Sposoby na pozbycie się dziecka

DSC_0056_2

Macierzyństwo jest łatwe. O ile za oknem świeci słońce. I jest ciepło – ale nie za gorąco! I jeszcze gdy zdrowie dopisuje. Oraz humor. Gdy dziecko najedzone. I wyspane. Ale trochę już zmęczone, bo jak za bardzo wyspane, to roznosi wszystko i wszystkich.

Tak, zdecydowanie macierzyństwo jest łatwe. Tylko czasami nadciągają czarne chmury, gdy gonisz w piętkę, żeby zrobić coś, czego przy małym dziecku zrobić się nie da.

Ok, to czasami zdarza się kilka razy na dobę. Bo dziecko chce zjeść coś NATYCHMIAST, a przecież trzeba to jedzenie przygotować. Albo chce się bawić w ganianego właśnie wtedy, kiedy pralka skończyła swoją pracę. Jakby miały fabrycznie wbudowany alarm, który uruchamia się zawsze wtedy, kiedy mamy do zrobienia coś, co nie jest związane bezpośrednio z nimi.

DSC_0058_1

Po dwóch latach praktyki nauczyłam się ten alarm wyłączać, dlatego dzisiaj dzielę się z Wami moimi tajnymi sposobami na pozbycie się dziecka przynajmniej na kwadrans:

1. Miska pełna jedzenia.

Postawiona przed dzieckiem. Dobrze jeśli w środku jest coś, co lubi (u mnie: rodzynki, żurawina) i coś, czego nie lubi (pestki). Na to wysypuję jeszcze coś, co Kostek od biedy przełknie, ale bez „ochów” i „achów” (płatki). Najpierw więc bez większego przekonania grzebie w płatkach do czasu, aż dostrzeże rodzynkę. Wówczas wydłubuje każdą sztukę pojedynczo. Zjadł? Ale nadal głodny! No to wraca do płatków, bardzo uważając na pestki, które – ziarenko po ziarenku – zrzuca na podłogę. Specjalnie są takie małe ;). Spokojnie zdążę wypić kawę i odpisać na maile…

2. Telefon do babci.

Ustawiony na tryb głośnomówiący. Jeśli rozmowa zbytnio się nie klei (trudno, żeby kleiła się rozmowa z dwulatkiem), przechodząc obok, rzucam pytanie pomocnicze:
– Kochanie, opowiedz jeszcze babci, jak się wczoraj przewróciłeś!
Wówczas babcia wpada w tryb ło jesuuu:
– Przewróciłeś się???
– M… M… Mmm…
– Gdzie? – dopytuje przerażona.
– Mmmm! – mały z przejęciem pokazuje na schody.
– Bardzo boli?
– Mhm… – tym razem Kostek łapie się za kolano.

A ja mam kolejne cenne minuty tylko dla siebie ;).

3. Bajka.

DSC_0066_1

Matki dzielą się na dwa obozy: te, które włączają bajki i te… Które się do tego nie przyznają ;).

Ja osobiście bez bajek nie przetrwałabym na placu boju, jakim jest macierzyństwo! Ale bardzo uważam, żeby:
– bajka nie trwała zbyt długo,
– treść była dostosowana do wieku dziecka (bez przemocy!),
– miała walory edukacyjne,
– była ciekawa również dla mnie.

Kostek ma kilka swoich ulubionych tytułów, ale dopóki nie trafiliśmy na bajkę o planecie Agi Bagi – żadna nie pasowała mi w 100%. Bo Peppa jest nudna jak flaki z olejem, Teletubisie (choć śmieszne) trwają zbyt długo – mogłabym tak wymieniać i wymieniać.

Z Agi Bagi jest inaczej. To zbór 10-minutowych seriali (więc od Ciebie zależy czy puścisz dziecku jeden czy… trzy), które uczą szacunku do naszej planety. Nawet nie wiem, w którym momencie zaczęłam podśpiewywać razem z bohaterami: „I ty też masz siłę, możesz dać światu tyle”. I wierzyć w to! Mam nadzieję, że Kostek również.

Każda z wesołych historii wyjaśnia jakąś ciekawostkę przyrodniczą – np. po co nam wiatr? – i to jest w tej bajce najlepsze, bo dziecko patrzy jak zahipnotyzowane na psoty Gadziny, ale w tym czasie główka pracuje i dowiaduje się wielu mądrych rzeczy.

Przyznam szczerze, że trochę się obawiałam, kiedy usłyszałam, że to polska produkcja, bo przed oczami stanął mi „Reksio” i inne takie, ale… Zupełnie niepotrzebnie! Jest naprawdę na światowym poziomie, ba! Większość innych animacji po prostu bije na głowę.

Nic dziwnego, że po sukcesie kinowym oraz telewizyjnym bajka pojawiła się w końcu na DVD. Ale to nie wszystko! Twórcy przygotowali aplikację Agi Bagi fun for kids – to pięć zabaw, które uczą poprzez zabawę, np. sadzenia roślinek czy tańca. Dostałam cynk, że do 12 czerwca trwa promocja i aplikację można pobrać za darmo w App Store (w Google play za niecałe 3 zł). Warto się śpieszyć, bo potem będzie płatna!

Jak widzicie, na Agi Bagi Dzień Dziecka trwa dłużej, więc z tej okazji specjalnie dla Was i Waszych dzieci mam:

KONKURS!

DSC_0046_1

Jedyne, co musisz zrobić, to:

1. Udostępnić plakat konkursowy – TUTAJ.
2. W komentarzu pod tym postem albo pod plakatem konkursowym na moim fanpage’u zdradzić swój legalny (!) sposób na pozbycie się dziecka, kiedy potrzebujesz odrobiny czasu dla siebie. Niech inni rodzice też z tego skorzystają, a co!
3. Fajnie, jeśli polubił(a)byś również fanpage Agi Bagi – TUTAJ.

Trzy najciekawsze (p)odpowiedzi zostaną nagrodzone płytą DVD Agi Bagi „Magiczna planeta” oraz maskotką.

Konkurs trwa do niedzieli 14 czerwca do północy.
Wyniki podam dokładnie za tydzień, czyli we wtorek 16 czerwca pod tym wpisem.

Powodzenia! Bodzio i Zibi już czekają na nowego właściciela – a Wy Kochani pewnie na chwilę wytchnienia ;).

DSC_0062_1

WYNIKI:

Magdalena Szkoda
Sposób na 3,5-latka: idziemy do sklepu budowlanego kupujemy zawory kolanka trójniki końcówki rurki itp… Wszystkie zabawki świata wymiękają.”

Anna Jaworska:
„Sposób stary jak ja: flipsy – u mnie w najnowszym wydaniu pieczywo chrupkie. Wada – szybko się kończy i trzeba sprzątać. Sposób nr 2 – zdjęcie zabezpieczenia z którejś z szafek – działa do około 1,5 r.z. – wada- trzeba sprzątać. Sposób high tech – iPad – działa od 1,5 r.z. – inwestycja życia.”

Paulina Grochowska:
„Zawsze legalnie – inaczej podkabluje mnie u taty. Mój sprawdzony sposób:
1. Farby – wpuszczam młodego do łazienki i daję pełną dowolność (dużo potem sprzątania ale warto!)
2. Odpalam igloo gloo albo trylion filmików z minionkami

3. Wręczam kredę i pozwalam bazgrać po balkonie.”

Zwyciężczyniom gratuluję i proszę o maila z adresem oraz numerem telefonu do wysyłki na:
kontakt@mumandthecity.pl

17
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
Susanna szyjeIlona KosteckaJoannaWeronikakasia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Matko Zabawko
Gość
Matko Zabawko

Telefon do babci również wykorzystuje :D działa cuda.

Hania
Gość
Hania

Znamy tą bajkę! Fajna, jedna z ulubionych mojej córci.

Anna Szczepaniak
Gość

u nas jest skype do babci i dziadka :D a z misą z różnościami mniej i bardziej lubianymi to genialne , prawie jak Kopciuszek, który przebierał soczewicę od popiołu, z pewnością wykorzystam :D

Ela Karszek
Gość
Ela Karszek

Coś fajnego na tablet mi się przyda! Ciężko z dzieckiem zjeść posiłek w restauracji :(

Co do konkursu to mój sposób:
Jak ściągnę aplikację to mam nadzieję, że zajmie mojego Kubusia na jakiś czas haha <3

Gosia S.
Gość
Gosia S.

Aplikacja <3 – koniecznie muszę ją pobrać, tymbardziej za darmo, wydaje sie ciekawa.

Kasia Harężlak
Gość

Zatem jest światełko w tunelu, za kilka miesięcy może je nawet zobaczę :D Na razie głównym zabawiaczem jest mama :)

marzena
Gość
marzena

haha ostatnie zdjecie super. Eko stworki (chociaz nie znam – dowiedzialam sie z tresci postu) hoduja jednoznacznie kojarzaca sie roslinke. Zazdroszcze, u nas pelna micha nie powoduje salwy radosci a wrecz przeciwnie – raczej histerie, ze znow trzeba jesc. Z naszym lozbuziakiem genetralnie trudno jest wymyslic sposob na pozbycie sie dziecka, poza przywiazaniem do kaloryfera (zaaaaart!!). Wlasciwie to moge pokusic sie o stwierdzenie, ze u nas nie ma zadnego sposobu. Padalam natomiast z zazdrosci jak kolezanka sadzala swoja corke przed lustrem i miala przynajmniej godzinke na ugotowanie obiadu, ogarniecie domu, ciapla kawe i mnostwo innych, bo wiadomo bez dziecka placzacego… Czytaj więcej »

kasia a
Gość
kasia a

Mój sposób na pozbycie sie dziecka to zaprosić gości :D Młodszy przygląda sie wnikliwie kto przyszedl (10 minut spokoju), starszy wciąga gości do zabawy ( tu już tych minut jest o wiele więcej, w zależności ile gość wytrzyma). Kluczem jest, by zaprosić najlepiej kogoś kto sam nie ma dzieci a je lubi oraz ktoś na tyle zaprzyjaźniony, że nie trzeba specjalnie sprzątać przed przyjściem. A ja w tym czasie robie spokojnie kawę (potajemnie wstawiam pranie, wycieram kuchnie i inne takie:) innych metod nie mam działających, bo młodszy jest jeszcze za mały żeby na czymś skupić dłużej uwagę :D

lavinka
Gość

U nas bajki nie działają. Może dlatego, że lecą od rana do nocy, a dziecko ma je w nosie. Chyba że wyłączy się telewizor(a raczej dvd, bo typowej tv w zasadzie mała nie ogląda – nie lubi). wtedy nagle okazuje się, że koniecznie trzeba włączyć natychmiast, dziecko z innego pokoju przylatuje. Tv włączony, dziecko wraca do zabawy w innym pokoju, ciągnąc za sobą mamę, bo przeciez nie będzie się bawić samo. ;)

Weronika
Gość
Weronika

Ale co ty masz do Reksia? o.O

Joanna
Gość
Joanna

Ten tytuł jest trochę dwuznaczny…
Ale tak poza tym – bardzo lubię Twojego bloga :).

Susanna szyje
Gość

Bajki nie dziłają, jedynym ratunkiem jest wsadzenie go do krzesełka i podanie pełnej iseczki ryżu preparowanego – syfu narobi aż miło ale chwilę sobą się zajmie :)