Neofobia żywieniowa – czy twój niejadek potrzebuje pomocy specjalisty?

Jeśli zdanie „nikt jeszcze nigdy nie umarł z głodu nad miską zupy” powtarzane bezmyślnie (nawet przez psychologów!) doprowadza cię do szału, prawdopodobnie już wiesz, co to jest neofobia żywieniowa. Być może po raz pierwszy spotykasz się z tym określeniem, ale podskórnie czujesz, z czym to się je – czy też nie je :) – bo zmagasz się z nią od lat we własnym domu. Jak rozpoznać, czy twoje dziecko to zwykły niejadek czy też może cierpi na neofobię wymagającą pomocy specjalisty? Z tego wpisu dowiesz się wszystkiego!

neofobia żywieniowa

JESZCZE NIKT NIGDY NIE UMARŁ NAD MISKĄ ZUPY, CZYLI JAK ODRÓŻNIĆ DZIECKO Z NEOFOBIĄ OD NIEJADKA?

Scenariusz jest zawsze ten sam: do drugiego roku życia dziecko je wszystko, a rodzice się cieszą. Potem nagle zaczyna odmawiać. Jednego produktu nie chce, drugiego też nie. Nie je nawet tego, co wcześniej lubił!

Wszyscy wokół przekonują, że to normalne. Sucha bułka na śniadanie, obiad, kolację? Każde dziecko tak ma! Wyrośnie!

Nieprawda.

Ja mam dwójkę dzieci: córkę, która weszła właśnie w okres odmawiania oraz synka, który cierpi na neofobię. Doskonale więc wiem, gdzie przebiega niebezpieczna granica.

Jeśli położę na Basi talerz coś, czego nie lubi – dajmy na to listek sałaty – zawoła: „ble!”. Być może poliże ten listek, a potem zacznie pluć. Czasami odkłada go na bok lub przekłada na nasz talerz. Ale jeśli jest głodna, zjada całą resztę. To dziecko, które faktycznie nie umrze nad miską zupy :).

Jednak dziecko z neofobią nie je, nawet jeśli jest bardzo, bardzo głodne. Za to wpada w histerię. Jeśli powiesz mu, że nie wstanie od stołu (złote rady matek, dla których w piekle jest oddzielny krąg!), to serio, prędzej padnie niż spróbuje tego, czego nie jadło lub nie pamięta, że kiedyś jadło. Neofobia żywieniowa to po prostu fobia czyli strach przed nowościami na talerzu. Ale może to być też strach przed produktami w określonym kolorze, np. zielonym. Albo przed mokrymi. Lub takimi, które intensywnie pachną, chrupią czy są papkowate.

Czasami nie wystarczy, że zdejmiesz je z talerza, bo dziecko pamięta, że one tam BYŁY i DOTYKAŁY. W skrajnych przypadkach dziecko z neofobią nie je, jeśli widzi coś, czego się boi, na talerzach innych domowników. Więc cała rodzina je tylko to, co dziecko akceptuje :).

Najłatwiej to zrozumieć komuś, kto ma jakąś fobię. Ja mam na pająki i zawsze sobie wyobrażam, że to tak, jakby po moim jedzeniu chodził pająk. Nawet gdyby ktoś go strącił, to sorry, ale nie wzięłabym już nawet krztyny do buzi! Brr… Tak samo nie jadłabym, gdyby po stole albo po cudzym talerzu chodziła wielka, włochata tarantula.

Dla dziecka z neofobią listek sałaty jest właśnie taką tarantulą.

RATUNKU! MAM DZIECKO Z NEOFOBIĄ! CZY MUSIMY IŚĆ NA TERAPIĘ?

Nie. Wydaje mi się, że neofobia żywieniowa to problem, który pojawia się w naprawdę wielu domach i nie każde dziecko potrzebuje od razu pomocy specjalisty. Ale rozważ terapię, jeśli któryś z punktów jest o was:

  • nie potrafisz sobie poradzić z problemem sama;
  • dziecko skończyło 6 lat i nadal je trzy produkty na krzyż (w tym wieku powoli powinno wychodzić z neofobii);
  • dziecko chudnie lub nie rośnie;
  • neofobia żywieniowa utrudnia mu funkcjonowanie, np. przez pół dnia w przedszkolu nic nie je, bo panie nie gotują tak, jak lubi;
  • neofobii towarzyszą inne zaburzenia, zwłaszcza problemy z integracją sensoryczną: dziecko boi się dotykać różnych rzeczy, nie chce zmoczyć rąk, nie lubi się brudzić, nie biega boso. Boi się mocno huśtać, unika hałasów, wywraca się, traci równowagę. Paniką reaguje na wszelkie nowości (nie tylko na talerzu) lub odstępstwa od rutyny – ogólnie, kiedy neofobia żywieniowa jest TYLKO JEDNYM Z objawów większego problemu.

NEOFOBIA ŻYWIENIOWA: JAK WYGLĄDA TERAPIA?

Mój syn uwielbia te zajęcia! To taka trochę nauka szaleństwa.

Najpierw przez kilka godzin dziecko będzie diagnozowane. Wypełnisz tysiące tabelek i odpowiesz na setki pytań. Najlepiej, jakbyś poszła razem z partnerem, wówczas jedna osoba może wyjść z dzieckiem, tak, żeby nie słyszało, co się o nim mówi.

Potem terapeutka obserwuje dziecko w trakcie zabawy. Jest huśtanie, skakanie na piłce i wspinanie się po linach. Są masaże.

A na samym końcu jest zabawa jedzeniem.

JAK PRACOWAĆ Z DZIECKIEM W DOMU?

Na pierwszych zajęciach terapeutka powiedziała najważniejszą dla mnie rzecz: „Dopóki dziecko wszystkiego nie będzie dotykać – nie będzie jeść”.

To jest tak oczywiste! No przecież, że smakowanie jest na samym końcu! Najpierw dotykamy, potem wąchamy, a dopiero na końcu (ewentualnie!) wkładamy do buzi. I to jest właśnie to, nad czym powinnaś pracować w domu!

1. Dotyk.

Poproś, żeby dziecko obrało mandarynkę, jajko, pokroiło pomidora. Koniecznie zaznacz, że to dla ciebie i obiecaj, że wcale potem nie będzie musiało tego jeść! Niech wbije jajo do ciasta, wyrobi ciasto rękoma. Niech przesypie rękoma mąkę! Przyprawi mięso. Obtoczy je w panierce.

Wsyp do oddzielnych misek ziarna kawy, siemię lniane, groch, fasolę. Niech dziecko zanurzy ręce i powie, które ziarenka są milsze w dotyku: większe? Mniejsze?

Ugotuj długi makaron i zachęć do zabawy nim. Ugotuj kisiel – jest nawet taki specjalny nie do jedzenia, tylko do zanurzania w nim rąk czy nóg. Wyciśnij pianę do golenia na ręce. Mydło. Krem.

Malujcie palcami, lepcie z plasteliny, ciastoliny, śniegu, piasku, błota. Niech dziecko się brudzi. Poznaje różne konsystencje i faktury. Niech dotyka i wie, że to nie jest „fuj”!

2. Węch.

Kup świeże zioła i daj dziecku do pogniecenia i powąchania. Zachęcaj do wąchania cebuli, czosnku, kawy, perfum, kwiatów. Wszystkiego, co tylko przyjdzie ci do głowy! Niektóre zapachy mogą się dziecku nie podobać (prawdopodobnie większość), ale znowu: niech wie, że wąchanie nie boli!

3. Masaż.

Pamiętaj o częstym masowaniu dziecka (wierszyki masażyki!). To też oswaja z dotykiem i rozluźnia, bo neofobia żywieniowa sprawia, że dzieci żyją w ciągłym stresie (co będzie na obiad? Czy znowu położą „tarantulę”? Będę musiał ją jeść? Patrzeć, jak oni to jedzą?).

4. Smak.

Zdaję sobie sprawę, że w każdym domu próbowanie będzie wyglądać inaczej. U nas przebiega zazwyczaj według jednego schematu:

  • kładę dziecku na talerz coś, co dotykało i wąchało sto razy, więc wiem, że się tego nie boi, np. pół plasterka rzodkiewki,
  • negocjuję, żeby spróbowało: „tylko gryz i idziemy grać w piłkę!” – zawsze w formie zabawy, a nawet wygłupów,
  • czasami tę rzecz daję w większej ilości, ale schowaną, np. w klopsie lub pod serem na kanapce. Wszystko siedzi w głowie. Zdarza się, że mój syn sam mówi, że chce kanapkę z rzodkiewką, ale tak, żeby o tym nie wiedział ;),
  • po jakimś czasie wyjmuję ten produkt na zewnątrz. Wtedy słyszę, jak Kostek uspokaja sam siebie: „Przecież się tego nie boję! Już próbowałem wczoraj!” i… Zaczyna jeść. Normalnie. Na legalu.

Oswajanie z jedzeniem to bardzo długi i powolny proces, który może trwać nawet latami! Ale warto. Nie poddawaj się! Dzisiaj mogę się pochwalić, że rzeczy, których mój syn nie je, policzymy na palcach jednej ręki :).

Wystarczy trochę pracy i zobaczysz, że u ciebie też tak będzie!

31
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
17 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
Ilona KosteckaJuliaOlae-milkaKasia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Kasia
Gość
Kasia

Pierwsze słyszę :)
u mnie jedno dziecko podobnie jak Basia a drugie podobnie jak Kostek.
Starszy syn potrafił głodny siedziec w przedszkolu nad jedzeniem i dopiero w domu się najadł po paru godzinach tym co mu przypadło do gustu (np w przedszkolu nie zjadł ziemniaków jezeli przypadkiem sos je dotknał). Tyle, ze ja do tego podchodziłam i podchodzę nadal ze spokojem. Sama byłam z dzieci ‚niejadków’ (tak zwanych w tamtych czasach) i cierpliwie czyszcze talerze, przekładam, odkładam.
Najbardziej denerwujące jest otoczenie i komentarze ( u mnie tesciowa – matko o znow zjadl same ziemniaki i surówkę!).

Mimi
Gość
Mimi

Skąd pochodzi ta tabliczka z lewej strony o postawieniu miejsca pracy w odpowiednim stanie?

Anna
Gość
Anna

Jaka szkoda, że nie było takiej wiedzy dwadzieścia kilka lat temu. Mój syn ma 27 lat i dopiero w wieku nastoletnim (kiedy mieszkał już oddzielnie) sam trafił na dobrego psychologa, którego poszukał bo wiedział, że z jego jedzeniem jest coś nie tak. Od urodzenia do dzisiaj nie miał w ustach mięsa. jak przechodziłam z butli na zupki to pluł nimi koncertowo. Właściwie dzieciństwo przeżył na pieczywie z masłem, sokach Kubusiach, różnorakich płatkach na mleku, owocach i herbacie. Teraz pomimo tego, że mieszka ze swoją dziewczyną gotuje tylko on. Wtedy wie, że potrawa ma tylko te składniki, które on toleruje. Oczywiście… Czytaj więcej »

puch ze słów
Gość

Póki się nie miało dzieci to wychodzi na to że człowiek nie wiele jeszcze wiedział o życiu. im więcej wiemy to…coraz więcej nie wiemy… Moja pociecha też nie należy do dzieci które dużo jedzą i też chciałabym by jadła więcej by miała więcej tłuszczyku, ale każde dziecko jest inne, u każdego coś i tylko matki wiedzą ile kosztuje troska o tego małego człowieka. dobranoc

Weronika
Gość
Weronika

Dzieki za ten wpis ! To chyba nie tak częsty problem , wielu ludzi nie jest w stanie pojąć takiej sytuacji .

Weronika
Gość
Weronika

Poza tym tak jak piszesz , nie jest problemem jak dziecko czegos nie zje w przedszkolu, moja córka potrafi od rana do 16 nic nie zjeść w przedszkolu … mało kto w to wierzy ale tak jest .

Edyta
Gość
Edyta

A co zrobić gdy dziecko zajada przy obcych a przy mamie prawie wszystko jest ble

blekitna
Gość
blekitna

Do jakiego lekarza / specjalisty najlepiej iść z „takim” dzieckiem ?

Sylwia
Gość
Sylwia

Hmm, trochę i u nas tak to wygląda. Tyle że syn ma 15 miesięcy ( jest jeszcze przez to na piersi), nie je kompletnie nic. Wszystko wypluwa, nic nie smakuje. Tylko czy to nie za wcześnie u takiego malucha…

Sylwia
Gość
Sylwia

A co z takimi niejadkami? Jak im dostarczyć odpowiednich witamin itp? Jak pogodzić się z tym że dziecko jednak chodzi głodne?

e-milka
Gość
e-milka

Boże, moje mają to samo. I rzeczywiście mieliśmy taki rok, kiedy córka mało urosła i wpadłam wtedy w panikę. A w miarę normalnie zaczęła jeść w wieku lat 9ciu. Z tymże ona w ogóle była dziwna, już chyba wspominałam – jedyne dziecko, jakie znam które na pytanie „Masz ochotę na loda?” potrafiło odpowiedzieć – „Nie, dzięki, może jutro.” :) Próbowała chętniej w przedszkolu niż w domu (a jako maluch rzeczywiście – brokuły, kalafior, humus, bigos nawet – wszystko jadla). A najgorzej to jest jak jedziemy do Dziadka, a tam jogurciki np. różne na spróbowanie, Dziadek kupił, a mi tak glupio… Czytaj więcej »

Karolina
Gość

Świetnie, że ten wpis powstał! Trzeba edukować społeczeństwo, bo ludzie nie zdaj sobie sprawy, że jest taki problem… a potem musisz wysłuchiwać, że nie umiesz gotować, albo że wydziwiasz nad dziecięcym talerzem, bo przecież „jak zgłodnieje, to zje” :/ Nie wiem, dlaczego tak trudno uwierzyć, ze dzieci to nie są takie proste maszyny i też mogą mieć problemy!

trackback

[…] Jeśli twoje dziecko nie lubi się brudzić, zachęć je do tego. I obserwuj, bo to może być pierwszy sygnał, że występują jakieś problemy z Integracją Sensoryczną, które prowadzą np. do neofobii. […]

Ola
Gość
Ola

W końcu trafiłam na sensowny artykuł ! Mój starszy syn, 4,5 roku nie potrafi nawet usiąść z nami przy stole, od razu ucieka do swojego pokoju. i to trwa już od 2 lat a może i więcej. W jego jadłospisie są jedynie -jogurty monte lub Paula, tosty z serem i suchary z masłem orzechowym – które mógłby jeść na okrągło, jednak zmuszona byłam masło zlikwidować gdyż jest uczulony na orzeszki.. no i mleko. Zero warzyw, owoców, mięsa. Tosty też już zje jak dopadnie go spory głód. Każda podjęta próba namówienia go do posmakowania czegoś kończy się histerią, płaczem i nawet… Czytaj więcej »

trackback

[…] dla najmłodszych są takie kolorowe! Podczas terapii naszego syna – o której pisałam TUTAJ – usłyszałam bardzo ważne zdanie: jeśli dziecko nie dotyka wszystkiego i nie wącha, nie […]

Julia
Gość
Julia

Kochana, ale gdzie na tę terapię? Będę wdzięczna za namiary.