Bo on nie potrafi pomóc przy dzieciach…

DSC_9021

Spotkałam ostatnio znajomą. Ja z Kostkiem za rękę, Piotr z Basią w ramionach. Przed sobą pchał wózek po brzegi wypełniony pieluchami jednorazowymi i tetrowymi, chusteczkami nawilżanymi, kocykiem jakimś i otulaczem bambusowym. Zupełnie jak moja torebka na co dzień! Znajoma od razu stwierdziła: „Ale masz fajnie! Mąż chyba dużo pomaga ci przy dzieciach? Bo mój nie potrafił…”. Musiałam bardzo mocno ugryźć się w język, żeby nie wypalić: „A ty potrafiłaś?”.

Od razu wiedziałaś, jak trzymać dziecko? Jak je nosić do odbicia, przewijać, ubierać i kąpać? Jak usypiać? Co przez swój płacz chce ci powiedzieć?

Czy jednak wszystkiego tego musiałaś się po prostu nauczyć?

Nam kobietom wcale nie jest łatwiej. To, że mamy cycki wypełnione mlekiem (choć i to nie zawsze!) wcale nie oznacza, że rodzicielstwo jest dla nas naturalne jak oddychanie. I że – w przeciwieństwie do mężczyzn – rodzimy się z umiejętnością obsługi noworodka. Na to potrzeba czasu. Kilku łez wylanych nad płaczącym becikiem oraz wieeelu nieprzespanych nocy.

NIE CHCE CZY MU NIE POZWOLIŁAŚ?

Dlaczego więc bez mrugnięcia okiem przyjmujesz tłumaczenie męża, że on nie może, bo nie potrafi? A co to on, dwóch rąk jak ty nie ma? Mózgu, żeby najprostsze czynności zapamiętać? A może czasu, bo w przeciwieństwie do ciebie musi kiedyś odpocząć i się wyspać?

Choć wcale nie mam o to do panów pretensji. Bo przecież my same to sobie robimy.

Znam mamy, które nie dopuszczają męża do dziecka, bo one wszystko lepiej i szybciej. Nawet jeśli on ma chęci i serce wielkie, siedzą i krytykują. Nie tak! Co robisz? Daj, ja poprawię!

A pozwól mu się czasami pomylić! Źle zapiąć pieluchę. Co takiego się stanie? Najwyżej będzie musiał za moment przebrać dziecko. I zapamięta już na zawsze, że nie tak, a tak. Nauczy się, jak i ty się nauczyłaś.

„Mama może zastąpić każdą osobę, ale nikt nie zastąpi mamy”.

Dałabyś lajka pod tym stwierdzeniem? Bo ja większej bzdury nie słyszałam! Chociaż wiem, że babki to lubią. Że bez nich ani rusz. Ta świadomość, jak bardzo są potrzebne, a dziecko bez nich nie przeżyje. Czują się wtedy docenione jak nigdy i kochane przez tego bąbla, co to jeszcze nie gada, ale patrzy swoimi oczętami małymi choć wielkimi na mamę jak na najciekawszy film puszczany w weekend na Canal+.

Jednak takie myślenie jest bardzo egoistyczne. Nie rób tego swojemu facetowi i… Dziecku. Ono też potrzebuje taty! Zadbaj o tę jedną z najważniejszych więzi już od pierwszych dni.

DSC_9014

TATUŚ XXI WIEKU NIE POMAGA!

Wyobraź sobie tę scenę jeszcze raz. Ja z Kostkiem za rękę, Piotr z Basią w ramionach. Podchodzi do nas kolega Piotra i pyta go: „Żona chyba dużo pomaga ci przy dzieciach?”.

Prawda, że brzmi absurdalnie?

DSC_9025

Bo kobieta nie pomaga, kobieta ROBI. Zajmuje się, opiekuje, wychowuje – każde określenie jest tutaj dobre poza tym jednym: „pomaga”. Myślę, że – jeśli chodzi o tatusiów XXI wieku – również.

Stwierdzenie, że mężczyzna „pomaga” przy dzieciach jest krzywdzące nie tylko dla kobiet. Jest krzywdzące przede wszystkim dla panów, którzy nie tylko pomagają, ale czują się pełnoprawnymi – zupełnie tak jak mama! – rodzicami. Którzy robią to samo co ona i wcale nie zajmują się dzieckiem mniej czy gorzej.

A jest ich coraz więcej przecież! Takich, co to i przewiną bez grymasu na twarzy, i wykąpać lepiej od mamy potrafią. Takich, co to na spacer dzieci zabiorą, żebyś odpoczęła. Pobawią się i czy lekcje odrobione sprawdzą.

Prawda, że fajnie taki obrazek widzieć na co dzień?

DSC_9038

(6 045 odwiedzin wpisu)
Subscribe
Powiadom o
guest
37 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
pestki

Ale Kostek długi u taty na rękach ?. Mój mąż niestety tylko pomaga przy dzieciach nie robi. Podziwiam go, bo w większości, to nawet nie słyszy jak wstaję w nocy do dzieci. Do starszego odkąd jest młodsze też zdarza mi się wstawać bo chce się w środku nocy przytulić ??, taki ma dobry sen – ten mąż ??

Ilona Kostecka

Na tych kabanosach tak urósł ;).

Agata (Cyk Cyk Studio)

Podobno mężczyźni są zaprogramowani na inne dźwięki i oni po prostu nie słyszą płaczu w nocy ;P Ale ja się przyznam, że nieraz przespałam, jak dziecko płakało, mąż mnie budził na karmienie ;) ;) ;)

Mój mnie ciągle musi budzić! Jestem tak zmęczona przy Basi, że spokojnie przespałabym do rana i mimo że dziecko śpi obok mnie w dostawce (mąż po drugiej stronie łóżka) – nie słyszę ;).

Asia

Czyli to normalne. A ja sie balam, ze straszna matka jestem…

czytam, kiedy mogę

Bardzo mądry tekst!
Mój S często tłumaczy że nie potrafi czegoś zrobić przy dziecku. Wkurza mnie to strasznie i odpowiadam mu, że po prostu mu się nie chce. On nauczony przez mamusię jest tego wygodnictwa, jak go poznałam miał 23 lata a mama sprzątała mu pokój. Muszę przyznać, że on mi dużo nie pomaga, ale w pewnym momencie odpuściłam nakłanianie go do pomocy, bo uważałam że to jest dla mnie poniżające. Czasami czułam się bardzo samotna w macierzyństwie…
Tak naprawdę mężczyzna może robić wszystko może poza kp, ale może wspierać w tym swoją partnerkę. To tylko kwestia chęci… Mojemu menowi czasami tych chęci brakuje niestety…

Monika

To tak jak mojemu mężowi brakuje chęci, twierdzi ze nie potrafi a ja uważam również ze jemu się niechce…

salus salus

Cudowna z Was rodzina.. taka nietuzinkowa.. szczesliwa.. ?

e-milka

Czytalam kiedys fajna sentencje: „Wcale nie chce, by maz mi pomagal. Wystarczy, jak zrobi swoja polowe.” Podobnie jest z innym czasownikiem- zadna mama nie powie o sobie, ze musi „popilnowac” dziecka, w sensie zajac sie nim, zaopiekowac. A powiem, ze nikt tak rewelacyjnie nie kapie noworodka jak Tata, szczegolnie jak mama jeszcze ledwo stoi po porodzie. :)

Ilona Kostecka

Piękne zdanie <3

Szkoda, że mamy nie pozwalają tatom się wykazać. Zwłaszcza, że podobno uspokajanie i usypianie idzie im znacznie lepiej (mojemu Piotrowi na pewno idzie lepiej niż mi). I wspólne czytanie książeczek też. Na to są nawet naukowe badania jakieś ;)

wiola

Zgadzam się! My kobiety ciągle rozmyślamy, że mamy tyle do zrobienia, bla, bla, bla.. a facet jak się bawi, to myśli tylko o tej zabawie i dzieciom to się podoba :D

asieklack

mój mąż zdecydowanie nie pomaga mi przy córce. On ją po prostu wspólnie ze mną wychowuje :) Fakt, ma dla niej mniej czasu niż ja, wiadomo- ktoś na te pieluchy zarobić musi :) , ale zrobi przy Zośce dosłownie wszystko. Kąpie ją najczęściej mąż, najbardziej rozśmiesza też on, z pieluchami żadnego problemu nie ma. Generalnie z niczym problemu nie ma. Tylko mu czasem smutno, kiedy mała nie bardzo chce z nim zasnąć… ale staramy się, żeby mimo wszystko co drugi dzień usypiał ją mąż. Jest coraz lepiej :)
Dziewczyny- trochę wiary we własnych mężczyzn, dadzą sobie radę, tak samo jak my :)

Ilona Kostecka

Tak, u nas też nie jest tak, że dzielimy się opieką równo pół na pół – w zależności od tego, kto ma właśnie więcej pracy, druga osoba jest z dziećmi. Mąż teraz organizuje konferencję, więc z dziećmi jestem ja. Ale na pewno nie ma takiego obrazka, że jedna osoba zapieprza, a druga w tym czasie leży na kanapie… Ok, czasami jest i tą osobą jestem jednak ja (choć przy dwójce małych dzieci – wiadomo – trwa to raczej minuty, a nie godziny ;)).

Monika

Super tekst. Ja przez pół roku Bujalm synka w Wózku do spania i tylko i wyłącznie ja bo mąż twierdził że nie potrafi… Przy następnym tak nie będzie!! ;-)

Marta

Uśmiałam się czytając o wizji taty XXI wieku ;) Rozgladajac sie wokol niestety musze stwierdzic ze mamy czesto same sobie to robia, ze tata nie „pomaga” przy dziecku. Jakiś czas temu sama zostałam mama i dość szybko wrócił do pracy, a mąż przejął opiekę nad naszą córka w ciągu dnia. Kiedy inni się o tym dowiadują po pierwsze robią wielkie oczy, po drugie zaczynają go postrzegać niemal jako herosa. Jak ja byłam na macierzynskim nikt mi jakoś zdolności nadludzkich nie przypisywal. ..

alex_lola

Jestem zdania, ze wiekszosc mężczyzn mowiac „nie umiem, nie wiem jak” etc po prostu tlumaczy swoja niechcec aby dana czynność wykonac. Moj maz tez tak ma. Chociaz sa tez czynnosci jak np. kapiel malego, ze chetnie to robi – i syn jakby spokojniejszy podczas mycia.
Chociaz jestem zdania, ze to nie my robimy krzywde dziecku jezeli wykonujemy przy nim kazda czynnosc, tylko ojciec ktory o te czynność nie zabiega aby chociaż spróbować.

Ilona Kostecka

Boją się. Ale ja też się bałam (zwłaszcza przy pierwszym dziecku, czy nie zrobię krzywdy, czy będę umiała trzymać, czy na pewno tak), więc trzeba im powiedzieć: „Robisz to świetnie!” i jakoś idzie.

alex_lola

Ktoś mądrz to ujął ” Tylko głupiec się nie boi” ;)

Słowo w słowo

Dokładnie twierdzę to co ty. Mój M. Sprawdza się doskonale jako tata przy noworodku i jako gosposia.. Lepiej myje podłogi niż ja. Pranie do niego należy. I to nie chwalenie.. To fakt Oczywista oczywistość.. Wszystko zależy od naszego podejścia… Jest dorosły wie co robi… Jego dzieci.. Też ma prawo do pięknych chwil. ;-)

Izabela Zientek

Choc moze nie zgadzam sie z niektorymi Twoimi postami to ten jest absolutnie trafiony! :)

Ania

Mój mąż przez 1,5 roku, kiedy ja rano wychodziłam do pracy, był z naszą córką. Później biegł do pracy, wracał w środku nocy i rano znów był na nogach. Kiedy wracałam do domu zwykle czekał na mnie obiad (z deserem!). Do dziś twierdzi, że w tamtym okresie to on czerpał najwięcej z rodzicielstwa :) Da się!

mamazpowolaniablog

Zgadzam się, że to absurdalne zdanie „Mężczyzna pomaga przy dzieciach” już samo w sobie jest krzywdzące, a jednak uważam, że często to kobiety same chcą być postrzegane jako te, które wszystko robią same, nie dzieląc się nawet z własnym mężem. Może kosztuje to więcej pracy, ale widocznie jest w tym coś tak pociągającego, że lepiej się poświęcić, niż podzielić. Osobiście uważam, że mężczyzna mający dobry kontakt ze swoimi dziećmi, to prawdziwy Skarb, ale to zależy też od nas :)

anka skakanka

Bardzo ciekawy tekst i mądre co piszesz. Dziecko jest obojga rodziców. Mama wykonuje o tyle więcej przy nim pracy ze musi je urodzić i jak się uda to karmić piersią. Ale to też nie tak, bo z piersi mleko można odciągnąć i karmi tata…butelka. Wszystkim się można podzielić, takie sprawiedliwe rodzicielstwo.

Kasia A.

Mam takie samo podejście! :) Ale w mniemaniu wielu osób mój mąż jest biedny, bo ciągle dzieci na nim ‚wiszą’. Jak na mnie wiszą, to wszystko jest w porządku :)
Nie wiem ile lat musi minąć, żeby się zmieniło to podejście :) u nas jest problem z jednym dziadkiem właśnie, który to ‚teoretycznie’ nie potrafi się zajmować wnukami. Ale mój Mąż właśnie dobrze to podsumował – nie umie czy mu się nie chce? I przez lata był przyzwyczajony, że żona mu usługiwała, prała, sprzątała i dziecmi się zajmowała, to nie umie ;)

mamalolipoli

Mój mąż pomaga, wychowuję i uczestniczy w życiu moich dzieci. Był ze mną przy dwóch porodach ( za szybką – cięcie), po porodzie gdy ja opadałam z sił, zmieniał pieluszki, karmił. Dziś nic się nie zmieniło, nadal karmi, kąpie, czasami usypia i kładzie spać, bawi się, rozmawia, uczy.

Michał Su

Bardzo mądry tekst.

Jestem z tego gatunku ojców, którzy nie „pomagają”, tylko po prostu robią i przejmują na siebie ciężar wychowania (dla mnie to jest najciekawsze życiowe wyzwanie).

Najbardziej irytują mnie sytuacje, gdy pojawia się temat dzieci, a ja nagle staję się powietrzem: „Do jakiego przedszkola pani posyła?”, „Ile pani płaci?” (jak na ironię – nie pani płaci), „Pan przekaże żonie”, „Mama upierze”, „To są ubranka po X, niech mama córce przymierzy”. Zwykle zaczynam wtedy na chama się wtrącać i przejmować odpowiedzi, np. że ten rozmiar jest za mały albo buty będą dobre dopiero za rok. Kiedyś na imprezie rodzinnej dostało mi się „genderem” od mistrza ciętej riposty za to, że wyprasowałem sukienki moim kobietkom.

Tak samo jest u lekarzy, od których oczekiwałbym trochę więcej profesjonalizmu: „Niech pani obserwuje, podaje, oklepuje, przyjdzie na kontrolę”. To nic, że zwykle to ja biorę L4. Czasami zaciskam zęby, a czasem wiem więcej od żony i wtedy zmienia się ton: „Widzę, że państwo współpracują, więc obserwujcie, podawajcie, przyjdźcie na kontrolę”.

I tego wszystkiego nie mówią starzy ludzie.

Sorry, ale społeczeństwo chyba nie jest gotowe na przyjęcie do świadomości, że mężczyźni mogą być dobrymi, a może nawet lepszymi rodzicami, tak samo jak kobietom trudno przebić się w niektórych środowiskach zawodowych. Tylko że ojcowie nie wyjdą na ulicę z transparentami o równe traktowanie przy kołysce, żelazku czy odrabianiu lekcji, bo zaraz zostaliby pogonieni przez łysych kolesi z kijami.

Kasia A.

Przyznam szczerze, ze sama się łapie na tym, że jak widzę ojca z dziećmi w piaskownicy w przedszkolu itd. , to się mi uruchamia jakieś takie myślenie: pewnie mama nie mogła itd. :) i mimo wszystko taki tata ma +5 do wizerunku :) choć mój mąż też się zajmuje dziecmi :) jednak stereotypy siedza w głowach bardzo głęboko :)

Olga

Bardzo fajny i mądry tekst :) Mąż dużo zajmuje się synkiem od samego początku :) A jednak gdzieś, zawsze wałkuje się słówko „pomaga”

Sylwia

Nie zawsze brak pomocy ze strony męża wynika z jego lenistwa.Przy 1 dziecku poszłam do pracy po 2 miesiącach i równo dzieliliśmy obowiązki. Przy 2 – ja w domu na macierzyńskim a on w nowym miejscu pracuje po 12 godzin i ciągle jeździ samochodem. Nie miałam sumienia budzić go w nocy do dziecka, skoro ja mogłam odespać zarwaną noc w ciągu dnia. Bałam się, że zaśnie za kierownicą i się zabije.

jamaska

Mój chłop potrafi :D. Wszystko co trzeba, poza karmieniem piersią. Razem uczyliśmy się obsługi dzieci, siłą rzeczy ja „robię” więcej, ale męża nie oszczędzam. Dzisiaj ze śpiewem na ustach sprzątał wymioty :D, a ja przebierałam i pocieszałam Panienkę.

Asia

A ja mam to szczęście, ze zajmujemy sie z mezem malym po rowno, a wlasciwie jak maz wraca z pracy to on sie nim glownie zajmuje, bo za soba tesknia. Na dodatek po wyjsciu ze szpitala balam sie wlasnego syna przewinąć, bo to moj pierwszy raz a on taki maly więc maz przewijal sam przez jakies 3 dni (to samo bylo z ubieraniem ;)). I w nocy przewijac wstawal sam z siebie… i w sumie do tej pory zwalam na niego przewijanie, bo mi sie nie chce. Taki skarb, ale w koncu dziecko mamy wspolne wiec łaski nie robi ;)

zosia

Mój mąż od początku zajmował się córka przewijal, ubieral, kompal a teraz córka ma 3 łatka i jest oczkiem w głowie tatusia. Spacerują, oglądają raz kanały przyrodnicze, zbierają skarby w lesie. Świetnie się razem bawią ?

Dzieci nie mam, ale widze co sie wokoło dzieje. Kobiety same robią robia krzywdę. Matki wychowywały facetów inaczej. Chłop miał zarobić na dom a kobieta „siedzieć w domu”. Dziś czasy się zmieniły. Rzadko może być tak, ze tylko jeden rodzic pracuje. Z drugiej strony mężczyźni są bardziej świadomi swojej roli i nie chcą być tymi którzy ściągają pasa i „wychowują”. To okropne stwierdzenie, ale mężczyznę trzeba sobie wychować. Od poczatku. Nauczyć go że gąbka nie truje a ugotowanie ziemniaków to nie jest fizyka jądrowa. U mnie bracia umieją gotować, sprzątac, prać (ojciec to także robił w domu), ale rzadko kiedy koledzy taki model wynoszą z domu. Kiedyś widziałam wpis blogera, który twierdził, że mężczyźni nie moga pomagać, bo to przecież ich dom i powinni dbać o niego tak samo jak kobieta. Jak sobie krzywdę robimy? Ile razy zdarza się, że kobieta pada na twarz, ale jak tylko pojawia się ich mężczyzna od razu lecą do kuchni. Bo „mysio-pysio” jest zmęczony, głodny i w ogóle one zrobią to lepiej i szybciej A kobieta tylko musi bateryjki zmieniać. Nic nie zbliża jak wspólne gotowanie. Z drugiej strony kobiety (też ja) mają hopla na punkcie perfekcyjności. I co z tego, że jest kurz, toaleta tydzień nie była myta a w zlewie stoją kubki? Lepiej iść wspólnie na spacer.

Krystian

Ja uważam że to kwestia organizacji…ja gdybym.mial wybór to chętnie zajmowalbym się dzieckiem a niech moja żona tyra na całą rodzinę…opłaca wszystkie rachunki …po drodze robi zakupy i wynosi śmieci…a po tym wszystkim bym jej robił wyrzuty jak ja to tak strasznie nie miałem w domu i nie miałem czasu posprzątać…prawdą że to znajome…czemu niektóre kobiety przy 3 dzieci mają wszystko ogarniete, dzieci czyste, nauczone i słuchają się rodziców…a inna z jednym ma problem, i dziecko staje się pretekstem do wytłumaczenia jej braku organizacji itd…x tego tylko i wyłącznie wynikają problemy…to moje zdanie na podstawie mojej żony…tragedia..

Krystian

Przejęcie części urlopu macierzyńskiego nic nie da gdyż żona nie da rady (albo raczej nie chce) przejąć ode mnie część obowiązków jeśli chodzi o sferę finansową, czyli opłacanie rachunków czy jakiekolwiek dokładanie się do opłat za mieszkanie (uprzedzam pytanie – tak, żona pracowała przed urodzeniem dziecka, ale wszystko co zarabiała wydała na nikomu niepotrzebne rzeczy (sama nie potrafi wyjaśnić na co) i jeszcze dobrała kredytów które teraz pod moim przymusem spłaca całością tego co otrzymuje z ZUS). Problem polega na tym że nawet gdy żona już upora się z swoimi problemami finansowymi w dalszym ciągu będzie uważała że jej pieniążki są dla niej i na przyjemności a pieniążki zarabiane przez męża są dla całej rodziny łącznie z żywnością również dla niej (której nawiasem mówiąc pochłania za dużo co widać po wzroście masy jej ciała). Generalnie sytuacja jest patowa gdyż trafiłem na osobę bezmyślną, która nie potrafi ani zająć się dzieckiem, ani domem ani mężem.