Hartować czy chuchać?


DSC_0889

Dziękuję za wypełnienie ankiety (te z Was, które nie zdążyły, a bardzo by chciały, zapraszam TUTAJ). Powoli postaram się odpowiadać na Wasze pytania i rozszerzać tematykę o to, co Was najbardziej interesuje. Dzisiaj wpis pod tytułem: jak dbamy o zdrowie naszego dziecka?

DSC_0871

Jeśli mnie znacie, wiecie, że nie karmiłam piersią, ale to temat-rzeka, w sam raz na oddzielnego posta. Teraz napiszę tylko, że bardzo się bałam, jak to wpłynie na zdrowie synka. Początkowo obwiniałam się o każde jego – jakże naturalne! – kichnięcie, ale jak świat długi i szeroki noworodki oraz niemowlaki właśnie w ten sposób oczyszczają swój nosek z zalegającej w nim wydzieliny. Od jakiegoś czasu jestem więc spokojniejsza, bo poza kichnięciami nie przytrafiło nam się nic gorszego (odpukać!).

DSC_0875

Kuku to bardzo silny facet. Nigdy nie chorował, chociaż w listopadzie mama przywlokła do domu wstrętnego rotawirusa. Ponieważ nie karmiłam piersią, w czasie kontaktu z dzieckiem przekazywałam mu wirusy (były wszędzie! W całym domu!), a nie przeciwciała. Szczęśliwie to przetrwaliśmy – podobnie późniejszy przypadkowy kontakt z chorą kuzynką. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że mojemu dziecku dopisuje apetyt – wcina wszystko, zawsze i wszędzie. Stąd jego siła i odporność (bo przecież „odporność płynie z brzuszka” – jak upomina mnie mąż za każdym razem, gdy nie zjem śniadania).

DSC_0865

Czy jakoś specjalnie dbamy o zdrowie naszego synka? Nie. Nie szczepimy go dodatkowo (tylko szczepionki zalecane!), a na wielu zdjęciach można było zauważyć, że Kuku po domu „biega” boso (taki ma stajl – co ja się za nim nachodzę, żeby ubrać skarpety, ale wystarczy chociaż na moment się odwrócić i już są rzucone w kąt!). Kuku nie dostaje probiotyków ani żadnych innych specyfików na wzmocnienie odporności – nie dlatego, że jestem przeciwna, raczej z powodu naszego lenistwa i zapominalstwa. Myślałam o herbatce imbirowej, ale podejrzewam, że bez cytryny i miodu jej nie przełknie, więc jeszcze trochę poczekamy z tym rozgrzewającym napojem.

W domu w dzień mamy ok. 20-21 stopni C, a w nocy 19. Kiedy wróciliśmy do domu ze szpitala, mąż podkręcił ogrzewanie do 23 stopni, ale dostaliśmy wtedy zdrowy opiernicz od położnej środowiskowej i od tego czasu staramy się nie przesadzać (w żadną stronę, czyli grzejemy tak, jak lubimy i jak grzaliśmy przed pojawieniem się na świecie naszego dziecka). Często wietrzę salon i pokój syna, zdarza mi się nawet otworzyć przy nim okno, ale tylko wtedy, kiedy na zewnątrz jest względnie ciepło i słonecznie.

DSC_0890

We wrześniu z przerażeniem obserwowałam dzieci poubierane w zimowe kurtki i grube czapki, podczas gdy nasz maluch miał na sobie tylko sweterek i lekkie, bawełniane nakrycie głowy. Czytałam artykuły, że tylko w Polsce dzieci noszą czapkę okrągły rok; rajstopy i zimowe kurtki, gdy temperatura spada poniżej 15 stopni; skarpety są przymusowe nawet latem do sandałów, a bieganie na boso zakazane; straszy się je wilkiem; nie otwiera przy nich okien; jedzą wyłącznie podgrzane jedzenie; są kąpane w za ciepłej wodzie (37+). Czy jesteśmy dzięki temu zdrowsi? Wprost przeciwnie! Nasze dzieci chorują częściej niż ich rówieśnicy z pozostałej części Europy czy dzieci amerykańskie. To mi dało do myślenia… Tym bardziej, że sama byłam chowana „pod kloszem” i jestem bardzo chorowita.

Nie chcę się wymądrzać w tej kwestii, ponieważ Kuku jest jeszcze za mały, aby stwierdzić, czy postępujemy właściwie, (delikatnie) hartując go od pierwszych miesięcy życia. Mogę jednak z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że bardzo dobrze znosi niskie temperatury – mimo że bywa zazwyczaj lżej ubrany niż większość jego rówieśników (widuję teraz dzieci w śpiworkach nałożonych na kombinezon i zastanawiam się, jak będą okutane, kiedy słupek rtęci spadnie poniżej zera?).

Od trzeciego miesiąca życia chodzimy z nim na basen i dzięki temu Kuku lubi się kąpać w wodzie, która ma od 30 do 37 stopni Celsjusza (płacze wkładany do cieplejszej). Często dostaje jedzenie w temperaturze pokojowej, pilnuję tylko, żeby nie było prosto z lodówki (choć i ten grzech zdarza mi się popełnić – zwłaszcza, gdy się spieszę). Jak widzicie – staram się nie chuchać i nie dmuchać na moje dziecko, w myśl zasady, że wychuchane dzieci są słabowite (vide: ja).

DSC_0869

I ostatnia kwestia – spacery – nasz (niemal) codzienny rytuał, który rozpoczęliśmy kilka dni po wyjściu ze szpitala. Chodzimy na spacery, gdy jest ciepło i kiedy jest zimno. Rano, w południe i wieczorem. Jeszcze nigdy pogoda (poza tą deszczową) nie zatrzymała nas w domu – co najwyżej brak chęci. Wracamy z rumianymi policzkami i zaczerwienionymi nosami, ale szczęśliwi dzięki wspólnie spędzonym chwilom.

DSC_0876

DSC_0873

33
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
22 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
MLENAMonika MoKasiafigaKuku-Mamuniu Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Ida
Gość
Ida

zycze tego zdrowia jak najdluzej. u nas bylo tak, ze dziecko przez caly 1 rok prawie codziennie chodzilo na spacery (wyjatek: duzy mroz i ulewny deszcz) i przez 1 rok nie doswiadczylo nawet kataru. tak samo wietrzymy pokoj czesto, nie ubieramy dziecka za cieplo itd. nasze dziecko lubi sie kapac w dosc zimnej wodzie i bardzo lubi zimne plyny. niestety im dalej w las, to juz tak to rozowo nie wygladalo. od okolo 2 lat syn coraz wiecej lapie rozne choroby, jako ze tez z coraz wieksza iloscia ‚nowych’ zarazkow sie styka. takze hartowanie hartowaniem, ale widze po wlasnym przykladzie,… Czytaj więcej »

Ida
Gość
Ida

ps. jeszcze zeby pocieszyc mamy, ktore nie karmily piersia i maja z tego powodu wyrzuty sumienia. ja karmilam przez pol roku. z tym ze w wieku przedszkolnym dziecko choruje tak samo jak inne / niekarmione piersia dzieci/przy wychowaniu dziecka jak opisalam powyzej :) takze mam watpliwosc czy to faktycznie ma taki duzy wplyw..

figa
Gość
figa

Ja to nazywam „zimnym chowem” ;) sama ze swoją córką postępuję podobnie. Choć prawdziwy test odporności to przedszkole (ew. szkoła), dlatego wszystko jeszcze przed nami!

Kuku-Mamuniu
Gość
Kuku-Mamuniu

Przedszkole – tego się boję i wiadomo, że wtedy choroby zaczną się na dobre.

Dziewczyny, wiadomo, że przed tym nie ustrzeżemy naszych maluchów (sama piszę, że Kuku jest jeszcze za mały, abym mogła się w kwestii wzmacniania odporności wymądrzać, bo prawdziwa szkoła życia dopiero przed nami), ale dobrze, jeśli dziecko jest silne, czyli zahartowane (nakładanie czapeczki przy 20-30 stopniach sprawia, że przy 10 dziecko marznie).

figa
Gość
figa

Ależ oczywiście, masz rację. Hartowanie to bardzo dobra rzecz, na którą mamy bezpośredni wpływ. Od nas, rodziców, zależy jakiego stylu życia przyzwyczaimy dziecko. Na wirusy i choroby w przedszkolu mamy już trochę mniejszy wpływ, ale może zahartowany organizm zniesie je lepiej!

Mnie z kolei przerażają przegrzane domy i mieszkania, w których po 5 minutach zabawy jesteśmy oblani potem i na nic nie mamy już siły, nie wspominając o szoku dla organizmu gdy poczuje niższą temperaturę.

Kuku-Mamuniu
Gość
Kuku-Mamuniu

Racja – w Polsce jest zwyczaj, aby dla dziecka grzać w domu do 23-25 stopni. Po co? Nie wiem.
Cieszę się, że położna zwróciła nam uwagę.

Dla mnie jest jeszcze jeden problem nie do przeskoczenia – straszny gorąc w centrach handlowych. Nie wiem nigdy, czy rozbierać dziecko z kombinezonu, bo w przejściach jest chłodno, a w sklepach tak, że wytrzymać się nie da, pot spływa po plecach, dlatego zazwyczaj po kilku minutach uciekamy. Nie wiem, czy oni chcą odstraszyć klientów? Póki mamy dziecko – bye, bye zakupy.

Boodzik
Gość

Mamuniu, to u Was ciepełko! Wyobraź sobie, że nasz Budzik w 16 stopniach (rano zanim TB w kominku rozpali) czuje się jak ryba w wodzie. Jest wtedy tylko trochę cieplej ubrany. Czytałam, że najzdrowsza temperatura do snu to 17 stopni. U nas jest 19 ale chcę obniżyć do 18, wtedy mi się lepiej oddycha.

Kuku-Mamuniu
Gość
Kuku-Mamuniu

Ja słyszałam, że 18 :). A w dzień 20. Ja jednak potrzebuję ten jeden stopień więcej, żeby czuć się komfortowo.

Boodzik
Gość

A wiesz, że to chyba kwestia przyzwyczajenia. Zeszłej zimy problem z ogrzewaniem i mieliśmy maks 17 stopni (w ciąży!) oprócz jednego pomieszczenia. Tak przywykłam i już więcej jak 20 nie cierpię.

Kuku-Mamuniu
Gość
Kuku-Mamuniu

No u mnie jeszcze na odczuwanie temperatury wpływa chyba anemia, tarczyca, kiedyś niedowaga (to se ne wrati!). W rodzinnym domu nigdy nie było więcej niż 20 stopni, a ja do dzisiaj się nie przyzwyczaiłam.

Ida
Gość
Ida

ja w centrach handlowych zawsze rozbieram dziecko z ubran wierzchnich. wydaje mi sie ze lepiej jak wiatr zawieje niz pot po plecach splywa :)

Kuku-Mamuniu
Gość
Kuku-Mamuniu

My rozpinamy i rozbieramy górę, a spodnie od kombinezonu zostawiamy. Sama chodzę po CH w kurtce. No ale nie chodzimy tam często i przede wszystkim – na krótko :).

HomeCreations.pl
Gość
HomeCreations.pl

U nas było tak samo – Hanka zawsze miała na sobie o połowę mniej warstw niż inne dzieci ;) I doskonale działało, zero chorób. I tak aż do ery przedszkola – tu wszystko się zmieniło ;) Dziecko tydzień w przedszkolu – dwa w domu. Ale co się dziwić, jak Panie pojąć nie mogą, ze rajstopki pod spodnie to na dwór, a po powrocie trzeba zdjąć. Dziecko gania w rajtach w przedszkolu, gdzie słupek rtęci wskazuje 25 st.C. Można mówić, można prosić, można grozić – najwyżej następnym razem w ogóle rajtek pod cieniutkie leginsy nie założą :/ Smutna prawda :(

Kuku-Mamuniu
Gość
Kuku-Mamuniu

Ja na razie nie chcę zapeszać, ale już dzisiaj mogę pochwalić się tym, że moje dziecko znosi niskie temperatury lepiej ode mnie. Sama zakładam czapkę poniżej 15 stopni C, a on płacze, kiedy pod kombinezonem ma za gruby sweterek (w domu okazuje się, że się spocił). Ja w domu chodzę w ciepłych kapciach, on biega na boso (całe szczęście mamy podłogówkę), ja w nocy śpię we flanelowej piżamie i skarpetach, mój maluch potrafi sobie przed snem zdjąć półśpiochy, bo mu za ciepło i tyle. Zawsze muszę dobrze wyważyć, jak go ubrać, bo trochę inaczej odczuwamy temperaturę (dlatego tutaj zdaję się… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

hi hi hi, a myslalam ze chodzenie na boso, to wlasnie przemyslana Wasz strategia hartowania :) a to Kuku sobie sam to upodobal

Ida
Gość
Ida

moge sie pod tym podpisac niestety. przedszkola to pod tym wzgledem zmora.

Oll
Gość
Oll

A ja spotkalam sie ze srogim spojrzeniem jak zobaczono ze w moim domu dziecko do buzi moze wziasc bardzo wiele rzeczy moze je polizac, posmakowac uwazam ze w ten sposob poznaje ono swiat. I z tymi rajtuzami to prawda ze tylko Polskie dzieci ganiaja w rajtalonach

Kuku-Mamuniu
Gość
Kuku-Mamuniu

Ja zawsze w takich chwilach opowiadam o alergologu (profesor z dziedziny immunologii), który swoim dzieciom kazał lizać klamki w pociągu ;).

Boodzik
Gość

Znam to! Od Ciebie na dodatek i za Twoim przykładem też opowiadam haha!

Boodzik
Gość

Aż mi dudni w uszach pytanie „dlaczego Budzik nie ma rajtuz pod spodniami”? Druga rzecz: wszyscy mu naciągają skarpety na spodnie, żeby nie zmarzł . U Ciebie też?

Kuku-Mamuniu
Gość
Kuku-Mamuniu

Też – sama tak robię, bo wtedy te kilka minut dłużej je zdejmuje.
A historię z alergologiem opowiedziała kiedyś Wellman… Albo Prokop. Teraz nie pamiętam, ale na jedno wychodzi ;).

Gosia
Gość

Piękne zdjęcia. Na zdrowie nie ma patentu niestety, ale ciepłe rajstopki na pewno go nie zagwarantują. Pozdrawiam

Ida
Gość
Ida

bo problem jest wlasnie taki, ze Mamunia sobie bedzie dziecko hartowala, a tu w takim centrum handlowym/znajomych/przedszkolu obojetnie dziecko sie spoci i Mamunia w nogi :) ja mam takiego kolege, obecnie kolo 40 lat.
byl chowany w niskich tempetraturach, jako dziecko nie wiedzial co choroba. do czasu kiedy sie ozenil i ma cieplolubna zone, tj przeniosl sie z warunkow chlodu do ciepelka, a ogranizm nie przyzwyczajony i choruje :) takze mamy, nie wysmiewajcie dzieci chowanych w wyzszych temp bo to tez ma swoje plusy :P

annNS
Gość
annNS

jesli maluch nie ma na codzien kontaktu z innymi dzieciakami (z rodzenstwem;) to przewaznie cieszy sie zdrowiem do 2 a nawet i 3 roku zycia…pozniej to sie niestety zmienia ;) moj synek pierwszego kataru dostal jak skonczyl 1,5 roku i przerazona bieglam do lekarza ktory na wstepie zapisal antybiotyk…jako niedoswiadczona wowczas mama mialam pelne zaufanie do lekarzy…na nastepny antybiotyk zgodzilam sie dopiero jak mial skonczone 4 lata i bezobjawowe zapalenie pluc (bez kaszlu, a nawet bez temp.!) ;/ do tej pory wszelkie katarki i kaszelki leczymy domowymi sposobami (sol fizjologiczna, inhalator i odciagacz ‚katarek’ to podstawa!:) i nawet z wiekszym… Czytaj więcej »

Kuku-Mamuniu
Gość
Kuku-Mamuniu

Nie pisałam, że to ma pozytywny wpływ – tylko że jak widać nie chucham i nie dmucham, a przede wszystkim miałam na myśli: i nam się różne wpadki zdarzają. Zerknęłam do tekstu i jest wyraźnie zaznaczone, że to „grzech”. BTW – trochę luzu dziewczyny, bo będę musiała zmienić taktykę prowadzenia bloga i zamiast przyznawać się do własnych błędów, zacznę wytykać cudze ;). A spieszy się mojemu synkowi ;). Są takie sytuacje, że po zjedzeniu obiadku płacze o jeszcze, wtedy szybko do lodówki i „na sygnale” podaję np. trochę jabłka – podgrzanego nie zje, bo za kwaśne. Natomiast to, że obiad… Czytaj więcej »

annNS
Gość
annNS

absolutnie nie wytykam twoich bledow! :) tylko zwrocilam uwage na to co wg mnie warto bylo podkreslic. byc moze inna mama przeczyta i zrozumie ze nie powinna tak robic?…jakby polozna nie zwrocila uwagi ze w waszym domu jest za cieplo to byc moze do tej pory żylibyście w milym ciepelku? ;)
ps. wlasnie moje mlodsze pozarlo na drugie sniadanie jogurt – prawie prosto z lodowki bo bylo taaaaakie glodne (a rano odmowila zjedzenia czegokolwiek oprocz kawalka suchej bulki)…tak wiec ‚idealna mama’ nigdy nie bylam i nie bede ;)

Kuku-Mamuniu
Gość
Kuku-Mamuniu

Ok, ta kwestia wymagała dodatkowego wyjaśnienia. Dziewczyny: nie polecam podawania jedzenia prosto z lodówki! A jeśli i Wam zdarzy się taka wpadka lub lubicie mieć w domu ciepełko, to pamiętajcie, że każda z nas ma jakiegoś grzyba ;).

Kasia
Gość
Kasia

ale sie nerwowa atmosfera zrobila :P wiadomo ze hartowanie wplywa na podniesienie odpornosci dziecka. Mamunia ma jeszcze male dziecko to i wypowiada sie na przykladzie swojego doswiadczenia. nikt tu chyba nie preferuje, zeby dawac zimne jedzenie czy posilki, ale raczej, ze od wypicia zimnego soku z lodowki nic sie dziecku nie stanie. mysle ze tez nikt nikomu nie chce niczego wytykac, tylko kazdy ma jakies swoje doswiadczenia i po prostu sie chce z nimi podzielic. wiadomo, im wieksze dziecko, tym czlowiek jest bogatszy o doswiadczenia.ale pamietajmy tez ze nie wszystko co bylo dobre dla naszego dziecka, pasuje tez do innych..… Czytaj więcej »

figa
Gość
figa

Faktycznie, trochę luzu przydałoby się, ciężka atmosfera zrobiła się w komentarzach. Ja stanę w obronie Mamunii i jej konwencji prowadzenia bloga/stylu pisania. Wierzę, że wszystko jest pisane szczerze i na Boga, nie oczekujmy, że przeczytamy rozpiskę dnia Mamunii i Kuka od 8:00 do 20:00, łącznie z godzinami spacerów i ich długością, litrami zjedzonej zupki i jej temperaturą. Jeśli pisze o swoich potknięciach (choć ja tego tak nie odbieram) to chyba po to, żeby nadać zwykły, ludzki wymiar temu blogowi. Czytają jak sądzę głównie mamy i tym bardziej dziwię się tym umoralniającym tonom w komentarzach. A moralizatorskie artykuły – a jest… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

jezeli chodzi o potkniecia to tez bym tego tak nie nazwala, bo to jest normalna czesc wychowania :) kazdemu moze sie zdarzyc ubrac dziecku rajstopy :P, krzyknac: nie biegnij bo sie spocisz (albo pomyslec tak – jak np tak mam, gdy widze jak syn biega jak dziki lis na dworze gdy wiatry hulaja i do tego krzyczy w nieboglosy), podac antybiotyk gdy mozna w sumie by jeszcze poczekac, a lekarz go juz zapisze (kilka razy mialam juz recepte na antybiotyk: jak sie pogorszy dac – mowi lekarz i potem czlowiek czeka i czeka czy to juz wystarczajace pogorszenie:) w ten… Czytaj więcej »

kasia
Gość
kasia

ps. a najbardziej smiesze sama siebie, jak biegam za dzieckiem i sprawdzam czy jest odpowiednio ubrane, tzn czy sie aby nie spocilo. ostatnio mialam kilka takich sytuacji u babci, dzieko w spodenkach i w bluzie szalalo w najlepsze z kuzynka i co 15 minut sie nadawalo do przebiorki bo bylo mokre jak szczur. teraz mam pytanie za 10 punktow: czy mialam zostawic dziecko w tych mokrych rzeczach czy pozwolic biegac w samych majtkach w mieszkaniu? krotkiego rekawa nie mialam niestety ze soba, tylko dwie bluzki na przebranie.

Monika Mo
Gość

Ja też się nie spinam o jakieś strasznie ciepłe ciuchy, probiotyki, witaminy. Sama zdrowo się odżywiam, a że karmię piersią to wszystko płynie do młodego. A dorosłe jedzenie które mu podaję bazuje na warzywach, owocach i zbożach.
Trzeba dać dziecku się ubrudzić, czasem zmarznąć i czasem napotkać jaką trudność. Bo jak je tak wiecznie będziemy chronić, chuchać i dmuchać, to potem po wyjściu spod klosza na pewno się pochoruje.

MLENA
Gość
MLENA

jaka mądra MATKA!!!:) podziwiam i gratuluję zachowania zdrowego rozsądku i powodzenia!!1