Mum and the city

Matka jest wszystkiemu winna!

15 lutego 2015

DSC_1077_1

Nie wiem, czy do końca zdajesz sobie z tego sprawę, bo jeśli nie, to zawiodę Cię pewnie okrutnie. Matka jest wszystkiemu winna. Taka prawda. Zachciało Ci się zachodzić w ciążę? To teraz siedź cicho i rób, co do Ciebie należy. Z dala od normalnej części społeczeństwa. Tej niedzieciatej oraz tej, która swoje latorośle już dawno odchowała. Tylko nie narzekaj, bo musisz wiedzieć, że i tak nikt Ci nie współczuje. Masz przecież to, co chciałaś! Może nie?

Kolaż_1

Pewnie jeszcze nie rozumiesz, więc wyłożę jak krowie na rowie: to, że Twoje dziecko wydaje Ci się najsłodszym maluchem pod słońcem wcale nie oznacza, że inni myślą podobnie. Tak naprawdę dzieci nie są fajne. Obce dzieci. Nigdy nie wiadomo, czego się po nich spodziewać. Najlepiej więc je odizolować.

Nie zabieraj dzieci do restauracji, bo to naprawdę niesmaczne! One ciągle się ślinią, zaglądają innym do talerzy, nie potrafią trzymać sztućców, jedzą rękoma, a to niezbyt przyjemny widok dla kogoś, kto w spokoju chciał zjeść niedzielny obiad. Że Ty też chciałaś? A co to mnie obchodzi? Trzeba było nie robić dzieci!

Jak takie dziecko zrobi kupę w najmniej oczekiwanym momencie, a w całej knajpie nie ma przewijaka, to wiesz, kto jest winien. Matka, nikt inny. Przecież wie, że jej dziecko nosi jeszcze pieluchę, którą trzeba czasami przewinąć. Póki więc nosi pieluchę, trzeba siedzieć w domu. A nawet dłużej, najlepiej do pełnoletności.

Bo dzieci są wkurzające. Nigdy nie wiesz, co takiemu strzeli do głowy! Jak nie krzyczą to płaczą, jak nie płaczą to krzyczą. A te baby pchają się ze swoimi wyjcami do autobusów, tramwajów, po ulicy nawet chodzą! Przecież ulice są dla normalnych (czyt. dorosłych) ludzi, a nie dla dzieci w wózkach! I nie udawaj teraz, że nie wiesz, mało to schodów bez podjazdów? No jak jeszcze wyraźniej można powiedzieć, że nikt Cię tu nie chce?

Udaje, że nie rozumie. Jasne, tak najlepiej! Dźwiga potem ten wózek i oczekuje współczucia, pomocy jakiejś, ale figa z makiem! To wina tych wszystkich na wózkach, jakim prawem oczekują, żeby pod nich projektować chodniki, przejścia podziemne, środki komunikacji miejskiej?

Wszędzie się pchają! Do kościołów na przykład! Żadnej świętości! I po co? Przecież dziecko i tak nic z tego nie rozumie! Po muzeach chcą z nimi latać! Na wakacje! Do galerii handlowych! Debilizm totalny!

Przecież miałaś już swój czas na zrobienie zakupów – przed porodem! Miejsce prawdziwej matki jest przy dziecku. W domu znaczy się. Jeśli tego nie rozumiesz, to nie możesz nazywać się matką.

Kolaż

I nawet nie myśl narzekać, że Twoje dziecko nie chce chodzić do przedszkola, boi się obcych miejsc, uczepione maminej spódnicy płacze na widok nieznajomych, nie potrafi zachować się w miejscu publicznym, bo już powinnaś wiedzieć, czyja to wina. Matki oczywiście! Jak nie, jak tak???!1 Trzeba go było tego wszystkiego zawczasu nauczyć! Mało to miałaś okazji, siedząc z nim w domu?

Kolaż_2

Dodaj komentarz

26 komentarzy do "Matka jest wszystkiemu winna!"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
oll
Gość

Hihihi dobre :) w sumie to troche podciagnelabym pod ten temat kobiety w ciazy . No przecierz same chcialy. !!! To ich winna ze sa w ciazy :P

Marta
Gość
Swietne i taaakie prawdziwe. Staramy sie z Zosia nie jezdzic komunikacja miejska jednak bylysmy pewnego razu do tego zmuszone. Nie mogac skorzystac z najwiekszego wejscia do autobusu bo tam tlum babc walczacych o kazde miejsce siedzace, udalam sie do wejscia z tylu. Jakie bylo moje zdziwienie gdy elegancki pan ok.40lat w garniturze, z teczka zablokowal mi wejscie mowiac ze z „tym” czyt.wozkiem/dzieckiem tedy nie moge, choc zadnych przeciwskazan nie bylo. Znana z cietego jezyka odpowiednio pana potraktowalam a na koniec na jego pieknie wypolerowanych lakierkach rownie pieknie odnaczyly sie kola naszej spacerowki. Zaden cham nie bedzie mi mowil co moge… Czytaj więcej »
KlaudiaR
Gość
KlaudiaR

:-)
O tak, jakie to polskie!! Fajnie napisany tekst i przedstawia całą prawdę, szkoda, że my tacy zaściankowi i znieczuleni jako społeczeństwo jesteśmy. Nadzieja w naszych dzieciach właśnie…

fistaszkowelove
Gość

No właśnie!!!! Nic dodać nic ująć!

Małorzata B.
Gość

W sumie to nawet nie jest śmieszne. Mojemu dziecku zdarzyło się kiedyś zwymiotować w restauracji, niestety na stół. Dostaliśmy zjebki od sąsiedniego stolika, że aż się poryczałam. Serio.

Misako - matka po japońsku
Gość
Misako - matka po japońsku

Ogólnie się zgadzam. Choć uważam, że są miejsca, w które dzieci nie powinno się zabierać, bo jak piszesz fajne to są tylko nasze te „obce” niekoniecznie.

Kasia A.
Gość
Kasia A.

a jak nie miałaś dziecka, to Ci dzieci nie przeszkadzały? :) jak wyły, pluły itd :)

lavinka
Gość

A ja nie lubię jak matki robią z siebie ofiary otoczenia. Nie zabieram dzieciaka tam, gdzie będzie komuś przeszkadzać. Na jazdę pociągiem zabieram tonę pluszaków i książeczek do zabawy. Nie wyobrażam sobie korzystania z knajpy bez porządnej toalety. Jest coś takiego jak kultura osobista i to, żezostaje się matką, nie zwalnia z nas z przestrzegania jej zasad. Mając dziecko, trzeba się liczyć z otoczeniem. Jeśli trafi się nam dziecko problematyczne, to je należy izolować, aż się nauczy zachowywać jak trzeba. A jeśli już napsoci mimo wszystko, to otoczeniu należą się przeprosiny.

Sylwia W-K
Gość

Bardzo fajny tekst. Jestem mamą dwójki dzieci: 4,5 letniego synka i 2,5 rocznej coreczki. Osobiście uważam, że nie każde miejsce jest odpowiednie dla dzieci, a także, że należy mieć na uwadze innych.
Jednak pewna rzecz uderzyła – zdjęcie Twojego dziecka dotykajacego ubrań. Dla mnie to niedopuszczalne. Dzieci miewają brudne rączki, śliną się… Gdybyśmy spotkały się w sklepie z pewnością zwróciłabym Ci uwagę. Nie znaczy to, że nie należy dzieci zabierać do sklepu. Ja swoje pociechy zabieram, ale pilnuje aby niczego nie dotykały.

Marta
Gość

Ile to razy brałam do przymierzenia białą bluzkę, sweter czy inną jasną rzecz wkładaną przez głowę a tam paskudne ślady po podkładzie/pudrze osoby przymierzającej przede mną. Czy takie sytuacje są bardziej dopuszczalne niż dotykanie ubrań przez dzieci? Na to uwagi się nie zwraca, nikt nie sprawdza stanu ubrań przy naszym wyjściu z przymierzalni, a czepiamy się dziecięcych zachowań.

Śnieżynka
Gość
Śnieżynka

Co za bzdura. Mam sześcioletniego synka, z którym wszędzie bywałam, od początku. W knajpach, kawiarniach, sklepach, kinach, nawet na uczelni. Nigdy nie spotkałam się z agresją czy społecznym wykluczeniem. Ale może ja żyję w innym kraju, nie w Polsce. Podejrzewam, że autorce zaczyna brakować tematów. Szkoda. Tak dobrze ten blog się zapowiadał… Pozdrawiam z Torunia.

Olomanolo.pl
Gość

Czy ten tekst pisała moja sąsiadka? Stara lampucera, nastawiona anty na dzieci…

Aleksandra
Gość

Wspaniałe to zdjęcie ze sklepu ubraniowego jak Mały ogląda bluzki ;D Moja też tak robiła i jeszcze uciekała i chowała się między wieszakami, tak że raz prawie zawału dostałam bo jej nie mogłam w tych ubraniach odnaleźć ;) Ale co mi tam, zabierałam ją czasem na zakupy, dla niej to była marna atrakcja ale ja muszę w czymś chodzić, a nie miałam jej z kim zostawić.
No właśnie, i jak dziecko śmie nie umieć się zachować w sklepie albo restauracji? ;)
Pzdr