Gdy mówię, że chłopcy mogą lubić różowy, a mężczyźni sprzątać, nie walczę z naturą!

W nocy wpadł na moją skrzynkę mega ciekawy komentarz (pisownia oryginalna): „Jak ja cie ku*wa nie trawie kobieto. Każesz kobietą być mniej kobieca. Taka jest natura i twoje popie*dolone wpisy niczego nie zmienią”. Dalej już obrażono moich bliskich, więc wybaczcie, ale nie zacytuję dokładnie, natomiast rozchodziło się o to, że mam „niekobiece” trampki, mąż gotuje i sprząta w naszym domu tak samo jak ja, mój syn może lubić kolor różowy, a córka bawić się samochodzikami.

Żebyście nie myślały tylko, że się tym przejęłam. Zazwyczaj kasuję takie komentarze przy pierwszym łyku kawy, a przy drugim już o nich nie pamiętam. Ale pomyślałam, że to super okazja, żeby pogadać o tym, czym jest „natura”.

Bo ja wcale nie chcę jej zmieniać :)

NIE MYLMY NATURY Z KULTURĄ, W JAKIEJ SIĘ WYCHOWUJEMY!

To nie jest tak, że rodzi się dziecko i jak jest płci żeńskiej, to kocha różowy, a jak męskiej, to się tego koloru boi. Kolory nie mają płci.

To nie jest tak, że dziewczynki rodzą się w zgrabnych pantofelkach i sukienkach, a chłopcy w trampkach i spodniach. Ubrania nie mają płci.

To nawet nie jest tak, że dziewczynki przychodzą na świat z naturalną predyspozycją do robienia makijażu, farbowania siwych włosów czy golenia nóg. Zaczynają to robić, bo otaczają je kobiety, które to robią. Taki przekaz w ich kierunku płynie z filmów, gazet oraz z internetu: kobieta to osoba wymalowana, z pofarbowanymi włosami i gładkim ciałem. Absurdem jest twierdzić, że szminka czy brak włosów na ciele jest dla nas „naturalny”, bo wszystkie wiemy, że gdyby nas wysłać na bezludną wyspę bez kosmetyczki, naturalnie wyglądałybyśmy zupełnie inaczej.

CZY JEZUS BYŁ GEJEM?

Zresztą, gdybyśmy żyli w starożytnym Egipcie, Grecji czy Rzymie, nasi mężowie goliliby swoje ciała na gładko tak samo jak my. Golilibyśmy nawet głowy, bo przecież gorrrąco było, a klimy jeszcze nie wynaleziono. Zgolona głowa była wygodna bez względu na płeć. Natomiast, żyjąc w średniowieczu, nie robiłybyśmy tego wcale, bo zajmowanie się swoim ciałem uchodziło za grzeszne.

A gdybyśmy przeniosły się do XVI wieku, zobaczyłybyśmy naszych mężów na obcasach. Te buty zostały wymyślone dla jeźdźców konnych, bo obcas świetnie utrzymuje nogę w strzemionie. Potem spodobały się szlachcicom, ponieważ podkreślały ich „wyższość” nad innymi klasami społecznymi. Wszak chłopi nie mogli sobie pozwolić na chodzenie w obcasach, bo do pracy w polu potrzebowali przede wszystkim obuwia wygodnego.

Biżuteria przez wieki była noszona przez kobiety i mężczyzn, bo podkreślano w ten sposób bogactwo, a nie płeć. Wystarczy wygooglać sobie Augusta Poniatowskiego, żeby dostrzec na jego dumnie wyprężonej piersi ogromne, wykładane kamieniami naszyjniki. W towarzystwie koronek. A na głowie perukę z misternie ułożonymi loczkami.

Bo to – jak lubimy wyglądać – zależy od czasów w jakich żyjemy. A nie od natury. To jasne, bo za czasów Marylin Monroe kobiety z dumą prezentowały krągłości, a gdy na wybiegach triumfowała Kate Moss: zaczęły się odchudzać.

Autor cytowanego przeze mnie komentarza napisał w pewnym momencie, że „różowy jest pedalski”. Cóż, chyba nigdy nie przyglądał się wizerunkowi Jezuska i Maryi. Otóż mały Jezus bardzo często na obrazach występuje w różowym wdzianku, co miało symbolizować jego krew. A jego matka była cała na niebiesko, bo błękit to symbol niewinności.

Ten podział – że różowy dla chłopców, a błękitny dla dziewczynek – utrzymywał się aż do lat 40 ubiegłego wieku!

Potem to się zmieniło, bo moda ciągle się zmienia i raz to mężczyźni noszą białe pończoszki. A raz my. Dzięki temu non stop kupujemy nowe rzeczy. No bo jak przekonać ludzi – którzy spodziewają się drugiego dziecka i mają kompletną wyprawkę po starszym – do zakupu nowych ubrań i akcesoriów? Trzeba im wmówić, że różowy dla chłopca to obciach, a niebieski nie pasuje do dziewczynki ;)

Jak widać, niektórzy potraktowali to aż nazbyt serio.

DLACZEGO MAM ALERGIĘ NA GADKĘ, ŻE COŚ JEST DLA NAS „NATURALNE”?

Skoro w gruncie rzeczy zgadzam się, że kobiety i mężczyźni są różni? Mamy inną budową ciała, hormony. Ale różnimy się również w obrębie jednej płci: jedna kobieta może mieć 155 cm wzrostu, a druga 180. Jedna może lubić taniec, kolor różowy i pieczenie ciast, czyli to, co się stereotypowo przypisuje jej płci, ale druga może woleć podnoszenie ciężarów, kolor czarny i samochody. Czy przez to staje się mężczyzną? No… Nie!

Narzucanie z góry – jacy mamy być – jest krzywdzące. Bo my nie do końca mamy na to wpływ.

A gadanie, że coś jest „naturalne” dla jakiejś płci, to argument NAGMINNIE wykorzystywany do wytłumaczenia, dlaczego powierzane są nam inne (często gorsze) funkcje. Czasami we wrogi sposób, na przykład: kobiety nie lubią matematyki, więc nie nadają się do dobrze płatnych zawodów technicznych. Albo kobiety są histeryczne, więc nie powinny stać na czele firm i krajów (tak, jeśli nie wiesz, o co chodzi, to chodzi o pieniądze ;)).

A czasami w sposób pozornie życzliwy. Na przykład, że jesteśmy „płcią piękną”, ozdabiamy ten świat, więc można za nami gwizdać, a nawet poklepać po tyłku. Przecież wszystkie to lubimy. Albo: mężczyźni są „naturalnie” silni, więc gromadzą kapitał, podczas gdy kobiety są „naturalnie” opiekuńcze, więc zajmują się dziećmi i mężem. Lepiej sprzątają, rozróżniają kolory w czasie prania, gotują. Więc „naturalnie” właśnie one wykonują większość obowiązków w domu. No chyba że mówimy o posadzie szefa kuchni, wtedy nagle się okazuje, że mężczyźni też potrafią świetnie gotować i nikt się nie oburza, że to „nienaturalne” :)

Fun fact: dopóki zawód nauczyciela był poważany i dobrze płatny, wykonywali go głównie mężczyźni. A pierwszymi programistkami były kobiety, bo na początku programistom płacono bardzo mało. Niewykluczone, że gdybyśmy pracę osób – które sprzątają – wycenili na grube miliony, nagle byśmy usłyszeli, że do sprzątania „naturalne” predyspozycje mają panowie.

UWAGA NA SEKSIZM ŻYCZLIWY

Nie tak dawno miłościwie nam panujący minister Czarnek powiedział, że tylko kobiety są na tyle cierpliwe, żeby znosić kolejne zdrady partnera. To one „instynktownie” wiedzą, jak dbać o ognisko domowe. Potrafią scalać rodziny, dlatego nie wystawiają za drzwi walizek mężowi pijakowi. No anioły, nie ludzie. Mężczyzna by tak nie potrafił. To idealny przykład seksizmu życzliwego.

Ja już się na to nie nabieram. I mam nadzieję, że – po tym wpisie – ty też nie będziesz.

(10 919 odwiedzin wpisu)
Subscribe
Powiadom o
guest
12 komentarzy
najstarszy
najnowszy
Inline Feedbacks
View all comments
Alicja w swoim świecie
4 miesięcy temu

Fascynuje mnie, skąd się bierze w ludziach taka agresja wobec zupełnie obcych osób. Dlaczego komuś aż tak bardzo przeszkadza cudzy, sprzątający mąż albo córka bawiąca się samochodami, że aż poświęca swój czas, by ich obrazić? Skąd tyle jadu i złości w tego typu komentarzach? Przecież żyjąc w jakiś sposób, nie narzucasz go czytelnikom (co zresztą często podkreślasz). Oczywista odpowiedź jest taka, że autor czuje się zagrożony. Może boi się, że żona czy mąż zobaczy, że można żyć inaczej niż nakazuje stereotyp i przestanie realizować swoje rzekome obowiązki? A może nie chce do siebie dopuścić myśli, że nie żyje w zgodzie ze sobą, bo dał(a) się wpuścić w maliny, a nie dlatego, że tak się „nie da” albo jest to „naturalne”?

Marek
Marek
4 miesięcy temu

Z większością Pani tekstu się zgadzam. Jednak nie do końca zgadzam się z Pani stwierdzeniem, że „ubrania nie ma płci”. Co w połączeniu z faktem, że moda zmieniała się na przestrzeni wieków, a więc również i obecnie, pozwala stwierdzić, że w naszych czasach sukienki zarezerwowane są dla kobiet. I nie mówimy tu o „artystycznych” eksperymentach nawiedzonych kreatorów mody tylko o powszechnej modzie użytkowej. Jak sama Pani zauważyła wszyscy różnimy się, w tym anatomicznie między płciami. Mężczyzna nie urodzi dziecka a dwie kobiety same go sobie nie spłodzą. Nie ma męskich koronkowych staników (no chyba że jako gadżet erotyczny dla jakiś fetyszystów), czy męskich tamponów a kobiecie do zaspokojenia seksualnego nie przyda się sztuczna pochwa. I nieważne jak bardzo będzie Pani próbowała zaklinać rzeczywistość to jednak się różnimy.

Marek
Marek
4 miesięcy temu
Reply to  Ilona Kostecka

Widzę, że przeszliśmy na Ty. Może to i dobrze będzie luźniej i mniej formalnie.
1. Córki nauczyły mnie rozróżniać sukienkę od spódnicy. Więc chętnie Ci wytłumaczę… kilt to rodzaj spódnicy a nie sukienki, tak samo jak azjatycki saranog i lungi. Również fustanella jest tradycyjną spódnicą bałkańską. A ja mówiłem o sukienkach ;-P I wciąż widok mężczyzny w kobiecej sukience będzie dziwny i nienaturalny a nawet śmiem twierdzić, że społecznie nieakceptowalny. No chyba, że ktoś jest gejem albo to element scenicznego show, wtedy to inna historia.

2. Zdziwię Cię ale rozróżniam te różnicę, a te przykłady przykłady podałem, żeby pokazać różnorodność tych różnic. Ale widzę, że nie zaprzeczyłaś więc jednak nie ma koronkowych męskich staników. Co pokazuje, że jednak ubrania, przynajmniej niektóre, mają płeć.

PS Widzę, że nie zrozumiałaś fragmentu o sztucznej pochwie. Przeczytaj jeszcze raz i zastanów się co autor miał na myśli.

PPS Ponownie Cię zdziwię bo chyba jednak spałaś na biologii… włókna przewodzące wrażenia czuciowe na błonie zewnętrznej tworzą silnie unerwiony splot pochwowy a w pobliżu jej ujścia znajduje się nerw sromowy, nazywany punkt G.

PPPS I po raz kolejny Cię zdziwię… wiem gdzie jest łechtaczka i jak się z nią obchodzić.

PPPPS A jak już pozbierasz szczękę z podłogi to na koniec zdziwię Cię totalnie… w domu to ja stoję przy garach. Po prostu bo lubię gotować dla mojej kobiety.

Last edited 4 miesięcy temu by Marek
Klaudia
4 miesięcy temu

Tak bardzo się z tym zgadzam! Cóż, niedługo rodzę i moje dziecko będzie miało: rózowy przewijak, niebieską pościel w dinozaury, niebieskie ubranka (bo w „spadku”, więc nie narzekam), rózowy kocyk itd. Będzie chłopiec… ale czy jakoś go krzywdzę tymi kolorami? Nie sądzę. Przy okazji: mój partner nie lubi niebieskiego.

Kasia
Kasia
4 miesięcy temu

Ważny tekst. Jak zwykle dajesz do myślenia. Co do niebieskiego od Maryi i różowego od Jezusa, to słyszałam, że taki podział bardzo długo jeszcze funkcjonował na Mazurach, chyba nawet do lat 80. Nie zmienia to faktu, że wiele elementów z aktualnej mody, jest po prostu efektem marketingu, jak sama zauważyłaś.

Aneta
4 miesięcy temu

„Narzucanie z góry ? jacy mamy być ? jest krzywdzące. Bo my nie do końca mamy na to wpływ” Dokładnie TAK!

Mojego męża poznałam w różowej koszulce. W tamtych czasach bardzo lubił ubierać się również pastelowe spodnie…dla mnie mało atrakcyjne. Próbowałam z początku troszkę zmienić mu styl, ale on lubił kolory i to bardzo.

Od urodzenia mieszkał w Niemczech – a tam mężczyźni lubią odważne dla nich kolory – wręcz bardziej dbają o siebie niż kobiety. Kobiety są bardziej szare, czarne, stonowane z kolei mężczyźni „stroje jak tęcza” – oczywiście nie wszyscy i nie we wszystkich Landach :)

Diana BusyMama
4 miesięcy temu

Zupełnie bez sensu, narzucanie komuś jakie kolory ma nosić, co robić w domu a czego nie? Toż to zupełnie bez sensu i świadczy o braku własnego życia. Nie wiem co kieruje ludźmi, którzy poświęcają swój czas na napisanie takiej wiadomości, zamiast na własne życie.

Aleksandra
4 miesięcy temu

Nie ma, że coś jest tylko dla kogoś, jeden lubi czarne inny różowe. Z podziałem wykonywanych prac jest dokładnie tak samo. Ja nie pamiętam kiedy miałam na sobie szpile, a trampki noszę codziennie, chociaż tu przyznam, że czułabym się nieswojo jakby mąż zaczął szpilki nosić :)