Life and the city

Ile matka zapłaci za program 500 plus?

21 lutego 2016

DSC_6041

Drogi Rządzie – robisz to źle. Wiem, co piszę, bo jeszcze niedawno byłam po drugiej stronie barykady. Nie chciałam z mężem mieć więcej dzieci. Stało się inaczej, jednak nie dzięki programowi 500 plus. Bo czy kuszenie pieniędzmi jest w stanie przekonać matki do rodzenia dzieci? Niektóre na pewno. Raczej wiadomo które ;). Czy przekonałoby mnie? Nie. W takim razie co takiego chciałabym dostać zamiast kasy, żeby bez strachu myśleć o przyszłości z dwójką (lub więcej) dzieci?

Lepsza opieka okołoporodowa i poporodowa

To był kluczowy argument, dla którego nie myśleliśmy o kolejnym potomku. Trauma poporodowa. W polskim szpitalu cały cud narodzin bardziej przypominał zarzynanie świniaka. Niby jest coraz lepiej, ale nadal nie jest wystarczająco dobrze.

Praca dla kobiet

Po porodzie straciłam pracę. Ba! Ja po studiach w ogóle nie mogłam znaleźć pracy na stałe, bo byłam w wieku rozrodczym – wiadomo jak pracodawcy patrzyli na młodą mężatkę. Pewnie za kilka miesięcy przyjdzie z brzuchem, a zaraz potem położy na biurku L4 i tyle po niej… Nie, nie, pani już podziękujemy.

Miejsca w żłobkach/przedszkolach

Nie oczekuję jednak pracy od państwa. Sama sobie potrafię miejsce pracy stworzyć. Jednak co z tego, skoro nie mogę pracować?

Mój syn za miesiąc kończy trzy lata. Nie ma dla niego miejsca w przedszkolach publicznych. Prywatne kosztuje 1000 zł na miesiąc. Licząc dojazdy, wyżywienie, zajęcia dodatkowe, wpisowe – w 1000 się nie zamknie. Pensja dla niani w moim mieście to minimum 1500 zł. Pracuję więc z dzieckiem na rękach – za moment z dwójką – i wiem już raczej na pewno, że długo tak nie pociągnę. Ale z pracy rezygnować nie chcę.

Dlaczego ta praca jest taka ważna? Bo jej brak najbardziej doskwiera. Tu nawet nie chodzi o kwestie finansowe, o czym chyba nasz rząd zupełnie zapomniał. Brak pracy to przede wszystkim brak kontaktów towarzyskich. To samotność. Taka, że przez osiem godzin – a czasami dłużej – nie masz do kogo gęby otworzyć. Możesz sobie pogadać sama ze sobą, inteligentniejszego rozmówcy i tak nigdzie nie znajdziesz, ale kaman! Trzy lata gadać do siebie? Robinson Cruzoe po kilku miesiącach ześwirował! I nikt się nie dziwił. A matce się dziwią. Że wymyśla.

Jak nie chodzisz do pracy, to cały dzień jakiś taki rozmemłany. Godzina piętnasta, a ty nadal w piżamie, bo po co w sumie się przebierać?

Ale to nie wszystko.

Kiedy kobieta zostaje z dzieckiem to naturalne, że trud wychowania oraz prowadzenia domu spada na nią. Choćby mąż bardzo się starał, większość czasu go nie ma, a jak wraca zmęczony, to głupio przecież obarczać go problemami dnia codziennego. Że pieluchy się skończyły i śmieci trzeba wynieść. Że zlew zatkany, a tak w ogóle sam sobie ugotuj obiad, bo ja cały dzień układałam klocki Lego i też mam prawo czuć się zmęczona.

Ta kobieta najbardziej odczuje zmiany. Czuje się samotna i wyoutowana. Niby potrzebna, ale do przewijania pieluch, więc tak jakby wcale. Wie, że kolejna ciąża nie poprawi jej sytuacji. Wie, że to oznacza następne lata w domu. Dlatego nie chce więcej dzieci. Proste.

Pozwólmy jej jednak szybko wrócić do życia (zapewniając nie tylko miejsce w placówkach, ale taką opiekę, żeby nie bała się tam prowadzić swoje oczko w głowie) – a sytuacja zmieni się o 180 stopni!

Dostęp do specjalistów

Ja płacę podwójnie – na NFZ i prywatnie. Jak coś się dzieje – to zawsze prywatnie. Endokrynolog, okulista, dentysta, dermatolog, alergolog, neurolog… Ale to nawet nie o to chodzi.

Wiem po prostu, bo przekonałam się już kilka razy, że jak coś się stanie – to nikt mi w tej publicznej przychodni czy szpitalu nie pomoże. No nie ma człowieka – jest tylko przemęczony, nieuważny personel i ty z twoim dzieckiem. Numerek PESEL, nawet jeśli drżysz właśnie jak osika. Co też pani w ogóle, tutaj antybiotyk, następny proszę. Drzwi się zamykają.

Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale nie o to chodzi

Dlaczego 500 plus to zły pomysł? Przecież to ogromne wsparcie dla rodzin z dwójką i więcej dzieci! Jesteś jednak pewna, że ten program nie zahamuje zmian w obszarach, które nakreśliłam? Przecież – jak oddamy każdej rodzinie po 500 zł – to będą powstawać te publiczne przedszkola, czy raczej (z potrzeby oszczędzania) zaczną je likwidować? Będą inwestować w szpitale i przychodnie czy właśnie tutaj jak zawsze zacisną pasa? Będą obniżać czy podwyższać podatki? Pracodawcy – po zapowiadanych podwyżkach ZUS – zaczną chętniej przyjmować do pracy czy raczej będą musieli zwalniać?

Nie chciałabym się wdawać w polityczne dyskusje, ale od dawna mam takie jedno małe marzenie. Żeby każdy zajął się tym, na czym najlepiej się zna. A rządzeniem kraju żeby zajął się ktoś, kto zna się na ekonomii. Kto potrafi patrzeć dalej niż do wyborów. Dalej niż do końca swojej kadencji. Czy to się kiedyś spełni?

Bo 500 zł to tak naprawdę kiełbasa wyborcza. Kropla w morzu potrzeb przeciętnego rodzica. Kropla, która nie ugasi naszego pragnienia.

  • Dorota Głuch

    bardzo celnie podsumowałaś polskie rozdawnictwo rządu, na które nas nie stać …

    • Weronika

      Rozdawnictwo? A stać nas było na te wszystkie przekręty i marnotrawienie pieniędzy przez ostatnie 8 lat? Polskie firmy posprzedawane za bezcen.Nawet cukier musimy teraz importować z Mozambiku bo swojego nie mamy…

      • Dorota Głuch

        przekręty dalej są i to się niestety nie zmieniło, mimo obietnic wyborczych…a rozdawanie pieniędzy, których nie mamy, nie doprowadzą do niczego dobrego .. póki co PiSiory zabrały kasę na invitro, a dały Rydzykowi, bo mu się bardziej przyda (?)… no ale kto bogatemu zabroni?
        możemy dać wszystkim tylko kto da nam ?

        już podrożały opłaty bankowe, za chwilę żywność i inne produkty w sklepach, bo żeby komuś dać, trzeba komuś zabrać, a rząd zabiera podwójnie, w tym problem … ja, mimo tego, że jeszcze jestem w ciąży już myślę o ewentualnym żłobku jak wrócę do pracy i a raczej braku miejsc w państwowych…
        a do pracy muszę wrócić, wiadomo …

        • Weronika

          To nie jest rozdawnictwo, to jest pomoc. A co do przekrętów, to mam nadzieję, że teraz właśnie zobaczymy co robili ci kolesie przez ostatnie lata. Do czyich kieszeni trafiały pieniądze. Może zacznijcie ludzie się trochę orientować w tym co rząd robi, bo jestescie caly czas mamieni onetem i wyobiórczą, ktore wciaz maja „tematy zastapcze” zeby tylko odwrocic uwage od spraw istotnych. Rydzyk, KOD, manifestacje. To wiecie. A wiecie tez, ze minister Zalewska chce otwierac przedszkola, ze chca wlasnie zapewniac miejsca trzylatkom w przedszkolach? Mamy teraz wybor, czy poslac dziecko do szkoly w wieku 6 czy 7 lat. Naprawde nie widzicie tego, ze sie zmienia?Tylko, ze na to potrzeba lat. Najpierw trzeba trochę posprzątać i ponaprawiać…

          • gdzie chcą zapewnić miejsca trzylatkom? Bo ja właśnie mam trzylatka w domu, którego chciałam posłać od września do przedszkola. I mam problem, bo z racji cofnięcia sześciolatków do przedszkoli dla mojego trzylatka nie ma i nie będzie miejsca. Pani Zalewska chce otwierać przedszkola? Super, a zdąży do ogłoszenia wyników przyjrzeć do przedszkoli, albo chociaż do września? Gdyby nie gmeranie przy sześciolatkach, to problem z trzylatkami by był mniejszy.
            Co mi po tych 500zł? Jaka to pomoc, skoro więcej wydam pieniędzy na to wszystko, co już podrożało i będzie nadal drożeć właśnie dzięki programowi 500+?
            Te 500zł nawet nie wystarczy na połowę czesnego za żłobek prywatny (w państwowych brak miejsc), na przedszkole prywatne tez nie wystarczy (o miejscach w państwowych już napisałam kilka zdań wyżej. Jaka to więc pomoc? Dla pracujących ludzi żadna. Może dla pasożytów, którym ani się śni iść i na siebie zarobić.

        • Ewa

          Skoro już tak politycznie pobrzmiewamy i religijnie.To przypomnę że Rydzyk może i dostanie 20 mln na uczelnie .Ale po pierwsze nie jest to jedyna uczelnia w Polsce,która dostanie miliony.Po drugie Muzeum Żydów polskich dostaje 300 mln rocznie :) po trzecie kochane mamusie.Patrząc co się dzieje za granicą wole dać pieniądze na polski kościół, do rąk katolików czy cokolwiek innego niż muzułmanom których nam próbują wcisnąć.A skoro już mowa o 500 + proponuje zabrać te pieniądze alkoholikom i narkomanom którzy dostają miesięczna rentę z tytułu nałogu.I jest mnóstwo różnych rozwiązań baa jest pełno różnych informacji których niestety w tv nie podają ani na Onecie ani innych żydowskich portalach :) Jak narazie burdel o którym rozmawiamy pozostawiła poprzednia partia PO.A co do żywności nie wiem czy Pani Dorota słyszała o regularnych embargach Rosyjskich przez co większość produktów zostaje w kraju.W związku z czym ceny produktów lecą w dół wiec proszę się nie martwić w tym roku jedzonka na pewno nie zabraknie.

          • Dorota Głuch

            tak, Pani Dorota słyszała także o osłabieniu polskiej waluty spowodowanej działaniami władzy, co przekłada się na wzrost importowanych towarów, jak i o wzroście opłat za kredyty hipoteczne, opłat bankowych itp… :)

            prawda jest taka, że nie wszyscy dostaną te 500+, a każdy zapłaci extra 700 zł z własnej kieszeni bo żeby komuś dać, trzeba komuś zabrać ..

  • Dorota Głuch

    dlaczego straciłaś pracę po porodzie? przecież w Polsce prawo chroni kobiety brzuchate (jeszcze)…

    • Brzuchate :). Miałam umowę na czas określony, która została przedłużona do dnia porodu.

      • Dorota Głuch

        ano tak, to lipa, duża lipa, jeszcze co najmniej rok czasu czeka Cię w domu, zanim zapewne pomyślisz o powrocie na etat …
        ale hardcore będzie jak się dwójka rozchoruje, jedno po drugim, moje koleżanki przechodzą własnie takie kumulacje… :)

        • To było po pierwszej ciąży – teraz mam działalność gospodarczą.

          • Dorota Głuch

            czyli nie myślisz o powrocie na etat? praca z domu? w takim przypadku łatwiej Ci będzie z dziećmi pod względem opieki (złobek,przedszkole)…

            ja osobiście nie mam problemu z pracą, jestem na zwolnieniu (24 tydz) bo się paskudnie rozchorowałam (2 miesiąc już) więc do pracy wrócę zapewne za 1.5 roku, ale moja firma jest prorodzinna, wiem, że nie będę miała problemów z powrotem, chociaż tyle :)

          • To super i naprawdę wiele! :)

  • karjola

    Cholernie smutne,ale cholernie prawdziwe:( O tym samym pomyślałam: nie 500zł miesięcznie mnie przekonuje, tylko świadomość,że będę miała co z robić z tym dzieckiem po rocznym urlopie..

  • alex_lola

    Każdy czegoś chcę, a jak już chcą cokolwiek dać to ludzie i tak narzekają. 500plus nie jest obowiązkowe, skoro nie satysfakcjonuje to nie brać i już. Jestem pewna, że i tak każda mama złoży wniosek, żeby dostać – ale i tak ponarzeka.. cała POLSKA…

    • Czekałam na taki komentarz – nie zawiodłaś mnie :) :* <3.

  • Żonaelektryka.pl

    Super tekst! Bardzo oddaje również mój punkt widzenia. Kiełbasę to my sami możemy kupić my matki potrzebujemy możliwości pracy i rozwijania się by być świadomym i zadowolonym z życia obywatelem

    • Hmmm ja matka mam możliwość pracy i rozwijania się, jestem świadomym i zadowolonym z życia obywatelem, przełknęłam gorycz wysłania dziecka do prywatnego przedszkola za ponad 1000zł miesięcznie, a dodam, że wychowuję syna sama i jego ojciec nie płaci alimentów, a mi nie przysługuje ani fundusz alimentacyjny, ani pomoc społeczna, a 500 zł też mi nie będzie przysługiwało, bo pracuję i zarabiam ;) Ale żyję i mam się świetnie, więc matki, patrzcie, można.

  • salus salus

    Prawda! Ja po 1 ciazy też straciłam pracę.. gdy zaszła w 2.. wolałam sama się zwolnić, gdyż Mój były pracodawca między l4 dawał ciężarnym dyscyplinarki .. wiem są sondy – ale czy bym chciała na to tracić czas i pieniądze!? Poronilam.. niestety! Teraz zaczęłam nowa prace – wcale nie jest łatwo..
    Też wolała bym miejsce w żłobkach..przedszkolach.. niż te 500 zł

  • OlaSz

    a jeszcze nikt nie pomyślał o kobietach które będą rezygnowały z pracy. Prosta kalkulacja.Pracuje mama i tata dochód przekracza te 800 zł – wiec dostają tylko 500 na drugie dziecko – wiec Mama rezygnuje z pracy, dochód Taty dzielą na 4 i pach wychodzi mniej niż 800. Wiec dostają 2×500 zł. Mama zostaje z dziećmi w domu wiec nie płaca za żłobek, przedszkole i w budżecie domowym zostaje NA DZIS wiecej kasy. Jest fajnie ale… co z emeryturą tej Mamy, co z nią za parę lat kiedy już ta władza odejdzie a kolejna stwierdzi że w budżecie brak kasy już na 500 + – o tym nikt głośno nie mówi. Przykre to wszystko.

  • Ewa

    jako młoda mężatka tuż po studiach przez ponad 2 lata szukałam pracy w zawodzie (w międzyczasie pracowałam w CH). Usłyszłam wprost, nie raz, pytania o plany „ciążowe”, stwierdzenia, że zaraz to będę z brzuchem (o ile już nie jestem). Potem znalazłam w końcu pracę u kobiety, matki 2 dzieci. W międzyczasie okazało się, że nie możemy mieć biologicznych dzieci (leczenie prywatne, bo na nfz żadnych badań się nie zrobi), mega wsparcie od szefowej. Aktualnie jestem mamą w wyniku adopcji, na urlopie macierzyńskim. I co dostałam, po kilku latach płacenia ZUS-u i podatków, będąc na uczciwej umowie o pracę? Przedszkole – brak szans (po macierzyńskim wracam na niepełny etat), leczenie – tylko prywatne, 500zł – z moich ciężko zarabianych pieniędzy będą utrzymywane rodziny wielodzietne (które szanuję z całego serca) oraz dysfunkcyjne (które już czerpią środki z opieki społecznej, bynajmniej nie inwestując w rozwój swojego potomstwa). Sprawiedliwość? Zostaje przejść na umowę zlecenie (które też niedługo opodatkują) lub zmienić rządzących (jednak obietnica wyborcza dotyczyła KAŻDEGO dziecka – mam prawo czuć się oszukana). O, wyżaliłam się :)

    • Masz prawo czuć się oszukana. Obietnica wyborcza mówiła o każdym dziecku. Prawda. Z drugiej strony można zmienić rządzących, jak piszesz, ale niby na kogo? Niestety prawda jest taka, że głosujemy na tych, którzy startują z braku lepszej alternatywy. I chyba mało kto może powiedzieć, że zagłosował w wyborach zgodnie ze swoim sumieniem i preferencjami. Chodziło o wybór mniejszego zła…

      • Ewa

        ach, idealistka ze mnie ;) czytam programy wyborcze i głosuję na tych, którym mi najbliżej. Nie mam telewizji – nie kieruję się sondażami. Staram się myśleć samodzielnie. A smutne jest to, że Polacy są tak zmęczeni sytuacją, że wybierają mniejsze zło. A temat gorący, jak to w polityce bywa ;)

  • Dla mnie to chory pomysł. Niech zamiast tych 500 do ręki będzie gwarancja miejsca w żłobku albo przedszkolu państwowym, bezpiecznym. Zarobię sobie na to sama. Niech dzieci np do roku życia dostała co miesiąc wyprawkę w ramach 500 np pieluchy, ubrania itd. Dzieci które chodzą do szkoły (każdej) potrzebne książki i przybory. Wtedy dostanie każde? Każde. Rodzic na siebie nie straci? Nie straci. Będzie faktycznie na dziecko? Będzie. Będzie to duża pomoc dla rodzinnego budżetu? Będzie. Dzięki temu będzie praca bo będzie trzeba stworzyć miejsca w placówkach, rodzice będą mogli swobodnie pracować, zarobić na swoją rodzinę. Patologia nie dostanie kasy do ręki. Wilk syty i owca cała.

  • Dorota Głuch

    skoro rząd tyle mówi o głodujących dzieciach, to niech za te pieniądze zapewni każdemu dziecku posiłek w szkole, to by rozwiązało problem!

  • Sonia

    Przeraża mnie myślenie w kategoriach – nie dofinnsowujmy bo patologia bedzie miała lepiej. Czemu 95% rodzin ma nie mieć bo 5% zmarnuje pienieniądze. Dlaczego państwo ma kupować dla dzieci pieluchy i kredki ? Czy ktoś tęskni za PRL ?! Mieszkańcy miast zapominają, że życie toczy się też na wsi gdzie mniej kobiet pracuje zawodowo i nie interesują ich żłobki czy przedszkola – one mogłyby powiedzieć – czemu nie dofinansujecie kobiet ze środowisk wiejskich gdzie panuje wykluczenie zawodowe. I każdy mógłby powtarzać tu swoje chciejstwa. Wiec trudno nie zgodzić sie z Iloną. Wg mnie pieniądze dają ludziom wolność i możliwość decydowania o ich przeznaczeniu. I mi to odpowiada. Czy nas na to stać? Czas pokaże, jak widać Grecja zbankrutowała ale z mapy nikt jej nie starł, wiec bez paniki. Cieszę się że w końcu rodziny dostaną pieniądze na dzieci, tak jest w każdym europejskim kraju, tam gdzie tak tłumnie wyjeżdżają nasi rodacy. I my się doczekaliśmy, oby w przyszłości również nadszedł czas na inne pkt z Twojej listy Ilona :) i oby nie było to przy okazji kolejnych wyborów !

    • Tak jest w każdym europejskim kraju, ale poza kasą jest też element opieki (te żłobki i przedszkola właśnie, lepsza służba zdrowia).
      Nie powinno się zaczynać od dawania kasy, ale tak jest łatwiej niż przeprowadzić porządną reformę służby zdrowia. No i w ten sposób można szybciej zdobyć głosy wyborców ;).

      • Sonia

        Zgadzam się, ale tak można sobie odbijać argumenty cały czas. Ja np mażę o zlikwidowaniu ZUS ( niech oddają moje składki złodzieje !;) jak je zmarnuje trudno- ale to moje i chcę sama o tym decydować- jak np w USA) albo taki fundusz pracy-kto to slyszł, toż to relikt komuny! Ja sobie to tłumaczę tym, że od czegoś trzeba zacząć i może właśnie od czegoś prostego. Na mecie ocenię resztę popisów ;)

      • Sabiku

        Lepsza służba zdrowia to chyba decydowanie inna reforma niż 500plus i dotyczy znaczenie większej kasy. Fajnie chyba że ktoś docenia rodziny. A żłobki o przedzszkola?? Czy to rozwiązanie? Sama nie poslalas dziecka do żłobka, roWinelS inicjatywę swoją i super. Gdybyś miała jeszcze wsparcie na stracie chyba by było super. I o to chodzi. O chociaż tycie wsparcie w wychowaniu. A żłobki o przedszkola w wczesnym wieku, z tego co słyszałam niekoniecznie powodują progres, a czasami wywołują wiele negatywnych konsekwencji. Wiadomo z mamą najlepiej:-)

        • Jak pisałam wyżej: „zapewniając nie tylko miejsce w placówkach, ale taką opiekę, żeby nie bała się tam prowadzić swoje oczko w głowie” – niestety, dzisiaj żłobki takiej opieki nie zapewniają.

          Słowami „z mamą najlepiej” dajesz do zrozumienia, że miejsce kobiety przez pierwsze lata jest w domu. Musi zapomnieć o pracy i samorealizacji, bo dziecko jej potrzebuje. Nie każdej to odpowiada. Serio. Nie każda znajduje szczęście w wychowywaniu dziecka – potrzebuje przestrzeni dla siebie. Nie ma w tym niczego złego. Powinna mieć taką możliwość. Dzisiaj – nie ma.

      • Nie w każdym europejskim państwie oprócz hajsu na dziecka jest też element opieki. Ja właśnie wróciłam z Niemiec, gdzie w dużym mieście znalezienie miejsca w publicznym żłobku/przedszkolu zajmuje kilka lat (o ironio, czyli zaklepać trzeba jeszcze zanim się zajdzie w ciążę najlepiej), a prywatne to 800-1000eu miesięcznie. Fajnie więc dostać 184eu ale w obliczu opłaty za miejsce w prywatnej placówce na parę godzin – w ogóle tego nie zauważasz ani nie odczuwasz.

    • Anna

      Sonia nie zgadzam się z Tobą, dawanie pieniędzy, zwłaszcza gdy ich nie ma, nie jest dobre, a dzieci wszędzie potrzebują jedzenia, pampersów, przyborów szkolnych, podręczników i leków, niech to zapewnią za darmo, to rozdawanie pieniędzy nie będzie potrzebne ;-) I zniknie argument że patologia się rozmnaża a dzieci nic z tego nie mają

  • Kaś Nerc

    Ja zawsze uważałam,że praca to podstawa. Zaczęłam pracować jeszcze na studiach dziennych na cały etat (głównie zmiany popołudniowe, weekendy), wyjeżdżalam za granicę w przerwie między zajęciami (3mce), żeby poznać kulturę, język,zarobić. Miałam stypendium naukowe. I jak zaszłam w ciążę (chwilę przed 30 bo pracowałam i nie było dobrego „momentu”), to myślałam,że ten rok wolnego to super, ale też super będzie wrócić do pracy. Urodziłam wcześniaka. Wróciłam jak Syn miał 22mce (wzięłam pół roku wychowawczego i zaległe urlopy). Cieszyłam się,że wracam, ale jakby płatny macierzynski był dłuższy i jakbym miała pewność,że mnie nie zwolnia to bym „siedziała” w domu….Leo zaczął chorować w zlobku, więc nie ma miesiąca,żebym nie była na L4 (zaległości nadrabiam w weekendy,jak przyjeżdżają Dziadki), nie mam czasu na ogarnięcie chaty, ugotowanie obiadu, wszystko robię w biegu, przez pierwsze kilka miesięcy byłam strasznie tym przytloczona, teraz trochę wyluzowalam, bo nie można mieć porządku w chacie, obiadu, wyprasowane, pomalowanych paznokci i po pracy tylko spędzać czas z dzieckiem. Trzeba wybierać, łatamy jak mozemy… Przynajmniej ja tak nie umiem i jak kiedyś będę miała drugie dziecko to idę na dłuższy wychowawczy (jeśli finansowo będzie mnie stać), bo bez pracy już umiem żyć. A co do 500zł to lepiej by było jakby żłobki, przedszkola były dostępne i tanie, ubrania, akcesoria, jedzenie i leki dla dzieci-ich ceny to jakaś paranoja do pensji w Pl. Powinni obniżyć VAT , a leki powinny być za darmo. Tak samo z zajęciami dodatkowymi dla dzieci, obozami-dofinansowania. To faktycznie służyło by i Rodzicom i Dzieciom.

  • Matki 3 czy 4 dzieci jeśli nie mają pracy to nie będą jej szukać, po te 1,5 czy 2 tys pozwolą na w miarę godne życie (+ pensja ojca oczywiście) Tylko, że dzieci dorosną, a mama na wieli wyautowana z rynku pracy. Pewnie będą i takie mamy, które rzucą słabo płatną lub nielubianą pracę, bo i tak wyjdą na swoje (finansowo), a potem bez skłądek emeryalnych. Ehhh polityka prorodzinna

    • Tak, na pewno znajdą się kobiety, które z rodzenia i wychowywania dzieci uczynią swój sposób na życie (teraz całkiem dobrze płatny sposób, więc czemu nie?). No właśnie, a co potem? Potem zostaną z niczym (dziecko skończy 18 lat, wyprowadzi się, żadnej emerytury, nic).

      • Sonia

        Myślę, że są takie, które się spełnią wychowując i pracując w domu i takie które po latach bedą nieszczęśliwe. Ale każda powinna mieć wybór, czy chce pracować dla siebie i narodu w pracy zawodowej czy w domu bo to jak nie patrzeć orka np. przy 4 dzieci. I znów mi sie przypomniał przykład z zagranicy- Niemki za każde urodzone dziecko maja + ileś euro do emerytury. Ech…jest tyle do poprawy

    • 1,5 czy 2 tysie na w miarę godne życie? Heheszki.

  • asia

    Dla mnie ten program to porażka, Polski na to nie stać. Uważam, ze skoro chca pomoc, niech zapewnia juz kobietom w ciąży porzadna opiekę prenatalną, bo obecnie ginekolog na nfz to nieporozumienie. Jestem w drugiej ciąży, co 3 tyg wizyta 130 zl, co trzy tygodnie badania lab, min 50 zl (mam niedoczynność tarczycy), o lekach nie wspominam. Sprawa kolejna-tak jak pisze wiekszosc-dofinansowanie do oplat w żłobkach i przedszkolach, porzadna sluzba zdrowia. Prawda taka, jak napisalas – w miare szybko skonsultować dziecko -tylko prywatnie. U nas urolog-wizyty prywatne w kilku miastach, badania początkowe tez prywatnie bo na nfz nie bylo terminu, neurolog i badania na ‚juz’ tak samo. Teraz czekam dwa miesiące na wizytę prywatna u endokrynolga, na nfz nawet nie szukam…

    • Też mam niedoczynność – doskonale wiem, o czym piszesz! Koszty prowadzenia ciąży – spore.
      A najgorsze było to, że po porodzie wpisali mi w książeczkę zdrowia wyniki z krwi pępowinowej – podejrzenie niedoczynności u synka (wiesz, ta wrodzona jest groźna), zalecenie: jak najszybciej zgłosić się z nim do endo. No to zaczęłam szukać, wszędzie słyszałam: za rok. Nawet popłakałam się w słuchawkę, kiedy dzwoniłam do jednej z przychodni (baby blues + stres o zdrowie dziecka), totalna znieczulica. W końcu dostałam kontakt prywatnie dzięki położnej środowiskowej. Jakby nie mogli mi tam przez tę słuchawkę cokolwiek poradzić/pomóc/dać namiar.

      • Sonia

        Można zgorzkniejć jak się nad tym dobrze zastanowić. Diagnostyka chorób wszelkich jest na takim poziomie ze czasem jak cię nie stać to umrzesz w kolejce. Oprócz niedoczynności zmagam się z innymi problemami a badania kosztują bardzo dużo, ostatnio dowiedziałam się w kolejce do prywatnego Endo ze ośrodki zdrowia maja taki duży limit właśnie na prawnie endokrynologiczne ze wzgledu na koszty badan. Zwykła morfologia to 11 zł, a tsh z ft 4 to już prawi 40, nie wspominając o pozostałych czynnikach. Wiem ze to już nudne ale ja naprawdę chciała bym inaczej, odpowiada mi system USA. Płacisz za ubezpieczenie i wiesz co masz w jego zakresie, wiem ze czasem ci z niskim ubezpieczeniem jeżdżą na wózku bo ich ubezpieczenie nie obejmuje np. Opieki rehabilitacyjnej ale to cena wolności, prawa wyboru i zasobności portfela wiec może czasem nie mamy tka źle bo u nas wciąż wszystko dla wszystkich po równo tylko czasem trzeba czekać i dożyć.

        • Dorota Głuch

          ja jestem w ciąży, mam niedoczynność tarczycy i prywatną opiekę medyczną (na szczęście) .. z prv opieki jestem bardzo zadowolona, bo mam jak się okazuje dość bogaty pakiet i wszystkie badania w ciąży wykonuję właśnie tam w ramach tego pakietu, łącznie z badaniami na HIV itp… ale do ginekologa chodzę prywatnie bo mój gin z placówki robi specjalizację i go więcej nie ma jak jest…. z dostaniem się do specjalistów też nie mam tam problemów,nawet endokrynologa, łącznie z tym, że gdy nie mieli u siebie lekarza sportowego to mi zwracali koszty leczenia u innego (oczywiście prywatnego), jak się rozchorowałam 2 mce temu to mój lekarz prowadzący przebadał mnie wzdłuż i wszerz, zlecając także rózne posiewy żeby wykluczyć pewne rzeczy…. do czego zmierzam? gdybym liczyła tylko na NFZ to nadal stałabym w kolejce do endokrynologa od 2 lat, bo polska służba zdrowia to porażka, co szczególnie wychodzi w ciąży… ja mam prv pakiet medyczny opłacany przez pracodawcę, ale mojemu partnerowi dokupiłam tam opiekę i dziecku też wykupię, bo niestety bez łatwego dostępu do lekarza w PL można się przekręcić …
          jak to się mówi: płać i płacz….

      • asia

        Ilona, jesli jeszcze wracasz do komentarzy…moze cos mi poradzisz…tak jak pisałam, czekam na prywatna wizyte z Mala (u endokrynologa). Czy Twój Kostek ma poziomy tsh i ft4 w normie? Moja Mloda ma niby w normie, ale tsh ponad 3 a ft4 przy samej dolnej granicy. Moja dr Endo nic nie chce skomentować, bo normy dla dzieci sa ponoc inne niż dla dorosłych. A ja się martwię :(

        • Niestety nie pamietam. U nas okazało się, że jest w normie, a te wyniki z krwi pepowinowej były moje, a nie dziecka.

  • Masz rację, też mam obawy, że po uruchomieniu programu 500+ rząd (i „zadowolony lud”) odpuści sobie reformy innych obszarów, od dawien dawna zaniedbanych. Opieka okołoporodowa, przedszkola, żłobki, praca dla kobiet w wieku rozrodczym – to najważniejsze z nich. A wielodzietne matki na „wiecznych urlopach macierzyńskich” jak nie miały możliwości powrotu do pracy i rozwoju zawodowego, tak nadal nie będą go mieć i chcąc nie chcąc, będą żyły z tych 500 zeta*liczebność potomstwa jak długo się da.

  • Katarzyna

    Ja jeszcze nie jestem matką i raczej długo nie będę. Ten program i jego przewidywane skutki zniechęciły mnie kompletnie do tego pierwszego dziecka (nie mówiąc juz o drugich i kolejnych). Dzięki podatkom nakładanym na wszystko co się rządowi nawinie pod rękę (banki, sklepy) wiem, że moje koszty życia wzrosną i nie wiem czy damy radę utrzymać się we dwoje na godnym poziomie. Więc co tu mówić o powiększaniu rodziny? Pani Szydło stwierdziła, że do pierwszego dziecka nie trzeba nikogo namawiać – otóż trzeba, bo niepewność ekonomiczna skutecznie zabije chęć rodzenia pierwszego dziecka, o kolejnych już nawet nie wspominając.

  • Myślę, że i ten program długo nie pociągnie. Ale wydaje mi się, że wiele osób domaga się, a na zwykłe wybory nie chodzi. Petycje spływają w tysiącach, a nikt ich nie podpisuje. Chyba czas zadziałać na świadomość polaków, ale dlaczego nie powstają kampanie społeczne, które właśnie nam to uświadomią – są ale w ilości mikroskopijnej. Nie umiemy wyselekcjonować priorytetów. Sami chcieliśmy 500+, krzyczeliśmy, że jak to jest cudownie za granicami Polski, że tam płacą, wspierają, tylko tam filar jest solidny…

    • Brak ekonomii w szkole. Od pierwszych klas. Zamiast jednej lekcji religii ;).

  • O tak. Ktoś, kto wymyślił ten program chyba w podstawówce omijał matematykę. Fajnie rozdawać, ale co będzie za rok, dwa? Ja w ogóle nie jestem za tym, żeby rozdawać ludziom pieniądze. Trzeba stworzyć warunki do pracy. Ile mam właśnie straciło pracę przez ciążę i np. Postanowiły założyć jednoosobową działalność? Na początku spoko jak mają zniżkę na zus, ale weź tu później zarób 1000 na zus, na podatek itd. To zabija przedsiębiorczość.
    Na ten temat pisałam też u siebie. Pojawiły się komentarze mam, które mają troje dzieci, że dostaną teraz tysiaka i nie muszą iść do pracy. Oburzyłam się, ale w sumie mają rację. Nie muszą się martwić co zrobić z dzieckiem, ile im zostanie po opłaceniu niani/żłobka/przedszkola. Nie muszą się szarpać z działalnością gospodarczą. Tyle że tu nie o to chodziło. Program miał pobudzić też gospodarkę. Ale jak ma pobudzić skoro kobiety mają teraz pretekst, żeby zostać w domu? Nie podoba mi się ten kierunek.

    • Przeraża mnie też, jak wielu ludzi w Polsce pracę uważa za karę (co wychodzi teraz w dyskusji). Nie wiem, może to kwestia zbyt niskich (w stosunku do zasiłków) zarobków? Może nie znaleźli jeszcze swojej drogi? Przecież praca to rozwój, oderwanie od codziennych problemów, satysfakcja z sukcesów, samodzielność, kontakty towarzyskie – no mogłabym wymieniać i wymieniać.

      A może to kwestia kultury/wychowania i potrzeba jeszcze wiele czasu, żeby zmienić takie myślenie?

      Jest dokładnie tak jak piszesz. Program 500+ utrwala tradycyjny podział ról. Macie tu kasę, nie narzekajcie na brak przedszkoli – dzięki nam możecie dłużej zostać w domu. Ilu pracodawców teraz spojrzy na młodą kobietę nie tylko przez pryzmat rocznego macierzyńskiego, ale również: „Kurde, w sumie to nie wiadomo kiedy ona wróci. A co jeśli za kilka lat albo wcale? W końcu dostanie kasę od państwa… Opłaca się nam w nią inwestować? Doszkalać?”. A kobiety się cieszą…

      • Przecież to o to chodzi w tym programie. Utrwalenie podziału ról. Szkoda, że nikt nie patrzy w przyszłość.
        Nigdy nie czekałem, żeby mi ktoś coś dał. Wolę wszystko zyskać swoją pracą, swoimi staraniami. Szkoda tylko tak wysokich kosztów prowadzenia własnej firmy. Obawiam się, że te koszty będą tylko wyższe, bo zacznie brakować środków w kasie na 500+

      • Weronika

        Ilona, dlaczego postrzegasz to w takich kategoriach? Przecież sama pisałaś, że koszt przedszkola to minimum 1 000 zł. Dlaczego Uważasz, że pieniądze z 500+ = chęć pozostania w domu?Zupełnie tego nie rozumiem. To lepiej nie pomagać w ogóle rodzinom wielodzietnym? Niektóre kobiety czują się bez pracy jak bez powietrza, niektóre spełniają się w domu. I to 500+ i tak nic nie zmieni. Jeśli mają zostać to i tak zostaną. Poza tym te pieniądze mają być dla dzieci, nie dla rodziców. Może niektórym z Was ciężko w to uwierzyć, ale gro rodzin naprawdę nie może sobie pozwolić na wiele. Chyba lepiej pomagać w ten sposób niż raz do roku przed Świętami organizować akcje i chwalić się na Facebooku „Zobaczcie, pomagam, kompletuję paczkę”…

  • Mróz Agata

    sa plusy i minusy tego programu. zreszta jak wszedzie.
    ja jestem matka dwójki dzieci w wieku 8 i 3 lata. mieszkam na wsi. nie pracuje. pracuje mój mąż, wiec wszyscy jesteśmy na jego utrzymaniu. ale nie jest źle. stac nas na wiele, bardzo wiele. słuzba zdrowia- tylko prywatnie. na publicznej niejednokrotnie sie zawiodłam, a wiadomo, że dziecko nie może czekać w kolejce. dorosły wytrzyma- dziecko nie. w miescie niedaleko miejsca mojego zamieszkania jest żłobek i są dwa przedszkola. i nie ma problemu żeby dziecko sie do niego dostało. ale szczerze, wole nadal siedziec na bezrobociu i sama wychowywac swoje dzieci i żyć z jednej pensji. młodszego syna już 3 raz zapisałam do przedszkola i nadal nie wiem, czy go puszcze. z obawy o czeste chorowanie. a wiadomo, ze w takich miejscach jak przedszkola, żłobki czy szkoły wirusów pełno. widze też że z roku na rok moje dzieci są odporniejsze, wiec dlaczego mam je świadomie wysyłać w miejsce gdzie ciagle beda chorowały. a wiem co to znaczy czeste chorowanie dwójki dzieci (kiedy starszy syn poszedł do przedszkola jako 5 latek, co rusz przynosił do domu choroby- na 10 miesiecy przedszkola w sumie zdrowy był może tylko 2 miesiace- a razem z nim chorował młodszy syn). wiec skoro moge jeszcze to odwlec w czasie to czemu nie. a jeśli dzieci nie choruja to i wiecej kasy w portfelu zostaje. takze wszystko jest ze soba powiazane. to samo sie ma do ubranek. dziecko szkolne potrzebuje ich wiecej (moj syn np do szkoły ma osobny zestaw bielizny, podkoszulek, spodni, bluzek, kurtek, butów) a młodszy ma mniej poniewaz, nie potrzebuje tego aż tyle. mam nadzieje że wiecie o co mi chodzi i nie zlinczujecie mnie. do czego dąże. otóz mam od 3 prawie 4 lat dwoje dzieci. i nadal tylko mąż pracuje. ja nie pobieram żadnych zasiłków. i tez mam opłaty do zrobienia. i też mam wydatki zwiazane ze szkołą, ze słuzbą zdrowia. też chodze do kosmetyczki jak wiekszość mam, wychodze do ludzi, na spacery, do znajomych. wiec nie jestem jakąs zapyziałą wieśniaczką (jak wiekszość ludzi mysli o ludziach ze wsi). do tej pory nie miałam tych 500 zł i dawałam rade. wiadomo, ze każdy grosz sie przyda. nawet te 500 zl. gdyby ich nie było tez bym nie rozpaczała. bo daje rade i bez rzadu i bez tych pieniedzy. i nie czuje sie jakos odosobniona tym ze siedze w domu i wychowuje dzieci. to byla moja swiadoma decyzja.

    • Dokładnie o tym pisałam. Program 500+ służy zatrzymaniu kobiet w domu. Zrzuca na nie trud za wychowanie i prowadzenie domu, a na mężczyzn – odpowiedzialność za zarabianie. Utrwala tradycyjny podział ról. A co z kobietami, które chcą inaczej? Czy tak powinna wyglądać polityka prorodzinna w XXI wieku?

  • Kasia A.

    Warunki do pracy, jasne. trzeba jednak brac pod uwage, że małe dzieci jednak często choruja i ktoś musi być z nimi W DOMU. Sama pracuje, ale na szczescie mam babcie, ktora w czasie choroby dzieci moze z nimi zostac, co z tego ze moga chodzic do przedszkola, zlobka / jezeli maja tam mw 50% obecnosci, a reszta czasu?
    Zreszta juz od dawna w programach rzadu jest przewidywane zwiekszenie miejsc dla dzieci w przedszkolach/zlobkach, mozna sobie poczytac odpowiednie ustawy (to jest tendencja rosnaca, wiadomo, ze troche czasu musi minac, zanim tych miejsc faktycznie bedzie odczuwalnie wiecej).
    Mi sie akurat ten program podoba, bo sama zdecyduje na co wydać pieniadze, czy na przedszkole/opieke nad dzieckiem w razie jego choroby/wizyte do specjalisty/jedzenie/ubranie. Myslę, ze za duzym uogólnianiem jest, ze jest to pretekst, zeby kobiety zostaly w domu..

  • Jestem mamą dwójki chłopców w wieku przedszkolnym. Teoretycznie na programie 500+ skorzystam.Oczywiście cieszę się na dodatkowe pieniądze, będzie na zajęcia dodatkowe dla chłopców. Dla mnie ten program to nie jest zachęta do posiadania kolejnego dziecka, ale sposób na wyborców. Zastanawiam się, w jaki sposób rząd będzie finansował ten program na dłuższą metę. Czeka nas podwyżka podatku? jakieś nowe opłaty?

  • Wprawdzie nie jestem jeszcze matką, ale mam na tę sprawę bardzo podobny pogląd. Bo 500 zł niewiele zmieni. Rodzice rozsądni nie rzucą się na te pieniądze i nie zaczną płodzić kolejnych dzieci, bo problemy, o których piszesz, które są rzeczywistością niemal każdego dzisiejszego rodzica, nie zostaną dzieki temu rozwiązane. W dzisiejszych czasach sprawy finansowe, choć istotne, nie są głównym argumentem przeciwko powiększaniu rodziny, ale właśnie brak przedszkoli, brak pracy, opieka zdrowotna, która wygląda jak wygląda. Każdy to wie, każdy to widzi, ale nic się z tym nie robi.

  • Malbela

    Ja mam 2 dzieci. Jedno w żłobku państwowym, 2 w przedszkolu. Oboje z mężem pracujemy na cały etat. Nie zarabiamy dużo. Jestem ekonomistą i wiem co nie co o mechanizmach gospodarki. Poza tym mieszkałam jakiś czas za granica (Irlandia). Tam nie było bezpłatnych żłobków i przedszkoli, a służba zdrowia jeszcze gorsza niż w Pl, dostawałam co miesiąc pieniądze na dziecko, pracowaliśmy z mężem na 2 różne zmiany, dzięki temu nie musiałam wynajmować niani (na szczęście nie trwało to długo). Urlop macierzyński tam trwa 6miesięcy. Ja chciałam pracować, nie brałam nawet takiej możliwości, żeby doić państwo i siedzieć w domu, jednakże przy 2 dzieci pracować się nie opłaca. Przedszkole 800euro/msc na 1 dziecko, a zasiłek bez ograniczeń i inne dodatki. Ja uważam, że 500+ to dobry pomysł, choć nie idealny. Dzięki temu zwiększy się konsumpcja. Ekonomiści już szacują wzrost 0,5% PKB dzięki temu programowi. W moim mieście w Polsce nie miałam problemu z miejscem w żłobku i przedszkolu. Opieka w żłobku jest bardzo dobra, ja jestem zadowolona. Moja córka chętnie chodzi, zawsze jest czysta i zadbana i nigdy nie było problemów. Poza tym przedszkola już są przecież finansowane (5godz za darmo, każda nast. 1zł). Uważacie, że w takim wypadku ja powinnam być zadowolona, mam przecież prorodzinnego pracodawce, miejsce w państwowym przedszkolu (w moim mieście to nie jest problem, choć z niektórych osiedli rodzice dowożą swoje dzieci do bardziej odległych miejsc, ale i tak nie jest źle, bo moje miasto jest nieduże) i żłobku, chodzę do państwowej przychodni, gdzie mam wspaniałego pediatrę, podczas drugiej ciąży też chodziłam na NFZ do dobrego ginekologa (ciąża przebiegała bez problemów). Czyli patrzeć kategoriami piszących komentarze mam Eldorado i nie powinnam dostać tych 500 zł? A ja z największą radością za te pieniądze wyślę syna na angielski, pianino lub capoeirę (nie, nie na wszystko tylko na to co wybierze). Bez tego dodatku nie byłoby mnie stać na takie rzeczy. Szkoły językowe będą miały uczniów, nauczyciele zajęć dodatkowych będą mieli prace i tak się napędza gospodarka. Poza tym Państwo odzyska VAT z tych pieniędzy. Prawda jest taka, to konsumpcja nakręca gospodarkę, a zarabiając więcej więcej wydajemy. Pozdrawiam.

    • Kasia A.

      choc ktos na TAK. tez jestem ekonomista, zeby nie bylo.

  • Nie tylko kobiet to dotyczy :) Od kwietnia jako tata idę na urlop rodzicielski i pomimo umowy o pracę na czas nieokreślony mam pewne obawy czy będzie dla mnie miejsce po powrocie. A te 500 zł to tak naprawdę żadna pomoc. Jakaś namiastka jałmużny. Wolałbym, żeby zainwestowano w szpitale, przedszkola czy nawet na świetlice środowiskowe. Coś co pomoże społeczeństwu, a nie pojedynczym rodzinom.

  • pepitka

    Rozwiązanie idealne znaleźć ciężko.Przykład naszych południowych sąsiadów .Czechy-tutaj postawiono na długi i płatny ulop wychowawczy.
    Urlop macierzyński trwa 28 tygodni i nie jest 100% płatny jest to ok 90% pensji (zwolnienie L4 w trakcie ciąży jest traktowane jak każde inne zwolnienie i również nie jest płatne 100% tak jak w PL) Po zakończeniu urlopu macierzyńskiego, kobiety mogą skorzystać z płatnego urlopu wychowawczego (maksymalnie do 3 roku życia dziecka).Do rozdysponowania w trakcie urlopu wychowawczego jest określona kwota (dla wszystkich jednakowa) podzielona na miesięczne „raty”, których wysokość uzależniona jest od długości urlopu.
    Plusy takiego rozwiązania na pewno znajdziecie same. Minusy- likwidacja państwowych żłobków. Państwowe przedszkola istnieją, ale jak wiadomo można do nich posłać dziecko od 3 roku życia. W związku z tym, jeśli matka zechce wrócić do pracy wcześniej, musi skorzystać ze żłobków prywatnych, których koszt jest stosunkowo wysoki i bardzo często nieadekwatny do zarobków.
    Z jednej strony więc, kobiety mają możliwość pozostania z dzieckiem w domu dłużej, otrzymując przy tym finansowe wsparcie od państwa, z drugiej strony są do tego „siedzenia” w domu niejako zmuszone właśnie ze względów finansowych-powrót do pracy i opłata za żłobka zwyczajnie się nie kalkulują. Bardzo wiele kobiet decyduje się na urodzenie drugiego dziecka w odstępie nie dłuższym niż dwa lata (nie wracając w między czasie do pracy) bo tak się po prostu bardziej „opłaca” – niekoniecznie chce.
    Czy o taką politykę prorodzinną nam chodzi? Oceńcie same.

  • Ja jestem z tych, którzy dostaną 500 zł na jedynaka ze względu na niski dochód. Na chwile obecną od dwóch miesięcy szukam pracy, młodego wychowuję sama i zamiast zasiłku dla bezrobotnych + 500 zł „za nic” wolałabym znaleźć pracę na pełen etat za minimalną krajową. Finansowo wyszłoby dla mnie mniej więcej to samo, a przynajmniej czułabym jako taką stabilizację finansową (zasiłki kiedyś się kończą, a umowa śmieciowa w przypadku choroby raczej się nie sprawdza) i mogłabym robić coś konkretnego dla siebie i dla innych…

    • Dorota Głuch

      jak czytam powyższe wypowiedzi, to widzę, ile mam szczęścia, że mam pracę, gdzie nie ma problemu z ciążą i do której mogę wrócić po roku macierzyńskiego bez problemów…niestety z powodów zdrowotnych jestem juz na zwolnieniu, mimo, że chciałam pracowac jak najdłużej się da …
      ale pracuję dla Finów (od 5 lat)…

  • Ola

    Sorry, ale pewnie jako z pierwszych polecisz po 500 zł. Każdy tylko mówi, że lipa i tak dalej ale pierwsi będą lecieć po 500 zł a nawet niektórzy po 4000 zł!! a ja nie mam dzieci i jestem gorszego sortu. Bo na tym świecie nie ma sprawiedliwości jest tylko chciwość byle więcej dla siebie, ale to się wyczerpuje bo zasoby naturalne nie są wieczne.

  • magdalena g

    Wcześniej ludzie marudzili że za granicami to taaakie socjale ludziom dają i że rządy rodzinom pomagają, a jak dają też u nas to marudzenie, Polacy to dziwny naród. Ja poczekam ze dwa lata i jak naprawdę coś będzie nie tak z tym programem to wtedy będę narzekać. Dajcie tym ludziom szanse i nie obrzucajcie błotem już na starcie.

    • Yyy… Ja nie narzekałam. Ich na to stać. Nas – nie.

      • Beata

        A skąd wiadomo, że nie stać? Może właśnie stać. Ja do tego programu podchodzę z optymizmem. Jest to kolejny krok do wzmocnienia szeroko pojętej polityki prorodzinnej. Poprzednie lata przyniosły nam dodatkowe udogodnienia: urlop rodzicielski, becikowe, kosiniakowe, 5 h w przedszkolu za 1 zł, dofinansowanie szeregu przedszkoli prywatnych (tak np. w Krakowie jest sporo takich gdzie dopłaca Państwo do czesnego). A teraz czy nas nie stać na te 500 zł plus? Hmm a stać nas na finansowanie portalu internetowego dla bezdomnych (sic!) 49 mln zł; Czy lepiej wydać 10 mld zł na helikoptery francuskie (których absolutnie nikt juz nie używa bo sa przestarzały) zamiast wspomóc taka kwotą rodzimy przemysł w Świdniku i Mielcu (aby napędzać nasza gospodarkę), takich przykładów można mnożyć i mnożyć. I mimo tych wszystkich negatywnych opinii na temat tego że nas nie stać. To nas stać na te wszystkie rzeczy – ale stać nas tylko wtedy kiedy racjonalnie ktoś będzie wydatkował polskie pieniądze – nasze pieniądze. Czy ten program coś zmien, itp i, myślę że tak, więcej dzieci będzie chodzić na zajęcia pozalekcyjne, językowe. Rodziców będzie stać na dodatkowe pomoce a nawet ubrania i wyjazdy z dzieciakami (co również jest elementem edukacyjnym poznając nowe miejsca). Pieniądze w ten sposób wydane będą napędzać nasza gospodarkę.
        A mowa o tym że bez zmiany służby zdrowia, żłobków i przedszkoli nic się nie zmieni. Przecież to nie jest koniec zmian, prawda? Czy da się problem narastający od dziesięcioleci załatwić w ciągu 2 lat? Oczywiście że nie. Ale w perspektywie 10 lat na pewno będą jeszcze zmiany na lepsze. i szczerze mam nadzieję, że ten program się do tego przyczyni.

        A argument na nie w postaci „a bo ludzie będa rodzić dzieci dla pieniędzy” to już mnie zwala z nóg. Oczywiście że pewnie też będa takie przypadki. Ale ile ich będzie? Przecież to jakaś kropla w morzu, tego się nie da uniknąć, ale ja osobiście nie znam nikogo kto tylko i wyłącznie dla tych 500 zł będzie chciał rodzić więcej dzieci.

        A teraz tak na koniec, skoro to jest taki straszny program, to czy będziecie z niego korzystać? Złożycie formularz?

        Zakładam że mimo negatywnym wypowiadaniu się o nim 95% tych ludzi jednak z niego skorzysta – czy to już hipokryzja?

  • Moje Urwisy

    Szczerze jakoś nie widzę tego inwestowania w przedszkola, żłobki, szpitale itp bo nawet gdyby mieli pieniądze na to to i tak by je źle zagospodarowali. To, że chcą wspomóc dzietność i dają te pieniądze akurat na dzieci to plus w porównaniu z tym co poprzednie władze robiły. Czy mnie zachęci do następnego dziecka? Wątpię bo już dawno było w planach, a na wychowawczym nie trzeba grzać ławy jak to mówią, jest wiele sposobów na dorobienie do pensji męża ale z tym jak ze wszystkich trzeba mieć chęci.

    • Ale zamiast rozdawać kiełbasę wyborczą zrobiliby autentyczną reformę służby zdrowia (nie tylko ta ekipa, do poprzednich też piję, bo syf jest od zawsze). To nieee, nikt nie tyka, za trudne, lepiej rozdać ludziom kasę, niech się cieszą i siedzą cicho.

      • Moje Urwisy

        Referm już trochę robili przynajmniej na Śląsku, ciągle jakieś zmiany w służbie zdrowia. Pamiętam jeszcze jak jechałam z dziećmi w mazowieckie z kartą czipową, która miała być ważna w całym kraju ( początki jej były) i mi dziecka nie przyjęli bo to nie Śląsk. Pierw by musieli wszystko pozamykać i otworzyć od nowa z ludźmi nieskorumpowanymi itp, a to nie realne. Czy wzrośnie dzietność? Ja już w swoim mieście zauważyłam duży przyrost gdy weszło kosinkowe ( czy jak to się zwie) a teraz większość ze spotykanych ludzi deklaruje mieć dwójkę, trójkę więc w niektórych aspektach ta kiełbasa wyborcza się sprawdzi. Osobiście wolę to niż ciągłe słuchanie jak tym podnieśli wynagrodzenia, a Ci tyle wydali na podróże służbowe czy inne rarytasy. A co do pracy to ten kto chce pracować nadal będzie, a Ci co się wymigiwali lub chcieli zrezygnować choćby ze wzg na choroby dzieci będą mieli wybór i przyokazji zwolnią miejsca pracy tym co naprawdę chcą pracować. A patologia była, jest i będzie i nic się w tym przypadku nie zmieni choćby nie wiadomo jak rząd kombinował.

  • AMEN!!!!!!! Jakbyś czytała w mojej głowie. Kiełbasa wyborcza.. na dodatek taka, która bardzo szybko się popsuje i Polska dostanie po niej niestrawności w postaci dzieci urodzonych dla pięciu stów.

  • Polityka jak to polityka i niektórzy niestety sięgają po kupowanie głosów……Bo niczym innym jak kupowaniem głosów tego nie można nazwać.

    Na szczęście gro osób zdaje sobie sprawę, że choć dostanie obiecane 500 zł, to rata kredytu hipo. im wrośnie (nam już poszła w górę o 250 zł…), wzrosły już opłaty bankowe (za dotychczasowe darmowe usługi teraz trzeba już płacić….), złotówka spadła na pysk, więc i wakacje zagraniczne podrożeją i wszystkie importowane produkty…

    Więc net, net na tym dofinansowaniu jesteśmy w plecy…

  • baja.g

    Zgadzam się w 100%… przykre ale prawdziwe

  • Agulka

    Jeśli mogę dodać swoje trzy grosze. Postanowiłam zostać w domu po urodzeniu trzeciego dziecka. Nie narzekam, żebym nie miała z kim rozmawiać. Spotykam się z innymi mamami, czasem któraś zabiera dzieci, żeby druga miała wolne. Kobiety nie pracujące zawodowo są przynajmniej na Śląsku dobrze zorganizowane. Ostatnio koleżanka zorganizowała wykład dr Tomasza Rożka, żeby właśnie się intelektualnie rozwijać. Ale każda z nas jest inna. Kiedy urodziłam pierwsze dziecko chciałam jak najszybciej wrócić do pracy, do ludzi. A raczej ją znaleźć, bo rodziłam na 5 roku. Potem druga ciąża ( umowa do dnia porodu). I już mi się tak nie śpieszyło, ale wróciłam po odpoczynek gdy syn miał 9 miesięcy. A teraz nie wyobrażam sobie wracać do tej gonitwy za marnym groszem, plotek i stresu, kiedy z moją gromadką jest mi najlepiej. Ale tak jak mówiłam, każda z nas jest inna. Acha, jestem przeciwna rozdawaniu pieniędzy. Niech obniżą podatki, to będzie super, jałmużny nie potrzebujemy!

  • Anka

    Zgadam się z każdym zdaniem. Doskonały wpis, można go donośnie recytować – tylko nie bardzo w tym kraju jest do kogo… Jestem mamą dwulatka, „siedzącą” od 2,5 roku w domu z synkiem, na kolejne dziecię nie skusiłby mnie nawet 1000 pln, bo chcę w końcu wyjść z domu, do pracy – a przede wszystkim do ludzi! Tak, jestem cholernie zmęczona pilnowaniem, gotowaniem, karmieniem, zabawą, usypianiem itp zajęciami powtarzanymi w kółko przez 24h na dobę. Nawet ciężka praca daje nam korzyści, satysfakcje, dystans, a monotonia zwyczajnie truje nas od środka…

  • Palusia

    Dostaniesz 500 to sobie dołóż do prywatnego przedszkola ?

    • Tak, wyjdę na zero, a nawet zarobię :p
      #ProstaMatematyka

  • Mi najbardziej nie podoba się perspektywa, że rodziny w jakiś tam sposób patologiczne będą mogły sobie żyć z robienia i rodzenia dzieci. Mieszkałam kiedyś na osiedlu, gdzie była taka „rodzina”, co napłodziła kilkanaścioro dzieci i fundację sobie założyła. Chlali z tych pieniędzy dzień w dzień, a dzieci bose i nagie nic z tej kasy nie widziały… Wątpię, żeby Państwu udało się teraz ukrócić takie historie. Wprost przeciwnie, pewnie dziecio-biznes będzie się rozwijał.

  • Marzena Jac

    jakos kraje Europy Zachodniej maja dobry socjal i funkconuja. Czy tam nie ma patoligii? A co z Polakami, ktorzy rowniez z tego korzystaja? Wszedzie sie da i wszystko jes ok to w Polsce nie?
    A gdyby to rzady PO wprowadzily? Pewnie wszystko byloby cacy. Mamy jedno dziecko wiec sie nie zalapie jak na razie, ale jakos zal d nie sciska, niech ludzie korzystaja.

  • No niestety, a najbardziej uderzajacy jest ostatni akapit – pienędzy na lepszy dostęp do specjalistów czy żłobków, przedszkoli nie wystarczy.