Mum and the city

Rozmowy bez limitu #9: małżeński romantyzm

11 grudnia 2017

Nie należymy do jakichś strasznie sentymentalnych par. Jedno z pytań, które ZAWSZE zostaje bez odpowiedzi, to to o datę naszego ślubu. Kiedy tylko ktoś się tym interesuje, pomiędzy nami zapada niezręczna cisza. Piotr drapie się w głowę, próbując sobie przypomnieć, czy przysięgę składaliśmy pięć, a może jednak siedem lat temu, a ja pamiętam jedynie, że działo się to w pewien bardzo deszczowy, lipcowy dzień. Dokładnie wtedy, kiedy zmarła Amy Winehouse a Anders Breivik dokonał masakry na wyspie Utoya. Dla niektórych więc nasze rozmówki małżeńskie mogą być małym przegięciem, ale całe szczęście żadne z nas nie ma pretensji o to, że prezenty pod choinkę kupujemy sobie sami, a ja zamiast kwiatów o wiele bardziej wolę dostać od męża wolny wieczór, kiedy to on kładzie dzieci spać.

– Telefon mi padł! – wołam do męża w samochodzie i chowam do torebki telefon, który wyłączył się w trakcie kręcenia filmu na InstaStories.
– Nie kupowałbym po tobie telefonu – stwierdził mąż z przedniego siedzenia.
– Co? Dlaczego? – zupełnie go nie rozumiem.
– Bo non stop go używasz. Jest już totalnie zajechany.
– Tak – zastanowiłam się nad tym głębiej i musiałam przyznać mu rację – Jest zajechany. Ja wszystko zajadę. Telefon… Wózek! – przypomniałam sobie, jak w wózku Basi odpadło ostatnio jedno koło – Dwa komputery…
– … Męża… – dodał do mojej wyliczanki Piotr z cichym westchnieniem rezygnacji.


***

W IKEA:

– Co zjesz? – pyta mnie Piotr.
– Pierogi!!!
– Pierogi? Zabrałem cię do luksusowej restauracji, a ty wybierasz pierogi???


***

Jedziemy autem na lody. Nagle z parku nad Maltą wyłania się para z dzieckiem i przechodzi przez ulicę. Stoimy na czerwonym świetle i tak sobie z Piotrem obserwujemy, każde myśląc coś innego.

Bo kobieta niosła przewieszony przez jedno ramię plecak. Do tego targała koc i plecak mniejszy, należący najwidoczniej do dziecka. A to dziecko w wózku. Pchanym oczywiście przez nią przez pasy. I obok jej facet: uśmiechnięty, w krótkim rękawku, bez ani jednego tobołka.

A kiedy dziecko coś zawołało, to ona z tym kocem i dwoma plecakami pochyliła się nad wózkiem, żeby wyjąć i podać dziecku pić. Koc spadł. Podniosła go spod nóg swojego partnera. Spojrzał tylko, że za wolno.

– Widzisz? – odezwał się do mnie Piotr, kiedy rodzina przeszła już na drugą stronę jezdni. Po czym dodał z żalem – Tak to powinno wyglądać! Coś poszło u nas nie tak…


***

Mam mocne włosy i paznokcie. Ma to swoje dobre strony, bo nigdy nie musiałam stosować żadnych trików, żeby dodać włosom objętości; nie potrzebuję też hybryd.

Ale ma też strony słabe, bo na włosach notorycznie łamię grzebienie, a na paznokciach nożyczki.

Więc teraz wyobraź sobie, jak moje na co dzień mocne włosy i paznokcie wyglądały w ciąży. Nie wiem, co było grubsze: mój brzuch czy warkocz? Natomiast paznokcie… Nie będę się wdawać w szczegóły, ale mąż się śmiał, że za takie paznokcie kiedyś palono na stosie, bo wyglądają jak u czarownicy.

Minął rok, a te ciążowe paznokcie jeszcze nie odrosły do końca, więc do dzisiaj mam z nimi spory problem przy każdym obcinaniu. Widząc to, Piotr zaoferował mi swoją pomoc:

– Ja ci je obetnę, tylko przynieś obcążki. Będą lepsze od nożyczek.
– Ale obcążki się połamią! – ostrzegłam, bo pamiętam doskonale, jak załatwiłam ostatnie.
– Nie martw się. Wtedy pójdziemy do stolarza.


***

– Ilona! Obudź się! – mąż wyrwał mnie z zamyślenia – Ciągle jakaś nieprzytomna chodzisz!
– Bo mam niskie ciśnienie!
– Ciśnienie? Przecież piłaś kawę!
– Kawa nie pomaga! – poskarżyłam się – Nie masz nawet pojęcia, jak to jest żyć z niskim ciśnieniem. Ciągle chce mi się spać… No chyba że się rozruszam, pobiegam na przykład. Wtedy mam energię. Ale z Basią nie mogłam iść dzisiaj biegać!
– To trzeba było dom posprzątać!


***

Wieczór, a właściwe noc już, bo Kostek nam wczoraj zasnął w samochodzie, więc dopiero po 22 mamy czas dla siebie, bez dzieci.

Piotr idzie pod prysznic. Nagle wystawia głowę z łazienki i woła:

– Kochanie!
– Tak? – pytam uprzejmie, ale nie ruszam się z miejsca. To znaczy sprzed komputera. Jak coś chce, to sam przecież przyjdzie!

Przyszedł. W bokserkach. I wyciąga przed siebie dwa ręczniki. Białe, niezbyt duże, na pierwszy rzut oka takie same.

– Kochanie – pyta zakłopotany – który do włosów, a który pod nogi?

Patrzę na niego i nie rozumiem. Jak można pytać o takie oczywiste oczywistości? Przecież to jasne! Faceci są jak dzieci, zawsze im musisz mówić, co mają zrobić! Wzruszam więc tylko ramionami i odpowiadam:

– Powąchaj!


***

Piotr siedzi przed komputerem i ogarnia maile, a ja w tym czasie bawię się z młodym. Nagle krzyk. Przytrzasnął sobie palec szufladą!

Poruszenie. Połykam łzy, żeby nie pokazać przed dzieckiem przerażenia, kiedy sprawdzam czy palec złamany, Piotr szuka kolorowego plasterka, a Kostek… Płacze wniebogłosy.

Kiedy w końcu się uspokoiliśmy, zaczęłam objaśniać mężowi całą sytuację:

– No i zrobił to odruchowo, chciał zamknąć szufladę, ale zapomniał o palcu!
– Taki jesteś gapcio? – Piotr nieudolnie próbował obrócić wszystko w żart.
– To nie jego wina – zaoponowałam.
– To nie moja wina – podchwycił od razu młody – to wina taty!
– Zawsze wina taty – obruszył się Piotr – Gadasz zupełnie jak matka!


***

Korzystając z tego, że starszak w przedszkolu, idziemy do centrum handlowego:

– Szkoda, że Basia jest jeszcze taka mała, że nie można jej wrzucić w kuleczki i skoczyć na kawę – mówię do męża na parkingu.
– …
– Słyszałeś? – postanowiłam się upewnić, bo mąż nie odpowiadał, mocując się w tym czasie z wózkiem.
– Tak. Wiesz, w ogóle szkoda, że jeszcze się nie wyprowadzili!


***

Piszę właśnie tekst na bloga, więc proszę męża:

– Kochanie! Zrobisz mi kawę?
– Dziesięć lat – powiedział, stawiając przede mną filiżankę.
– Co? – nie zrozumiałam.
– Dziesięć lat doświadczenia zawodowego, a skończyłem jako asystentka od kawy!


***

– Piotr! – wołam rozdzierająco z łazienki – Piotr!!!

Przyszedł.

– Piotr! – nie mogę się uspokoić – Pająk w wannie!!!

Wielki, czarny, włochaty. 
Piotr się nad nim pochylił.

– Ooo… – rzekł ze wzruszeniem – Jaki słodki…


***

Piotr zamówił sushi na kolację, ale dojechało przed czasem, więc nie mogę się doczekać wieczoru we dwójkę, ale muszę najpierw położyć dzieci spać.

Kątem oka widzę, jak otwiera piwo.

– Serio??? Kasztelan do sushi? – nie wierzę własnym oczom.
– Ej! Ale niepasteryzowane!
– No i…? – trochę się boczę – Piwo to piwo! Nie pasuje do naszej romantycznej kolacji.
– Nie pasuje – przyznał mi rację – dlatego wypiję przed.


***

Przy sobocie, więc tym razem obiadem zajął się Piotr. Utłukł kotlety, obtoczył w panierce i usmażył. Tak bardzo mi smakowało, że wzięłam dokładkę. A ja to raczej z tych bezmięsnych jestem.

– Super ci wyszło! – chwalę więc męża – Naprawdę pycha! Pierwszy raz schabowe mi smakowały!

Spojrzał na mnie – i drapiąc się po głowie – rzekł zmieszany:

– Bo to był indyk, Ilona.

***

Późną nocą buszuję po necie. Przypadkiem trafiam na przepis. 

Mówię więc do męża:

– Ej, zrobię ci jutro śniadanie! Ale będziesz miał śniadanie! – cieszę się.
– Tak? Zrobisz mi śniadanie? – Piotr się ucieszył, ale również zdziwił, bo ja rzadko robię śniadania.
– Tak! Pyszne śniadanie! Zobaczysz, jak będzie ci smakować! – biegnę do spiżarki i wyjmuję pomidory w puszce, żeby mieć na rano – Czekaj, czekaj? Są jajka? – przypominam sobie nagle.
– Nie, nie ma jajek – zmartwił się Piotr – ale to miłe, że o mnie myślisz…
– Szfak! Szkoda – nie słucham go już – tak ładnie by to śniadanie wyglądało na Instagramie…


***

Jedziemy zrobić ostatnie przedświąteczne zakupy. Ponieważ kilka poprzednich wypadów spędziliśmy na wybieraniu prezentu dla mnie – a długo zastanawiałam się, czy kupić coś do nowego domu czy jednak tę wiśniową szminkę w MACu, na której w końcu stanęło – teraz mówię do męża:

– Kochanie, może tym razem wybierzesz coś dla siebie? Może nową patelnię albo chlebak?


***

Wieczorna rozmowa z mężem:

– Kochasz mnie?
– A czemu nie?


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI POLAJKUJESZ GO LUB UDOSTĘPNISZ <3

 


Dziękuję, że jesteś ze mną!

Dodaj komentarz

5 komentarzy do "Rozmowy bez limitu #9: małżeński romantyzm"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Monika
Gość
Monika

Uśmiałam się nieziemsko, jesteście fantastyczni! ?

Olga
Gość

Fajnie :) dobrze jak między mężem i żoną jest poczucie humoru :) rozładowuje wiele sytuacji :)
nasze:

1. Jestem na spacerze z synkiem, piszę smsa do męża „Jesteśmy z Tomciem w parku, potem idziemy do Pauliny na kawę”. Co dostaję w odpowiedzi? „Pozwalam” :P

2. Śmieje się z jakiejś totalnej głupoty
mąż: „Z kim ja się ożeniłem”
ja: „Ej przynajmniej jak powiesz jakiś dowcip to ktoś się śmieje”
mąż: „też fakt” ;)

ogólnie lubimy się przekomarzać :)

e-milka
Gość
e-milka

Do luksusowej restauracji :) Dziesiec lat… :)

Martyna K
Gość
Martyna K

Padłam przy schabowym indyku :D

Joanna Sadowska
Gość
Joanna Sadowska

„Tak to powinno wyglądać! Coś poszło u nas nie tak?” -to jest najlepsze ???