Woman and the city

To jedno spotkanie zmieniło moje życie. Ten wpis może zmienić twoje!

26 czerwca 2017

DSC_0570

W jaki sposób twój facet wyraża ci miłość? Czy w ogóle to robi? Zawsze wydawało mi się, że mój to nie bardzo, bo zupełnie nie pamięta o moich urodzinach czy naszych rocznicach. Jeśli nie kupię sobie prezentu na Dzień Kobiet, to go nie dostanę. A kiedy pytam go, czy mnie kocha, to on odpowiada: „Przecież już raz ci to powiedziałem! I nie przypominam sobie, żebym odwoływał!”. Tak, taki jest właśnie Piotr. Równocześnie lepszego męża nie mogłam sobie wymarzyć! Za każdym razem, kiedy pytam go, czy mogę iść pobiegać, słyszę: „Tak, należy ci się”. A kiedy niesiemy siatki pełne zakupów z samochodu, to chociaż on ma Basię na rękach, daje mi tę najlżejszą, tę z papierem toaletowym powiedzmy i tylko dlatego, że upieram się, żeby też coś wziąć. Wieczorem mówi, że sam wykąpie maluchy, a potem kładzie je spać, żebym odpoczęła, nawet jeśli w telewizji grają właśnie ważny mecz. Taki, na który czekał od tygodnia. Kanapki na kolację mi robi, ale nie zwykłe skibki chleba z serem, tylko piętrowe i zawsze pamięta, że najbardziej lubię z jajkiem. I żeby kropla majonezu była na każdej.


JAK JEDNA OSOBA ODMIENIŁA MOJE ŻYCIE

O tym, że nawet jeśli tego nie mówi, to wyraża mi miłość na swój dziwny, męski sposób, dowiedziałam się na spotkaniu organizowanym przez markę Palma. To było 7 czerwca i właśnie ten dzień zapamiętam na zawsze tak bardzo, jak bardzo mój mąż nie pamięta, kiedy powiedzieliśmy sobie „tak” przed ołtarzem.

Poznałam wtedy Marię Rotkiel i choć brzmi to trochę jak z taniego romansidła dla nastolatek – ta jedna osoba odmieniła całe moje życie!

DSC_9847

DSC_0034

Zaczęło się od rozmowy o filmie, który pokazałam wam TUTAJ. Gdzieś tam pomiędzy żalami, że mężowie niewystarczająco nas chwalą, doszłyśmy do wniosku, że nie można czekać, aż ktoś z zewnątrz powie nam: „Kawał dobrej roboty!”. Same powinnyśmy to czuć i każdego dnia wieczorem mówić sobie: „Wow! Ogarniam dom, dzieci, nierzadko pracę. Jestem niesamowita!” albo po prostu: „Ugotowałam naprawdę dobry obiad!”.

Czy potrafisz dostrzegać pozytywne aspekty swojego życia? U mnie w sumie z tym średnio. Pod koniec dnia i tak zawsze jak ten Smerf Maruda pamiętam raczej o tym, co jeszcze zostało do zrobienia – albo co się wyjątkowo nie udało. A że coś się nie udało, pamiętam nie tylko pod koniec dnia, ale latami!

I wtedy Maria Rotkiel, jakby zwracając się tylko do mnie, opowiedziała o filozofii Mindfulness. Zdradziła w tajemnicy (która teraz pójdzie w świat, haha!), że często swoim pacjentom każe prowadzić Dzienniczki Przyjemności, czyli po prostu zapisywać wszystkie przyjemne chwile. Jednak nie mają tego zapisywać ot tak, z marszu, ale muszą się trochę postarać i WŁĄCZYĆ POZYTYWNE MYŚLENIE.

– No bo jak jedziecie w poniedziałek rano do pracy, to co sobie myślicie? – zapytała Maria, a ja, choć nie jeżdżę rano do pracy, bo biuro mam w domu, przy kuchennym stole, na chwilę się zadumałam.

DSC_0049


TYLKO OD CIEBIE ZALEŻY, CZY CAŁY DZIEŃ SPĘDZISZ NA WSTECZNYM

Bo musisz wiedzieć, że wyobraźnię mam nie od parady – wystarczy że zobaczę w sklepie blender i już widzę, jak ucina mi palce! Tak samo teraz zobaczyłam siebie w przyciasnej garsonce, że jednak jadę do tej pracy – choć prawka nie mam – i przeklinam na czym świat stoi. Bo budzik zadzwonił stanowczo za wcześnie. Bo znowu nie mogłam znaleźć skarpetki do pary! I jeszcze to czerwone światło, a potem kolejne, no fala jakaś przeklęta i korek na pół miasta! Widziałam też niezadowoloną minę szefa tak wyraźnie, że aż mnie żołądek w tej wyobraźni rozbolał, bo to był jakiś szef-widmo, skrzyżowanie mojej pierwszej pani dyrektor z nauczycielem geografii z podstawówki, który bił nas śrubą od cyrkla po tyłku za jedzenie chipsów na lekcji i kiedy myliliśmy północ z południem.

A potem powiedziałam tym obrazom: STOP.

I zobaczyłam słońce dokładnie takie jak dzisiaj. Ja w letniej sukience i espadrylach na platformie, co po rozmemłanym weekendzie w piżamie było dość miłą odmianą. Kawę ciepłą czułam na języku i usłyszałam ulubioną piosenkę w radiu, tę, którą zawsze podgłaśniam. Na czerwonym świetle wymalowałam usta ulubioną szminką, która zawsze dodaje mi pewności siebie i tak się cieszyłam w duchu, tak sama do siebie chichrałam, że od dzieci w końcu mogę odpocząć! Już w tych myślach zacierałam ręce, że za moment spotkam w biurowej kantynie psiapsiółę najlepszą i wtedy ja jej opowiem, co mój mąż w sobotę zrobił z kosiarką i że Basia tak śmiesznie powtarza za nami: „Nie, nie, nie”, a potem dalej schodzi na główkę z kanapy.

I może po tym jednym pytaniu nie pokochałam od razu poniedziałków – już bez przesady! – ale z całą jasnością dotarło do mnie najważniejsze: że wszystko, absolutnie wszystko zależy tylko i wyłącznie od mojego nastawienia!

DSC_0039

DSC_0592

To był właśnie ten dzień, w którym zaczęłam w myślach prowadzić mój Dzienniczek Przyjemności i nagle okazało się, że wszystko – co robię – jest tak naprawdę fajne! Takie spotkanie z blogerkami w Warszawie może być stresujące, bo ja w trampkach, a one na obcasach, w dodatku robią zdjęcia, kiedy mleko kipi, ale nie trzeba wcale o tym myśleć, tylko cieszyć się z tych pogawędek ze wspaniałymi kobietami, co dla matki pracującej z domu jest jak – nie przymierzając – dla mojego synka spacer na barana.

DSC_0653

DSC_0613

DSC_0604

DSC_0197

Albo pieczenie ciasta, dotychczas przykry obowiązek. Dzieci chcą jeść, ja muszę zrobić. No ale przecież, kiedy zatapiam dłonie w tej masie, to nerwy puszczają! Zupełnie nie wiem, dlaczego wcześniej tego nie czułam! Za bardzo chyba byłam skupiona na tym, że tyle mam do zrobienia, o boże, jaka ja jestem biedna, jaka styrana, a tu jeszcze stać na kuchni każą i mąż znowu nie powie, że dziękuje, tylko zje, a po chwili zapomni.

Ale kiedy już się zatrzymałam i wyrabiałam tę mąkę z drożdżami, to taką dziką frajdę poczułam, taką moc sprawczą, że ciasto dzięki mnie rośnie, dzięki mnie ten zapach się unosi, dzięki mnie cała rodzina zbiera się przy stole. Czy może być coś piękniejszego?

DSC_9842

DSC_0172

DSC_0220

DSC_0630

DSC_0634

DSC_0644

DSC_0649

DSC_0510

Jest jeszcze sprzątanie – tylko od ciebie zależy, czy całą sobotę spędzisz na wstecznym, jojcząc i wznosząc modły do nieba o lepszego męża, co nie będzie rozrzucać skarpetek po całym domu, czy jednak włączysz muzykę i zawołasz dzieci do przebrania pościeli. A potem narzucisz na siebie prześcieradło, że niby jesteś duchem albo zarządzisz bitwę na poduszki, w której – wiadomo – wygrasz, bo to twój dom i twoje zasady. A kiedy odłożysz ścierkę na swoje miejsce w kuchni, to poczujesz, że weekend się zaczął, jest dobrze, bo dom czysty na pięć minut, ale przede wszystkim wy jesteście razem na zawsze.

NO BO GDZIE – DO JASNEJ CIASNEJ! – JEST TO SZCZĘŚCIE?

Wszędzie. Tutaj. Nie zapuka do mnie jutro, jak wyremontuję dom czy skończę pisać ten tekst. Ono puka teraz. I ja je wpuszczam.

DSC_0611

DSC_0612

DSC_0685

Od spotkania w Warszawie skupiam się bardziej na tym, jak bardzo lubię stukać w klawiaturę, a nie że jest już druga nad ranem. Po nocy średnio przespanej zamiast o zmęczeniu myślę o tej kawie, co najprzyjemniej smakuje właśnie pierwsza, rano. Nawet jak Basia obudzi się o świcie, to nie współczuję samej sobie, tylko podziwiam wschód słońca, otwieram na oścież drzwi balkonowe – takie świeże powietrze wpada wtedy do mieszkania! – i powoli budzę się razem z całym światem.

A jak Piotr wraca z budowy, kiedy idziemy już spać i to ja muszę w tym czasie ogarnąć dzieci, to cieszę się, bo lepszych sobie wymarzyć nie mogłam – nawet mi wyobraźni by nie starczyło, takie są cudniaste, o!

I tak naprawdę KAŻDĄ CHWILĘ W NASZYM ŻYCIU MOŻEMY PRZEŻYĆ DWOJAKO: JAK ZA KARĘ ALBO Z PRZYJEMNOŚCIĄ. Mój Dzienniczek Przyjemności powoli się zapełnia.

A jak wygląda twój?

DSC_0673


Pełną ciepła i zapachu ciasta relację z eventu Palmy, w którym poza mną wzięły udział również inne blogerki – Malwina z Bakusiowo.pl, Marlena z Makóweczki.pl, Monika z Tekstualna.pl oraz Bożena z Mama-trójki.pl – możesz zobaczyć poniżej:


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • e-milka

    Mam taki niepolski zwyczaj, ze zapytana co u mnie, odpowiadam, ze dobrze. Ale nie ze sie na „Hamerykanke” zgrywam – jak spotykam kogos kogo lubie, po prostu w tym momencie czuje, ze jest dobrze. W tym momencie jestem w stanie wyabstrahowac sie z rzeczywistosci, z tej calej otoczki, ktora nie jest przeciez mna, a przynajmniej nie istota mnie, czuje jak niewiele do szczescia trzeba. Ale to sa momenty. I troche sie boje… zapeszac. Ze kiedy powiem „chwilo trwaj” jakis zlosliwy duch wszystko popsuje. Wiec cicho sza, dobrze jest.

  • e-milka

    Mowisz w tym wideo, ze trzymasz rodzine w pionie. I tak jest. Mama to synonim domu. Kiedys moja kolezanka wyczytala, ze mozna zrobic dziennie iles tam bledow, nie szkodzac dziecku. A to przeciez nie o konkretna liczbe idzie i oczywiscie nie o jakies karygodne czyny, tylko po prostu o to, ze nasza niedoskonala obecnosc w zyciu naszych dzieci (i wcale nie 24/7) ciagle jest lepsza niz nasza nieobecnosc.

    • To jest tak, że ciągle sobie coś zarzucam: tego nie zrobiłam, na tamto nie miałam czasu, za krótko się bawiłam, jutro się poprawię… Ale jak tak się zastanowię nad moją rolą w rodzinie to dochodzę do wniosku, że mimo tych wszystkich błędów to właśnie dzięki mnie nie ma ich więcej! Z całym szacunkiem dla facetów, ale oni są czasami jak dzieci we mgle. Jeśli kobieta nie powie: „Idź z dziećmi na spacer!” to nie pomyślą. Jeśli nie przypomni: „Czas spać!” to będą biegać do północy. Jeśli nie zarządzę sprzątania, to będzie bałagan, nie zrobię listy zakupów, to mąż kupi tylko chleb, itp. Przynajmniej u mnie w domu tak jest. Mąż robi dużo (tak dużo, że słowo „pomaga” byłoby tu niewystarczające), ale potrzebuje kierownika, który ułoży plan działania i wszystkiego dopilnuje :)

      Nie wiem czy w innych domach tak jest czy tylko u nas?

      • e-milka

        U nas podobnie. Maz jest bardzo zaangazowany, ale to ja czasem tez musze byc „zlym glina” czyli tez np. zagonic stadko do lozek. Z zakupami moj sie „wyrobil” przez te lata, ale np. ciasto stalo dla sasiadki. Nie bylo mnie, czyt. nikt nie przypomnial, zeby dac, wiec sasiadka ciasta nie dostala. :) Zawsze sie wkurzam, ze jezyk strzepie przypominajac, a jednak starsza ze mna nie pojechala bez tornistra (bo zauwaze w ostatnim momencie, klac szpetnie) a z tata tak (a potem on klal pedzac z powrotem po rzeczony tornister) :). Bez mamy ani rusz. O

      • Karolina Gawinowska

        To zjawisko zostało fajnie opisane w tym komiksie i określa mamę/kobietę jako ,,menadżerkę domu”, na której nadal ciąży odpowiedzialność psychicznej pracy i odpowiedzialności za funkcjonowanie życia domowego. Polecam przeczytać ;) https://www.theguardian.com/world/2017/may/26/gender-wars-household-chores-comic

        • GENIALNE! Muszę to pokazać mężowi, bo faktycznie po każdym dniu jestem wytyrana tylko tym, że muszę rozporządzać i pilnować wykonania. I tak naprawdę wszystkie nasze kłótnie biorą się stąd, że ja mam pretensje: „Bo ty nie widzisz, że trzeba złożyć pranie!” a on: „Jakbyś powiedziała, to bym złożył!”.

          I zawsze, ale to zawsze śmieję się z tego, że dla męża sprzątanie po gotowaniu to wymycie brudnych garnków (o pokrywkach już nie pamięta), a dla mnie: wymycie garnków, pokrywek, wytarcie ich, włożenie do szafek, przemycie zlewu, blatu i płytki, a na końcu złożenie ściereczki i powieszenie jej na swoim miejscu.

  • Jestem całym sercem za właśnie takim postrzeganiem rzeczywistości. Szczególnie w tym macierzyństwie spędzonym w domu z dzieckiem, w którym łatwo, naprawdę łatwo jest popaść w taką smutną rutynę i niecierpliwie czekanie aż to się skończy. Codziennie to odkrywam, jak wiele zależy od naszego nastawienia! :)

  • To takie proste! A takie trudne… Też staram się zapełniać swoją głowę takimi momentami.

    Pamiętam, jak lata temu w liceum cała moja klasa narzekała wychowawczyni na nadmiar nauki i przedmaturalne rozterki. Wtedy ona dała nam jedną prostą radę, którą staram się stosować do dziś. Brzmiało to mniej więcej: Każdego dnia znajdź coś pozytywnego. Jakąś drobnostkę, coś, co wywołuje uśmiech.

    I staram się zbierać takie właśnie momenty. Uśmiech zupełnie obcej osoby na ulicy, to, że moja kawa ma pysznie ubitą piankę, to, że po powrocie pójdę na spacer z psem ze słuchawkami na uszach. Zamiast pozwolić tym chwilom po prostu przemijać, ja staram się nie mijać z małym, codziennym szczęściem. :)

  • Agniecha

    Wiecie co a ja po sześciu latach spędzonych w domu z dziećmi kiedy to narzekała ,że tyle obowiązków na mojej głowie, że zero czasu dla siebie itp.własnie wracam do pracy.I co…i wyć mi się chce że już koniec. Żałuję tego czasu kiedy czysta podłoga była ważniejsza od zabawy z moimi chłopakami i wiem że ten czas był najszcześliwszy w moim życiu.