Dziecko nie chce sprzątać? Powiem ci, jak to zmienić!

„Dziecko nie chce sprzątać” – ten temat wzbudza wielkie emocje, ilekroć wypływa w sieci. Zauważyłam, że mamy dzielą się na dwie grupy: te, które co jakiś czas wyskakują z wielkim workiem na śmieci i groźbą: „Jeśli za pięć minut dywan nie będzie czysty, wszystko – co na nim – ląduje w koszu!”. I na te, które zdecydowanie są za tym, aby pozwolić dzieciom być dziećmi i nie obciążać ich zanadto sprawami dorosłych, czyli domowymi obowiązkami. Gdzie jestem ja? Nieskromnie przyznam, że w miejscu, w którym nie muszę tego rozkminiać: moje dzieciaki pomagają w domu. I nie robią tego jak za karę, więc nie czuję, żebym jakoś specjalnie je wykorzystywała (uważam nawet, że to ja byłabym wykorzystywana, gdyby wszystko pozostawało tylko na mojej głowie). Chcesz być tam, gdzie ja? Super się składa! Bo przygotowałam wyczerpujący wpis na ten temat. Z nim nie może się nie udać!

dziecko nie chce sprzątać

CO ZROBIĆ, KIEDY DZIECKO NIE CHCE SPRZĄTAĆ?

Po pierwsze: siła nawyków, czyli poświęć tę szklankę.

Kiedy odbieramy dzieci z przedszkola, musimy poczekać w drzwiach, aż maluchy posprzątają zabawki po zabawie.

Te same dzieci w domu, kiedy kończą się bawić klockami, nie chowają ich do pudełka i na półkę, tylko zostawiają na podłodze. I sięgają po następne. A potem następne.

Dlaczego? Trochę dlatego, że w domu czują się bezpieczniej niż w przedszkolu, ufają mamie bezgranicznie i przy niej mogą sobie pozwolić na absolutnie wszystko (nawet na zostawienie brudnych skarpetek pod krzesłem, bo mama ich nie wyśmieje tak jak koledzy z grupy). A trochę dlatego, że pani OD PIERWSZEGO DNIA pilnowała, żeby zabawki po zabawie trafiały na swoje miejsce.

Tymczasem rodzice długo nie wymagają od dziecka NICZEGO. Składają ich ubrania, chowają zabawki, sprzątają naczynia ze stołu i zbierają papierki. To zrozumiałe, bo serio, ciężko wychwycić ten czas, kiedy dziecko jest już na tyle samodzielne, że może samo zanieść szklankę do zmywarki i nie zrobić przy tym krzywdy: szklance oraz sobie.

No ale czasami jednak tę szklankę warto poświęcić.

Może stracisz szklankę – ale zyskasz o wiele więcej! Dzieciaki na początku pomagają chętnie, bo ogólnie lubią naśladować dorosłych. Bawić się w sklep, restaurację i mamę oraz dom. Tak. Dla 2-3-latka nakrywanie do stołu jest tylko fajną zabawą, żadnym poświęceniem! To idealny czas na wyrabianie nawyków.

I tak jak wyrabiasz nawyk mycia ząbków przed snem, tak samo trzeba wyrobić nawyk sprzątania po sobie!

Tymczasem rodzice oczekują, że dziesięciolatek, który po zjedzeniu kolacji PRZEZ DZIESIĘĆ LAT spokojnie mógł udawać się do swojego pokoju, nagle sam z siebie zacznie zanosić talerze do kuchni. No… Nie. To tak jak z mężem: czego teściowa nie nauczyła… Możesz nauczyć ty, choć łatwo nie będzie ;).

Po drugie: nie wszystko na raz!

Był taki czas, kiedy prosiłam mojego syna, żeby posprzątał swój pokój. I on ładnie sprzątał. Zabawki z podłogi.

Na parapecie dalej piętrzyły się książki. Na biurku walały jego prace plastyczne. Półki wyglądały, jakby ludziki LEGO urządziły sobie na nich niezłą bibkę. A krzesło robiło za wieszak na ubrania.

Trochę trwało, zanim dotarło do mnie, że mój syn wcale nie jest małym leniuszkiem! On po prostu jeszcze nie wie, co to właściwie znaczy „posprzątać”!

I sprzątał podłogę, żeby tata mógł wjechać do pokoju z odkurzaczem, bo przecież to robimy co sobotę?

Dlatego teraz wydaję konkretne polecenia: „posprzątaj zabawki z podłogi i na półkach”, „włóż ubrania do szafy”, „wytrzyj parapet, tutaj masz ściereczkę”, etc. Polecam.

Ilona Zaradna Mama.

Po trzecie: żadne dziecko nie będzie sprzątać w pojedynkę.

Przypomnij sobie, jak się wkurzasz, kiedy zasuwasz na szmacie, a twój mąż leży do góry brzuchem (bo mam nadzieję, że się wkurzasz?). No więc dziecko ma tak samo! I ma do tego prawo!

To tylko w marzeniach mamy wygląda tak, że pije ciepłą kawę, podczas gdy dziecko wyciera plamę po rozlanym przez siebie soczku. Żeby coś z tego wyszło: musicie się za to zabrać razem!

Po czwarte: nie krytykuj i nie poprawiaj.

Bardzo często dziecko nie chce sprzątać, bo mama na każdym kroku daje mu do zrozumienia, że zrobi to lepiej. Też byś nie wkładała naczyń do zmywarki, gdybyś wiedziała, że za chwilę przyjdzie twój mąż i zacznie je przestawiać.

Po piąte (chyba najważniejsze): „Sama nie dam rady!”.

Podstawowy problem jest taki, że często pragnienia rodzica są zupełnie inne niż pragnienia dziecka. Rodzic chce mieć porządek. Dziecko woli się bawić.

I teraz trzeba zrobić tak, żebyście obydwoje chcieli tego samego! Niemożliwe? Potrzymaj mi piwo! I zastanów się w tym czasie: dlaczego właściwie sprzątasz? A potem opowiedz o tym dziecku!

Na przykład ja sprzątam, żeby robaki się nie zalęgły. Te wszystkie pająki i rybiki, brrr… Żeby można było chodzić boso po podłodze. Albo na niej usiąść. I się nie przyklejać. Żeby były czyste naczynia, z których można jeść. Sprzątam też, żeby ładnie pachniało. I żeby wszystko można było znaleźć!

Nawet najbardziej niekumate dziecko (czyt. mąż), gdy usłyszy coś 50 razy, samo zacznie mówić twoim głosem: „Jak odłożę kluczyki na miejsce, to nie będę musiał ich potem szukać rano”. Właśnie tak wyrabia się nawyk (patrz punkt 1).

Ale tak po ludzku, mówię też moim dzieciakom, że mama jest jedna, a bałaganią cztery osoby. I że sama nie dam rady! Poza tym to zwyczajnie nie fair wymagać od kogoś, żeby zbierał jego rzeczy!

Często tłumaczę też, że jak pomogą mi sprzątać, to będę miała więcej czasu na zabawę z nimi. Piotr się śmieje, że biorę dzieciaki na litość. Ale ja uważam, że traktuję je jak PARTNERÓW. Czyli poważnie. A one odwdzięczają mi się DOKŁADNIE tym samym.

Po szóste (gdy wszystko inne bierze w łeb): potrzebujecie planu!

Dzieci lubią plany. A najbardziej lubią takie, które… Same tworzą.

Warto czasami usiąść całą rodziną przy stole i dla zachowania równowagi psychicznej ustalić plan działania na cały dzień czy tydzień. Wpisać to, co ważne dla dziecka (Minecraft!), to, co ważne dla mamy (wieczorna joga!) i to, co ważne dla wszystkich: czyli sprzątanie, gotowanie, zakupy. Można rozpisać to na konkretne zadania, np. dzieci są odpowiedzialne za swoje pokoje, opróżnianie zmywarki, składanie własnego prania i tłuczenie schabowych w niedzielę, bo to lubią :).

Jeśli dzieci same stworzą taki plan, a potem powieszą go na ścianie – to same (z grubsza) będą go pilnować! I czasami tylko się buntować – bo na tym polega dorastanie!

Więc po siódme: dom to nie wojsko. To, czy łóżko jest pościelone, czy nie, nie ma przecież ŻADNEGO znaczenia.

Tak out of records już. To są tylko dzieci. To normalne, że do ich pokoju idzie się jak do IKEA: wpadasz po koc, a wychodzisz z kocem, czterema talerzami, sześcioma szklankami, miską, ręcznikiem, kompletem sztućców i pluszowym szczurem.

Nie można od dziecka wymagać więcej niż od siebie! Tobie też nie zawsze się chce. Ty też masz czasami bałagan. I brudną wannę. I całe szczęście wtedy nie pojawia się nikt z workiem, strasząc, że wszystkie naczynia, które nie są w zmywarce, powędrują do kosza. Ja nie mówię, że źle i fatalnie tak robić: pewna mądra matka powiedziała kiedyś, że wszystko, co w macierzyństwie działa, to działa.

Ale pamiętaj, że im starsze dziecko, tym trudniej zastosować ten trik. Wiem, bo próbowałam :). Mój siedmiolatek odpowiedział: „No trudno, mam jeszcze inne zabawki”. W przypadku nastolatka w ogóle sobie nie wyobrażam! Dlatego zdecydowanie stawiam na rozmowę. Nawyki. I plan. I przyjmuję do wiadomości, że nie można mieć wszystkiego: dom na błysk oraz dzieci? Wybrałam przecież dzieci! ;)

(5 555 odwiedzin wpisu)
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Agata

Zgadzam się w 100%, my od kiedy pamiętam RAZEM z córką, co wieczór przed myciem, sprzątaliśmy zabawki, książki, pomagała mi przy ładowaniu pralki i rozwieszaniu prania, dla niej po prostu to była przede wszystkim zabawa z rodzicami, to nic, że trwało to wieczność. Przestała, kiedy poszła do żłobka (prywatnego) i jednego dnia zobaczylam dlaczego: przychodzę po nią, a tam bałagan jakich dawno nie widziałam. Zapytałam się więc Pani czy dzieci jej nie pomagają w sprzątaniu zabawek a ona na to, że nigdy ich o to nie prosi… WTF?!
Obecnie moja córka ma dwa latka i sama sobie wybiera ubrania (spróbuj potem założyć jej coś innego….) , sama się ubiera, zakłada buty na rzepy, razem dalej sprzątamy zabawki, składamy i rozwieszamy pranie, to nic że może akurat gacie taty lądują w ogrodzie sąsiada, razem potem po nie pójdziemy, jak idziemy nad morze, to sama niesie swoje zabawki. Raz usłyszałam, że za dużo od niej wymagam jak na jej wiek. Nigdy tak o tym nie myślałam, traktuję ją po prostu jak małego, ale pełnoprawnego członka rodziny. Oczywiście ma swoje dni, kiedy nic nie chce zrobić i na wszystko mówi „nie”, ale wtedy się na nią ani nie denerwuję, ani nie krzyczę, bo ma do tego prawo, tak samo jak ja.

Monika

Brawo za ten wpis!

zuza

Super podejście – przede wszystkim zdrowe. Wspólne sprzątanie to chyba najlepsza rzecz, bo wtedy dziecko widzi, ze nie robi tego za karę, a robi to WSPÓLNIE z rodzicami czy rodzeństwem – można to uznać nawet jako zabawę czy formę spędzenia czasu razem.