Jestem „durną feministką”!

DSC_0910_2

Co jakiś czas przez mój blog przewijają się dziwni ludzie. Wpadają na chwilę, najczęściej znikąd i tak samo szybko znikają. Wielu z nich nie potrafi jednak nie zaznaczyć swojej obecności. Podobnie jak pies czy kot, który lubi obszczać teren, na którym przebywa. Rzucają wówczas w moją stronę epitety, a jednym z tych najczęściej pojawiających się jest stwierdzenie: „Ty durna feministko!”.

Nawet nie chodzi o ostatni post, a na przykład o TEN czy o TEN. Trochę zawrzało w męskich gaciach, kiedy to czytali. Nie bardzo mnie to rusza, bo przyzwyczaiłam się już, że moje poglądy często są kwitowane krótkim prychnięciem: „Feministka!”.

Nie bardzo mnie to rusza, bo dla mnie bycie feministką nie jest obelgą, a pochwałą. Czego tu się wstydzić? Że postuluję o równouprawnienie i tolerancję?

W naszym kraju jednak feministka nadal jest postrzegana jako walczący o-nie-wiadomo-co babochłop – lesbijka najpewniej! – obcięta na zapałkę i w trampkach. Osoba, która nikogo poza sobą nie kocha, facetów nienawidzi, nie ma męża, nie może mieć dzieci i tym podobne. Stereotypy.

Ale ja dzisiaj nie o tym… Wiecie dlaczego założyłam własną stronę w sieci? Z pasji do pisania? Bo od kiedy poznałam litery, każdego dnia poświęcałam godziny, żeby uczyć się tego trudnego rzemiosła? Tak. Ale nie tylko. Dla pieniędzy? Żeby móc zarabiać, wychowując równocześnie dzieci? Też. Ale nie tylko. Żeby nie zdziczeć na macierzyńskim, mieć swoje okno na świat i w końcu swoje miejsce, w którym będę się mogła realizować w inny sposób niż przewijając pieluchy? Oczywiście! Ale nie tylko…

Założyłam bloga, bo wiele miałam do powiedzenia. W temacie rodzicielstwa. Jak bardzo mnie zaskoczyło. Że to wcale nie jest pieprzona sielanka, tylko praca, ciężka praca, która nie sprowadza się do gugania nad głową dziecka i wybierania pastelowych śpioszków. Że poród wcale nie jest transcendentnym przeżyciem zakończonym orgazmem, a mleko z piersi nie płynie bezbolesną rzeką.

Chciałam zdrapać cały ten lukier, ale naiwna byłam. Bo ktoś go już przede mną zdrapywać zaczął. Blogów parentingowych opisujących prawdziwe życie jest sporo. Nie wiedziałam o tym, bo ja nigdy blogów nie czytałam! A kiedy odkryłam, że nie tylko ja w sieci krzyczę na temat rodzicielstwa – zwątpiłam. Bo nie lubię być jedną z wielu. Na dodatek, gdy minął baby blues, odkryłam, że posiadanie dziecka naprawdę jest fajne i wcale nie takie straszne, jak chciałam to namalować.

Tyle miałam zrobić, a tak naprawdę niczego do zrobienia już nie było… Pewnie znacie to uczucie: przychodzicie do pracy, to Wasz pierwszy dzień, jesteście więc pełni zapału i werwy, a okazuje się, że od teraz będziecie parzyć kawę dla szefa i przerzucać stworzone przez kogoś innego papiery. Czułam podobnie. Drobiłam więc w miejscu. Aż do wczoraj.

Jedna z Czytelniczek napisała pod moim tekstem: „Brakuje takiego głosu w polskiej blogosferze”. Szybciutko przeanalizowałam blogi, które znam. Parentingowe głównie. Ano brakuje! Dlaczego??? Przecież równouprawnienie to bardzo ważny temat! Dla każdej kobiety, żony, mamy…

A najlepsze jest to, że cały czas stałam obok tego tematu! W taki sposób zostałam wychowana i dla mnie to bardzo naturalne, że kobiety i mężczyźni mają te same prawa oraz obowiązki. Tego samego uczę syna i… Męża. Dlaczego więc nie mam zacząć o tym pisać? Tyle jest jeszcze do zrobienia! I co najważniejsze: zebrałam na blogu naprawdę sporą publiczność, każdego miesiąca czyta mnie ponad dwadzieścia tysięcy osób, wstydem byłoby tego nie wykorzystać i dalej babrać się tylko i wyłącznie w zupkach oraz kupkach. Bo mój blog to moja misja. Rację miał więc Kominek, twierdząc: „Nigdy nie wymyślaj tematyki bloga. Ona jest w tobie od zawsze”. Trzeba ją tylko odkryć.

Mój dzisiejszy wstęp jest zatem wstępem do czegoś większego, co będzie się przez blog przewijać coraz częściej. Jak to będzie wyglądać – wyjdzie w praniu. Charakter bloga się nie zmieni, bo tematyka równouprawnienia już się tutaj pojawiała, choć nigdy nie została nazwana tak głośno i wyraźnie jak dzisiaj. Być może nawet nie powstanie nowa kategoria, bo będę się poruszać w obrębie tego, co już zostało stworzone. Tak mi dobrze.

Witajcie więc na najpopularniejszym blogu parentingowo-feminizującym w Polsce. Czas zacząć wprowadzać nową jakość do naszego rodzinnego życia. Czas zacząć zmieniać świadomość ludzi w tym kraju. W kobiecie siła!

To co? Jesteś ze mną Kochana?

(1 722 odwiedzin wpisu)
Subscribe
Powiadom o
guest
24 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Aga

Pewnie, ze jestem, juz od roku! Co tu dużo gadać, ty gadaj, ja słucham.

Aniko

Byłam, jestem, będę…

Dominika

Jestem! :)

Monika Mo

Ja też jestem „durną” feministką i czuję się z tym świetnie ;)

Ilona Kostecka

A moja mama jest właśnie asertywna, w mojej rodzinie zawsze był sprawiedliwy podział obowiązków, brat musiał pomagać w domu dokładnie tak samo jak ja (gotować, zmywać, prasować). Tylko jak ktoś by jej powiedział: „Ty feministko!” na bank by się oburzyła, że gdzie, ona? Nigdy! ;)

Mama tosi mama oli

Jestem tu od niedawna. Nie wiem jak do tej pory żyłam bez Ciebie!!!!! Popieram!!!!! Jestem na TAK!!!!!!!

Kasia

A myslalam ze nie czytasz rad Kominka… On zawsze pisze zeby pisac co sie mysli prosto z mostu, nawet jezeli to kontrowersyjne. A Ty, moze oprocz ostatniego postu, piszesz tak jakbys nie chciala nikogo urazic;)

Ilona Kostecka

Yo, pewnie tak. Trochę się hamowałam, bo wiesz, czyta mnie moja mama… Ale z Nowym Rokiem mąż ją zbanował i teraz – fuck the system ;)

Kasia

Myślę, że albo będziesz pisać co myślisz kosztem większego hejtu, albo się zatrzymasz na tych dwudziestu tysiącach:)

Anka

Jestem od początku i nigdzie indziej się nie wybieram ;) Tu mi dobrze i tak będę siedzieć a co tam :)
A tak poważanie to zaintrygowałaś mnie , trzymam kciuki i wierzę w sukces , tak trzymaj

Famfaramfa

Zauważyłam, że używasz coraz więcej wulgaryzmów, piszesz bardziej kontrowersyjnie. Nie wiem, czy to realna zmiana, czy to pod publiczkę. Będę bacznie obserwować. Mam natomiast dwa pytania: dlaczego kobieta, która nie pracuje, jest na utrzymaniu męża (nie wierzę, że blog przynosi realne dochody, tu się nic nie dzieje: ani reklam, ani testów, ani recenzji, żadnej współpracy nie widać), wychowuje dziecko może nazwać się feministką. To takie kurodomowienie. Czy w takim razie każda matka siedząca w domu i niańcząca dzieci to feministka? Pewnie nie, ale ty tak, bo to Twój świadomy wybór. No rzeczywiście, realna różnica, ich nie, bo Ty chłopa do garów zaciągniesz, bo on pieluchę zmieni. Ot, cała różnica, no można by powiedzieć kwintesencja feminizmu SPŁYCONA I UPROSZCZONA do granic możliwości. Z czego byś żyła, gdyby nie było męża? Gdzie ta feministyczna niezależność i równouprawnienie?

A drugie pytanie: wchodzę w zakładkę współpraca: od listopada systematycznie spadają ci użytkownicy, dość wysoki współczynnik odrzuceń…czemu więc nazywasz się najpopularniejszym blogiem skoro on taki nie jest?

Ilona Kostecka

Nie powinnam odpisywać, bo nie lubię rozmawiać z ludźmi, którzy nie mają cywilnej odwagi, żeby się podpisać.

Nie jestem na utrzymaniu męża, nigdy nie byłam. Każdy z nas ma swoje pieniądze i konto. Kiedy pracowałam, odłożyłam równowartość rocznej pensji (na wychowawczym jestem od kwietnia 2014). Poza tym jestem współwłaścicielem firmy (niezwiązanej z blogiem), która generuje dochody. Z bloga również każdego miesiąca wpada trochę grosza ;).

Co do drugiego pytania: radzę czytać ze zrozumieniem. Znasz inny blog parentingowy, który podejmuje tematykę zakreśloną w tym poście? No właśnie… Dlatego jestem najpopularniejsza – w swojej działce.

Joanna Joanna

Ja nie mam jeszcze dzieci ale lubie tu zaglądać i czytać posty fajnie ,że ostatnio sie czesto pojawiają

Kasia A.

ja jestem tak trochę pośrodku :) Z jednej strony cieszę się, że mój mąż bez robienia z tego problemu zajmuje się dziećmi, prasuje itd, wkurza mnie, ze za pracę taką samą jak mężczyzna zarabiam mniej itd Z drugiej strony lubię żeby traktować mnie jak kobietę, co to nie umie naprawić posputej lampy czy nie musi przetkać zapchanej rury w łazience :) czytać na pewno będę :)

klaudia

Podobnie jak Ty jestem za równouprawnieniem ;) i uważam, ze rowny podział obowiązków to naturalna sprawa i nie ma co robić hałasu o to ze maz umyl podłogę! U nas robimy to na zmianę, maz sprząta na rowni ze mną. Strajkuje przy prasowania wiec ja nie prasuje jego rzeczy, bo robię to zazwyczaj wieczorem, a on juz siedzi przy kompie wiec uważam to za wielce niesprawiedliwe i powiedziałam basta! Dopiero jak gdzieś wychodzimy i nie ma się w co ubrac to bierze się za żelazko;) a poza tym obowiązkami domowymi dzielimy się na równi. Teraz nawet robi więcej bo ma urlop a ja wróciła do pracy po macierzyński????
Dlatego tez JESTEM Z TOBA KOCHANA!!!

Klaudia

Zaraz sie oburzy blog Oczekujac, bo pamietam ze oni sie okrzykneli najpopularniejszym blogiem parentingowym w Polsce:)

Ilona Kostecka

Z tego co pamiętam, nie poruszają tematyki feministycznej, a mi chodziło raczej o tę (pod)kategorię.
W całym parentingu berło bezsprzecznie należy do Marleny ;).

Amen!!

Sprout

Gratuluję odnalezienia „własnego miejsca” w polskiej blogosferze. A co do tematyki – ogólnie troche jej jest. Wcale nie tak mało, jak mogłoby się wydawać. ;) Wszystkim łaknącym podobnych głosów polecam gorąco w radiowej Trójce cykl „Matka Polka Feministka”.
http://www.polskieradio.pl/9/2405,Matka-Polka-Feministka

Czy jestem z Tobą? Nie bardzo. ;) Ale nie jestem też Twoim „targetem”, więc nie ma to znaczenia. Pozdrawiam i życzę powodzenia. :)

Gośka

Witam się w Klubie DF. Cześć, mam na imię Małgorzata i jestem durną feministką. Mój mąż pracuje zawodowo, ja natomiast – wychowawczo (póki co). Tfu. Wróć. Mój mąż PRACUJE, ja natomiast NIC NIE ROBIĘ tj. SIEDZĘ w domu 24/dobę i się opieprzam. A co, wolno mi! W końcu w czasie, kiedy ja sobie SIEDZĘ, naszymi dziećmi i gospodarstwem domowym zajmują się krasnoludki. Ja co najwyżej wydaję komendy (krasnoludkom rzecz jasna): „przynieś, wynieś, pozamiataj” do potęgi n-tej. Natomiast jako dobra żona, nie mogę pozwolić, aby mój mąż popadł w pracoholizm, nie dając sobie odrobiny luzu w ciągu dnia. Dlatego z całego serca nakłaniam męża
do relaksu, z którego sama co dzień korzystam. Zauważyłam, że mąż
najlepiej odpręża się w towarzystwie odkurzacza i mopa.Towarzystwo
garów również całkiem dobrze mu służy. Natomiast pewien problem sprawia mu odpoczynek ze szczotką wc, ścierą i innymi gadżetami toaletowo-porządkowymi (ja nie rozumiem, toż to sama przyjemność, nieprawdaż?). A! jeszcze żelazko i pralka nie sprzyjają mężowi w wyluzowaniu się, ale pracuję nad tym. Nooo i poza tym dzieci (zwłaszcza wrzeszczące, kiedy wstaną lewą nogą i wszystko jest na nie). Wydaje mi się, że dłuższe towarzystwo dzieci (tak powyżej 2 godzin sam na sam) wyraźnie męża męczy zamiast odprężać. Tego pojąć również nie potrafię. Dla mnie opieka nad dziećmi 24/dobę to czysty relaks. Mało tego, kiedy zdarzy mi się, PRZESIEDZIEĆ bity tydzień z chorymi dziećmi, nie wyściubiając nosa za drzwi, czuję się tak wypoczęta, rozluźniona i rześka, jakbym co najmniej z wczasów egzotycznych wróciła. Nooo, ale to zrozumiałe – ja mam przecież krasnoludki na służbie.

Ilona Kostecka

Uśmiałam się! Świetny komentarz!

Gośka

;P

Świetny pomysł! „Blog parentingowo-feminizujący” <3 To temat rzeka, więc okazji i pomysłów na wpisy nie powinno zabraknąć :)

Tekstualna

Jestem :)