5 największych tajemnic na temat macierzyństwa, których nikt ci nie zdradzi. Tylko ja ;)



DSC_1274z

Na pewno pamiętasz taką sytuację w szkole: ty spocona przy odpowiedzi, a w pierwszej ławce pupilki nauczycielki z miną: „Wiem! Ale ci nie powiem!”. Czasami zupełnie podobnie zachowują się matki. Siedzą w swojej Loży Doświadczonych Stażem i… Milczą. Na jakie tematy? I dlaczego nie mówią o tym głośno? A ja wiem, a ja wiem! I jednak inaczej niż one – o wszystkim ci opowiem ;).

DSC_1271-2

TAJEMNICA 1: Jak naprawdę wygląda poród?

„Boli, ale do wytrzymania!”, „Wiesz, to wszystko bardzo szybko się zapomina!”, „Na drugi dzień mogłam już tańczyć!” – to właściwie jedyne historie okołoporodowe, które słyszałam, zanim sama na porodówkę zawitałam w pewien mroźny, choć kwietniowy poranek.

Kiedy więc mnie samą jeden z pierwszych skurczy niemal położył na podłogę (czułam się, jakby ktoś siekierą rąbał mój kręgosłup!), myślałam o tych wszystkich kobietach, które opowiadały, że na godzinę przed pojawieniem się dziecka malowały jeszcze paznokcie w domu, żeby ładnie wyglądać w tym najważniejszym dla nich dniu. Ja nawet nie pamiętałam o wymyciu zębów, choć kanapki dla męża naszykowałam, bo coś czułam, że zbyt szybko się z tym całym projektem: poród nie uwinę ;).

DLACZEGO KOBIETY O TYM NIE MÓWIĄ? Powodów jest tyle, ile zdań na temat tego, czy Radzio Majdan i Małgonia Rozenek to dobrana para. Kobiety nie chcą straszyć się nawzajem – to chyba najważniejsze. Czasami się wstydzą – zwłaszcza tego, co dzieje się z ich ciałem w czasie połogu. Uważają, że poród jest trochę jak impreza w Las Vegas – a co wydarzyło się w Las Vegas, zostaje w Las Vegas, wiadomo. A więc w tym przypadku za zamkniętymi drzwiami porodówki. And last but not least: o swoim porodzie najchętniej opowiadają te z nas, które przeszły go lekko – inne wolą po prostu jak najszybciej o całej sprawie zapomnieć.

TAJEMNICA 2: Pierwsze miesiące życia z dzieckiem wcale nie są różowe.

Mam w głowie zakodowany taki obraz młodej matki: uśmiechnięta, zrelaksowana, po prostu szczęśliwa. I chociaż przechodziłam przez to dwukrotnie, ten obraz ciągle jest taki sam! Wyobrażasz sobie, jak często musiałam być nim karmiona, skoro – choć wiem, że rzeczywistość z noworodkiem wcale tak nie wygląda! – nadal widzę matkę pijącą herbatkę na kanapie obok słodkiego, różowego, gugającego bobaska zjadającego swoje stópki przez cały Boży dzień? Albo pochylającą się z uśmiechem nad łóżeczkiem, w którym maluch sam (SAM!) zasypia przy nocnej lampce i wtórze kołysanek puszczonych gdzieś w tle?

No właśnie. Tymczasem nie będzie wcale przesadą, jeśli stwierdzę, że pierwsze miesiące życia z dzieckiem to raczej jedno z najtrudniejszych – a nie najprzyjemniejszych! – doświadczeń w naszym życiu! Wyobraź sobie tylko: to czas, w którym całkowicie przestajesz decydować sama o sobie. Kiedy pójdziesz do toalety, coś zjesz, ubierzesz się – o wszystkim decyduje twoje dziecko! Dodaj do tego ogromną odpowiedzialność za nie (tylko od ciebie zależy, jakie będzie w przyszłości i czy go nie „zepsujesz” tak fizycznie, jak i psychicznie); hormony i zwykłe dolegliwości poporodowe (nie możesz siedzieć, a czasami również stać) + taki brak snu, że przespanie ciurkiem trzech godzin staje się twoim największym marzeniem i już wiesz, jakim mitem jest obraz zrelaksowanej oraz uśmiechniętej matki noworodka :).

Fajnie jest dopiero potem.

DSC_1289

DSC_1295-2z

DSC_1299

DLACZEGO KOBIETY O TYM NIE MÓWIĄ? Bo nie chcą straszyć tych, którzy dziecko dopiero planują. A co? Same mają mieć przechlapane? ;)

A tak całkiem serio: żadna z nas przecież nie przyzna się, że macierzyństwo jest dla niej trudne, bo ciągle myślimy, że dla innych to bułka z masłem. To tak, jakbyś miała powiedzieć w towarzystwie, że nie wiesz, co jest stolicą Australii! Mimo, że 90% społeczeństwa tego nie wie, to jednak taki trochę… Obciach, nie?

TAJEMNICA 3: Babcine sposoby nie działają!

Kiedy zostajesz matką, jesteś tak niepewna wszystkiego, co robisz, że bardziej wolisz słuchać doświadczonych kobiet, które wychowały już kilkoro dzieci niż własnej intuicji. Stąd te wszystkie metody na wypłakanie, termometry w pupce, kiedy wzdęcie, rozszerzanie diety trzymiesięczniaków, sadzanie między poduszkami i na nocniku, choć maluch jeszcze nie siedzi czy właśnie chodziki w co drugim polskim domu, bo jak to? Na czterech jak piesek ma biegać?

Wiele z nas nadal wierzy w uzdrawiającą moc rosołu, mimo że nikt nigdy nie udowodnił, żeby faktycznie po tym spadła temperatura, a mój osobisty lekarz odradza nawet podawać go na wysoką gorączkę. No ale powtarzamy sobie z ust do ust, że to działa. Niesie się potem pocztą pantoflową, że na naukę chodzenia koniecznie trzeba dziecku zainstalować buty na nogach, a jak ma odparzenia pieluszkowe – posypać pupę (i przy okazji pół domu!) mączką ziemniaczaną. Że niby tak naturalnie. Nic to, że efekt zerowy.

A przecież jesteśmy mamami w XXI wieku – WIEDZA jest na wyciągnięcie ręki! Ta od specjalistów. Mamy tyle udogodnień, że nic, tylko brać i korzystać! Zamiast babcinych sposobów – tej mączki na przykład – wystarczy poszperać i poszukać bezpiecznego kremu o udowodnionej skuteczności. Tak, wiem – babcia mówiła, że takich nie ma, bo dzisiaj to sama chemia, której lepiej unikać. Ale ja znalazłam maść Bepanthen Baby bez podrażniających dodatków jak: cynk, parabeny i inne konserwanty. Ta maść ma tak prosty skład, że w żaden sposób nie uczula i nie wysusza skóry dziecka.

A w aplikacji jest o niebo wygodniejsza niż rzeczona mączka z „babcinych sposobów” i poręczne pudełko łatwiej wszędzie ze sobą zabrać: w podróż czy na plażę. Wyobrażasz sobie wozić ze sobą słoik z mąką? Ja też nie, a ponieważ moje dziecko ma niestety skłonność do odparzeń, wiem doskonale, ile dobrego taki jeden krem – który zawsze jest w maminej torebce! – potrafi zrobić. Bo lepiej zapobiegać niż leczyć, czyli że trzeba smarować nim prewencyjnie, a nie już po fakcie, kiedy dziecko płacze. Brak zaczerwienień to zawsze jeden powód do uśmiechu więcej :).

DSC_1316-2

DSC_1282

DSC_1307

A chyba na tym uśmiechu zależy ci bardziej niż na zadowalaniu starszych rodem? Dlatego zawsze słuchaj tylko swojej intuicji oraz potrzeb swojego dziecka! Choć wiem, że to nie jest łatwe – ja się tej karkołomnej sztuki nauczyłam dopiero, kiedy zostałam mamą po raz drugi.

DLACZEGO KOBIETY O TYM NIE MÓWIĄ? Cóż… Spróbuj powiedzieć teściowej, że nie ma racji ;).

TAJEMNICA 4: Dzieci bywają irytujące. Tak, nie tylko te obce – własne też!

DSC_1336

A nawet: własne tym bardziej, bo jesteś z nimi 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. I jak to małe układa właśnie klocka na klocek, mówiąc ci przy tym po raz 342484782: „Mama! Patź na mnie!”, choć patrzysz (ok, próbując w tym czasie ogarnąć obiad, ale jednak!) to masz ochotę wyjść z mieszkania. Razem z drzwiami.

DLACZEGO KOBIETY O TYM NIE MÓWIĄ? Bo jak powiedzą, to zawsze znajdzie się ktoś, kto zapyta: nie kochasz swojego dziecka??? Serio! Zupełnie nie ogarniam jak można zarzucać coś takiego matce (MATCE!), która na moment straciła cierpliwość. Przecież to całkiem naturalne i ludzkie! Jakoś na mężów możemy się denerwować, że rzucają skarpetkami i nikt od razu nie podejrzewa, że planujemy rozwód, ale jak powiesz, że własne dziecko cię irytuje, to… Ooo, kochana! Co z ciebie za matka???

TAJEMNICA 5: Każda z nas ma bałagan w domu i chwile, kiedy daje dziecku tablet do ręki ;).

Rodzice ogólnie dzielą się na tych, którzy nie ogarniają i na tych, którzy też nie ogarniają, ale potrafią to dobrze ukryć :). Więc jeśli masz właśnie gorszy dzień i dopada cię myśl z cyklu: „Ja pitolę! Kiedy one w końcu pójdą spać?” to spokojnie. Wyobraź sobie, że dokładnie to samo pomyślała dzisiaj przynajmniej raz absolutnie każda matka na całej kuli ziemskiej! Tak, ta w Sydney też. I w Afryce.

Już lepiej?

DLACZEGO KOBIETY O TYM NIE MÓWIĄ? A dlaczego nie chodzą bez makijażu po ulicy? I doklejają sobie rzęsy? Na Facebooku zamieszczają tylko zdjęcia z wakacji lub takie, na których ich dziecko jest akurat czyste? No właśnie… Wszyscy chcemy uchodzić za trochę lepszych, niż jesteśmy w rzeczywistości ;).

DSC_1340-2

A ty? Masz jakąś tajemnicę, której w życiu byś nie zdradziła? No przyznaj się – ten jeden raz, w dodatku anonimowo w sieci – możesz ;). Nikt cię tu za to nie zje, a być może przeczyta to inna młoda matka i odetchnie z ulgą, że uff… Nie jest sama!

DSC_1320

L.PL.MKT.07.2017.5256 artykuł powstał we współpracy z firmą Bayer, producentem maści Bepanthen Baby

49
Dodaj komentarz

avatar
19 Comment threads
30 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
29 Comment authors
Sylwia Wysocka-GąsiorekAgraMarcela FalkiewiczKlaudia Krzesińska-KulikAna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Paulina Lachowicz-Froń
Gość
Paulina Lachowicz-Froń

Świetny wpis! Ja ze swoich doświadczeń dodałabym 1. Mąż obiecuje że wszystko się zmieni i będzie pomagał- zmieni się jedynie w życiu matki a mąż będzie pomagał kiedy znajdzie chwile w swoim beztroskim życiu 2. Cesarka też boli! – owszem w trakcie nie czujesz ale godzinę po zaczynasz konać. Tak jest morfina- po której w glowie się wali a każą wstawać , karmić i funkcjonować a jak już głowa zaczyna działać to znowu boli i dwa tygodnie nie możesz nawet kichać nie mówiąc o potrzebach fiz. Ale po dwóch latach brakuję tego i znowu od początku ? 3. Drugie będzie… Czytaj więcej »

Kat
Gość
Kat

TeN wpis o mężu punkt 1 super prawda cała ?

Seso
Gość
Seso

Wiedzialam ze to sciema z tym ze porod naturalny moze nie bolec ;) bol po cesarce byl dla mnie do zniesienia (to chyba kwestia tego ze lepiej znioslabym.jednak bol brzucha a nie…). W szpitalu dwie dziewczyny robily sobie herbate i opowiadaly ze super ze wstaly zaraz po i ze ciesza sie ze nie ciecie bo by sie ruszyc nie mogly. A ja spacerowalam z dzieckiem po korytarzu a w sali ze mna lezala dziewczyna po naturalnym ktora cala dobe nie byla w stanie wstac i ledwo mowila. Spala tylko, jak ja widzialam to myslalam jaki to mam fart;)

Ana
Gość
Ana

Ad 1. u mnie mąż pomaga hmm tyle ze zajmując się mała godzinę opowiada o tym wszystkim przez najbliższy tydzień jaki on pomocny ale hmmm mam cała godzinę dla siebie to niech sobie gada :p Ad 2. Cesarka to katastrofa – mi cięcie po cesarce nie goilo się ponad miesiąc.. wiec kichanie i potrzeby fiz sprawiały ból przez ponad dwa MIESIACE.. pomijam ze noszenie dziecka przy tym to masakra a pozycje przy karmieniu conajmniej jak w gimnastyce artystycznej..

Seso
Gość
Seso

I jeszcze: karmienie piersia nie wyglada tak, ze pac! Dzidzius po prostu lapie piers a ty rozanielona glaszczesz go po glowce;) trzeba sie nauczyc a i tak poczatki to kombinowanie, ustawianie piersi pod katem, gilganie pod bródką zeby szerzej otworzyl paszcze i w koncu! Zgarbiona spocona wykrecona ale karmisz ;p

Katarzyna Zdyb
Gość

Początki karmienia to był dla mnie koszmar

Seso
Gość
Seso

I jeszcze czujesz ze nie wyrabiasz jako matka bo jak to halo przeciez to takie naturalne a ja nie lapie o co chodzi :D taaa.

Katarzyna Zdyb
Gość

Dokładnie…ja to myślałam o sobie, że chyba się nie nadaję do tego, bo jak to, przecież to takie proste i to samo szczęście, a ja czuję się jak ostatnia D….

Ina Elewina
Gość
Ina Elewina

Mi się wydawalo, że karmienie jest proste i wystarczy chciec. W moim przypadku to byla istna walka o przetrwanie. Chciałam karmić piersią moje bliźnięta ale po godzinach spedzonych z laktatorem i przystawianiem dzieci co chwilę, laktacja nie rozkręcila sie i po 2 miesiacach poddalam sie.

Joanna Dłużniewska
Gość
Joanna Dłużniewska

Ja bym dodała do tego, że nikt nie mówi o tym, jak to stajesz się służącą na wyłączność dla swoich dzieci. I to przez jakieś 10 lat, a minimum to 7. Przynieś, podnieś, podaj, wytrzyj, załuż, zdejmij, wytrzyj, schowaj, wyciągnij…

Jolanta Klucznik
Gość
Jolanta Klucznik

Genialnie to napisałaś. Ja mam znajomą, której jak powiedziałam, ze po porodzie naturalnym przez tydzień nie mogłam siedzieć, chodzić i chciało mi się płakać, to usłyszałam:”Kochana, ja 4 dni po, to pojechałam truskawki kupić i dżemy robiłam”. No cóż chyba miałam się poczuć, że jestem beznadziejna. Kolejna ściema, gdy matki mówią, ze dziecko na piersi przesypia im całą noc. Tak jasne, jak je przed tym nakarmią modyfikowanym. Pozdrawiam.

Monia
Gość
Monia

Muszę się wtrącić. Moją Maludę przez pierwsze 6 tygodni życia wybudzałam co 2,5-3h (zalecenie położnej). Którejś nocy byłam tak zmęczona, że budziki wyłączałam przez całą noc, jak się rano obudziłam to myślałam, że eksploduję, a Mała spała w najlepsze. Od tamtego momentu przesypiała całe noce, tylko na piersi! aż do ok.7 mca jak zaczęłam jej rozszerzać dietę, potem budziła się raz na mleczko. Taki Aniołek! :)

JC
Gość
JC

Nie prawda moja córka jest tylko na piersi ma 1,5 miesiąca i przesypia ok 5, 6 h w nocy. Ostatni posiłek je koło 24,1 w nocy i potem dopiero rano 5,6, na początku ja wybudzalam bo tak mi kazała położna ale mała nie była zainteresowana jedzeniem i lekarka stwierdziła żebym jej dała spać ( dodam że w miesiąc przytyla prawie 1,5 kg więc uznała ze nie ma sensu). Za to w ciagu dnia cały czas je… Nie mam jak do toalety pójść.. robi sobie krótki przerwy i je.. A z dostawianiem cała prawda ;) moja gryzie, łapie dobrze ale puszcza… Czytaj więcej »

Agra
Gość
Agra

Ostatni posilek o24???? To jest posilek w srodku nocy;-) idac tym sposobem myslenia moje dziecko tez przesypialo cale noce ;-)

M_art
Gość
M_art

Ja miałam zupełnie odwrotnie. Na podstawie różnych opowieści i obserwacji (dużo małych dzieci w rodzinie) wyobrażałam sobie że początek macierzyństwa to kilka lat wyjętych z życiorysu i trzeba to jakoś przetrwać bo to będzie masakra. Dlatego długo nie decydowałam się na dziecko, a jak już się zdecydowałam to z pełną akceptacją tego, że będzie to ciężki okres. Okazało się, że wcale nie, dużo bardziej podoba mi się przebywanie na macierzyńskim niż chodzenie do pracy. Na pewno w dużej mierze jest tak dlatego, że mam naprawdę grzeczne dziecko, ale też myślę, że dużo zawdzięczam koleżankom, które nie udawały że będzie sielankowo… Czytaj więcej »

VQ
Gość

miałam dokładnie tak samo… spodziewałam się wszystkiego najgorszego, a teraz córeczka kończy 2 miesiąc, a ja żyję tak samo, jak przed porodem – no, może trochę więcej jest kombinacji z wychodzeniem z domu. poród bolał masakrycznie, ale później (urodziłam o 15,25) do 1 w nocy wręcz latałam po ścianach, tak byłam nabuzowana adrenaliną. gdyby nie krew lejąca się ze mnie, to bym poszła sobie na spacer xD dziecko na cycku spało już raz 8,5h w nocy, trzy razy po 6,5h, a tak normalnie budzi się co jakieś 3h. wysypiam się, bo śpię wtedy po prostu do 10 i już. ten… Czytaj więcej »

Kat
Gość
Kat

Tak zdecydowanie prawda o karmieniu piersią ze to nie tak ze dziecko od razu łapie i umie… rzadko które chyba tak potrafi trzeba się nieźle namęczyć naplakac tez bo jak takie dziaselka małe złapią sutek to normalnie ból jest … i nie jest tak ze po 20 minutach noworodek się naje i puszcza o nieee czasem to cały dzień by przy cycku leżał i spał a Ty czujesz się jak chodzacy cycek i juz wcale nie obchodzi Cie czy ktos patrzy na ta pierś czy nie …

Nata Lia
Gość
Nata Lia

O tak.właśnie tak jest.juz przy pierwszych skurczach czułam się oszukana przez inne matki(koleżanki) przecież miało być tak pięknie… Dla tego wszystkim ciężarnym zawsze odpowiadam szczerzę.ciążę miałam piekielną.sedes był moim bliskim przyjacielem przez 4miesiace. Przy porodzie mdlałam ciągle. Pierwsze badanie ginekologiczne było na 4dzien po po porodzie(akurat było konieczne).karmienie piersią jest takie swietne(to że boli jak cholera nikt nie wspomniał).pierwsze miesiące życia dzidziusia to próba przetrwania a nie piękne słoneczne poranki z laleczka ktora dzielnie pociąga cyca.Ciągle próbujesz zgadnąć dla czego plącze.i oczywiscie badania lekarskie(o szczepionkach nie wspominam nawet)Jedno wiem na pewno z czasem jest łatwiej.o niebo łatwiej.. :)

e-milka
Gość
e-milka

Hi, hi, ja przy pierwszych skurczach myslalam – Spoko, dam rade. Te pierwsze dawaly sie rozchodzic. Nie wiedzialam oczywiscie, ze urodze dopiero za 24 h. Ale moja polozna od razu mi powiedziala – Kochana, to jeszcze nie to. :) W kazdym razie kilkanascie godzin pozniej skamlalam o PDA, ale juz go nie dostalam, bo za pozno. Bole krzyzowe, te rozlupujace kregoslup, byly najgorsze, ale polozna mi powiedziala, ze nie kazda kobieta je ma. W ogole – po raz pierwszy zrozumialam wyrazenia:’torsje’ i ‚wykrecilo mnie’. Znam natomiast tez dwie kobiety, ktore po urodzeniu dziwily sie: To juz? Moj drugi mimo bolu… Czytaj więcej »

salus salus
Gość
salus salus

Dokładnie!! Nie mówimy o tych gorszych rzeczach bo po co :)

Loin
Gość
Loin

Dodałabym jeszcze coś o jedzeniu – jak trochę małe podrośnie to pizza na wynos tudzież mrożonka może stać się wybawieniem… nie oszukujmy się, czasem człowiek ma ochotę udawać, że kuchni nie ma w domu ;-) Na szczęście moi panowie akceptują czasem me kulinarne lenistwo (chwałam im za to!).
Ja już jestem na etapie, że młody pozwoli mi się zdrzemnąć po pracy 15 minut w fotelu. Czasem mnie nawet kocem przykryje… i buduje te swoje Pokemony z lego…

oli82
Gość
oli82

musze przyznac,ze ja celowo nie sluchalam za duzo o porodach i macierzynstwie, gdyz gdzies podswiadomie czulam, ze to ńie jest taka idylla i ńie chcialam sie uprzedzac. Chcialam nastawic sie jak najlepiej i pomoglo, gdyz cala ciaze bylam wyluzowana i do porodu tez szlam na relaksie…ale…jak sie okazalo porod trwal 12 godzin i bolalo tak jak bym nigdy sobie tego nie wyobrazila, tylek bolal bardziej niz przod ( nikt nie mowil, a moze nie chcialam tez o tym slyszec), karmienie piersia wcale nie bylo takie latwe i automatyczne jak myslalam, przez pierwsze tygodńie porozumiewalam sie z mezem haslami typu „podaj,… Czytaj więcej »

e-milka
Gość
e-milka

Anonimowo, powiadasz? Polog na przyklad to jeden wielki temat tabu. Nie zastanawialyscie sie czasem, jak te, dajmy na to, supermodelki chodza w pologu po wybiegach i nie widac tych grubych podkladow? Wiem, wiem, na pewno tampony, sama uzywam, ale przeciez sie ich w pologu nie zaleca. Druga sprawa – i tu sie nie dziwie, bo jest obrzydliwa – skrzepy w krwi pologowej. Przy cesarce czesc krwi jest usuwana przy zabiegu. Nie ma to wplywu na dlugosc pologu, ale chyba na jego jakosc. W kazdym razie, kilka tygodni po porodzie sn, przerazilam sie, kiedy po niespodziewanym skurczu ‚urodzilam’ cos, co wygladalo… Czytaj więcej »

asia
Gość
asia

E-milka, ja po drugim porodzie miałam akcje z ‚watrobka’…to byla 9 doba po porodzie, dziwiłam sie, ze skapo krwawie, az tu nagle, taki krwotok, ze przelalo mi dwie warstwy ubrania (to bylo dokladnie rok temu, wiec lato, majtki i spodenki zakrwawione). Poleciałam do łazienki, i wtedy bach, wyskoczył ten wielki skrzep. Zadzwoniłam do położnej, a ona zeby sie nie martwic. Nie dawało mi to spokoju wiec napisałam do mojej gin. Kazała jechać do szpitala. Tam usg, i polecenie przyjścia na zabieg czyszczenia macicy nazajutrz (tylko dlatego, ze karmie piersia) bo jest masa skrzepow i nie ma szans by sie macica… Czytaj więcej »

e-milka
Gość
e-milka

Uff, to mialas szczescie. Mnie uspokoila polozna, ale do gina tez pojechalam, bo to samo – szok byl niezly.

oli82
Gość
oli82

Ja jakos tego nie widzialam przy moim porodzie, ale maz mowil ,ze polozna dosc dokladnie sprawdzala i analizowala moje lozysko. to bardzo wazne,zeby wyszlo w calosci i lekarz/ polozna powinni zawsze sie upewnic,ze nic nie zostalo w srodku. co do skrzepow po porodzie to chyba kwestia idywidualna. niektore kobiety bardzo krwawia, ja krwawilam kilka tygodni, ale dosc skapo. pierwsze dwa/ trzy dni byly intensywne,pozniej nie bylo zle

Korka P.
Gość
Korka P.

Moja córka ma 7 miesięcy, a wydaje mi się że poród i połóg był lata temu. Tak to nie był dobry czas. Poród w miarę szybki, choć najbardziej bolały ostatnie skurcze i i te badania w ich trakcie. Znieczulenia nie zdążyłam :( Choć podobno ciężki. Dziecko bylo mega zmęczone, w ogóle nie chciało jej się ssać. 1. Dla mnie najgorsze bylo właśnie KARMIENIE. Owszem były doradczynie laktacyjne, ale dla mnie SIEDZENIE na łóżku z milionem poduszek, nakładkami silikonowymi, traktowanie moich sutków jak jakiś wymiona, szarpanie. Ja całą spocona dziecko zdenerwowanie – masakra. (Nie wiem czemu nikt nie powiedział że można… Czytaj więcej »

Niematka niedwójki
Gość

A ja przed pierwszym porodem myślałam, że wiem wszystko… nikt nie wspominał o baby bluesie (czyt, przepłakanych dwóch dniach), skurczach w połogu i w ogóle, ze jedne dzieci są bardziej wymagające od drugich. Tak przy okazji, pod względem charakteru mamy dzieci podobne, tyle ze w innej kolejności

Kam Al
Gość
Kam Al

Jak fajnie się czyta wpis i komentarze pod nim, wciąga to wszystko niczym powieść z dreszczykiem :-) Mój poród, siłami natury, trwał 17 godzin, pomimo niewyobrażalnego bólu wspominam go ze wzruszeniem i łezką w oku. Może dzięki temu, że miałam szczęście trafić na przyjazny personel szpitala. Odnośnie tajemnic, to żadna kobieta-MATKA nie uprzedziła mnie, że wraz z narodzinami dziecka rozpoczyna się bardzo żmudny kurs arcycierpliwości!!! Nie tylko w stosunku do dzidziusia, ale do osób trzecich, okoliczności, rzeczy materialnych oraz wszystkiego, na co nie ma się wpływu. I to prawda, że nikt nie informuje, że karmienie piersią również jest efektem nauki,… Czytaj więcej »

Katsumori Luna
Gość
Katsumori Luna

1. Ja należę do matek, które miały bolesny poród, krzyżowy. Rodziłam córcie ponad 12 godzin, pon. nie chciał mi pęknąć pęcherz. Gdy mi podano pierwszy raz narkotyczne znieczulenie było nawet ok. Dałam radę się nawet przespać! Sielanka trwała do pierwszej w nocy :) Później już było tylko darcie się co 5 min, aż w końcu moja panienka urodziła się o 9 rano :) Co do połogu znosiłam bardzo dobrze, nic mnie nie ciągło, ani nie rwało. Apetyt miałam zdrowy, a na pierwszą wizytę położnej środowiskowej w domu ubrałam się w jeansy i było ok. Położna była w pełnym podziwie :D… Czytaj więcej »

Ina Elewina
Gość
Ina Elewina

Zgadzam się w 100%. Niedawno tj. 14.02 zostałam mamą dwóch coreczek. Pierwsza córka urodziłam sn a druga przez cc. Czelałam na nie kilka lat ale nie przypuszczałam, ze podwojne macierzyństwo jest takie trudne. Przez pierwszych 10 tyg. non płakałam myslac sobie, że nie dam rady. Ale dalam i jest coraz lepiej – za kilka dni kończą 5 miesięcy. Pozdrawiam wszystkie mamusie.

wyszydelkowana.pl
Gość

A u mnie właśnie było odwrotnie – wszyscy straszyli porodem i opowiadali, jaka to rzeźnia i tragedia, jak trudno jest po itd., że przez tydzień nie usiądę, a dla mnie wcale tragedii nie było – pobolało do wytrzymania, parte były trochę ciężkie, szwy od góry do dołu (byłam szyta ponad godzinę), ale nie bolą jakoś tragicznie, dają się umyć i wysikać. I wszyscy straszyli, że jak wrócę do domu, to już nic nie zrobię. A moje złote dwutygodniowe dziecko zostanie przewinięte i nakarmione i na 2-3 godziny jej nie mam – albo sama się gimnastykuje i rozgląda po pokoju, albo… Czytaj więcej »

Klaudia Krzesińska-Kulik
Gość
Klaudia Krzesińska-Kulik

Z tymi opowieściami o porodzie to nie do końca jest tak :). Myślę, że to naprawdę zależy od organizmu kobiety, wytrzymałości na ból i przede wszystkim przebiegu samego porodu a także w dużej mierze od jej podejścia do sprawy :). Ja również nasłuchałam się mnustwa pozytywnych ale także i przerażających opowieści. Byłam nastawiona na płacz, ból i zgrzytanie zębami a jednak miło się w tej kwestii zaskoczyłam. :) Oczywiście ból, dyskomfort, stres… to punkty których przy porodzie nie da się pominąć, jednak wszystko jest spokojnie do zniesienia.