Mum and the city

A ja się nie mam zamiaru poświęcać dla mojego dziecka

13 listopada 2016

DSC_5297

Macierzyństwo to poświęcenie. Celowo nie użyłam słowa „rodzicielstwo”, bo tatusiów to poświęcenie jakby mniej dotyczy. A wiem co mówię! Wyobraź sobie, że kiedy mój mąż zdecydował się na roczną przerwę w pracy, żeby zostać z dzieckiem, od razu pojawiły się pytania: „Przemyślałeś to dobrze?”. Zupełnie tak, jakby miał piętnaście lat i ciągoty do zachowań ryzykownych, a nie trzydzieści pięć i pierwsze siwe włosy na skroniach. Zaraz potem usłyszał troskliwe: „Jak się czujesz?” i „Czy dajesz radę?” oraz (moje ulubione!): „A nie boisz się, że wypadniesz z rynku pracy?”. Nie, żeby te wątpliwości były całkowicie pozbawione sensu, ale zastanów się teraz dobrze: czy kiedykolwiek ktoś martwił się w ten sposób o ciebie? Bo o mnie – choć „siedziałam” z Kostkiem trzy lata w domu – nikt. Nigdy!

DSC_5238

A więc to już ustaliłyśmy: poświęcenie jest wpisane w macierzyństwo. Że matka ma nagle kilka lat przerwy w zawodowym i towarzyskim życiorysie – nie obchodzi nikogo. Tak było, jest i będzie, jak długo będziemy myśleć, że kobieta jest przez naturę faworyzowana instynktem macierzyńskim, który jej każe i pomaga, więc to całkiem naturalne, że ona wychowuje dzieci, a on zarabia na dom. A przy okazji wychodzi na piwo z kolegami, na siłownię czy pobiegać i ogólnie dziecko w jego życiu zmienia tylko tyle, że częściej trzeba wynosić śmieci z pieluchami, a żona od jakiegoś czasu zasypia z potomkiem zamiast z mężem swoim.

Ale spróbuj tylko ty kobieto powiedzieć, że chcesz krótko po porodzie wrócić do pracy. Albo że wolisz iść na siłownię zamiast na plac zabaw. I że jak się umawiasz z koleżanką na kawę to tylko bez dziecka, bo ciężko się plotkuje o nowym facecie Kryśki, kiedy nieletni siedzi na kolanach i rozsypuje cukier, poza tym wtedy z góry wiadomo, kto zje twój sernik i że to wcale nie będziesz ty.

Oł noł. Już to słyszę: „Jesteś matką, musisz przestać myśleć tylko o sobie!”, „Tych chwil z dzieckiem nikt ci potem nie odda!”, „Dzieci się zachciało, a odpowiedzialności zero!”, „Ja bym nigdy nie zostawiła dziecka z nianią” czy już całkowicie po bandzie: „Co z ciebie za matka?!!1”.

ZAZWYCZAJ SĄ TO SŁOWA INNYCH KOBIET

Oddałabym wszystkie moje buty, żeby zobaczyć kiedyś grupkę facetów spierających się między sobą o to, czy poród naturalny jest lepszy od cesarki i dlaczego. Albo czy to dobrze zostawiać dziecko w żłobku, czy jednak najgorzej. Albo jak się kłócą, że moja żona to lepsza żona, bo karmiła dwa lata, a twoja tylko trzy miesiące, pewnie na piwo miała ochotę, co?

Jednak moje buty są bezpieczne. Wiesz dlaczego?

Bo ich to obchodzi jak koncert Justina Biebera, który odbył się właśnie w Polsce. Czyli wcale.

I znowu: wiesz dlaczego?

Bo oni się nie poświęcili. Z tymi porodami czy karmieniem cyckiem to jest tak, jak ze sprawdzianem, na który uczyłaś się całą noc, a twoja koleżanka z ławki spisała wszystko z zeszytu i teraz ona dostała piątkę oraz pochwałę pani, a ty trójkę z plusem. No niesprawiedliwość jawna cię spotkała, nie może przecież tak być!

No i się zaczyna… Ja kocham moje dziecko bardziej, ja mam z nim lepszą więź, moje będzie zdrowsze, szczuplejsze, mądrzejsze i w ogóle najbardziej wypasione na dzielni. Ja jestem ta dojrzała, ta odpowiedzialna, ta PRAWDZIWA MATKA. Bo ja nie myślę o sobie wcale. Oklaski, fanfary, owacje na stojąco dla tej pani.

A ja tylko widzę dziecko, które dorasta ze świadomością, że ktoś poświęcił dla niego całe swoje życie. I to nie jest tak, że ono będzie szanować swoją matkę bardziej. Raczej nie będzie, jeśli ona nie szanuje siebie. I facet też nie będzie. Zbyt wielu widziałam takich, którzy podbijali do mnie i moich koleżanek – kiedy miałyśmy lat dwadzieścia parę – ze słowami: „Bo z tobą to można o wszystkim, a moja teraz tylko o dziecku gada”. Tak czy siak to dziecko wyfrunie pewnego dnia z gniazda i ani się obejrzy na twoje styrane dłonie czy podkrążone oczy. Chyba nie chcesz zostać wtedy z niczym?

DSC_5249

NIE LUBIĘ TEGO WYRAZU – „POŚWIĘCENIE”

Nie lubię, bo oznacza jakąś stratę. A nie wiem jak ty, ale ja – od kiedy zostałam mamą – tylko zyskałam.

DSC_5309

Gdyby nie dziecko, nigdy nie zaczęłabym pisać, bo nie miałabym potrzeby wykradać z codzienności tych kilku chwil tylko dla siebie. Nie poszłabym na nową „Bridget Jones”, żeby odpocząć od dwójki dzieci w zaciszu sali kinowej i nie zaczęłabym biegać, żeby zgubić brzuch.

Gdyby nie dziecko, nie miałabym siły, ochoty ani potrzeby zawalczyć o siebie.

DSC_5261

I wiesz co? Nie musisz się wcale poświęcać, żeby być dobrą matką! Jeśli tylko kochasz swoje dziecko (a łatwiej jest przecież kochać, kiedy nie czujesz na każdym kroku, że z czegoś dla niego rezygnujesz), ono będzie kochać ciebie. Nie ma nic złego w tym, że kiedy wstajesz, najpierw myślisz o kawie dla siebie, a dopiero potem o śniadaniu dla niego.

Uwielbiam matki, które mają dzieci i dalej robią swoje. Które pokazują, że się da, że można, macierzyństwo nie jest pasmem wyrzeczeń tylko takim małym motorkiem napędzającym do lepszego życia.

DSC_5277

DSC_5224

DSC_5218

DSC_5231

DSC_5243

Bez nazwy-2

  • Dorota Głuch

    macierzyństwo to żadne poświęcenie a wybór .. powinien być świadomy.. to jak karmienie cyckiem, nie powiem, żeby to była najprzyjemniejsza czynność ale wiem, dlaczego robię to już piąty miesiąc i wcale nie uważam,że się poświęcam … po prostu tak zdecydowałam i tyle…

  • corby286

    amen!
    ps dzięki za ten wpis:)

  • Ja sobie wydrukuje ten post. W marcu rodze swoje drugie dziecko. Już teraz boję się, że tak jak przy pierwszym popadne w depresję i obłęd że za mało się dla dziecka staram, za mało sobie poświęcam. Mnie otoczenie wrzuciło w ten zły stan psychiczny i długo trwało nim odzyskałam swój rozum. Oby tym razem było inaczej.

    • Będzie inaczej, zobaczysz :).
      Jeszcze rok temu nie napisałam tych zdań – ale drugie macierzyństwo było mi potrzebne właśnie po to, żeby zacząć się w pełni cieszyć z roli mamy. I wrzucić na luz! To jest tak, że już naprawdę wiesz, co robić i absolutnie nikogo nie słuchasz (a też inni mniej się wtrącają, w końcu jedno odchowałaś i żyje, więc… Jesteś świetna w tym, co robisz ;)).

      • e-milka

        Zgadzam sie. Dodalabym jeszcze – szczegolnie gdy wychowuje sie w malej rodzinie, co nie zawsze jest wyborem, przy modelu 2 + 1 dziecko „skazane” jest na rodzicow, ale juz drugie ma dodatkowa wazna osobe czyli siostre lub brata. I latwiej nabrac dystansu do „dzieciakow” niz do jednego dziecka. I przez to duzo rzeczy staje sie latwiejsze. I oczekiwania sie rozkladaja, jedynak musi byc idealny, ale juz przy dwojce kazde ma prawo do swoich slabosci. Na tym polega to odpuszczanie, bo jesli pierwsze nie dostanie Nobla, to moze drugie.

  • Beata Kos

    Bardzo podoba mi się ten wpis ;-) Dzieci są świetne, ale każda z nas musi oprócz bycia mamą być kimś jeszcze ;-)

  • Dorota Soboń

    Uffff czyli nie tylko ja piję kawę przed śniadaniem dziecka :P

  • salus salus

    Święta prawda! Nie musimy się poświęcać by być dobrymi rodzicami!!

  • Mróz Agata

    dobry wpis. no właśnie, gdyby nie macierzyństwo, też nie zaczęłabym biegać (może nie dlatego, żeby zgubić kilogramy, bo nie mam co gubić, ale dla wyłączenia się, choć przez godzine, dwie), nie czytałabym tylu ksiazek, bo pewnie czasu by nie bylo i nie zrobiłabym wielu rzeczy a juz na pewno nie przezyłabym wielu rzeczy i chwil :)pozdrawiam wszystkie mamy :) te mniej i bardziej „poświecające się”

  • Ewa

    Świetnie, że Pani o tym napisała! W Polsce powszechny jest wizerunek Matki Polki – cierpiętnicy, która całkowicie poświęca się dla rodziny. I rzeczywiście tak jest, że gdy dzieci wyfruwają z gniazda na studia do innego miasta, mama zostaje z niczym i nie wie, czym się zająć. Pozostaje jej masowe lepienie pierogów i robienie kanapek niczym Solejukowa z Rancza. A przecież to nie tak. Jeśli zatraci się w tym wszystkim siebie, nie będzie z tego nic dobrego.
    Cieszę się, że ma Pani odwagę mówić o tym wprost i przełamuje to polskie tabu.
    Pozdrawiam Panią i dzieciaki :)

  • Ech… fajnie to się czytało. Bo dokładnie tak właśnie jest. No i jakie cudne zdjęcia macie w tym wpisie. Boskie!

  • <3

  • Małgorzata Pyskata

    Trzeba troszkę odróżnić poświęcenie od poświęcenia :) Ja mam 11 miesięcznego syna i 3,5 letnią córkę. Choćbym bardzo chciała, to jednak nie siadam popołudniem do książki, tylko rysuję Barbie albo prowadzę młodego bo uwielbia chodzić, a jeszcze nie umie. To jest na pewno poświecenie, bo chyba wolałabym jednak coś poczytać. A z drugiej strony po pierwszej i drugiej ciąży wróciłam do pracy po 6 miesiącach, bo ile można w domu siedzieć :P

  • Joanna Wiśniewska

    Macierzyństwo jest super. Często myślę o komunikacie w samolocie nakazującym założyć maskę tlenową rodzicowi potem dziecku. Bo jak zadbasz o siebie to uratujesz dziecko. Nie odwrotnie. Również w życiu. I przy moich skłonnościach do przeziębień nie oddałam wczoraj w kościele rękawiczek nastoletniej córce by być zdrowa dla niej i jej rocznego brata. Choć 75%mszy o tym myślałam że ma gołe dłonie). A co rano po całuskach na przywitanie czas na moją toaletę z myciem głowy i depilacją. A maleństwo skacze w łóżeczku wpatrzone w drzwi łazienki. Potem dopiero wspólne z synkiem śniadanko. A w czasie jego drzemek…. nie sprzątanie bo sprzątamy w niezbędnym zakresie gdy nie śpi, lecz kawa i książka. Czasem naukowa bo gdy miał 7 miesięcy zapisałam się na studia doktoranckie. Zła mama? Nie, super mama. A cycem karmię nadal bo uwielbiam.

  • Też nie znoszę tego słowa poświęcenie. I nigdy nie powiem dziecku że coś poświęciłam dla niego. Mój mąż siedział prawie rok z dzieckiem kiedy ja wróciłam do pracy. Dał sobie niesamowicie radę i poznał że to ciężki kawałek chleba. Ale się nie poświęcił on po prostu był świadomym rodzicem.

  • Podpisuję się pod każdym zdaniem rękami i nogami! Idealnie ujęłaś to o czym sama myślę :)

  • Ren B

    Wszystko zależy od tego, jak definiujemy „poświęcenie”. Ja znalazłam co najmniej 3 definicje :

    1. ?dokonać obrzędu święcenia?

    2. ?oddać coś komuś lub jakiejś ważnej sprawie lub zrezygnować dla nich z kogoś, z czegoś?

    3. ?zainteresować się kimś, czymś w sposób szczególny?

    Osobiście 3 definicja jest mi najbliższa , jeśli w taki sposób rozumiem poświęcenie to jest to jak najbardziej naturalne – zresztą, każda matka to wie, że dziecko, jest kimś szczególnym, kto szczególnego zainteresowania potrzebuje – oczywiście w zależności od wieku dziecka to zainteresowanie powinno być na bieżąco modyfikowane.
    Niestety większość mam poświęcenie definiuje przez tą drugą definicję i tu wcześniej czy później może się rodzić frustracja….

  • Mama Czesia

    Dzieki Kochana za ten tekst. Jestes wielka. Potrzebowala go moja rozstrojona psychicznie glowa. Za 10 tygodni zostane mama po raz pierwszy i drze na sama mysl, ze moje dotychczasowe zycie sie skonczylo. Nie odnalazl mnie jeszcze tzw „instynkt macierzynski”, a z otoczenia czuje dziwna presje. 4 miesiace temu, mama zostala tez siostra mojego partnera i od tego czasu jakby wlaczyla tryb „musze byc we wszystki najlepsza, wszystko musze miec zaplanowane”. Ona ma juz teroretycznie wybrana szkole dla swojego syna, zapisala sie do specjalnej paraffi, ktora niby gwarantuje mu dostanie sie do tego „super” katolickiego przedszkola i szkoly. ( Notabene sama nie jest gleboko wierzaca, ale ponoc katolickie szkoly sa lepsze). Do wszystkiego goni, wszystko chce miec na tip-top, ciage kupuje jakies nowosc, gadzety dla dziecka (fotelik samochodowy wymieniala juz chyba z 2-3 razy). Wraz z wybiciem 4 miesiaca zycia jej potomka miala juz wybrana cala game organicznych sloiczkow dla dzieci do rozrzerzania diety- bo maly nie moze jesc byle czego, a te sa najlepsze ( sama nie swieci przykladem zdrowego odzywiania). Do tego nie ma zbyt wiele pomocy od parntera, wiec ciage narzeka, ze jest zmeczona, zestresowana i wszystko jest na jej glowie. Nie krytykuje jej, wyznaje zasade, ze kazdy zyje jak chce, ale troche przez jej postawe zaczynam miec watpliowsci co sie bedzie dzialo u nas, ze jak bede robic inczej to mnie wszyscy, z moja tesciowa na czele skrytykuja, ze jestem zla matka. Poza tym od kolezanke ciagle slysze: ” zobaczysz jak Ci sie dziecko urodzi to sie wszystko zmieni, ze wszystkiego bedziesz musial zrezygnowac, na nic nie bedziesz miala czasu, od razu zapomnij, ze wrocisz do biagania i cwiczen, ktore kolachas przed ciaza, juz nie bedziesz miala czasu na gotowanie tych Twoich wymyslnych obiadkow ( jestem fanka zdrowego, nieprzetworzonego jedzenia) itd, itp Czuje, jakbym wszyscy na okolo probowali mnie wpedzic w wyrzuty sumienia. Ciesze sie, ze chociaz tutaj u Ciebie na blogu moglam sie wyzalic :)

  • Marta

    Dzięki za te mądre słowa – dzięki Tobie nie myslę o sobie jako o wyrodnej matce, która ma ochotę sama zjesc kawałek czekolady

  • Ja mam wymagające dziecko i moje macierzyństwo jest poświęceniem. Ja rowniez duzo zyskałam, ale nie zmienia to faktu, że z wielu rzeczy dla tego mojego Bobasa rezygnuje. Ale nikt mniw do tego nie zmusza. Robie to bo chce i uwazam, ze to jest piekne i wrecz naturalne. Dla mnie to ile jestem w stanie poswiecic dla mojego dziecka swiadczy tez o mojej milosci do niego, dlatego nie traktuję tego jako straty.

  • Krystyna Kowalska

    Bardzo przyjemny tekst, zwłaszcza końcowe przemyślenia. Wszystko trzeba poukładać sobie w głowie i nigdy nie rezygnować z siebie. I najważniejsze, mężczyzna musi wiedzieć że sprawy związane z dzieckiem, też jego dotyczą. On nie pomaga kobiecie, on wypełnia jedynie swoje obowiązki. Do stworzenia i do wychowania są potrzebne dwie osoby. Pozdrawiam

  • Tomek

    Balamuty jakich dawno nie czytałem. Kupa brednie z patologicznego punktu patrzenia na życie. Jak by ktoś się zastanawiał czy czytać to dla mnie szkoda czasu

  • Gosia

    Przepraszam, ale co to za glupoty. Jesli chce sie miec dziecko to nie dla posiwecenia ale z wyboru. nic co robie dla dziecka nie traktuje jako posiwiecenia, robie to bo tego potrzebuje moje dziecko. Nie chcesz rezygnowac ze swojego zycia bez dziecka nie miej dzieci. Ale moze jak sie ma dziecko w wieku 40 lat to wszystko wyglada inaczej.