Kocham moje dzieci, ale samo macierzyństwo mnie męczy

Na pewno słyszałaś te zdania: „Kiedy urodziłam dzieci, poczułam się spełniona!”, „Niczego więcej do szczęścia nie potrzebuję!”, „Bycie mamą to najlepsze, co mnie spotkało!”, „To najważniejsza rola w moim życiu!”. No więc ja tak nie czuję.

CHOĆ ZUPEŁNIE SIĘ TEGO NIE SPODZIEWAŁAM!

Ja naprawdę lubię dzieci. Nie jestem tą kobietą, która wzdraga się na ich widok i akceptuje w swoim otoczeniu co najwyżej własne. Raczej całe życie zachwycałam się niemowlakami, rozczulały mnie ich pulchne policzki, dłonie i stópki.

Całe życie chciałam być mamą!

I nigdy nawet przez sekundę nie zwątpiłam: „A może to nie dla mnie?”. Od małego opiekowałam się lalkami: karmiłam je, stroiłam i z nimi spałam. Myślałam, że z moimi dziećmi godzinami będę się tarzać po dywanie i nigdy mnie to nie zmęczy! Macierzyństwo miało być taką wisienką na torcie życia. Nie wiem, na ile mi to wmówiono, bo żyjemy w świecie, w którym nie-matki są piętnowane bardziej niż faceci pijący pod sklepem na ulicy. Ale odbieram to raczej jako własne pragnienia, a nie, że ktoś mi coś kazał.

Wszystko się zmieniło, kiedy urodziłam dziecko.

Na macierzyńskim nudziłam się jak mops. Wcale nie dlatego, że dziecko grzecznie spało cały dzień. Wręcz przeciwnie! Ciągle je: nosiłam, karmiłam, przewijałam, usypiałam. I od nowa. I tak w kółko. Tydzień za tygodniem. Miesiąc za miesiącem. W żaden sposób nie czułam się dzięki temu spełniona. Macierzyństwo nie było dla mnie ekscytujące, zajmujące czy rozwijające. Męczyła mnie powtarzalność. Taki trochę dzień świstaka.

Podziwiam kobiety, które są na tyle dojrzałe, że potrafią na jakiś czas odłożyć swoje życie na bok. Sama chciałam taka być! Bardzo! No ale nie potrafię. Mnie dobijał fakt, że wszystko co robię, robię dla dzieci i męża. I nic dla siebie.

Pewnie jestem egoistką. Ale dzisiaj już się tego nie wstydzę. Myślenie również o sobie nie jest przecież niczym złym!

POSTANOWIŁAM O TYM NAPISAĆ, BO MOŻE TAKICH MAM JAK JA JEST WIĘCEJ?

Może tylko wstydzimy się o tym mówić? Więc dobra, niech będę pierwsza.

Kiedy słyszę z ust polityków Konfederacji: zrobimy tak, że twój mąż będzie zarabiał na tyle dużo, abyś ty mogła zostać w domu i rodzić dzieci. Cieszysz się? To ja mam ochotę uciekać, gdzie pieprz rośnie!

Myślę sobie wtedy: WTF? Co wy pieprzycie? Dlaczego w ogóle banda facetów rozmawia o tym, co zrobić, żebyśmy MY chciały rodzić, zamiast najzwyczajniej w świecie po prostu nas o to zapytać?

Bo jakby MNIE ktoś zapytał, powiedziałabym, że ja to bym chciała w miarę szybkiego powrotu do dawnego życia. A więc na początek godnych warunków w szpitalu przy porodzie, żebym nie musiała się potem miesiącami dźwigać fizycznie i psychicznie. Chciałabym fajnych żłobków, przedszkoli i szkół. Bo choć moje dzieci jeszcze nie chodzą do szkoły, ja już się martwię, co zrobię, jak będą wracać w południe albo chodzić na zmiany? Chciałabym, żeby w tej szkole można było kupić nie tylko obiady, ale również ZDROWE śniadania. Żeby była tam jakaś stołówka na kształt przedszkolnej, bo jeszcze mi życie zbyt miłe, nie chcę pół ranka tracić na smarowanie chleba masełkiem. Chciałabym zarabiać na tyle dużo (tak, ja też, nie tylko mój mąż!), żeby od czasu do czasu móc wynająć nianię i wyskoczyć wieczorem do kina. Nie chciałabym za to, żeby dziecko i dom były tylko moją sprawą.

Ale to ja. W przeciwieństwie do polityków, którzy wypowiadają się za nas wszystkie, mogę wypowiedzieć się tylko za siebie.

BO TY ZŁA MATKA JESTEŚ!

Kocham moje dzieci, nie wyobrażam sobie ich nie mieć, ale nie jestem tą mamą, która odpoczywa, prasując ubrania albo gotując niedzielny rosół. To są moje obowiązki i muszę je wykonać, ale nie chcę zajmować się tylko tym.

Są dni, kiedy odkładam wszystkie sprawy na bok, żeby pobiegać z dziećmi po domu, poobrzucać się popcornem, a potem zasnąć wtulona w ich kark. A są takie, gdy macierzyństwo mnie przytłacza nadmiarem obowiązków i odpowiedzialności.

Nie przyznajemy się do tego nawet same przed sobą, bo zbyt często słyszałyśmy: „Co z ciebie za matka?!”. Wystarczyło napomknąć: „A ja nie chcę rodzić naturalnie/karmić piersią/boję się o figurę/dobija mnie, jak dziecko cały dzień płacze/czasami krzyczę z bezsilności”. Więc nauczyłyśmy się siedzieć cicho i tak sobie udawać.

Matka, która idzie do pracy mówi raczej o wyrzutach sumienia, a nie, że czuje się dzięki temu lepiej. Że tego potrzebuje. Że bycie mamą to dla niej za mało. Społeczeństwo oczekuje od nas wyznań w stylu: „Moje dziecko to cały mój świat!”, a nie: „Na dziecku moje życie się nie kończy!”.

A JA TO PIEPRZĘ!

Za stara jestem i chyba całkiem z siebie zadowolona, bo nie mam potrzeby niczego nikomu udowadniać. Macierzyństwo to jedna z moich ról. Jeszcze nie wiem czy najważniejsza, bo przede mną (mam nadzieję) całe życie. Po urodzeniu dzieci nie poczułam, że mam już wszystko. Gdy patrzę jak rosną, jestem dumna, ale z nich, a nie z siebie, bo też nigdy nie traktowałam ich jak swoje dzieło. To losowa mieszanka dobrych genów i okoliczności, a nie że ja, wychowując je, odwalam kawał dobrej roboty. Czasami odwalam. A czasami nawalam :).

Macierzyństwo bywa tak trudne, że czasami mam ochotę wystrzelić się w kosmos. Albo iść spać. Dzieci nie są całym moim światem, choć są najważniejsze i wszystko bym dla nich rzuciła, gdybym musiała. Jednak cieszę się, że żyję w czasach, gdy nie muszę.

Czy takich mam jak ja jest tu więcej?

Mam nadzieję, że nie zostawisz mnie samej z tym wyznaniem. Bo my wcale nie jesteśmy gorszymi matkami! Całe szczęście ostateczną ocenę wystawią nam już nasze dzieci, a nie obcy ludzie. A ja jakoś tak mimo wszystko całkiem o tę ocenę jestem spokojna ;).

spódniczka – TUTAJ | bluzka – TUTAJ
Już tylko do 12 listopada MOŻESZ JE KUPIĆ W PROMOCYJNEJ CENIE w moim sklepie! PSST… A JEŚLI ZDECYDUJESZ SIĘ NA KOMPLET, użyj kodu: LOVE (MAŁYMI LITERAMI), ŻEBY OTRZYMAĆ JESZCZE WIĘKSZY RABAT!

72
Dodaj komentarz

avatar
51 Comment threads
21 Thread replies
60 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
60 Comment authors
AnnaMagdalenapuch ze słówDorotaPatrycjawawka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Paula
Gość
Paula

Spadłaś mi tym wpisem z nieba! Wszystkie koleżanki zachwycone, mówią, że uwielbiają być w domu, nigdy nie chcą wracać do pracy, tak mają cudownie. Tylko ja narzekam, że prędzej depresja mnie spotka niż takie szczęście. I już odliczam czas do dnia, w którym moje szczęście będzie mogło pójść do żłobka. Kocham nad życie, ale siebie też kocham. I chciałabym, żeby każdy mógł po swojemu, bez „jak sobię wyobrażasz zostawienie takiego malucha samego?!”. Także, jest nas więcej :) pozdrawiam!

Ola
Gość
Ola

Napisane w punkt :) czytając post jak i ten komentarz widzę siebie zamknięta w środku wołając o pomoc… Tylko że nikt nie chce słyszeć że mi jest źle czuje się fatalnie moje życie to Głowno… Wszyscy widzą tylko dziecko słodkie uśmiechnięte jak płaczę to napenwo coś mu jest… A gdzie w tym wszystkim my mamy które zatracamy siebie. ?

Monika
Gość
Monika

Moja córka ma 14 m-cy i kocham ją nad życie, ale początki macierzyństwa byłyby przyjemniejsze gdybym non stop nie frustrowała się myślą, że utknęłam w domu i nie dam rady z niego uciec. Tymczasem wszystko dało się poukładać, wróciłam do pracy kiedy córka skończyła 7 miesięcy. Będąc na macierzyńskim czułam, że powoli wariuję, musiałam się ogarnąć dla siebie. Teraz mam dziecko, dom, pracę na pełen etat, dwa psy, jest czasem kocioł, ale czuję że żyje i niezamieniłabym się na nic innego!

Karolina
Gość
Karolina

Koniecznie muszę Ci odpowiedzieć. NIE JESTEŚ SAMA. W sumie po lekturze tego wpisu stwierdzam, że czuję to samo ale jakoś nie wiedziałam jakich słów użyć żeby to nazwać. Moje dzieci są dla mnie najważniejsze, kocham ich nad życie, ale cieszę się kiedy idę do pracy, kiedy rozmawiam z dorosłymi na dorosłe tematy. Spełniamy w życiu strasznie dużo funkcji i bycie mama jest jedną z nich. Ma wysoki priorytet, ale to nadal jedna z ról. I tak, żaden mężczyzna nie powinien wypowiadać się na temat macierzyństwa, a na pewno nie do czasu kiedy sam nie urodzi?.

Justyna
Gość
Justyna

Polecam ‚Working moms’ na Netflixie. Można się poczuć, że ‚wow’ ktoś wreszcie pokazał matki, które nie rzygają tęczą ;) i dzięki za Twój wpis, ja tez się tak czułam, chociaż o dziwo, przy drugim dziecku nie chce mi się wracać do pracy, a domowe pielesze i opieka nad niemowlakiem mnie cieszą. Może to kwestia pozytywnego porodu i wyjątkowo uśmiechniętego bobasa? Najważniejsze to żebyśmy miały wybór, a nie żeby politycy wiedzieli lepiej czego potrzebują i chcą Polki.

Mama po holendersku
Gość
Mama po holendersku

Oj tak. Od pewnego czasu siedzę z dziećmi w domu i szczerze… ?dostaje do głowy?. Tak jak piszesz kocham swoje dzieci, świata po za nimi nie widzę ale na dłuższa metę ciagle siedzenie w domu doprowadza mnie do szału.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

O kurczę jakie to prawdziwe. Też tak mam ale już prawie 6 lat siedzenia w domu, najpierw pierwsze dziecko później zaraz drugie. Teraz okres przedszkolny niby ale ciągle choroby i inne takie niespodzianki dziecięce. A co do wariowania w domu to fakt. Codzienny dzień świstaka wchodzi niby w nawyk. Weekend różni się od reszty tygodnia tym że mąż jest w domu A raczej w zasięgu domu bo zawsze ma coś do zrobienia. Aktykul pierwsza klasa!!!!!

Karolina
Gość
Karolina

Idealnie w punkt. Mogłabym podpisać się pod każdym zdaniem. Mam 4-latka i lada dzień rodzę córkę, więc będzie nieco podobnie jak u Ciebie. I mega Ci zazdroszczę, że Basia jest już przedszkolakiem ;) jestem zachwycona każdym dniem, gdy mój synek rośnie, staje się bardziej samodzielny, a u znajomych zostawia nas przy stole i leci się bawić ze swoim równolatkiem. Namacalnie czułam, jak odzyskuję swoje życie, teraz przeraża mnie, że wszystko od zera. Absolutnie nie widzę się w domu, do pracy etatowej planuję wrócić przed rokiem, chcę szybko wrócić do tzw. formy. I podobnie jak Ty, nie wstydzę się o tym… Czytaj więcej »

Danusia
Gość
Danusia

Trochę jeszcze z innego punktu widzenia, ale brawo za to co napisałaś,! Przede mną jeszcze miesiąc zanim pojawi się dziecko, ale ze względów zdrowotnych a później zdrowo-rozsądkowych (pracuję w szkole i chyba bym musiała na przerwach chodzić owinięta w materace, żeby nie zostać poturbowana)jestem od 6tygodnia na zwolnieniu…i szczerze? Wariuje! Biorąc pod uwagę, że macierzyński skończy się w grudniu, ja już zastanawiam się, żeby końcówkę urlopu przejął ojciec albo niania na te kilka godzin kiedy będę w szkole a ja od września powrót…być może mi się odmieni, być może wydarzy się jeszcze dużo do tego czasu, ale jeszcze nie urodziłam,… Czytaj więcej »

Badis
Gość
Badis

No i znów strzał w dziesiątkę!!! Czuję dokładnie to samo. Mam co prawda tylko jednego syna, 5-letniego. Jak poszedł do żłobka jako roczniak odetchnęłam. Macierzyński był mordęga. Przez ostatnią godzinę wypatrywałam męża przez okno. Mały był trudny w obsłudze. Gdy wróciłam do pracy co prawda co rano musiałam się spinać żeby zdążyć ale w pracy odpoczywałam. Gdy wisiała wizja zostania w domu z powodu choroby już sama byłam chora. Teraz jest dużo lepiej bo młody ma żłobek za sobą i trzeci rok przedszkolny leci więc jest dużo bardziej odporny. Jestem z tych matek która z byle powodu nie zostawia dziecka… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

Nie zawsze się z Tobą zgadzam, aaalllleee…. Dziś muszę napisać, że w końcu ktoś podniósł mnie na duchu. Moje dziecko wyczekane po wielu trudnych przeżyciach i teraz gdy jest… Uświadomiłam sobie, że kocham go nade wszystko, ale zdałam sobie sprawę, że jestem jeszcze Ja. ŻE to nie jest wszystko, czego chcę od życia. I że siedzenie w domu, ta monofonia doprowadzają mnie często do obłędu. Dziękuję za ten tekst i za odwagę mówienia o tym głośno. Pozdrawiam!

D.I.
Gość
D.I.

Niedawno po niespełna 5 latach wróciłam do pracy (3 dzieci w niewielkich odstępach, więc trochę mi się ten macierzyński wydłużył ;)) i niezmiennie czuję jakbym unosiła się 10 cm nad ziemią!! Długo byłam zwolenniczką tego żeby pierwsze 2,5 roku spędzić z dzieckiem. Udało się ze starszą dwójką i nie żałuję, ale po takiej kumulacji czułam, że jeszcze chwila i się uduszę. Że tym razem nie dotrwam, szczególnie że najmłodsza córka jest hiper samodzielna (jakieś ziarnko prawdy chyba jest w powiedzeniu, że trzecie dziecko wychowuje się samo, haha) i przyzwyczajona do bycia wśród dzieci. Z jednej strony intuicja podpowiadała mi, że… Czytaj więcej »

Olga
Gość

Starszy syn poszedł do przedszkola w wieku 3,5 (miał 3 jak urodził się jego brat, więc będąc w ciąży bałam się wysyłać go wcześniej do żłobka/przedszkola). Teraz jestem w domu z młodszym – ma niecałe 2 lata. I już planuję od września wysiudać go do żłobka bo te 5 lat w domu z dziećmi mnie już straszliwie męczy.

Jola
Gość
Jola

Jak byłam na macierzyńskim po urodzeniu starszej córki, to myślałam, że „kota dostanę „. Gdy młoda skończyła 2 lata poszłam do pracy(z poprzedniej musiałam zrezygnować, bo w delegacji). W pracy odpoczywam od dzieci, a w domu odpoczywam od pracy. Tak to wygląda. Na macierzyńskim miałam wrażenie, że się cofam. W głowie miałam tylko kaszki, kupki i choroby wieku dziecięcego. Dziękuję za wpis, dobrze, że nie jestem sama.

Lena
Gość
Lena

U mnie w ZUSie Pani nie mogła znaleźć papierów na 6 miesięczny macierzyński i mówi do mojego męża: nikt nie brał TYLKO pół roku, może się żona jeszcze zastanowi? Głosy znajomych tak samo: może Ci się odwidzi, pewnie będziesz jeszcze chciała zostać. Przy pierwszym synku, poszłam do pracy po 7 miesiącach, teraz pół roku plus kilka dni urlopu – część etatu, ale zawsze powrót do ludzi. Jak nie wrócę, to się uduszę i nikt nie będzie szczęśliwy. Dzięki za ten tekst, podziałał bardzo kojąco :)

Magdalena
Gość
Magdalena

No widziesz ,a w USA wiekszosc kobiet wraca do pracy po 6, ale TYGODNIACH macierzynskiego.

Lena
Gość
Lena

Gdybym mieszkała w USA to bym wróciła po 6 tygodniach, proste. Chodzi mi o nasz kult przywiązania do dziecka i dziecka do Ciebie.
A tak btw- kiedyś w polu rodziły i pracowały dalej – i? – ironia oczywiście ;)

e-milka
Gość
e-milka

Podobnie myślę, choć dla mnie dzieci bardzo długo były w świecie do mojego równoległym, ale właśnie dlatego, że rownoleglym bez punktów styczności. Owszem, wiedziałam, że chce je mieć, ale właśnie zawartość wózków długi czas mnie nie interesowała. Koleżanki rodzące dzieci krótko po maturze skreślam w duchu z listy, czując się, jakby to powiedzieć? Zdradzona? Rozczarowana? Mama zostałam świadomie i bardzo długo szamotalam się w nowej sytuacji, w której, musiałam to przed sobą przyznać, niewiele ode mnie zależało (choć to przyznanie się stanowiło pewnego rodzaju kamień milowy). Kocham dzieci jak wadera, dla nich walczę. Są też motorem dzialania, chociaż mnie nigdy… Czytaj więcej »

Martyna
Gość
Martyna

Żeby nie było… Popieram. Każdy ma po swojemu czuć i żyć. Ja zaś mam tak że od początku macierzyństwo stawia mi takie wyzwania, że mogę być dumna i z dzieci i z siebie. Opanowałam mnóstwo nowych dziedzin rehabilitację, logopedię, si, spokój mimo wszystko, tyflopedagogikę, i kilka innych. Nauczyłam się znajdować czas dla siebie. Niektóre rzeczy czasem odkładam na później czasem robię od razu. Poszczesciło mi się. Dzieci mam wymagające ale mi to daje spełnienie i frajdę. Co nie oznacza że nie mam innych pasji które w pewnym stopniu realizuję. Tak dla higieny umysłu i ducha. Grunt to żeby było nam… Czytaj więcej »

Monika
Gość
Monika

Boże jak dobrze wiedzieć ze nie jest się jedyna wariatka zakochana sama w sobie na tym świecie lol Mam jedna córcię i na tym poprzestanę bo daje mi w kość jakbym z 5 co najmniej miała:) kocham ja nad życie jest mądra , od małego bardzo sprawna fizycznie ale co i za tym idzie ma mrówki w gaciach i non stop wszędzie jej pełno . Ja od 3 lat siedzę w domu , wariuje już powoli, od tego usługiwania mężowi , gotowania prania , robienia zakupów sprzątania zajmowania się córka w dzień i w nocy . Do tego stopnia ze… Czytaj więcej »

Milena
Gość
Milena

Ufff odetchnełam z ulgą?????

Anna
Gość
Anna

Dziękuję za ten wpis. Moje dzieci mają już „swoje lata”, starszy 20, młodszy prawie 18. Kiedy ich urodziłam, miałam dokładnie takie myśli jak Ty. Moje koleżanki, młode mamy, najczęściej zachwycały się macierzyństwem. Ja nie do końca. Podobnie jak Ciebie, nużyła mnie monotonia codzienności. Miałam serdecznie dosyć powtarzalnych czynności i samotności. Niby miałam bliskich obok siebie, a jednocześnie nikt nie potrafił zrozumieć mojej frustracji. Mi bardzo dużo czasu zajęło poukładanie sobie w głowie, że macierzyństwo nie musi być całym moim światem, dopiero kiedy to zaakceptowałam, poczułam się bardziej wolna. Nie jesteś sama, Ilona. Dobrze, że chcesz żyć dla siebie. Twoje dzieci… Czytaj więcej »

Maja
Gość
Maja

Brawo za odwage i konkretne słowo! Jestem mamą od 4,5 miesiąca ( dopiero ! :O ), a gdy nadchodzi poniedziałek i mąż jedzie do pracy to mu… zazdroszczę. Oczywiście mając przy tym wyrzuty sumienia, że jak tak mogę, przecież jestem szczęściarą bo mam piękne małe zdrowe bobo, więc bycie z nim 10 h sama ( tak, mąż musi do pracy dojechać i wrócić) to czysta przyjemność. Kiedy ja czuję, że gdybym mogła wyjść i spełnić swój zawód który bardzo lubię chociaż na pół etatu-3/4 h to byłabym LEPSZA.. dla siebie, dla mojego synka i dla całego świata. Ale tworząc urlopy… Czytaj więcej »

Magda
Gość
Magda

Dziękuję Ci za ten wpis. Kiedy go czytam i te wszystkie komentarze pod nim mam gęsią skórkę. Czułam to samo. Byłam też swoim największym krytykiem. Wpędzałam się w poczucie winy. W moim otoczeniu patrzyli na mnie jak na ufo kiedy próbowałam narzekać na dziecko. Nie wiedziałam czy ja mam taki wyjątkowo trudny egzemplarz czy może tylko ja nie potrafię przyjąć tego z godnością. Z czasem przestałam narzekać i po 7 miesiącach wróciłam do pracy. Udawałam, że tęsknię przeokropnie za dzieckiem a po cichu cieszyłam się każdą chwilą bez dziecka. Po powrocie do domu miałam dla niego nowe pokłady cierpliwości i… Czytaj więcej »

Kinga
Gość
Kinga

W punkt :D

Ola
Gość
Ola

To ja napisze przewrotnie że głosów w tym klimacie jest bardzo dużo przynajmniej w moim otoczeniu. Kobiety coraz częściej i głośniej krzyczą o swoich potrzebach i dobrze. Napiszę z drugiej strony, że to ja się czuję jak kosmitka bo ryczałam jak wracałam do pracy z macierzyńskiego choć pracę mam fajną i ambitną, bo lecę po pracy na złamanie karku do młodego bo każdą wolną chwilę wolę spędzić z nim zbudować nową konstrukcję z lego czy zagrać w ulubione planszówki. Obiad czy sprzątanie jakoś się ogarnie w międzyczasie. I to chyba ja jestem jakaś inna bo jednak większość koleżanek ma tak… Czytaj więcej »

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Super artykuł! Sama jestem w domu już 6 rok i czasami dopada mnie zmęczenie.
Jedynie sprostowalabym cytat Konfederacji, mąż ma dużo zarabiać, żebyś MOGŁA zostać z dziećmi w domu, a nie musiała.
Pozdrawiam i życzę spełnienia, gdziekolwiek je znajdziesz

Ula
Gość
Ula

Podpisuję się rękami i nogami pod tym!

Ola
Gość
Ola

Wszystko wyjęte z mojej głowy i ubrane w słowa! ??

Ewa
Gość
Ewa

Cała prawda o moim macierzyństwie….. Wariowałam jak siedziałam tylko w domu, a mąż swobodnie chodził gdzie chciał, chyba to najbardziej mnie dobijało…. teraz kiedy dzieci są już większe, ja pracuje, czasem nawet udaje się wyrwać samotnie lub tylko z mężem na jakieś balety jest ok. Kiedyś odwiedziła nas sąsiadka z małym bobasem, tak się nim zachwycałam, ale wyrwało mi się, że z godzinę to nawet mogłabym się nim poopiekować, ale nie więcej, na to to mój mąż z ironią: ale masz instynkt macierzyński….. no właśnie z ironią, że ja ta zła bo nie czuję się na siłach żeby tak całkowicie… Czytaj więcej »

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Przy dwójce dzieci jestem w stanie zrozumieć umęczenie, ale przy jednym dziecku… dziwne. Jedynak raczej jeszcz nie przewróci życia do góry nogami…. Nie słyszałem

Joanna
Gość
Joanna

Jeszcze nie jestem matką – chcę tego bardzo, ale z drugiej strony boję się, że moje życie się skończy, że będę tylko mamą i żoną… że tak jak właśnie piszesz, ludzie będą oczekiwać ode mnie żebym zapomniała o sobie. Tak już często jest będąc w związku, a co dopiero jakby pojawił się maluch. Jakby człowiek nie miał prawa zadbać też o siebie, czy to mama czy tata. Mam nadzieję, że po pierwsze znajdę partnera, który będzie rozumiał to o czym napisałaś, a po drugie, że będę potrafiła pogodzić rolę matki z rolą kobiety i nie zrezygnuje z siebie.

Agata
Gość
Agata

Wprawdzie nie mam jeszcze dzieci, ale to co zostało tu napisane, zgadzam się w stu procentach. Również uważam, że to nie jest tylko i wyłącznie moja życiowa misja. Mam 27 lat i jeszcze nie doczekałam się swego maleństwa- świadomie. Często ostatnio słyszę ,,masz odpowiedni wiek do rodzenia dzieci, powinnaś sie starać”, serio? Tak jakby był to jakiś wyznacznik. Owszem, chce mieć dziecko, ale w swoim czasie. Uważam, że mam na to jeszcze czas, a jeżeli już będzie mi dane mieć szkraba, to też wszystkiego nie poświęcę, nie poświęcę się tylko i wyłącznie macierzyństwu, bo w tym wszystkim jeszcze jestem też… Czytaj więcej »

Ola
Gość
Ola

Dziękuję za wpis. Też tak czuję, a póki co mam jedno dziecko. Chciałabym jeszcze przynajmniej jedno, ale nie kosztem swojego życia. Nic po porodzie nie dało mi takiej radości jak po 1,5 roku w domu pójście do pracy. Do tej pory walczę na terapii z poczuciem, że zła ze mnie matka.
??

Biedronka
Gość
Biedronka

Bardzo Ci dziękuję za ten wpis. Jestem mamą wymagającego 8m chłopca i po prostu zwyczajnie w świecie mam dosyć tego całego macierzyństwa. Przed ciążą zylam pełnia życia, mialam super pracę świetnych znajomych, pasję. A po porodzie jestem zamknięta 24/7 w 4 ścianach bo moje dziecko jest antyspacerowe anty wózkowe, anty wszystko… Dobija mnie to. Przez trudna ciąże z komplikacjami, nie mam gdzie wrócić do pracy. Pracodawca się na mnie wypiął. Znajomi się ulotnili bo nikt nie chce odwiedzać ludzi z dzieckiem które 24/7 się „drze” bo to płaczem nazwać nie można. Lekarze twierdzą że nic mu nie jest. Ze zdrowy,… Czytaj więcej »

Magda
Gość
Magda

Bardzo Ci współczuję. Mój synek też był opisaną przez Ciebie jeczybułą a jak w wieku 7 miesięcy oddałam go do żłobka to panie się nie mogły nadziwić że taki grzeczny i tak szybko się przyzwyczaił. W domu też zrobił się znośny. Do tego stopnia, że po 2,5 roku pojawił się drugi synek, o wiele łatwiejszy w obsłudze.
Polecam Ci żłobek/ opiekunkę. Trzymam za Was kciuki.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Polecam nianię/żłobek. Ja też mam takiego synka. Do dziś nie jest łatwo, a ma już 4,5 roku. Ale bardzo dużo dawał mu kontakt z dziadkiem i poświęcony mu urozmaicony czas – basen, czytanie. Wiem…wiem….mój też jęczał…ale jak on jest tylko z Tobą to też może mu ciężko?? Zapewnij kogoś jeszcze. Ty odpoczniesz i razem tylko zyskacie!

Biedronka
Gość
Biedronka

Przychodzi moja mama codziennie od urodzenia. Jesteśmy we dwie. I we 2 nie dajemy rady. Na nianie nas nie stać. A do żłobka nie planuje go na razie wysyłac. Też ze wzgl finansowych

Lila
Gość
Lila

Miałam podobnie, napisz do mnie, może będzie lżej :)

Marta
Gość
Marta

Ten artykuł to miód na moją strapioną duszę. Mam trzy corki, najmłodsza ma 5 miesięcy, starsze 6 i 12. Kocham je ponad wszystko. Po trudnej, zwariowanej, wypalającej pracy, po męczącej przeprawie z wykańczaniem domu cieszyłam sie z wizji dłuższego urlopu. Dobrze mi w domu jednak zaczyna mi czegoś brakować. Tęsknię za tym pędem, adrenaliną, zorganizowaniem. Będąc na urlopie macierzyńskim nie potrafię się ogarnąć. Nie mam zupełnie na nic siły, czuje się jak wrak. Każdy dzień podobny do poprzedniego. I ten brak zrozumienia ze strony otoczenia poprostu dobija. „Siedzisz w domu i jesteś zmęczona”? Dziękuję za ten artykuł i słowa otuchy… Czytaj więcej »

Iza
Gość
Iza

Brawo, nie czuje się osamotniona ani dziwna, co gorsze wybrakowana ?, ze odczuwałam przyjemności z codzienności na urlopie macierzyńskim. Wszędzie wokół zadowolone matki siedzące w domu, które nie chcą wracać do pracy… czułam się niekomfortowo ze swoimi przekonaniami, ale wróciłam do pracy… od października moja córka ma 8 miesięcy… jest ciężko ale jestem szczęśliwszym człowiekiem… a kocham ja całym sercem ?? Pozdrawiam

Asia
Gość
Asia

Matko, czytając to miałam wrażenie jakby ktoś wszedł do mojej głowy i przelał na papier (monitor) wszystkie moje myśli. Podpisuję się rękami i nogami pod każdym słowem ;)

Patrycja
Gość
Patrycja

Ten artykuł jest mega potrzebny! Dziękuję za niego. Sama nie mam dzieci i jak narazie ich nie chce. Dla mnie w obecnej sytuacji dziecko zepsuło by wiele rzeczy. I nie boje się powiedzieć tego głośno. I tak jestem piętnowana przez to że już ponad rok po slubie a ja jeszcze nie jestem nawet w ciąży. Moja najbliższa rodzina i teściowie uważają ze skoro nie mamy dzieci to nie musimy sie wysypiac, odpoczywac jesc normalne cieple posilki czy odkladac pieniadze. Nie wiem czy kiedykolwiek zdecyduje sie na dziecko. Ale chcialabym sama zadecydowac o tym kiedy i czy w ogole zostane matka.

Gosia
Gość
Gosia

Mam dokładnie tak samo. Mam wrażenie, że w naszym społeczeństwie takie wyznania często prowadzą do głupkowatych komentarzy zwłaszcza mam, które już dawno swoje dzieci odchowały. Bo przecież nie wypada źle mówić. Przez to koloryzowanie matki takie jak ja, które nie boją się powiedzieć głośno jak jest naprawdę, zamykają się w sobie i myślą, że coś jest z nimi nie tak. Że inne to mają dobrze tylko ja jedna mam jakiegoś pecha i jestem beznadziejna. Dobrze, że ktoś pisze prawdę. Przynajmniej wiem, że nie jestem sama i że nie muszę się takimi spostrzeżeniami obwiniać! Dzięki za ten tekst

Joanna
Gość
Joanna

Hej. Myślę, że tak się czuję wiele mam. Ja również wracam teraz do pracy w 11 miesiącu życia dziecka uskrzydlona. Jednak w Twoim poście jest duża dawka niezrozumienia. Czy nie jest oczywiste, że jeśli mąż miałby tyle zarabiać, że my nie musiałbyśmy pracować, to pracując, przynosimy do domu jeszcze więcej pieniędzy? Móc nie pracować nie znaczy musieć. A znam wiele mam, które ochoczo oddałyby się tym wszystkim obowiązkom, macierzyństwu i prowadzeniu domu, gdyby tylko ich było na to stać. Czy nie jest dodatkowo oczywiste, że gdyby masz zarabiał więcej, to i my, pracujące mamy, zarabiałubyśmy więcej? Nasza praca również byłaby… Czytaj więcej »

Michalina
Gość

Jak dobrze, że są takie osoby jak Ty! Takie odczucia są całkiem normalne, tymczasem stygmatyzuje się kobiety, które powiedzą o tym na głos.

Aska
Gość
Aska

Świetny wpis!
Jestem mamą prswie 5-letniej córki i oczywiście kocham ją bardzo, jednak macierzyństwo zmieniło moje zycie o 180 stopni.
Od 5 lat nigdzie nie wyszłam z mężem bo nie mamy nikogo do opieki nad mała, zresztą teraz juz nam sie odechciało, odzwyczailismy sie…
Praca jest moją jedyna odskocznią i okazją do spotkania z ludźmi

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Dziękuję! Człowiek wreszcie widzi, że nie jest sam i nie jest nienormalny!!! Super tekst!

trackback

[…] i stało się. Pod ostatnim wpisem pojawił się mój ulubiony komentarz: „Kiedyś nasze matki miały gorzej i nie […]

Alicja
Gość
Alicja

Dzisiaj jestem tu pierwszy raz i bardzo potrzebowałam przeczytać to co napisałaś. Myślę dokładnie tak samo, ale mało kto mnie rozumie. W moim otoczeniu albo są kobiety, które dzieci traktują jako zło i za nic nie chcą ich mieć albo takie, które całe życie i jego sens upatrują w macierzyństwie.

Sylwia
Gość
Sylwia

Oj trudny temat. U mnie na odwrót. Nigdy nie chciałam dzieci, w dzieciństwie wolalam zabawę samochodami od lalek, ale dziecko okazało się całym moim światem. Co nie zmienia faktu, że macierzyństwo okazało się tak trudne, że czasami aż za trudne. Szczególnie właśnie ten dzień świstaka już od ponad 2 lat! Dni dla siebie i znajomych mogę zliczyć na palcach jednej ręki. W głębi duszy czekam na powrót do pracy, ale z drugiej nie wyobrażam sobie oddania dziecka do przedszkola.

Ela
Gość
Ela

Ja też tak mam, a jak sie ludzie pytaja ?kiedy drugie?? To odpowiadam, że Ja za bardzo siebie kocham, żeby znowu 3 lata spedzić w domu. I ludzie patrza na mnie jak na UFO! Wole mieć jedno dziecko i być w stanie wsiasc je na wczasy, zaplacic za szkole niż 2 i Potem nie być w stanie ich na wczasy zabrać.

Monimoni
Gość
Monimoni

Nie jesteś sama Ilona. Mam dwulatka i kolejnego synka w drodze. Ile razy wbijano mi szpileczke po co wracam do pracy jak dziecko choruje tak w żłobku to tylko ja wiem. Mimo że rodzę dopiero za kilka miesięcy, już myślę jak ogarnąć moja dwójkę, przebranżowić się i wrócić choć na pół etatu. Taka złą matką jestem ?Dobrze jednak wiedzieć, że jest nas więcej. Dziękuję za ten odważny tekst!

Lili
Gość

Hej hej! Poczytałam i blog i.. niezliczone komentarze mam. Zdałam sobie sprawę właśnie dziś, że nikt mi nawet nie zaproponował urlopu macierzyńskiego. Miałam już obiecaną nową umowę o pracę od września, więc skoro córcia urodziła się w lipcu (z 4 m-cznym wyprzedzeniem, CUD!), jak tylko wyszła ze szpitala w październiku, brałam ją ze sobą do… pracy. Na szczęście pracuję w dziedzinie artystycznej, więc córcia słuchała sobie muzyczki mamy, obserwowała tancerzy a drugą połowę pracy przesypiała. Chociaż było mi ciężko, powiem Wam, że uważam ten pierwszy survivalowy rok za udany. Dziś córcia (3l.) wie jak zachować się w czasie koncertu czy… Czytaj więcej »

Patrycjawawka
Gość

Każda z nas prze to przechodziła i taka jest prawda. Jak byłam na macierzyńskim po urodzeniu starszej córki, to myślałam, że zwariuje w domu. Gdy młoda skończyła 3 lata poszłam do pracy, żeby wreszcie się czymś zająć i o dziwo to w pracy odpoczywałam. Mąż zaczyna powoli coraz więcej mówić o drugim dziecku a ja jeszcze nie doszłam do siebie po tym. Takie już jest macierzyństwo, jakbyśmy nie narzekały że jest trudno to i tak każda z nas kocha nas życie swoje dzieciaczki.

Dorota
Gość
Dorota

Przeczytałam i u mnie tak nie jest. Nie zgadzam się. Owszem ja potwierdzam teorie, że z pierwszym dzieckiem najtrudniej a z kolejnymi łatwiej. Przy pierwszym ratowała mnie sasiadka- niańka, przy dwójce ogarnialam sama bez problemu tzn. razem z mężem. To również kwestia charakteru i tego czy umiem znaleźć swój czas wolny będąc z dzieciakami, czy mam pasję i co robię będąc w domu. Mam dwójkę z małą różnicą wieku, za chwilę rodzę trzecie, jestem mega zadowolona z bycia z nimi w domu. W dzień czytamy książki z pięknymi ilustracjami- kolekcjonuje je, czytam swoje książki, magazyny, mam czas wejść na moje… Czytaj więcej »

puch ze słów
Gość

„Ciągle je: nosiłam, karmiłam, przewijałam, usypiałam. I od nowa. I tak w kółko” – dokładnie tak było… i jeszcze córka spać nie chciała w dzień od początku! Macierzyństwo to wielka odpowiedzialność i to jest trudne i męczące, ja przyznaję. Pozdrawiam ciepło

Magdalena
Gość
Magdalena

Swietnie napisane. Zgadzam się z Tobą Ilona