce do Modlina mam dwie szramy na plecach (tak coś czułam, że mi chyba krew leci po tym jak zaryłam plecami o krawędź wyjścia z tunelu wentylacyjnego), starte palce, bo spadłam w jednej studni i nie zdążyłam się puścić, plus kilka siniaków na nogach złapanych podczas wychodzenia z tunelu, do którego wejście było przez wąski otwór wybity przez złomiarzy. Zwykła weekendówka. :)

  • moja babcia zawsze mówiła, że jak się pojawi pierwsze dziecko, to zaczyna się zapierdol. Miała rację. Przy drugim jest luz :) i BIG MACK nie Hamburger :)

  • linka

    U nas trochę inaczej, wspólnie prowadzimy lokal gastronomiczny, czynny cały rok, do późnych godzin nocnych czasami… Pracujemy w owym lokalu na zmianę, na zmianę też zajmujemy się dzieckiem. Taki system nie pozwala na sppkojną rozmowę, a już tym bardziej na wspólnie spędzony czas… Niedopowiedzenia i kłótnie o pierdoły są na porządku dziennym… Pracujemy nad tym, ale bywa ciężko. Co Rodzina to inaczej. Pozdrawiam:)

    • My też pracujemy na zmianę :). I właśnie o organizację jest najwięcej kłótni :(. Jak mąż na ostatnią chwilę informuje, że ma nadgodziny, a ja w tym dniu mam kilka spraw do załatwienia np. Albo jak obydwoje musimy przygotować jakiś projekt „na wczoraj”. Uważam jednak, że są to bardzo patowe sytuacje – nie ma z nich dobrego wyjścia!

      Już wolałam kłótnie pod tytułem: „Znowu kupujesz szary sweterek?” – „A co? Podobam ci się tylko z dekoltem?” :b.

  • Ja na szczęście mam partnera, który za każdym razem, jak robiłam makijaż – pukał się w czoło. No jakoś tak malowałam się coraz mniej, aż przestałam. Na długo, zanim zaszłam w ciążę. W szpilkach bym się zabiła. W ogóle udawanie idealnej kobiety w związku się mści. Lepiej być prawdziwą, wtedy szok przy dziecku mniejszy, albo w ogóle nie istnieje. Nie zauważyłam, by Niemałż się postarzał, ale może dlatego, że nigdy nie musiał rozkminiać, czy chce być ojcem moich dzieci, po prostu nim został, ihaha :)

  • dałam sobie spokój ze szminką, bo syn je zjada. Ale mam fluid i tusz, których używam na sesje blogowe, wyjścia poza osiedle, ważne uroczystości. :)

  • Matko Zabawko

    Jak to dobrze, że uwielbiam hamburgery :D

  • helga

    Z tymi pięcioma minutami dziennie to bym nie przesadzała. Sama mając dwójkę dzieci i pracując na pełen etat znajduję czas na codzienny makijaż (w sobotę też!) i tak podstawowe rzeczy jak depilacja nóg i prysznic. Zostaje też trochę czasu na lampkę wina z mężem i wspólne obejrzenie filmu (od czasu do czasu). A w piekarniku rośnie domowy chleb. Dobra organizacja do podstawa. I jeszcze jedno – jak masz biały dywan przy małym dziecku, to sama jesteś sobie winna :D

    • A kto jest z dzieckiem jak pracujesz? Bo u mnie mąż ;). A kiedy on pracuje – ja. Czyli 16 godzin zajmujemy się na zmianę dzieckiem/pracą – wtedy trudno o wspólny czas dla siebie :(.

      • helga

        Przedszkole i opiekunka.

        16h dziennie zajmujecie się dzieckiem? Jeżeli wstaje nawet o 6 rano, to musiałaby kłaść się spać o 22. Trochę ciężko mi uwierzyć, że takie małe dziecko tak późno chodzi spać… No chyba, że śpi długo w dzień, ale wtedy można coś zrobić (prysznic / depilacja / praca).

        Nie chcę się licytować na to, kto ma trudniej, bo nigdy nie zamieniłabym się z Tobą (praca poza domem pozwala mi się oderwać od codzienności i naprawdę szczerze podziwiam kobiety, które zajmują się dzieckiem na pełen etat). Chcę tylko powiedzieć, że zawsze da się wygospodarować więcej czasu dla siebie i męża (chyba, że jesteś samotną matką, wtedy problem czasu dla męża masz z głowy :D). Co więcej – trzeba to robić a nie liczyć na to, że „on naprawdę musi Cię bardzo kochać, bo nie uciekł, nawet jeśli ostatni raz makijaż zrobiłaś na urodziny Waszego dziecka (dwa miesiące temu!) i całą zimę nie depilowałaś nóg”. W Twoim przypadku to pewnie partykuła wzmacniająca (wrzucasz swoje zdjęcia, więc widać, że o siebie dbasz), ale jest wiele kobiet, które po urodzeniu dziecka tego nie robią, bo uważają, że nie mają czasu albo że już nie muszą.

        • Kasia A

          Mi sie np nie chce robic makijażu, bo jak mam chwile wolna, wole ja spożytkować na cos innego. A nie uważam siebie za lenia i złego organizatora czasu.

    • Karolina

      To smutne, że musi Pani robić makijaż każdego dnia..
      Mogę polecić Studio kosmetyczne we Wrocławiu, które pomoże zadbać o cerę.
      Wówczas nie trzeba będzie kryć się pod makijażem każdego dnia :)

  • Jestem wegetarianką więc to o smakującej sztuce mięsa mi nie pasuje, ale podoba mi się metafora hamburgera mimo wszystko :)

  • Asia

    Dziś jest chyba jedyny dzień kiedy wyjdę bez makijażu (coś mnie oczy szczypią). Nawet jak w planach mam tylko plac zabaw to musze miec kredke, tusz, pomadke. Mimo, że mąż uważa ze po co to cale malowanie i woli mnie naturalną to i robię to po prostu dla siebie- żeby nie wyglądać jakbym wlasnie wstala z łóżka.

    Co do związku- szczerze mówiąc nie widzę u nas różnicy przed i po dziecku. Zawsze była praca obojga, sport, wyjścia we dwoje zamieniły się tylko na wyjścia we troje i jest ok. Zawsze jest czas na rozmowę, choćby przez telefon. Oczywiście gorzej kiedy dzieć pada o 22-23 ale to już ostatnio rzadko się zdarza.

    A po prostu nie mogę zrozumieć par. które nie mają dzieci. To jest dla mnie nie do pojęcia. Oczywiście są takie, które ich mieć nie mogą ale ci, co wolą dalej „szaleć” niż skupić się na macierzyństwie/tacierzyństwie- dla mnie nie do zrozumienia.

    • alex

      Może nie lubią dzieci?!… Wychowanie dziecka to koszt liczony w tysiacach… Wolę miec Lexusa przynajmniej nie pyskuje i mam czas dla siebie dla partnera i na hobby, sport, auta. Kazdy lubi co innego, są kobiety które nie mają instyktu macierzyńskiego lecz jest ich 5% wiec tym 95% ciezko to zrozumiec, ale tak jest. ;)

      • Z pierwszą i ostatnią częścią Twojej wypowiedzi zgadzam się w 100%.

        Nie każdy musi mieć dzieci. Nie każdy musi mieć ochotę na to, co z dziećmi związane (wiadomo, to nie tylko różowe śpioszki i rozkosznie uśmiechnięty bobas, ale też nieprzespane noce, bałagan w domu i ogromna, największa chyba z możliwych odpowiedzialność). Sama należę do kobiet, które nie mają silnego instynktu macierzyńskiego – ok, swoimi maluchami się zachwycam, ale żeby obcymi? Nigdy.

        Ale porównanie Lexusa z dzieckiem? Serio??? Pomijam fakt, że spokojnie można mieć to i to ;). No i dziecko w żaden sposób nie przeszkadza w samorealizacji, a nawet daje kopa do tego, żeby się spełniać, robić coś, co się lubi.

        • Beata

          Mnie też się zrobiło jakoś tak nieswojo, jak przeczytałam o tym Lexusie zamiast dziecka :( Ja też nie przepadam za (cudzymi) dziećmi, swoje mam jedno, bo tak mi w życiu wyszło (choć pragnęłabym dwójkę lub nawet troje), ale porównywać rzeczy materialne do człowieka, małego człowieka??? To dla mnie niepojęte…

  • Olga

    Fajny tekst! A hamburger na końcu powala :)

  • Asia Szał

    Poprostu się zakochałam. Tak jak się zasypia – najpierw powoli a potem natychmiast ? Dziś tutaj trafiłam i od 11 czytam wszystko co mi sugeruje „jeśli już tu jesteś zonacz jeszcze” i boję się, że niedługo przeczytam wszystko. Zakochałam się bo zgadzam się z kazdym Twoim słowem. To tak jakby ktoś wszystkie moje myśli i rozterki zebrał razem i ubrał w ładne słowa. Ale tak z dystansem do siebie i poczuciem humoru na ktore też choruję. Jakbym czytała o swojej rodzinie z tym, że ja mam dwie córy ?

  • dobre, zwłaszcza ten hamburger :) dobry tekst :) pozdrawia http://www.mamapasjioddana.pl

  • Agnieszka Zielonka

    Podoba mi się bardzo to porównanie: „Związek, w którym pojawia się dziecko, jest jak hamburger ? nagle pomiędzy dwoma kawałkami bułki ląduje sztuka mięsa. Rozdziela, ale łączy. I przede wszystkim: to ona dodaje naszemu życiu prawdziwego smaku.”. Aż sobie zapisałam :)

    Co do samego tekstu – aż się boje lutego jak to czytam. W prawdzie słyszy i widzi się to i tam to u znajomych, ale zawsze myśli się, że to wyjątek. Że można to ogarnąć lepiej, że wcale nie jest tak źle. Teraz powoli zaczynam myśleć, że chyba jednak to prawda…