Co można robić, a czego lepiej nie w dobie pandemii?

Myślałam, że dla wszystkich to oczywista oczywistość, ale kiedy zaglądam w internety, to widzę, że wcale tak nie jest. Nie dalej jak wczoraj jakaś babka zapytała mnie: co jest złego w piknikach? Albo: dlaczego nie mogę codziennie chodzić do sklepu po świeże bułeczki? Z jednej strony na dobre rozkręciła się akcja #zostańwdomu, z drugiej narosło wokół niej sporo mitów. Ludzie właściwie nie wiedzą, co można, a czego nie? I podzielili się teraz na dwa obozy: tych, którzy panicznie boją się wyjść na własny balkon. Oraz tych, którzy się cieszą, że ludzie w końcu tak tłumnie ruszyli na łono natury, czyli do lasu. Ponieważ zbliża się weekend, a pogoda dopisuje, sprawdź, czy NA PEWNO wiesz, co robić, żeby koronawirus nie rozprzestrzenił się u nas tak szybko jak na zachodzie? Uczmy się na błędach innych państw, zamiast je powtarzać!

koronawirus

CO MOŻNA ROBIĆ?


1. Spacerować po lesie, gdy jest pusto.

Ruch na świeżym powietrzu wzmacnia odporność, a teraz jeszcze świeci słońce, więc mamy witaminę D zupełnie za darmo. Dlatego zdarza nam się popołudniami wyskoczyć do lasu pod miasto. ALE pod jednym warunkiem: kiedy przyjeżdżamy i widzimy zapełniony parking albo ścieżkę – odpuszczamy. Nie wychodzimy z naszego samochodu, wracamy do domu.

Z tego powodu podarowaliśmy sobie wyjście w poprzedni weekend.

Zawsze też mamy przy sobie chusteczki z alkoholem, chociaż dzieci wiedzą, że nie mogą niczego dotykać ani odpocząć na ławeczce. Gdy spotykamy pojedynczych ludzi, zachowujemy sporą odległość (minimum 2-4 metry). I ładujemy akumulatory, bo być może za jakiś czas, gdy koronawirus i u nas pokaże, na co go stać, wszyscy będziemy zmuszeni zostać w domu.

2. Wychodzić do własnego ogródka lub na balkon.

Korzystamy z tego bez limitu! Ale z sąsiadami pilnujemy, żeby się do siebie nie zbliżać.

3. Zakupy, gdy NAPRAWDĘ jest taka potrzeba.

U nas na zakupy jeździ sam Piotr. Uważam, że trzeba ograniczyć je do minimum i dziwię się ludziom, którzy chodzą do sklepu CAŁYMI RODZINAMI co 2-3 dni. Pamiętaj, że są tam sprzedawczynie: nie narażaj ich, zachowaj dystans, płać kartą i zaplanuj, co będziecie jeść przez tydzień-dwa, żeby nie biegać po bochenek chleba (chleb można mrozić!) albo jogurcik.

Piotr prowadzi wózek w sklepie przez chusteczki z alkoholem. Nie widziałam go w akcji, ale śmieje się, że odkaża nimi WSZYSTKO, jakby miał nerwicę natręctw. Zakupy zawozi również moim rodzicom i zostawia je pod drzwiami, gdzie czeka upieczone przez babcię ciasto dla wnuków. To dziwne uczucie, że nie można się nawet przywitać, ale uważam, że ten czas trzeba po prostu przetrwać, żeby mogło być lepiej.

CO SOBIE ODPUŚCIĆ, GDY SZALEJE KORONAWIRUS?


1. Spacery po lesie, w którym ludzie chodzą gęsiego.

Mam wrażenie, że większość opatrznie zrozumiała zalecenia lekarzy. I skoro jakiś gość w tv powiedział, że lepiej chodzić do lasu niż do miasta, to teraz tłum bezrefleksyjnie do tego lasu gna, nawet jeśli tłok jest tam większy niż na Krupówkach w samym środku lata.

No: nie! Lekarzom nie chodziło o to, że w lesie jest magiczne powietrze i się tam nie zarazisz, tylko że prawdopodobnie tam spotkasz najmniej ludzi. Jeśli jednak jest ich na tyle dużo, że nie da się swobodnie mijać, zachowując bezpieczną odległość (czyli minimum 2-4 metry), to zastanów się, czy na pewno chcesz brać udział w tym koronaparty?

2. Place zabaw. Siłownie na świeżym powietrzu. Przesiadywanie na ławeczkach.

Najłatwiej zarazić się od drugiego człowieka. Jednak nie wykluczono, że zakażamy się również, dotykając różnych powierzchni. Koronawirus na miedzi utrzymuje się do 4 godzin, do 24 godzin na tekturze i od 2 do 3 dni na plastiku oraz stali nierdzewnej. To znaczy, że nawet jeśli przyjdziesz na pusty plac zabaw, nadal możesz coś złapać!

Dla własnego bezpieczeństwa, lepiej NICZEGO poza domem nie dotykać. Jeśli musisz wezwać windę, dotknąć domofonu czy klamki w bloku, zmienić sygnalizację świetlną na przejściu dla pieszych – rób to przez chusteczkę. A zaraz potem wrzuć tę chusteczkę do kosza na śmieci. Lepiej nie robić tego łokciem, bo na ubraniu też koronawirus sobie pożyje. Za jakiś czas bezwiednie dotkniesz łokcia, potem ust… I gotowe.

3. Spacery ze znajomymi.

Serio, nie wymieniajmy się teraz zarazkami.

4. Wylewne powitania z innymi.

Można pomachać. Z daleka.

Jeśli nie podasz ręki, NAPRAWDĘ NIKT się dzisiaj nie obrazi. A nawet myślę, że wszyscy odetchną z ulgą ;).

5. Pikniki na polance.

W dobie pandemii nie jadłabym w miejscu, gdzie nie mogę wymyć rąk. Bo pamiętasz, żeby myć ręce przed każdym posiłkiem?

6. Przejażdżki komunikacją miejską.

To, że koronawirus utrzymuje się na powierzchniach (drążkach, siedzeniach) to jedno. Ale pojawiło się badanie, że może utrzymywać się również w powietrzu: od 30 minut do nawet 3 godzin. Oczywiście, najbardziej sprzyjające dla wirusa warunki to zamknięte pomieszczenia. Dlatego, kiedy wybuchła epidemia w Chinach, samoloty po każdym locie były odkażane. Podobnie sprzedawczynie odkażają po nas co jakiś czas sklepy.

Ale tramwajów i autobusów pomiędzy kursami nikt nie odkaża.

Jazda nimi jest zwyczajnie niebezpieczna. Czasami nie ma wyjścia. Ale widziałam, jak starsze panie całymi grupkami wysiadają z tramwaju i – rozmawiając w najlepsze – idą sobie na cmentarz. To się nazywa BEZMYŚLNOŚĆ.

7. Rodzinne spotkania.

Bo że nie można urządzać imprez towarzyskich, to chyba wie każdy. Jednak nie każdy wie, że w tej chwili powinniśmy ograniczyć także spotkania rodzinne. Żadnych urodzin, wspólnego dmuchania świeczek, wielopokoleniowych świąt wielkanocnych przy jednym stole.

Będę brutalna, ale jeśli teraz nie damy sobie na wstrzymanie, to za rok możemy się już nie spotkać w tym samym składzie.

CO TRZEBA DOBRZE PRZEMYŚLEĆ?


1. Wyjazd na wieś.

Z jednej strony brzmi super, więc wiele osób wyjeżdża na odludzie, żeby móc spacerować po bezdrożach, zamiast nudzić się w czterech ścianach własnego mieszkania. I ja to rozumiem. To całkiem fajny pomysł!

Trzeba się tylko zastanowić, czy mamy wystarczająco dużo zapasów, bo być może za jakiś czas sytuacja będzie na tyle groźna, że zamkną miasta i nie wrócisz szybko do swojego domu. Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Ale – patrząc na Chiny albo Włochy – jakieś tam ryzyko (odpukać!) istnieje.

Poza tym właśnie tak zrobili Norwegowie: spakowali się i ruszyli do letniskowych domków. Po czym szybko zostali cofnięci przez władze, która ostrzegła ich, że szpitale w małych miejscowościach nie są przygotowane na walkę z epidemią. Zwłaszcza, gdy uciekną tam wszyscy miastowi :)

2. Zamawianie jedzenia na wynos.

W momencie, gdy nie ma klientów, a są opłaty (czynsz za lokal + pensje + ZUS), właśnie tego restauracje potrzebują najbardziej, żeby przetrwać ten trudny dla nich okres. Wdrożyły specjalne środki ostrożności: kuchnie są często dezynfekowane, pracownicy non stop myją ręce, pracują w maseczkach i rękawiczkach.

Sama zastanawiam się nad jedzeniem na wynos. Chciałabym wesprzeć lokalnych przedsiębiorców. Może się odważymy, bo ileż można żyć bez pad thaia! Ale podgrzejemy jedzenie (większość wirusów ginie powyżej 60 stopni) i przełożymy je do własnych naczyń.

3. Zakupy online.

Znowu: tego potrzebują firmy i gospodarka. Oraz kurierzy, którzy są na samozatrudnieniu, więc dla nich to być albo nie być. Ale w ten sposób ich narażamy, bo muszą krążyć od drzwi do drzwi. Oraz możemy narazić siebie.

Najlepiej po prostu umówić się, żeby kurier zostawiał paczki pod drzwiami lub wybrać doręczenie do paczkomatu (jest już apka na telefon, dzięki której otworzysz skrytkę!). Kupuj zgodnie z własnym rozumem :).

Tylko od naszej dyscypliny zależy, jak szybko ta sytuacja się skończy. Parafrazując klasyka: jeszcze nigdy w historii nie mieliśmy okazji ochronić ludzkości, siedząc po prostu na tyłku. Więc ja was pięknie proszę: nie spieprzmy tego. Umowa stoi?

15
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
10 Thread replies
10 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
CaroIlona KosteckaKarolinae-milkae-milka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Agata
Gość
Agata

Popieram Ilonę, nauczcie się na naszych, włoskich błędach. Tutaj na początku, tak jak w innych krajach, problem nie został szybko odpowiednio potraktowany i teraz ponosimy konsekwencje. Rozporządzenia też są niejasne, niby z tego domu można wyjść na spacer, przy zachowaniu dystansu od innych i nie zatrzymywaniu się nigdzie (np na ławeczce, na placu zabaw), niby można wyjść pobiegać, niby można psa wyprowadzić… Ale jak zwykle włosi mają gdzieś reguły i sceny jakie się widziało ostatnio w dużych miastach były nie do pomyślenia. Ludzie spacerujący grupami (akurat znajomego spotkałem), nagle wszyscy odkryli jogging, albo ludzie wyprowadzający na spacer… kota. Finał? Prawdopodobnie… Czytaj więcej »

EWA
Gość
EWA

W punkt napisane. Brawo.

Barbara
Gość
Barbara

Bardzo chętnie robiłabym wszystkie zakupy online, ale u nas sklepy maja zarezerwowane terminy dostaw na kilka tygodni do przodu. Warzywa, owoce, jajka, udało mi się dostać z mniejszego gospodarstwa (kurier rozwozi jedzenie i zostawia je pod drzwiami), jogurt staram się „rozmnożyć” z jogurtu greckiego i mleka, chleb piekę sama. Ale mąka, drożdże i mleko też się kiedyś kończą :/. Do tego czasem trzeba wyjść do paczkomatu/apteki/lekarza (nie wszystko da się załatwić telefonicznie, szczególnie w ciąży), a niestety na 9 pietrze pozostaje dość paskudny środek transportu, jakim jest winda – rozwiesiłam kartki na piętrach, żeby ludzie nie dosiadali się do sąsiadów… Czytaj więcej »

Karolina
Gość
Karolina

Zgadzam się w 100% tylko punkt dot. wyjazdów na wies… Sama mieszkam na wsi i zjechało się teraz nagle pełno ludzi z większych miast i zagranicy, głównie młodych. Wydaje mi się że o to chodzi w tym nierozprzestrzenianiu wirusa żeby go nie „rozwozić” na inne tereny. Siedzieć w domu i w swojej okolicy. Szkoda mi tych wszystkich babć i dziadków…

trackback

[…] Piotr, kiedy niecałe dwa tygodnie temu wrócił ze sklepu. W Poznaniu rozpoczynała się właśnie kwarantanna, a ulice nagle opustoszały. Piotr powiedział, że czuł się jak Will Smith, czyli tytułowy […]