Jak ogarnąć, kiedy nie ogarniasz, czyli 10 przykazań zabieganej mamy

Ile siebie byś potrzebowała, żeby w pełni ogarnąć swoje życie? Ja tak z siedem Ilon. Jedną posadziłabym do bloga, Facebooka, Instagrama i zdjęć. Drugą do ustaleń mailowych, umów i księgowości. Trzecią do konferencji. Czwartą wysłałabym do fryzjera, kosmetyczki, na siłownię i zakupy. Piąta przydałaby mi się do ogarniania domu, obiadów i dzieci. I jeszcze szósta, żeby skończyła budowę! A na końcu siódma, do nowego projektu, nad którym intensywnie pracuję i niedługo o nim opowiem… Jeśli brzmi znajomo, koniecznie musisz poznać 10 sekretów, dzięki którym organizacja codzienności stanie się łatwiejsza.

1. Deleguj.

Przez całe swoje życie zachowywałam się jak typowy dwulatek, czyli wszystko chciałam robić „siama”. Choć z zupełnie innego powodu: dzieci chcą robić „siame”, żeby pokazać, że już potrafią, a ja, bo… Szkoda mi było kasy!

A przecież czas to też pieniądz! Warto przestawić się na myślenie, które roboczo nazwę „hamerykańskim”. W Polsce wszyscy sami kosimy sobie trawnik czy idziemy po gazetę do kiosku, tam za skoszenie czy przyniesienie gazety płaci się nastolatkom. W Polsce zepsute krany naprawiają mężowie, tam nawet do zapchanego zlewu wzywa się hydraulika.

Głupota?

Nie do końca. Ludzie po prostu kalkulują, że w ciągu godziny są w stanie zarobić więcej niż np. wydać na osobę, która wymyje okna. Więc to ma sens, żeby niektóre zadania oddelegować i w spokoju zająć się swoją pracą.

„Hamerykańskie” podejście ma mnóstwo plusów: dajesz pracę innym ludziom. Każdy robi to, na czym zna się najlepiej. A pieniądz trafia w obieg i gospodarka kwitnie :).

2. Odpuszczaj.

My – kobiety – cierpimy na syndrom prymuski. Tak jesteśmy wychowywane: tylko czwórka? Nie mogłaś się bardziej postarać? Dziewczynka i taki bałagan w pokoju? A fe!

W efekcie chcemy mieć zrobione wszystko i zawsze na 100%. Ale jeśli jesteś już dorosła, to wiesz, że to niemożliwe!

Więc odpuść. Życie to nie szkoła. Nie przyjdzie żadna pani, nie zrobi ci testu białej rękawiczki i nie napisze wielkimi literami na świadectwie: brak promocji do następnej klasy.

Ja na przykład nie prasuję. Nie ścielam łóżek. Sprzątam raz w tygodniu (lub zlecam sprzątanie), w pozostałe dni ogarniam tylko bajzel po gotowaniu i jedzeniu. Nie widzę już paprochów na podłodze (a raczej: nie patrzę na nie, bo po co?).

Znam swoje priorytety. Nie muszę być we wszystkim idealna, wystarczy, że w czymś jestem dobra :).

3. Pozwalaj dzieciom na samodzielność.

Mama, która wszystko robi za dziecko ma PRZE-CHLA-PA-NE. To dziecko też ma przechlapane, i jego partner/ka również będzie miała przechlapane w przyszłości, ale to akurat temat na osobny wpis.

Nawet trzylatek sam już potrafi: ogarnąć sobie ubranie. Zanieść je do prania. Nalać picie. Sięgnąć po jogurt czy bułkę. Posprzątać po posiłku. Wymyć rączki i buzię. Ułożyć zabawki.

Jeśli nie wszędzie dosięga, w strategicznych miejscach postaw stołki. My mamy stołki w łazienkach przy umywalkach oraz w kuchni. W swoich pokojach dzieci same dostawiają sobie krzesełka. Nie, jeszcze ani razu nie spadli. Tak, gorąco polecam to rozwiązanie.

4. Dziel.

Niestety, nie jesteś w stanie się rozdwoić, więc dziel się obowiązkami z mężem.

To najważniejsza rada, jaką usłyszeliśmy na początku rodzicielstwa. Byliśmy wtedy jeszcze gołąbkami spijającymi sobie nektar z dzióbków i WSZYSTKO robiliśmy razem. Kiedy kolega Piotra zobaczył, jak razem zabawiamy nasze pierwsze dziecko, zawołał: „Natychmiast przestańcie! Ty: machaj grzechotką! – rozkazał mojemu mężowi, po czym zwrócił się do mnie – A ty: usiądź i odpoczywaj! Inaczej zwariujecie!”.

Po latach jeszcze bardziej usprawniliśmy tę metodę i umawiamy się (albo rzucamy monetą, kiedy nie ma chętnych do żadnej roboty ;)): ty kąpiesz dzieci, a ja przygotowuję kolację. Ja kładę spać, a ty wyjmujesz naczynia ze zmywarki.

Naprawdę nie ma potrzeby, żebyście we dwójkę sterczeli nad dzieckiem w wannie czy we dwójkę układali z nim puzzle (choć czasami oczywiście warto – a nawet trzeba! – spędzać czas razem).

5. Zapisuj.

Gdy czuję, że nie ogarniam, jestem maksymalnie przeciążona nadmiarem obowiązków, to siadam i je… Spisuję.

To najlepszy sposób, żeby oczyścić umysł!  

Kiedy punkt po punkcie wynotuję, co muszę zrobić (np. maile, zdjęcia, jarmark w przedszkolu syna, spotkanie na mieście, raport), przestaję żyć w trybie: „O matko! Nie zdążę, jeszcze tyle do zrobienia, na pewno o czymś zapomnę!”. Po pierwsze widzę, że wcale nie jest tego tak strasznie dużo. Poza tym, kiedy mam to na kartce, mogę się zająć każdym z punktów po kolei, nie myśląc o pozostałych.

To daje mi poczucie pełnej kontroli.

Potem wykreślam, co zrobiłam, a jeśli nie udaje mi się zrobić wszystkiego, przenoszę zadanie na następny dzień.

6. Wszystkie rzeczy odkładaj w jedno, wyznaczone do tego miejsce.

Dzięki temu nie tracisz potem czasu na: a) szukanie, b) sprzątanie.

A jeśli ktoś z domowników zapyta cię, gdzie coś jest, odpowiadasz po prostu: „Na swoim miejscu”. Jeśli nie jest na swoim miejscu, to znaczy, że nie ty to miałaś ostatnia w rękach. A skoro nie ty zgubiłaś, to z jakiej paki masz teraz szukać? 

Tak: mąż i dzieci ją za to nienawidzą ;).

7. Rób zakupy raz w tygodniu albo jeszcze lepiej: przez internet.

Nie będę udawać, że jestem w tym mistrzem, bo nie jestem. Ale moja koleżanka Elwira już jakiś czas temu wydała CAŁEGO e-booka na temat planowania posiłków, dzięki któremu oszczędzisz cenny czas (np. robiąc zakupy raz w tygodniu czy gotując na kilka dni) oraz pieniądze (bo nie marnujesz jedzenia!), więc najlepiej będzie, jak odeślę was właśnie do niej > KLIK.

8. Ogarnij proste dania jednogarnkowe.

Moim najlepszym przyjacielem jest Pan Piekarnik. Obieram, kroję i wrzucam ziemniaki, kalafior albo inną marchewkę, mięso, przyprawiam, zamykam, włączam, wracam za godzinę, a tam… Obiad gotowy!

9. Nie porównuj się.

Bo najgorsze jest to, że my nigdy nie porównujemy się z jedną osobą. Tej zazdrościmy figury, więc chcemy ćwiczyć jak ona. Tamtej, że ma porządek w domu. Jeszcze innej włosów, czasu dla dzieci albo kariery.

Żadna z tych kobiet nie ma wszystkiego, więc dlaczego ty chcesz mieć?

10. Skończ z „a jeszcze tylko…”.

A jeszcze tylko ogarnę zabawki i usiądę. Posprzątam naczynia i włączę serial. A jeszcze odkurzę salon. A jak już odkurzam salon, to jeszcze tylko przedpokój i kuchnię…

Najgorzej jest, gdy prowadzisz własną działalność gospodarczą. Tutaj zawsze można robić jeszcze więcej i jeszcze lepiej. To trochę jak z dzieckiem: dasz obiad, zawoła, że chce pić. Dasz pić, to wyleje. Wytrzesz, to zrzuci coś na podłogę; popłacze się, bo zielone na talerzu; poprosi o więcej sosiku; stwierdzi, że rączki bolą i trzeba nakarmić… I tak w kółko, chyba, że zawołasz w końcu: DOŚĆ!

Mama też ma prawo usiąść. No.

Bo jeśli pod koniec dnia wszyscy żyją i zasypiają w swoich łóżkach – ok, nawet jeśli dzieci w twoim ;) – to i tak jesteś mistrzynią ogarniania! A może masz jakieś patenty, o których ja nie wspomniałam?

7
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
3 Thread replies
6 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
Ilona KosteckaTamaraKasiaAgatae-milka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Jola
Gość
Jola

Niby takie wszystko oczywiste ale my kobiety lubimy się nakręcić na bycie „perfekcyjną”. 11 przykazanie ode mnie: Unikaj toksycznych koleżanek z pracy, które zawsze wiedzą lepiej jak powinnaś żyć, sprzątać i wychowywać dzieci.0

puch ze słów
Gość

witam. Każda z nas jest indywidualna i wyjątkowa – może to brzmi jak bajeczka i jest naciągane, ale coś w tym jest i to sporo… gdybyśmy w to uwierzył wiele by się zmieniło, na lepsze. Przede wszystkim my same A potem nasz mały świat. To jak robimy i co robimy powinno być dopasowane do nas do tego jakie jesteśmy co lubimy A czego nie… Niestety oglądamy się na innych, dopasowujemy, porównujemy i tracimy… Cały czas się tego uczę bo to jest proces. pozdrawiam asia

e-milka
Gość
e-milka

Pracuj poza domem, choćby w bibliotece. Żadna pralka nie musi być wlaczona, żaden paproch nie woła o sprzątnięcie. Wchodzisz we flow i jedziesz z tym koksem.
Pozwól dzieciom zająć się sobą nawzajem, na placu zabaw nie wtrącaj się, jeśli nie musisz. Wyciągnij na chwilę nogi i wystaw twarz do słońca.
Powiedz sobie – w tym momencie daje z siebie, ile mogę. Jak dzieci będą większe, znów mogę, acz nie muszę być życiową prymuską, która pit oddaje przed terminem.

Agata
Gość
Agata

Przypomniałaś mi jedną scenę sprzed kilku lat… Dwoje dzieci kuzynki bawią się razem, nagle wpada babcia (ktora mieszka oddalona o 150 km, pracuje jako nauczycielka, dzieci mają nianię na stałe i którą uwielbiają, ale ona i tak cały czas jeździ żeby się nimi zajmować) i „dzieci, to pobawmy się w to”… Wtedy zrozumiałam czemu ona cały czas narzeka że jest okropnie zmęczona!

Kasia
Gość
Kasia

Ale to chyba fajnie, że się chce bawić z dziećmi? :) Moja teściowa to dzieci głównie karmi i nic poza tym. Wolałabym, żeby jej czas spędzony z wnukami polegał głównie na zabawie z nimi a nie na karmieniu.

Tamara
Gość

Kiedy czyta się takie rzeczy to wydają się one oczywiste, ale samej na nie wpaść już nie jest tak łatwo ;) U mnie najtrudniej jest nauczyć się delegowania. Przecież ja wszystko zrobię szybciej i lepiej ;)