Moja odpowiedź do wszystkich, którzy uważają, że dzieci trzeba karać, żeby wyrosły na ludzi!

Kiedy napisałam wam, że wychowujemy dzieci bez kar (oraz podpowiedziałam, co stosujemy zamiast nich – klik), odezwało się mnóstwo zbulwersowanych rodziców. Naczytałam się, jakie to kary dla dzieci są dobre i potrzebne. Postanowiłam zebrać argumenty tych ludzi w jednym miejscu i zbiorczo na nie odpowiedzieć. Bo moim skromnym zdaniem: pieprzą jak potłuczeni, błądzą we mgle, z której mam zamiar ich dzisiaj za rączkę wyprowadzić.

kary dla dzieci


KARY DLA DZIECI

Argumenty zwolenników i moja odpowiedź:


1. Skąd dziecko będzie wiedzieć, co jest dobre, a co złe?

Zwolennicy kar (i klapsów też) mają dziwne rozdwojenie jaźni. Zawsze, kiedy mówię im, że kary dla dzieci są nieskuteczne – bo dziecko nie skupia się na tym, co zrobiło źle, tylko na własnej krzywdzie – mówią: „Ale przecież po karze (klapsie) jest rozmowa!”.

Więc pozwólcie, że was oświecę. W domu bez kar też jest rozmowa! Gdy na przykład dziecko zabierze zabawkę rodzeństwu, od razu słyszy: „A pamiętasz, jak Jaś/Staś/Nepomucen zabrał zabawkę tobie? Jak się wtedy czułeś?” zamiast: „Marsz do kąta i przemyśl swoje zachowanie!”. Pewnie się ze mną zgodzisz, że właśnie z tego pierwszego komunikatu wywnioskuje więcej?

Skoro WSZYSCY uważamy, że to ROZMOWA w całym wychowaniu jest najważniejsza, musi się odbyć, bez niej dziecko niczego nie zrozumie, po co w ogóle stawiamy je do tego kąta? 

2. Bo my byliśmy karani i wyrośliśmy na ludzi!

Byliśmy również wożeni w samochodach bez fotelików; do mleka dodawano cukier, który krzepi; a sposoby babć na uśpienie dzieci polegały na podaniu im naparsteczka wódki.

Dzisiaj wiemy, że tak nie można. Nazywa się to POSTĘP. Postęp dokonuje się na podstawie wiedzy, a ta z pokolenia na pokolenie jest większa. Gdyby ludzkość nie korzystała z tej wiedzy, dalej tkwilibyśmy w jaskiniach. Serio, myślisz o tym z nostalgią?

3. To jest bezstresowe wychowanie!

Bo dziecko trzeba porządnie zestresować w dzieciństwie, żeby w przyszłości potrafiło sobie ze stresem świetnie radzić. Aha.

Tylko że to tak nie działa. Jeśli cały weekend mąż cię leje, a potem idziesz do pracy i szef na ciebie krzyczy, to podkulasz ogon, bo uważasz, że widocznie tak ma być, jesteś totalnie do niczego i na nic więcej niż przyjmowanie razów od tego świata nie zasłużyłaś. Nie masz wykształconych ŻADNYCH mechanizmów obronnych.

Teraz wyobraź sobie dziecko, które przez całe życie było przez swoich rodziców traktowane dobrze. Jak rozumna istota, której wszystko można wyjaśnić. Gdy w dorosłym życiu ktoś zaczyna traktować je źle (podnosi na nie rękę albo głos), to wie, że jego granice zostały przekroczone. Nie pozwoli się tak traktować, bo nigdy nie było tak traktowane. To dla niego obca sytuacja, z której jak najszybciej będzie chciało się wymiksować.

Jeśli traktujesz dziecko jak ofiarę, która ma się słuchać innych – będzie ofiarą. Jeśli wychowasz je na silnego i pewnego siebie człowieka – będzie silnym i pewnym siebie człowiekiem.

4. I co zrobisz, jak dziecko wejdzie ci na głowę?

Fakt, brak szacunku do drugiego człowieka (nie tylko rodzica) jest największą porażką wychowawczą. Ale „szacunek” wynikający ze strachu również nią jest.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której dziecko zaczyna słuchać – co do niego mówię – tylko dlatego, że się mnie boi. Ja to bym chciała, żeby mnie słuchało (czy raczej: rozmawiało ze mną), bo mnie kocha, bo moje zdanie się dla niego liczy, bo nie chce sprawić mi przykrości.

Powiesz, że to niemożliwe? W takim razie twój styl wychowawczy zaprowadził cię w ślepy zaułek!

Dzieci traktują nas (i innych ludzi) tak, jak my traktujemy je (i innych ludzi). Widzę to CODZIENNIE. Mój syn zwraca się do siostry dokładnie tymi samymi słowami, którymi ja się do niej zwracam: „kochana Basieńko”, „moja maleńka”. Gdy sąsiad mnie wkurzy i mówię o nim źle, dzieci też zaczynają mówić o nim źle (serio, serio). Kiedy słucham dziecko – ono mnie słucha. Kiedy mówię, że robię coś, bo je kocham; ono mówi, że robi coś, bo kocha mnie.

Jesteśmy mili dla ludzi, którzy są mili dla nas. Robimy pod górkę tym, którzy robią pod górkę nam. Jeśli sprawiasz przykrość swojemu dziecku, dlaczego dziwisz się, że ono sprawia przykrość tobie?

5. A jak zbije telewizor w gościach? Wtedy też nie dasz kary, tylko pogłaszczesz?

Nie, walnę z kopyta, żeby zapamiętało na zawsze.

Oczywiście, (brutalnie) żartuję. Bo gdy dziecko zbije telewizor w gościach, to już jakby musztarda po obiedzie. Nawet najdotkliwsze kary dla dzieci nie cofają czasu! Trzeba działać wcześniej. To nie jest tak, że dziecko wpada do cudzego domu i niszczy, co napotka na drodze, bo najpierw musiało niszczyć u siebie i NIKT nie reagował.

Moje dzieciaki wiedzą, że wszystko kosztuje. A pieniądze nie biorą się ze ściany, tylko z pracy. Uważam, że warto z dziećmi o tym rozmawiać, żeby w przyszłości nie były zdziwione, że nic im samo z nieba nie spada. Efekt „uboczny” tych rozmów jest taki, że szanują przedmioty wokół siebie czy zabawki, bo wiedzą, że rodzice musieli ileś tam dni (miesięcy?) pracować, żeby to kupić.

Jednak może się zdarzyć, że dziecko zbije telewizor przez przypadek. Każdemu zdarzają się wypadki! Kiedy mój mąż wpadł w poślizg i rozwalił drzwi w nowym aucie, to po powrocie nie nakrzyczałam na niego: „I co żeś stary narobił?!!! Masz szlaban na tydzień, a teraz marsz do swojego pokoju!”, tylko przytuliłam go i pocieszyłam: „Całe szczęście nikomu nic się nie stało!”.

Uważam, że w takiej sytuacji człowiek (mały i duży) jest już wystarczająco zestresowany. Nie trzeba mu dokładać „dla zasady”.

6. Ale czy dorośli nie mają przypadkiem kar?

Mają, owszem. To system wymyślony przez innych dorosłych, żebyśmy wszyscy czuli się bezpiecznie. Czy ten system jest skuteczny? Gdyby tak było, nie mielibyśmy na świecie recydywistów (a zazwyczaj ci, którzy trafili raz do więzienia, trafiają do niego ponownie, bo więzienie nie wychowuje dobrych obywateli).

A każdy z nas po pierwszym mandacie zacząłby jeździć przepisowo!

Ale tak się nie dzieje. Raczej uczymy się, jak uniknąć kary. Zamiast zwolnić na drodze, kupujemy nawigację z Janosikiem. Ostrzegamy się przed stojącą na poboczu policją, migając światłami. Albo przez CB radio. Zwalniamy tylko w miejscach, w których wiemy, że stoi radar.

Choć oczywiście, są wśród nas kierowcy, którzy jeżdżą ostrożnie, żeby uniknąć wypadku. Nie zrobić krzywdy sobie, ludziom, których wiozą i innym uczestnikom ruchu. Ale właśnie te osoby jeździłyby ostrożnie i bez mandatów!

Wolisz, żeby twoje dziecko w przyszłości nie jechało po pijaku tylko wtedy, gdy wie, że istnieje prawdopodobieństwo złapania przez policję czy żeby nie jeździło po pijaku WCALE, żeby nie zrobić sobie i innym krzywdy?

7. Wychowanie bez kar można stosować, jak masz dużo czasu!

To akurat prawda. Ogólnie wychowanie dziecka wymaga dużo czasu. Minimum 18 lat! ;)

Ale chyba żaden rozsądny człowiek nie sądzi, że wystarczy postawić dziecko do kąta, żeby wychowało się tam samo?

27
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
16 Thread replies
13 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
Ilona KosteckaMałgorzataRobertEwaAleksandra Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Sylwia
Gość
Sylwia

Brawo świetny artykuł. Zgadzam się w 100 %

Alex
Gość
Alex

No brawo , kolejne świetne wychowanie , dziecko będzie totalnie nieprzygotowane do życia . Albo będzie mega roszczeniowy albo będzie zbyt miętki żeby w życiu se poradzić. A co do bezstresowego wychowania polecam zatrudnić się w podstawówce aby widzieć pierwsze efekty tego typu wychowania Jeżeli rozmowa nie przynosi efektów kara w postaci odebrania przywilejów jest czymś normalnym ( w stylu nie ma dziś bajek , słodyczy, czytania książki do spania ) A z ta jazda po pijaku to już przesadziłaś, wpływ na dziecko będziesz mieć przez pierwsze lata, później to już każdy sam decyzje podejmuje i może wywodzić się z… Czytaj więcej »

Alicja
Gość
Alicja

hmm.. ale właśnie jeśli stosujesz kary i nagrody to właśnie masz wpływ na dziecko przez pierwsze lata kiedy jest od Ciebie zależne. Jeśli wychowasz je świadomie, tłumacząc i pokazując jak działa świąt to masz wpływ na dziecko też później bo Cię kocha i szanuje Twoje zdanie. Może zrobić jak chce i postąpić po swojemu bo jest osobna istotą ale będzie cenić Twoje zdanie jako pewnego rodzaju autorytet. Bark słodyczy, czy bajek na tv/tel nie jest konsekwencja logiczną „złego zachowania”. Konsekwencja logiczna to np to że masz zimne ręce w zimie jak nie założysz rękawiczek. Czy później chciałbyś żeby Twoje dziecko… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Sama koncepcja świetna, ale wprowadzenie w życiu u mnie nie wychodzi w każdym temacie. Przykład: mycie zębów. Mimo, że syn chodzi do stomatologa, miał plombowane zęby, co było dla niego raczej niemiłym przeżyciem, ale nie nauczyło go to mycia zębów dla same j idei czystych zębów niestety. Więc jeżeli u Was tłumaczenie działa na 3 łatkę w tym temacie to podziwiam!

Magdalena
Gość
Magdalena

3latek nie powinien myć zębów sam :) dziecko może myć samodzielnie zęby dopiero jak nauczy się wiązać buciki na kokardki :) my opowiadamy bajki takie króciutkie, że np. Zuma idzie do dentysty, że w buzi mieszkają zarazki, bakterie czy tam robaczki i szorujecie razem ;) jak to zajęcie będzie się podobało rodzicom to i dziecko z czasem się przekona :) DA SIĘ BEZ KAR, ale bez wiary w to, że się nie da to faktycznie się nie uda. Wszytsko zależy od nastawienia Rodzica :) pozdrawiam serdecznie

Kasia
Gość
Kasia

Nigdzie nie napisałam, że stosuje kary za niemycie zębów, tylko że ciężko nam wychodzi mycie zębów dla samej idei czystych zębów. A chłopaki znają historie z robaczkami i inne wesołe. z młodszym myje zęby mąż a starszy się sam pilnuje i sam myje. Młodszy niepilnowany by nie mył wcale (lat 5)

Ja Optymistyczna
Gość

Bardzo bardzo mądry post! Chciałabym go przesłać niektórym osobom. Zwłaszcza tym, którzy uważają, że skoro ich karano w dzieciństwie i wyszli na ludzi to oni też tak będą robić. Widocznie nie wyszli na ludzi -.-

Paweł
Gość

Jako dziecko byłem karany. Kara było nie wychodzenie z mojego pokoju lub zakaz wyjścia na podwórku.Czasem pojawiał się pas i lanie przez kolano. W prawdzie nie mam dzieci, ale wiem, że nie byłyby karane, a już na pewno nie będą bite. Moim zdaniem tak po latach to bez kary i lania mogło się obejść. Chciałbym powiedzieć, że moi rodzice mieli odbierane prawa rodzicielskie jeszcze za bycia uczniem szkoły podstawowej.

Natalia
Gość
Natalia

Dobre zdanie dziś przeczytałam: „tylko dorośli mogli wpaść na pomysł, że aby nauczyć dziecko postępować lepiej, należy najpierw sprawić, by poczuło się gorzej (czyli je ukarać)”.

Łukasz
Gość
Łukasz

Nie wiem dlaczego słowo „kara” jest zawsze utozsamiane z przemocą fizyczną. Samo to słowo jest tak nacechowane negatywnie, że zgadzam się z tym, ze nie powinno sie go stosować. Jednak jeżeli tlumaczenie i rozmowa z dzieckiem nie jest wystarczająca to ograniczenie pewnych swobód i przywilejów też jest pomocne i pokazuje dziecku jakie są konsekwencje.

Aleksandra
Gość

moim zdaniem trzeba balansować między starą szkołą, a nową szkołą :)

Ewa
Gość
Ewa

Bardzo dobry artykuł :) Sama byłam wychowana za pomocą kar (ograniczanie przywilejów, oczywiście standardowe klapsy i czasem pas) i z czasem już tylko strach przed karą powstrzymywał mnie przed zrobieniem czegoś złego, co oczywiście robiłam bez wyrzutów jeśli wiedziałam że nikt się nie dowie, jak z niemyciem zębów na koloniach. Jak rodzice już później próbowali mi coś racjonalnie wytłumaczyć to tylko cieszyłam się, że skończyło się „tylko na gadaniu” i że tym razem nie było pasa. Jakoś wyrosłam „na ludzi” ale zajęło mi wiele lat, żeby zacząć robić pewne rzeczy bo wiem że jest to dobre dla mnie (np nosić… Czytaj więcej »

Robert
Gość
Robert

Idealizm prowadzi na manowce. To co przeczytałem wyżej to idealistyczne bzdury, które w życiu słabo się sprawdzają. Dziecko to mały terrorysta, który w każdym momencie próbuje wprowadzić wygodne sobie zasady. W większości sytuacji konfliktowych ktoś musi ustąpić. Jeśli nie dziecko, to ustąpić będzie musiał rodzic. Dziecko musi przyswoić pewne zasady. Do pewnego momentu jego życia w wielu przyziemnych kwestiach decydują rodzice, a ono ma obowiązek wykonywać ich prośby i polecenia. Nikt nie chce karać swoich dzieci, bo nikomu normalnemu karanie nie sprawia przyjemności. Jednak w drodze do wypracowania pewnych mechanizmów kary są w większości przypadków nieodzowne. Zawsze trzeba znać granice,… Czytaj więcej »

Małgorzata
Gość
Małgorzata

Dziecko to nie terrorysta, ale też nie partner. Kary fizyczne – zdecydowanie nie. Znęcanie się, jakiekolwiek – nie. Ale kara w postaci utraty przywilejów – jak najbardziej tak. To zresztą warto komunikować od razu. Syn dostał telefon (10 lat miał), razem z komunikatem o zasadach korzystania (gry, filmy etc.), w których było również zastrzeżone, że smartfon jest extrasem. Przywilejem wynikającym z naszej, rodziców, dobrej woli. Niczym, co mu się należy. Jeśli chce korzystać – na ustalonych zasadach – musi być w porządku (szkoła, obowiązki etc.). Nic, co by przerastało jego możliwości. Teraz ma lat 12,5 i właśnie zalicza bezterminowy, choć… Czytaj więcej »