Nie chwalę wyglądu mojej córki, bo kobieta nie jest po to, żeby się podobać!

Ponad sto lat temu kobiety zbuntowały się, że nie mogą się uczyć. Potem, że nie mogą głosować. Naprawdę dziwię się, że wciąż nie potrafimy tupnąć nogą, gdy inni traktują nas jak ozdobę tego świata.

nie chwalę wyglądu mojej córki

MOJA MAMA NIE CHWALIŁA MOJEGO WYGLĄDU

– Jaka ładna dziewczynka! – usłyszałam na ulicy. Jakaś pani, chyba znajoma mojej mamy, zatrzymała nas w biegu. Spieszyłyśmy się do przedszkola, miałam trzy, może cztery lata.

Zapamiętałam to dość dobrze, bo wtedy chyba pierwszy raz usłyszałam, że jestem ładna. W moim domu nie zwracało się na to wielkiej uwagi.

To u koleżanek słyszałam, jak mamy mówią do córek: „Wciągnij brzuch”, „Chodź wyprostowana, będziesz się podobać mężczyznom”, „Nie jedz tyle, bo przytyjesz”. U siebie nigdy.

Jasne, mama czasami podpowiedziała, że coś mi pasuje (naturalny kolor włosów, czerwona bluzka). Ale nie chwaliła jakoś specjalnie mojej urody. Ani jej nie ganiła. Nie oceniała, czy moje nogi są proste, krzywe, grube, chude. Czy oczy, usta, nos są duże, czy małe. Są, jakie są, po co o tym gadać, skoro wpływ na to mamy niewielki?

Moja mama nie chwaliła również swojego wyglądu. Ani na niego nie narzekała. Przynajmniej nie przy mnie.

Nigdy też nie oceniała wyglądu innych ludzi. Pojęcia „ładna”, „brzydka” w odniesieniu do sąsiadek, koleżanek z pracy czy kobiet na ekranie telewizora nie istniały w jej słowniku. Skupiała się raczej na tym, co inni ludzie mówią i co robią.

To jest bardzo niepopularne podejście, bo nasza uroda jest komentowana od kołyski. I potem wiele kobiet czuje się w obowiązku dobrze wyglądać (bo myślą, że są ciągle oceniane), nawet gdy idą do sklepu po bułki.

KOBIETA NIE JEST PO TO, ŻEBY SIĘ PODOBAĆ

Jeśli mała dziewczynka od małego słyszy, że jest ładna, to zaczyna myśleć, że bycie ładnym jest w życiu jakieś szczególnie ważne, skoro wszyscy na to zwracają uwagę.

Ja tego nie słyszałam, dlatego wiem, że wcale nie jestem na tym świecie po to, żeby się podobać. Żeby miło się na mnie patrzyło. Żeby sprawiać przyjemność innym.

Jasne, są chwile, kiedy chcę: gdy idę na imprezę albo na randkę. Ale są takie, gdy wcale nie muszę!

Jeśli chcesz sobie popatrzeć na coś ładnego, to idź pooglądać obrazy w galerii!

Opowiem ci coś. Wrzuciłam ostatnio do sieci moje zdjęcie przed biegiem. Miałam na sobie wygodne buty, sportowy t-shirt i przewiewne, dość obszerne, ale komfortowe gacie Piotra (ponieważ damskie spodenki są dla mnie za krótkie).

Chwilę potem dostałam wiadomość, że przecież jestem taka zgrabna, a tutaj wcale tego nie widać. Powinnam nosić jednak damskie spodenki, od razu wyglądałabym lepiej, bo teraz to – za przeproszeniem – przypominam nastoletniego chłopca.

Tylko że ja poszłam BIEGAĆ, a nie WYGLĄDAĆ.

DBANIE O „WYGLĄDANIE” BARDZO NAS OGRANICZA

Każdego dnia pochłania mnóstwo kobiecej energii i czasu.

To nie tylko ten czas spędzony przed lustrem przed wyjściem z domu. Czy raz w miesiącu u fryzjera, na pazurkach i rzęskach. To te wszystkie chwile, gdy w popłochu przeglądamy się w wystawie sklepowej, żeby sprawdzić, czy nic nam nie zwisa i nie powiewa. Gdy wyjmujemy lusterko, żeby poprawić szminkę i zmyć rozmazany pod okiem tusz. Gdy szukamy toalety, bo chcemy skontrolować fryzurę.

Zamiast skupiać się na tym, co robimy, skupiamy się na tym, jak widzą nas inni. Gdybym chciała ładnie wyglądać w czasie biegu, musiałabym nie tylko założyć kuse spodenki zamiast gaci Piotra, ale również zwolnić. Bo umówmy się, gdy biegnę, to dyszę, pocę się, robię się czerwona na twarzy i wychodzą mi żyły.

No to już wolę skupić się na tempie – bo jak przycisnę, to czuję frajdę! – a nie na tym, czy patrzenie na mnie sprawia frajdę innym.

Myślę, że dziewczynki, które są chwalone za bycie ładną, mogą mieć problem z tym, żeby w niektórych chwilach wyglądać po prostu nieładnie. Jakby to było coś złego, wstydliwego! Stąd te wszystkie laski na siłowniach czy basenach w makijażu. W makijażu pod domem w ogródku i w sklepie z bułkami. Żeby tylko nikt nie zobaczył ich prawdziwej twarzy i nie odkrył, że może jednak nie zasłużyły sobie na te wszystkie pochwały, bo nie zawsze są takie śliczne?

DLATEGO TEŻ NIE CHWALĘ WYGLĄDU MOJEJ CÓRKI

Już wiem, co pomyślałaś! „Przecież jak nie będziemy chwalić naszych córek, to nie będą wiedzieć, że są ładne! I przez to nie będą pewne siebie!!!”.

Powiem ci, jak to wygląda z punktu widzenia osoby, która nie słyszała zbyt wielu komplementów na temat wyglądu w dzieciństwie. Chociaż nie mówiono mi, że jestem ładna, nie czułam się przez to brzydka! Ja wcale nie myślałam wtedy, że nie podobam się mojej mamie. Tylko że mój wygląd nie jest dla niej jakoś szczególnie ważny. Że w ogóle nie jest ważny. Nie muszę być piękna, żeby być wartościowa. Paradoksalnie dało mi to mnóstwo pewności siebie!

No bo wyobraź sobie, że chwalisz zgrabne nogi swojej córki. Powtarzasz jej to kilka razy, aż w końcu zapamiętuje, że nogi są jednym z jej atutów. A co jak przytyje? Pojawią się rozstępy albo cellulit? Pomyśli, że traci coś istotnego! I w dodatku nie ma na to ŻADNEGO wpływu!

Czy to mądre, żeby budować poczucie wartości naszych córek na czymś, co zupełnie od nich nie zależy?

Pamiętaj, że wyznaczasz jej w ten sposób datę przydatności. Gdzieś tak do 40-tego roku życia, gdy ujrzy w lustrze pierwsze głębsze zmarszczki, siwe włosy, a figura zacznie się zmieniać. Straci wtedy to, za co była chwalona. To bardzo nie fair, bo właśnie wtedy będzie miała światu najwięcej do zaoferowania! Mężczyźni w tym wieku nabierają rozpędu i wcale nie przeszkadza im, gdy niosą przed sobą piwny brzuszek. Może dlatego, że w dzieciństwie nikt specjalnie nie skupiał się na ich urodzie?

I ja wcale nie mówię, żeby nigdy, bo choć sama jestem dość świadoma, oczywiście, że czasami mówię w stronę mojej córki pieszczotliwe: „Moja ślicznotko!”. Myślę, że moja mama też mówiła. Ale nie jest to główny przekaz dnia.

Bo zwróć uwagę, że właśnie tak wychowujemy chłopców. Czasami powiemy: „Ty mój przystojniaku!”. Ale kiedy na przykład patrzymy na ich nogi, nie zastanawiamy się i nie komentujemy, czy są zgrabne, proste czy krzywe. Chude czy raczej grube. Patrzymy czy spełniają swoją funkcje: czy są sprawne. I zdrowe.

Może czas właśnie w ten sposób spojrzeć również na ciała naszych córek?

(4 450 odwiedzin wpisu)
Subscribe
Powiadom o
guest
11 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Alicja w swoim świecie

TAK!!! Dokładnie! Ja muszę przyznać, że od dziecka żyłam w przekonaniu, że wygląd jest czymś szalenie ważnym i każdy w pierwszej kolejności ocenia innych ludzi właśnie na tej podstawie. Jestem przekonana, że moi rodzice nie zrobili mi tego z premedytacją, ale od najmłodszych lat wiecznie słyszałam, jak komentują aparycję pań w telewizji. „Ta jest piękna”, „Ta się brzydko zestarzała”, „Tamta ma kołkowate nogi”, „Ta ma świetną figurę”, „Jeszcze inna nie powinna zakładać takiej sukienki, bo podkreśla to jej brak talii”. Masakra. I nawet jeśli dzieciak słyszy głównie pozytywne komunikaty na ten temat, to utrwala w sobie przekonanie, że jest to jakaś szalenie ważna sprawa i chcąc nie chcąc porównuje się do tych komplementowanych kobiet. Ponadto, jak słusznie zauważyłaś, po pewnym czasie przychodzi porównywanie się do własnego dawnego wyglądu. Wiadomo, że ciało się zmienia, nawet nie zawsze na gorsze – ale po prostu wiek, ewentualne ciąże, styl życia itp. zawsze wpływają na jego proporcje i wygląd. I jeśli przez lata byłaś chwalona za konkretną część ciała, to jakakolwiek zmiana w jej aparycji może się mocno odbić na twojej samoocenie.

Ile kobiet miało zepsuty nastrój na wakacjach, bo ciężkie jedzenie doprowadziło do wzdęć i sprawiło, że brzuch wyeksponowany w bikini nie był płaski? Ile dziewczyn nie może się w pełni skupić na pracy z powodu niewygodnych szpilek? Ja sama miałam przecudowne wesele, a z perspektywy czasu pamiętam głównie to, jaką miałam fatalną fryzurę i przez to nie wyglądałam tak, jak chciałam. Choć przecież nie brałam ślubu z własnym odbiciem w lustrze, a z najlepszym mężem na świecie.

Uważam, że rodzice powinni często chwalić swoje dziecko i wzmacniać jego samoocenę, bo to jest kapitał, który procentuje przez całe życie. Ale zamiast chwalić za konkretne cechy wyglądu czy osiągnięcia, lepiej pokazywać mu, że kochają je i akceptują bezwarunkowo, takie, jakie jest. No i przekazywać wartości, w które wierzą. Czasami warto przyjrzeć się swojemu zachowaniu, bo ono mówi więcej niż świadomie zaplanowane „pogadanki”. Trudno zaszczepić w dziecku przekonanie, że wygląd nie jest najważniejszy w życiu, jeśli samemu ciągle zwraca się na niego uwagę.

e-milka

Piszę i kasuję. Towarzyszę Ci od dawna i jest to drugi wpis, które budzi we mnie sprzeczne emocje. Pierwszy był o tym, jak nie za bardzo przytyć w ciąży. Tamtego nie skomentowalam, choć byłam pewna jego impetu, tzn. choć dość jasne były mi jego intencje, tak też wiedziałam, że może być opacznie zrozumiany (coś jak „szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko”). Przy tym wpisie myślę, że cóż, chyba w kwestii wyglądu nie jesteśmy do końca szczere. Nie zrozum mnie źle – też uważam, że obsesja urody jest niekiedy doprowadzona ad absurdum, przede wszystkim, jeśli przypomina to biblijne „pobielane groby”, czyli gra pozorów ukrywająca chore ciało i duszę. Jestem wyzwolona – ślub brałam w garniturze, zamiast wesela było przyjęcie dla rodziny i przyjaciół, wyszłam za cudzoziemca, nie ochrzciłam dzieci. Ale wyglad jest dla mnie ważny, choć nie mam problemu wyjścia bez makijażu (mam dość wyrazista urodę) to jednak niekiedy ściąga mnie w dół. W sumie dosłownie – moja waga, mimo dwóch dyplomów, trzech stypendiów, rozmaitych nagród i wyróżnień nie jest mi obojętna. Tylko nigdy o niej nie mówię, a jeśli już to żartem, ale i to rzadko. Ale gdzies tam tkwi przekonanie, że nie jestem najlepsza wersja siebie. Być może ktoś pomyśli, że nie ma to dla mnie znaczenia, bo o tym nie mówię, ale to nieprawda.
Nie wiem, czy jesteśmy gotowe na świat bez oceniania wyglądu, szczególnie, że ten temat pojawia się często dopiero wtedy, kiedy właśnie powoli odchodzimy w kobieca smugę cienia. Łebskie kobiety robią sesje dla męskich magazynow i dopiero po latach „dociera” do nich, co tak naprawde zrobily.
W „internetach” też tez to widać – I tak cudowna, acz początkowo niszowa blogerka staje się gwiazdą po spektakularnym schudnięciu, ładne mamy (i córki) lepiej się „klikają”, atrakcyjnej psycholożki słuchamy chętniej, ma też większe szanse wystąpić w „Pytaniu na śniadanie”. Mimo całej „bodyposivity”, obawiam się, że jak zwykle fala uderzy w druga stronę.

e-milka

A wiesz, ze to bylby dobry material na badania socjologiczne. Mozna by np. przedlozyc ludziom zdjecia influencerow (najlepiej ludziom z innego, ale kulturowo zblizonego kraju, zeby nie bylo ryzyka, ze oceniaja na podstawie innych kryteriow niz uroda, nie znajac obiektu badan), a potem sprawdzic, jak skala urodowa przeklada sie (lub nie) na ich statystyki.
Masz racje z Nosowska i Chylinska, choc akurat ta pierwsza czesto wspomina, ze walczy z cialem, druga poprawila zeby, ktore byly przeciez zupelnie nie-kanonowe, ale moim zdaniem dodawaly jej „pazura”. Im obu nie bylo obojetne, jak wygladaja. I to jest chyba to, o czym mysle – nawet obledny sukces nie znosi z kobiet odium myslenia o niedoskonalosciach.
W korowych pismach czasami sa wywiady z kobietami z poza showbusinessu i nie ma sily, by na koncu jakos nie wrocono do potwierdzenia, ze „mimo wszystko” sa kobietami – pojawia sie pytanie o odprezajace rytualy (w lazience), zawartosc kosmetyczki, podkreslenie, ze po zdjeciu munduru, ochronnego kitla etc., zaloza obcasy i kiecke. Nie wyobrazam sobie, by facet spoza showbusinessu byl pytany o krem do golenia. :) I zadna z tych kobiet (a przynajmniej nigdy na lamach kolorowych pism) nie zawolala – „WTF?! Ja tu zycia ratuje, a ty mnie pytasz o ulubiony kolor szminki?! A jakie to ma, do jasnej ciasnej, znaczenie?!” Nie, kazda grzecznie odpowie na to pytanie. I to jest to co nas ksztaltuje – przekonanie, ze musimy pewne akcesoria miec i wygladac. I rzeczywiscie, jak przeanalizujemy, to odkryjemy, ze to kosmetyka i moda podpowiada nam problemy, oferujac potem na nie „rozwiazania”. Pamietam, jak majac lat dwadziescia kilka uzywalam (nie dlugo, ale jednak) podkladu, bo wszystkie laski tak robily. A ja mam i zawsze mialam bardzo dobra cere, nie musze nic tuszowac (no wlasnie, a „musialabym” gdyby nie?) i tak sie zastanawiam – na grzyba to robilam? Bo efektu u mnie widac nie bylo. Zupelnie bezrefleksyjnie. Przyjaciolka, zdradzila mi, ze zanim zostala mama, potrafila miec zly humor przez odprysk na paznokciu (sic!). Temat zaburzen pokarmowych to oczywiscie tez temat rzeka – nie znam praktycznie zadnej bardzo inteligentnej kobiety. ktora by przez to nie przechodzila (anoreksja, bulimia, kompulsywne objadanie sie, kompulsywne uprawianie sportu). Chociaz kazda z tych kobiet racjonalnie wie, ze zdrowie jest najwazniejsze, ale emocjonalnie tkwi w nich przekonanie, ze wyglad. Dlatego obawiam sie, ze jeszczé nie jestesmy gotowi, potrzebujemy czegos, co by nami wstrzasnelo i dalo do myslenia.
Basia jest jeszcze mala, moja corka ma jedenascie lat, wyglada na wiecej. Zawsze byla slicznym dzieckiem (nie moglam z obojgiem spokojnie pojechac np. metrem, by ktos nas nie zaczepil, tematyzujac ich urode), teraz powoli przeradza sie w piekna kobiete. I rzadko, bo najczesciej zajmuja ja inne sprawy, ale czasem, zdarza sie, ze placze, bo… jest brzydka. To zupelnie absurdalne, bo naprawde, jest pod tym wzgledem wielka szczesciara. A teraz pomysl, co powiedzialabys Basi w takiej sytuacji „Nie martw sie, wyglad to nie wszystko?”. Ja widze piekna dziewczyne i mowie jej, ze jest sliczna, bo jest. To tylko jeden jej aspekt – jest piekielnie inteligentna, uzdolniona matematycznie i jezykowo, wysportowana i lubiana we wszystkich grupach, ale skad biora sie takie mysli?!

Agata

Wtrącę się do waszej dyskusji też po to żeby powiedzieć E-milce że zawsze z przyjemnością czytam jej komentarze ;). Ja też mam mieszane uczucia po tym tekście (uważam to za plus!) i chyba to, że mam jeszcze za małą córkę (2 lata za 2 miesiące) , nie jestem jeszcze w stanie dokładnie ocenić gdzie jest ta cieniutka granica. Ja nigdy jej nie stroiłam, sukienkę założyłam jej 2 razy, nigdy nie chodziła w opaskach z kokardkami itd, bo dla mnie to przede wszystkim moje dziecko a nie lalka do przebierania.
Na pewno nie mam zamiaru skupiać się na jej urodzie, ale też mam świadomość że w pewnym momencie będą to robić inni. Pomyślmy tylko o koleżankach i kolegach w szkole, na podwórku… W pewnym momencie może się tak stać, że mimo naszych starań, to im nasze dziecko będzie bardziej „wierzyć”. I trzeba być na to przygotowanym. A co zrobimy jak w wieku kilkunastu lat nasza córka będzie chciała się malować, bo tak robią jej przyjaciółki? Na pewno będziemy mieć dość argumentow żeby je przekonać że nie trzeba, że dobrze wyglądają bez makijażu i być może nastawiać je na odizolowanie od innych? To jest wiele z pytań dla mnie bez odpowiedzi na wyrost.

e-milka

Dziekuje Agato, bardzo mi milo. :)

Iza

A ja bede chwalic wyglad mojej corki. Uwazam, ze jest to jeden z elementow kreaowania jej pewnosci siebie.

Tomasz

To w sumie ciekawe. Szkoda, że większość kobiet zachowuje się inaczej i dalej opierają wszystko na swoim wyglądzie uważając, że nic więcej nie mają