A jednak przeżyliśmy…

DSC_1134_1

Mój brat uwielbia wszem i wobec opowiadać, że mnie wyhodował. Wychowanie to zbyt duże słowo, bo jest tylko osiem lat starszy, ale faktem jest, że to – jaka teraz jestem – w dużej mierze zawdzięczam właśnie jemu. W razie czego wiecie, do kogo wysyłać skargi i zażalenia ;).

Moje dzieciństwo pamiętam doskonale! Jakby wszystko działo się dopiero co… Kiedy budziłam się rano, czekał na mnie ze śniadaniem. Ponieważ byłam niejadkiem, stał nade mną jak kat nad dobrą duszą, pilnując, żeby wszystko z mojego talerza zniknęło.
– Sławek, ale to jajko śmierdzi! – odważyłam się kiedyś powiedzieć.
– Jedz!
– Ale ono naprawdę…
– Jedz! – nie było litości.
Ugryzłam, wyplułam i pobiegłam do łazienki. Dopiero wtedy pochylił się nad moim talerzem. Waliło niesamowicie! Poczęstował mnie zbukiem. Żyję.

Kiedyś nie mógł rozczesać moich włosów, więc zebrał je w kitkę i obciął niesforne końcówki. Kiedy mama wróciła z pracy i rozpuściła je, zobaczyła mistrzowskie cieniowanie. Schody – w niektórych miejscach pukle sięgały przed ucho, w innych były do ramion. Podobno płakała, kiedy je wyrównywała, bo musiała moje piękne blond loki obciąć niemal „na chłopaka”.

Miałam też w zwyczaju siadać przed telewizorem każdego ranka, żeby obejrzeć „Domowe przedszkole”, „Teleranek” czy inne „5-10-15”. Czasami powtórkę „Policjantów z Miami” (a kochałam się wtedy w Don Johnsonie przeokrutnie! Te mokasyny bez skarpetek do lnianych spodni… Wrrr…) Brata denerwowało, że musi mi przynosić ubranie, więc okłamał mnie, że nie mogę przebierać się przed tv, bo oni (w tym telewizorze) mnie widzą. Jak ja się zawstydziłam! Don Johnson widział moje majtki w kotki! Przez kilka tygodni omijałam włączony telewizor szerokim łukiem, żeby tylko zapomnieli o moim istnieniu wszyscy, którzy widzieli mnie w negliżu…

Zepsute jedzenie, nożyczki w rękach dziecka, telewizor włączony od rana. A jednak przeżyliśmy. Co więcej! Wyrośliśmy na całkiem porządnych ludzi!

Moi rodzice byli wtedy w pracy. To brat prowadzał mnie do przedszkola i z niego odbierał. Nie mógł mieć więcej niż jedenaście-trzynaście lat. No kto teraz aż tak zaufa jedenasto-trzynastolatkowi, żeby całkowicie powierzyć mu opiekę nad kilkulatką?

Ale to nie wszystko… Pamiętam jak w wieku czterech lat biegałam sama po dworze. To znaczy z innymi dzieciakami. Wiedzieliśmy, że nie możemy wychodzić na ulicę, a jak pijany sąsiad wracał z pracy, to trzeba było położyć się płasko w piaskownicy, żeby nas nie zauważył. Bo szybko wpadał w furię. Leżeliśmy więc i powstrzymywaliśmy śmiech, kiedy, chwiejąc się przed drzwiami klatki schodowej, nie mógł znaleźć kluczy w swojej aktówce. No kto teraz puści czterolatka bez nadzoru nawet do własnego ogrodu? Ja – nie.

Kiedy miałam pięć lat, po raz pierwszy poszłam do sklepu. Kupić jabłko. Bałam się cokolwiek powiedzieć, więc tylko pokazałam ręką, co chcę, a kiedy to dostałam, rzuciłam pieniądze na ladę i uciekłam. Ależ byłam z siebie dumna! To było najsmaczniejsze jabłko w moim życiu! Nieważne, że potem mama musiała iść upomnieć się o resztę, na którą nie poczekałam.

Wysłałabyś swoje pięcioletnie dziecko do sklepu?

Jako pierwszoklasistka z kluczem na szyi zasuwałam przez pół miasta do szkoły. Nie znałam się na zegarku, wiedziałam tylko, że muszę wyjść z domu, jak duża wskazówka będzie na cyfrze 4, a mała pomiędzy 7 i 8. Ponieważ pojęcie czasu było mi zupełnie obce, a moi rodzice wychodzili do pracy o 6:30, prawie przez godzinę leżałam na dywanie wpatrzona w te wskazówki i zastanawiałam się: już czy jeszcze nie teraz? Do szkoły ani razu się nie spóźniłam.

Dzisiaj wozimy nasze dzieci do szkoły nawet w wieku gimnazjalnym. A do czwartej klasy to musowo, często niosąc za nimi plecak pod same drzwi klasy. Tylko mi nie mówcie, że nie! Pracowałam w szkole, więc wiem :).

I tak się zastanawiam ostatnio: to my jesteśmy przewrażliwieni, czy może nasi rodzice byli skrajnie lekkomyślni?

DSC_1139_2

28
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment threads
12 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
18 Comment authors
martaannawAleksandraIlona KosteckaLeo Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
marzena
Gość
marzena

Pamietam te czasy. Ja tez sie nie znalam na zegarku, chociaz rodzice kupili mi taki super na reke, zeby mnie przekupic i zachecic do zostawania w domu i chodzenia samemu do szkoly. Do szkoly czasem trafialam godzine przed lekcjami i jak widzialam opuszczone korytarze to pytalam Pani woznej czy sie czasem nie spoznilam. Bylam wtedy w zerowce (pierwszy zegarek normalnie dostawalo na Komunie). Czasami umawialm sie z mama, ze zadzwoni z pracy, zeby mi powiedziec, ze to juz mam wyjsc. I pamietam, ze to poniedzialek byl taki problematyczny. W telewizji nic nie bylo (akurat w poniedzialek zaczynali nadawac programy po… Czytaj więcej »

Casalinga
Gość

Też mnie frapuje to pytanie…

Malg.Zdzieblowska
Gość

Od miesiąca zabieram się do tego tematu u siebie. Chyba każdy z nas ma dziś takie przemyślenia, szczególnie kiedy sami mamy dzieci. Tak trudno znaleźć odpowiedź. To co dziś wiem na pewno to to, że nie wiem czy sama będę miała tyle odwagi by puści moją Hankę samopas. Czyli standard – wiem, że nic nie wiem:)

Lefti
Gość

Ilona umarłam, nie mogę przestać się śmiać z kawałka o przebieraniu się przed telewizorem :-D Co do reszty to Mateusz w wieku 7 lat chodził sam do szkoły, oboje (Filip i Mateusz) w wieku niespełna 5 lat byli wysyłani do sklepu i wracali z resztą ;), ale masz rację w szkole i na podwórku czułam ten dziwny wzrok rodziców. Przyzwyczaiłam się jednak i jestem dumna z tego, że potrafię zachować zdrowy rozsądek w czasach, kiedy zewsząd karmieni jesteśmy strachem o nasze dzieci.

majniaki.pl
Gość
majniaki.pl

Mnie jak miałam 2 latka pilnowała prababcia. Bawiłam się w piaskownicy. Moja mama wracała ze sklepu i zobaczyła babcię, ale mnie już nie było. Zresztą mojego 4 lata starszego brata również. Babcia nie widziała zbyt dobrze, a że bilans dzieci w piaskownicy był taki sam jak wtedy kiedy ze mną przyszła, to nawet nie wiedziała kiedy zniknęłam. Odnalazł mnie brat kilka bloków dalej na innym placu zabaw. Kolejna moja wycieczka z rok młodszą koleżanką odbyła się jak miałam 3 latka, wtedy poszłyśmy na inne osiedle, bo tam był taki fajny budynek z dużą ilością schodów. Wróciłyśmy pod wieczór. Do tej… Czytaj więcej »

Małorzata B.
Gość

No nie wiem, chyba jakaś wyrodna jestem. Mój czterolatek biegał sam po podwórku a 8 latka z powodzeniem sama wraca ze szkoły. Zresztą wiele jej koleżanek również. Naszej sąsiadki syn (11 lat) odbierał swoją 6 letnią siostrę z przedszkola. Czasem mam wrażenie, że to moi rodzice bardziej mnie pilnowali.

Leo
Gość

A moja córka mając 17 lat(!) nie mogła odebrać siostry z przedszkola! Taki wymóg przedszkola i na nic zdały się zapewnienia, że jest bardziej odpowiedzialna niż niejeden dorosły i wtedy już „prawnie” nawet było to dopuszczalne ;)
P.S. Ja jako ta starsza też obcięłam loki swojej siostrze, ale tylko po jednej stronie głowy, taką jej modną fryzurkę zrobiłam ;)

Kasia
Gość
Kasia

moi rodzice np wychodzili wieczorem do znajomych, ktorzy mieszkali 200 m od nas, ja mialam 4 lata, a siostra 7 i spałysmy same w domu. tak samo pamietam jak siostra mnie prowadzala do przedszkola, ja mialam 5 lat a ona 8. musiala mnie wyprowadzic z autobusu i przeprowadzic przez ulice. potem mnie tez ‚odbierala’ do tego autobusu. teraz jak czasem sa u nich wnuki to chodza za nimi po podworku przed domem, zeby ich z oczu nie stracic :P a my, to co :) u nas w piaskownicy czesto sam jest taki chlopiec 5 letni – mama go niby widzi… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

ps. a Brat nie traktowal Cie jak 5 koło u wozu? mi do dzis siostra wypomina kiedys miala isc do kolezanek na sylwestra, ja zachorowalam, ktos musial ze mna zostac w domu. rodzice gdzies wychodzili i siostra musiala sie zostac :)

fistaszkowelove
Gość

To było coś, cały dzień siedziało się z kolegami na podwórku i nikt nie potrzebował do nas dzwonić co 5 min. i sprawdzać gdzie jesteśmy, o komputerze też mało kto pomyślał, każdy wolał w palanta pograć:)

Bebea
Gość
Bebea

Heh, :) Mieliśmy Super dzieciństwo :) z wyrobami czekoladopodobnymi i koglem-moglem :) Ja w pierwszej klasie miałam obowiązek po powrocie ze szkoły, rozpalenia w piecu kaflowym… no i kiedyś się zasiedziałam nad jakimś czytadłem, mama wróciła z pracy, ja siedziałam w kurtce… bez lania się nie obyło..:) kiedyś tez poszłam sobie bez powiadomienia rodziców do koleżanki po drugiej stronie ulicy…. i nie zauważyłam że się ściemniło….wszyscy mnie szukali… a ja się bawiłam w najlepsze… okropny miałam żal do mamy, że zrobiła mi ogromną awanturę…. :) I jeszcze pamiętam jak mama „zdobyła” dla mnie takie piękne czarne sztruksy, miały być na… Czytaj więcej »

Monika
Gość
Monika

Cóż takie wychowanie raczej już nie wróci… chociaż może dzisiejsze pokolenie „gimbazy” bedzie mniej przewrazliwione :P Osobiscie też mam strach, zwłaszcza po opowieściach męża, jakie miał pomysły w dzieciństwie, wiele „pamiątek” z tamtych czasów ma jednak do dziś.. Ja zresztą jako dziecko lepsza nie byłam (mamo wybacz ;)), a teraz dziewczynki często i gęsto gorsze od chłopców są. Sama pracowałam w szkole, tylko ponadgimnazjalnej no i tu przewrażliwienia rodziców zupełnie nie widziałam, wręcz przeciwnie na zebrania mało który rodzic przychodził, wielu rodziców nie miało żadnej kontroli nad tym co robią ich dzieci, niektórzy nawet zarzucali szkole, że to ona jest… Czytaj więcej »

karjola
Gość
karjola

a może to kwestia mediów? Może kiedyś te wszystkie nieszczęśliwe wypadki nie były tak nagłaśniane? Im więcej słyszymy nieszczęść, tym bardziej się nam zamykają ramiona wokół naszych dzieci. Ale ja też biegałam samopas, a nie wiem jak teraz zachowałabym się wobec swojego dziecka….

Gośka
Gość
Gośka

Pewnego razu, wychodząc do szkoły, zostawiłam w drzwiach karteczkę z następującą wiadomością: klucz jest pod wycieraczką. No coo? Zauważyłam, że siostra zapomniała zabrać swojego. Miałam pozwolić żeby biedna stała pod drzwiami po powrocie ze szkoły? ;)

Też mam starszego brata Sławka, który opiekował się mną i siostrą. Sławki to fajne chłopaki są!

annNS
Gość
annNS

az wam zazdrosze takich przygod ;) ja zawsze sama, bez rodzenstwa, rodzice wszedzie ‚za rączke’ prowadzili…moze dlatego ze bylam poznym dzieckiem ;) jedynie na wakacjach u baci na wsi nikt mnie nie pilnowal i jako 4-5 latka z chlopakami ganialam po polach ;) za to moje dziecko starsze (l. 7) od dwoch lat gania z innymi dzieciakami pod blokiem (czasem nawet pod ‚czwartym’:D) albo zasuwa na rowerze…pierwszy raz do ‚duzego’ sklepu (lidl) samodzielnie poszedl jakis czas temu, ale juz wczesniej latał z brygada po jakies łakocie ;) odkad zaczal chodzic do szkoly codziennie rano biegnie do pobliskiej piekarni po buleczke… Czytaj więcej »

Aleksandra
Gość
Aleksandra

O ile się Ilono nie mylę, pochodzisz z małej miejscowości, a małe miejscowości rządzą się swoimi sprawami. Piszę z autopsji:) Poza tym, te kilkanaście, dwadzieścia parę lat temu ruch uliczny był mniejszy a sąsiedzi się znali. Rodzice, dziadkowie sąsiadów nierzadko też. Było więcej osiedlowych interesów np. sklepów, warzywniaków czy obuwniczych, więc nie było konieczności zapuszczania się „w miasto”, do CH, hipermarketów itd.Nie było komórek czy innych ajfonów, najważniejsze żeby dzieciak wrócił na obiad czy kolację. ech, szkoda, że moje dziecko nie przeżyje tego, co opisałaś. To se ne wrati :P

annaw
Gość
annaw

To chyba nie żyłam w tamtych czasach, bo do szkoły sama zaczęłam chodzić w okolicach 4, a raczej 5klasy. Rodzice z sąsiedztwa mieli dyżury i na zmianę odprowadzali i odbierali ze szkoły grupkę dzieci. Także nie wszędzie w latach 90 można było biegać samopas.