Czy kobieta, która nie pracuje, nie ma ambicji?

Czasami tak mam, że powiem coś pod wpływem emocji. A ostatnio się we mnie zagotowało jak w kotle po przeczytaniu artykułu o małżeństwach Polaków z Ukrainkami. A dokładniej po przeczytaniu argumentów mężczyzn, dlaczego to właśnie kobieta zza wschodniej granicy okazała się idealną żoną. Bo potrafi zrobić obiad z niczego bez wynalazków typu Thermomix. Bo maluje się i stroi ZAWSZE (nawet gdy siedzi w domu), a nie tylko na wielkie wyjście. I jest gotowa zrezygnować z awansu dla dobra rodziny, a nawet rzucić dla niej pracę. Wtedy powiedziałam do was na Story słynne zdanie: „To jest opresyjne. Polscy mężczyźni wybierają kobiety bez ambicji, żeby w spokoju móc realizować własne ambicje”. Teraz postanowiłam to doprecyzować.

Choć rozumiem tych mężczyzn, NIE pochwalam ich zachowania

Sama pracuję. Czasami mniej, ale zazwyczaj na tyle dużo, że kiedy wybija godzina 16 i dzieci po powrocie z przedszkola pojawiają się w drzwiach, ja w popłochu zaczynam kombinować obiad. Wczoraj zrobiłam pranie tylko dlatego, że wszystkim nam zabrakło czystych skarpetek, a domu nie sprzątałam od dwóch tygodni.

Oczywiście, że mam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia! MARZĘ o kimś, kto zgodziłby się każdego dnia gotować nam obiady i raz w tygodniu sprzątać. Myślę, że to jest marzenie każdej pracującej mamy ;).

Faceci nie mają takich wyrzutów. W spokoju mogą realizować się zawodowo, bo jest ktoś, kto za nich ogarnia wszystkie aspekty codzienności. Kto co rano wkłada im śniadanie do torby, podciera dzieciom nosy i na bieżąco pilnuje zaopatrzenia lodówki.

To jest wygodne. To jest tak zajebiste, że zrobiłabym wiele za takie rozwiązanie, ale tego jednego zrobić nie mogę: nie poproszę Piotra, żeby porzucił swoje plany, bo ja chcę w spokoju pracować.

Dlatego w gorącym okresie – czyli kilka miesięcy przed konferencją i jakieś dwa po – cały ciężar prowadzenia domu spada na mnie. Odkładam plany na bok, żeby mój mąż mógł się realizować, a potem realizuję się ja. I tak na zmianę. Jasne, mogłabym mu powiedzieć: słuchaj, nie musisz robić tej konferencji. Jestem w stanie zarobić na nasze utrzymanie, więc może zajmiesz się domem, żebym ja mogła się rozwijać? Zrobisz to dla nas? Dla naszych dzieci?

Szczerze gardzę ludźmi, którzy oczekują od kobiet, żeby rezygnowały z pracy, bo i tak zarabiają mniej, a w domu przydają się bardziej. Praca to nie tylko pieniądze. To okazja do rozwoju, spotkań z ludźmi, samorealizacji. Daje niezależność, pewność siebie. Więc w newralgicznych momentach po prostu zatrudniamy panią, która ogarnia nam cztery kąty i zamawiamy obiady.

Może się wydawać, że to drogie rozwiązanie, ale nam opłaca się najbardziej, bo dzięki temu obydwoje jesteśmy spełnieni, więc szczęśliwi.

Choć rozumiem te kobiety, sama jestem inna

„Ale to ja nie chcę pracować, mąż mnie do niczego nie zmusza!” – pisałyście mi chwilę po moim Story. Albo: „Czy uważasz, że skoro siedzę od kilku lat z dziećmi w domu to nie mam ambicji?” i mój osobisty hit: „Twoim zdaniem kobiety z Ukrainy są pozbawione ambicji?”.

Przyznam szczerze, że ja nie znam takiego scenariusza. Nigdy nie miałam mamy w domu. Moja po trzech miesiącach macierzyńskiego wróciła do pracy i całe życie tłumaczyła mi, jakie to ważne, żeby kobieta miała swoje pieniądze. Ale tak, miałam do niej pretensje o ten klucz na szyi i że we wakacje sama muszę sobie kręcić kogel mogel.

Dlatego zostałam nauczycielką :). Żeby w ferie, wakacje i święta być w domu. A kiedy urodziłam dziecko, postanowiłam być z nim w domu jak długo się da, minimum trzy lata, aż pójdzie do przedszkola.

Wytrzymałam… Trzy miesiące! Tak niedaleko pada jabłko od jabłoni. Dopiero wtedy zrozumiałam moją mamę. Że wychowanie dziecka mogło jej nie wystarczać, bo sama się w tym jakoś specjalnie nie spełniałam. Nie byłam w tym dobra. Nie dawało mi to ogromnej satysfakcji. A machanie grzechotką przez pół dnia wręcz mnie męczyło. Uwierało mnie, że będę na utrzymaniu męża i nie mogę tak po prostu pójść sobie czegoś kupić, tylko muszę najpierw poinformować o tym, żeby dostać pieniądze (mamy oddzielne konta).

Ale najbardziej uwierało mnie, że wszystko co robię, robię dla kogoś, a nic dla siebie.

Ponieważ sama tego nie czuję, postanowiłam przedyskutować to z moją mądrą połówką, czyli z mężem. Poszłam do niego przeczytałam wasze wiadomości i zapytałam:

– Czy kobieta, która nie pracuje, jest bez ambicji?

– Nie – odpowiedział – bo jej ambicją jest zapewnić ciepły, spokojny dom swojej rodzinie. I ma do tego prawo.

A ja myślę, że lepszego podsumowania już nie wymyślę, więc może tym razem zamiast z moimi słowami, zostawię was ze słowami Piotra.

30
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
17 Thread replies
18 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
18 Comment authors
Ilona KosteckaMisiekHaniaNataliaKobieta30L Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Kasia
Gość
Kasia

Myślę, że każdy ma inne ambicje. Ja również z tych co nie mogą usiedzieć w domu z dziecmi, bo lubię być niezależna. Też robilam podejścia do samego siedzenia w domu i zajmowania się dziećmi, ale nic z tego. Mam też kuzynkę, która w ogóle ani dnia nie pracowala, ponieważ ma bardzo bogatego męża i nie miała ochoty iść do pracy (miała taką możliwość, mąż jej nie trzymał na siłę w domu:) ani widocznie potrzeby posiadania własnych, oddzielnych pieniedzy. Ona jest też zadowolona, więc widocznie jej ambicja jest zajmowanie się domem. Także podsumowanie Piotra jest trafne.

Ala
Gość
Ala

To prawda, chociaż ja zawsze zastanawiam się nad tym, co taka kobieta zrobiłaby w sytuacji, gdyby jej mąż ją zdradził, pobił, odszedł do innej kobiety lub po prostu ich miłość by się skończyła? Nie wątpię, że życie kręcące się wokół spraw innych niż kariera zawodowa może być przyjemne i satysfakcjonujące, ale czy takie podejście nie jest krótkowzroczne? O ile taka kobieta nie ma jakichś pieniędzy ze spadku itp., to odbiera sobie samej decyzyjność i autonomię związane z prostą możliwością trzaśnięcia drzwiami i rozpoczęcia nowego życia, kiedy to dawne przestanie jej odpowiadać lub kiedy będzie zmuszona do ratowania siebie i dzieci… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Wtedy po prostu musiałaby pójść jeszcze do pracy zarobkowej. Może wypowie się jakaś mama, która zajmuje się domem i dziećmi i nie ma swojego źródła dochodu? Jak to wygląda z jej punktu widzenia.

Ala
Gość
Ala

No wiesz, praca nie jest czymś, co po prostu leży sobie na ulicy i czeka, aż ktoś się po to schyli – zwłaszcza, że mówimy tu o osobie bez doświadczenia, która być może nigdy nie pracowała, a może zniknęła z rynku pracy na wiele lat. Ponadto aby się wyprowadzić, trzeba już mieć pieniądze – nikt nikomu nie wynajmie mieszkania czy pokoju za obietnicę zapłaty za miesiąc lub kilka (nie wspominając już o takich kwestiach jak kaucja). Sprawa dodatkowo komplikuje się, kiedy kobieta odchodzi z dziećmi. Naprawdę trzeba nieźle zarabiać, by być w stanie utrzymać więcej niż jedną osobę. Ponownie –… Czytaj więcej »

Marta
Gość
Marta

W takiej sytuacji zawsze jeszcze można wywalczyć jakieś alimenty od męża, chyba gorsza sytuacja gdy on ciężko zachoruje lub umrze. A u nas ciężko o dobrze płatną pracę, szczególnie dla osób bez doświadczenia. Ja nie mam jeszcze męża ani dzieci, ale na ten moment nie wyobrażam sobie być uzależnioną finansowo od drugiej osoby.

Kachna
Gość
Kachna

Uwielbiam sformuowania ‚siedzi w domu’ i ‚nie pracuje’ jako mama dwójki na etacie w pracy staram sie odpoczywać ;) bo w domu jest never ending story- pranie, sprzątanie, gotowanie, wystepuje w charakterze mediatora w sporach o kredki i kokardy itp. udzielam odpowiedzi na pytania z chemii, biologii i fizyki z pomoca wujka google ofcors, i wyjmuje z klopa gumki do wlosow. To nie jest praca to jest orka 24h na dobę bez opłaconego ZUSu. To jest ogromne poswięcenie, po calym dniu orki usluszec łeee siedzisz w domu ps. mąz kolezanki opłaca jej składki ps2 a co do tych Polakow wybierajacych… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Bez przesady z tym obrażaniem się na sformułowanie ,siedzi w domu,. Też mam dwójkę dzieci, też ,siedziałam z nimi w domu’ tylko i też pracowałam jeszcze. Im dzieci starsze to nie jest tak źle. Ja mam obecnie 9 latka i 5 latka i jestem obecnie na zwolnieniu lekarskim i ,siedzę z nimi w domu’ i nie jest to żadna orka. Nawet odpoczywam, ponieważ dzieci są już większe. A też gotuje obiady, sprzątam, prasuje. Zgodzę się, że z małymi dziećmi to bardziej przypomina orkę na ugorze :-)ale im dalej w las wg mnie to jest latwiej i jest też czas dla… Czytaj więcej »

En Ka
Gość
En Ka

Tylko zwracam uwagę,że te,które pracują też muszą ugotować,wyprać,posprzątać,zorganizować. To nie jest tak,że magicznie po powrocie do pracy te obowiązki znikają.

Hania
Gość
Hania

Lubię, lubię, lubię. „Siedzenie w domu” to orka na ugorze. Można się porównywać tylko z Syzyfem…

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Swietny wpis Ilona! Kazda z nas jest inna i jest na innym etapie swojego zycia. Zajmijmy sie swoim zyciem, nie oceniajac nikogo swoimi kategoriami. U mnie w domu oboje rodzicow pracowali, mama wrocila do pracy po trzech miesiacach, bo robila specjalizacje, inaczej ciezko byloby jej wrocic w rytm po dlugiej przerwie. Ja wzielam w sumie 3 lata przerwy urlopu macierzynskiego dzielone na dwojke dzieci i wspominam ten okres cudownie. Chcialam wrocic do pracy, bo po prostu lubie to, co robie i zostajac full mama na dluzej czulabym, ze sie marnuje. Chce tez, zeby moja corka miala wzorzec matki, ktora umie… Czytaj więcej »

e-milka
Gość
e-milka

Też zawsze mówię, że mnie, członka drużyny Mama Pracuje (Zawodowo) przydałaby sie … żona. I nieraz powtarzam, że za każdą „zorganizowana” kobieta stoi inna kobieta. Jest to naprawdę wygodne rozwiązanie, wiem, bo miałam przyjemność doświadczyć tego niedawno. Rok, w którym podjęłam nostryfikację (notabene z tych powodów, o których piszesz – bo zawód nauczyciela pozwala pracować w domu) obfitował w najróżniejsze wydarzenia, w tym w to, że mój mąż niespodziewanie stracił pracę. Ale co było pozytywne w tym układzie – przejął wszystkie niemal obowiązki domowe. Dzieci zawiezione i odebrane, obiad czeka na mój powrót, dom posprzątany. Czy nie miał ambicji? Przyznam,… Czytaj więcej »

Anna
Gość

Tak naprawdę każdy człowiek jest inny i patrząc z boku nie jesteśmy w stanie stwierdzić o ambicjach i ich braku.

PS. Polacy coraz częściej wybierają Ukrainki za żony, bo Polki są zbyt niezależne, tak samo jak Polki często wychodzą za obcokrajowców, bo chcą mieć zaradnych mężów ;)

Ania
Gość
Ania

„To okazja do rozwoju, spotkań z ludźmi, samorealizacji. Daje niezależność, pewność siebie”. Dla tej pani, ktora sprzata i gotuje, zeby kobieta z ambicjami mogla sie rozwijac, spotykac z ludzmi, samorealizowac to tez taka swietna okazja? A nie koniecznosc, zeby zarobic na podstawowe utrzymanie dla siebie, a moze i dzieci? Kobietom z Ukrainy duzo trudniej znalezc w Polsce prace odpowiadajaca ich wyksztalceniy i ambicjom. Jesli maja sprzatac u Polek, to chyba oczywiste, ze wola nie pracowac, jesli nie musza.

Ania
Gość
Ania

Wybacz bezpośredniość, ale w jakiej branży pracujesz? Pytam z ciekawości, bo wydawało mi się, że Twoją pracą jest blog. Czy to etat, czy zdalnie? Coraz więcej jest influencerów, których to jedyny zawód. Ostatnio czytałam artykuł o tym, co influencerzy zrobią, gdy instagram „zdejmie” lajki pod postem. Odpowiedź była miażdżąca: „muszą iść do PRAWDZIWEJ PRACY” :D

Marta P.
Gość

Twój mąż to mądry facet :) Bardzo fajnie ujął to, o czym myślałam od początku tekstu – to nie jest tak, że wszystkie kobiety, które zostają w domu nie mają ambicji. Ich ambicją może być stworzenie takiego domu, o którym rozpisują się autorki powieści obyczajowych – ciepłego, pięknego, pachnącego ciastem i domowym obiadem. I nie ma w tym nic złego :) Pozwólmy każdemu realizować się wedle tego, co mu w duszy gra, a wszyscy będą szczęśliwi.

Milah555
Gość

Ja jestem taką kobietą, która zajmuje się domem od 2,5 roku. Do tego pół roku temu przyszło na świat drugie nasze dziecko. I właśnie ja czuję te nie spelnione ambicje i to, że jeśli pobędę w domu kolejny rok to będzie to trudne. Mąż pracuje za granicą więc nie ma opcji żebym wróciła do pracy opiekując się sama dwójką małych dzieci. A, że mieszkam w małym mieście to moje wynagrodzenie wystarczyłoby na przedszkole tudzież opiekunkę. Najbardziej doskwiera to, że nie ma się tej wypłaty co miesiąc. Zawsze byłam kobietę, która pracowała na swoje utrzymanie i dzięki temu też mogłam podjąć… Czytaj więcej »

Joanna
Gość

Cóż nie rozumiem ani nie cenie kobiet, które nie pracują. W moim otoczeniu zawsze były kobiety pracujące, a niepracujące na oczy pierwszy raz zobaczyłam po moim 35 r. życia… Nadal bardzo się dziwię, że tak wiele ich jest! Sama nie mam dzieci, to może mi się ktoś mądrzyć, że łatwo powiedzieć, ale znam normalnie pracujące mamy 1,2,3,4 dzieci… Więc to nie jest ta kwestia…

Kobieta30L
Gość
Kobieta30L

Abstrahując od tematu małżeństwa, bo w żadnym nie uczestniczę, cytat „najbardziej uwierało mnie, że wszystko co robię, robię dla kogoś, a nic dla siebie” najbardziej mi obecnie pasuje do mojej relacji z… korporacją. Hmmm

Natalia
Gość
Natalia

Jak zwykle w punkt. Niecałe trzy miesiące temu „urodziłam” (konieczna cc) swoje pierwsze dziecko i dopiero zagłębiam temat. Przy niemowlaku, wiszacym na piersi lub bujanym na rękach (w przeciwnym razie ryk), nie da się nic zrobic. Z tej perspektywy widzę, ze wszystko w domu ogarnialam ja. Mąż po powrocie z pracy nie widzi potrzeby zrobienia prania, posegregowania tego co wyschlo, czy tez wyprasowania piętrzącej się sterty. Na obiad zazwyczaj wyjeżdżają parówki (mąż stoluje się w pracy). Czy to naprawdę musi być tak, ze kobieta musi prosić o oczywiste rzeczy, dotyczące wspólnej rzeczywistości, mężczyźnie naprawdę tak ciężko wziąć się za prace… Czytaj więcej »

Misiek
Gość
Misiek

Kobieta nie majaca powodzenia ma pretensje, ze mezczyzni wola inne. Proba narzucenia ludziom jak maja wygladac ich zwiazki. Autorka powinna zajac sie soba a nie wchodzic w zwiazki innym ludziom.