Jak przygotować dziecko do przedszkola i dlaczego piszę o tym dopiero teraz?

DSC_2711

Dzisiaj miał powstać zupełnie inny tekst. Czekałam na ten poranek. Miałam usiąść przy czystym stole z dopiero co zaparzoną, aromatyczną kawą i napisać coś genialnego. Bez przerywania na „Mama, pić!” i „Mama! Rozlałem!”. W tych komfortowych warunkach myśli miały same spływać do koniuszków palców rytmicznie wystukujących na klawiaturze całe słowa układające się w zgrabne zdania. Tymczasem w głowie dudniła przerażająca cisza. Pierwsza od lat trzech. A w brzuchu kłębił się strach. Trzymał mnie za gardło gorzej niż wirus grypy i nie puszczał. Ciągle myślałam o synku, który po raz pierwszy poszedł do przedszkola. „Czy sobie poradzi?”, „Czy będzie umiał powiedzieć pani, że chce pić?”, „Czy dogada się z innymi maluchami?”, „Czy nie będzie mu za ciepło na placu zabaw?”, „Czy włoży dobrze buty, a jak włoży źle, to czy ktoś to w ogóle pośród tej chmary dzieciaków zauważy?”. I choć bardzo chciałabym napisać o czymś innym, to nie jestem w stanie. Dlatego dzisiaj będzie o przedszkolu. A dokładniej o tym, jak się do niego przygotować? To tylko pozornie spóźniony post, ale o wszystkim za chwilę.

Jak większość mam trzylatków całe przedpołudnie spędziłam na obgryzaniu paznokci, chociaż mój synek do sali, w której bawiły się już inne dzieci, wbiegł w podskokach. Czekał na ten dzień chyba nawet bardziej ode mnie! A kiedy zamknęły się za nim drzwi, ja – matka, co to niby tylko dni odliczała do pierwszego września; matka, co ciągle marudziła, że w spokoju kawy wypić nie może, ani skupić się na pisaniu; matka narzekająca na zarobienie przy dwójce małych dzieci – zaniosła się szlochem. Wokół wtórowały mi inne dzieci, które zapierały się nogami i rękoma o klamkę w drzwiach, przez które chcieli uciec do pracy ich rodzice.

Sytuacja wcale nie wyglądała lepiej, kiedy kilka godzin później przyszłam Kostka odebrać. Cała szatnia była w małych dłoniach uczepionych matczynych spódnic i ojcowskich portek. Przeraziłam się, że przyszłam tak późno, bo za radą pani dopiero po obiedzie. W jakimż to stanie znajduje się moja własna latorośl pośród tego padołu łez?

A ona wyskoczyła cała w glorii i chwale. Po czym powiedziała: „Fajnie było. Mama! Jutlo znowu tu psyjdziemy?”.

DSC_2685

Tak więc – uff…! – pierwsze koty za płoty. Kryzysu spodziewam się po weekendzie, ale póki co, to ja gorzej przeżyłam całą przygodę z przedszkolem. Chociaż obserwowałam synka wcześniej i trochę podejrzewałam, że właśnie tak będzie ;). No ale rodzice wokół wmówili mi, że najgorsze pierwsze dni, że dopiero potem będzie z górki. Że jak będzie płakać, to mam zostawić. Albo podglądać przez okno. Lub zmienić przedszkole na takie, w którym będę mogła siedzieć w kącie ;).

Więc ja mówię: nie. Początek roku szkolnego dla trzylatka może być całkiem fajny, tylko trzeba się do niego odpowiednio przygotować.

DSC_2640

JAK PRZYGOTOWAĆ DZIECKO DO PRZEDSZKOLA?


I dlaczego piszę o tym dopiero teraz, skoro temat był szeroko wałkowany na innych blogach przez cały sierpień?

Bo uważam, że przygotowywanie dziecka na przedszkole w sierpniu to już nie deser, a zupa po obiedzie. Czyli bez sensu działanie. Wiem, że przedszkola (zwłaszcza prywatne) mają w ofercie zajęcia adaptacyjne i jest to całkiem spoko opcja, ale bardziej dla rodzica niż dla dziecka. Żeby to rodzic mógł poznać panią, przedszkole i panujące w nim zasady. Ocenić, czy mu odpowiadają.

Jeśli chodzi o maluchy, przygotowanie powinno się zacząć duuużo wcześniej.

Więc to nie jest tekst dla mam dzieci, które do przedszkola dzisiaj poszły, a dla tych, które tę wielką przygodę mają dopiero przed sobą – za rok lub lat kilka. Bo nie wystarczy opowiadać o przedszkolu w samych superlatywach przez tydzień, udawać, że „hej ho! Do przodu!”, kompletować wspólnie wyprawkę w ulubione auta, żeby nasz dzieć chętnie tam poszedł. One nie takie głupie, jak się niektórym dorosłym wydaje.

Jak przygotować dziecko do przedszkola?

DSC_2693

JEŚLI COŚ JEST NOWE, BĘDZIE STRASZNE


Ostatnio jest moda na rodzicielstwo: „Trzymaj się mojej spódnicy i nie puszczaj!” czy też: „Świat za oknem taki zły, stwórzmy sobie w domu własną enklawę spokoju!”. Skąd o tym wiem? Ano, ilekroć wspomnę, że zabrałam gdzieś młodą – na konferencję, zakupy do marketu, do restauracji czy na salkę zabaw z Kostkiem – od razu słyszę, że jestem niepoważna. Zarazki, hałas, licho przecież nie śpi. Słyszę to nawet wtedy, kiedy mówię, że młody nocuje dzisiaj u dziadków: „Uuu, mój by się zapłakał!”. Serio? Zapłakałby się, gdybyś zostawiła go z jednymi z najbliższych mu osób?

A może nie są najbliższe? W takim razie popełniasz pierwszy błąd.

Rodzicielstwo to umiejętność robienia kroku w tył w momencie, w którym nasze dziecko jest na to gotowe.

Dziecko, dla którego świat to tylko ramiona mamy nigdy z radością w niego nie wkroczy.

DSC_2682

TRZEBA WIĘC OSWOIĆ TO, CO NIEZNANE


Napisałam kiedyś, że mój synek zostaje sam na salkach zabaw. Są takie specjalnie wydzielone na środku centrów handlowych. Są i inne, większe, w oddzielnych budynkach. Na te pierwsze tak czy siak rodzice nie mogą wchodzić, bo cała przestrzeń służy do zabawy. Na terenie tych drugich znajduje się zazwyczaj jakaś kawiarnia, gdzie dorośli mogą przycupnąć, żeby nie być akurat w samym oku cyklonu.

Po kilku pierwszych razach, kiedy okazało się, że mój młody wcale nie potrzebuje mnie do zabawy z rówieśnikami, zaczęłam oddalać się z miejsca zbrodni. Nie sądzę, że wyrządziłam mu – jak wtedy wyczytałam w komentarzach – jakąś ogromną krzywdę. Wprost przeciwnie. Kiedy nadszedł czas właściwego przygotowania do przedszkola, tłumaczyłam, że będzie tak jak na salkach zabaw, tylko lepiej. Więcej dzieci, huśtawki i zjeżdżalnie na zewnątrz oraz miła pani, do której zawsze można iść o coś poprosić. Mówiłam też, że nie będzie mamusi, a on się tym nie przejmował, bo wiedział już, jak to jest, kiedy podnosi głowę znad zabawy i nie widzi mojej twarzy.

Polecam więc wszelkie salki zabaw, bo to dobry wstęp do samodzielności. Jeśli nie masz w pobliżu salek, zawsze możesz zabierać dziecko na plac zabaw i NIE ASYSTOWAĆ, kiedy bawi się z innymi maluchami w piaskownicy, tylko spokojnie usiąść na ławce obok i poczytać gazetę albo mojego bloga ;). Ja wiem, że matki po nos zakopane w piasku będą na ciebie patrzeć jak na wariatkę, tę gorszą i wyrodną trochę, bo dzisiaj TRZEBA się z dzieckiem bawić, ale tak całkiem serio, to właśnie ty mogłabyś na nie spojrzeć w ten sposób. Helloł?! Kto w wieku trzydziestu lat grzebie w ziemi plastikowymi grabkami, jeśli wcale nie musi?

Bo nikt mi nie wmówi, że kiedy dzieci mają piach, zabawki i siebie nawzajem, potrzebują jeszcze dorosłego, który będzie im podpowiadał, co z tym wszystkim zrobić.

DSC_2704

MARCHEWKA TO NIE PROBLEM


Rodzice skupiają się na tym, czy na pewno wszystko dobrze zapakowali, opisali, czy dziecko jest wystarczająco samodzielne i czy będzie jeść warzywa, których nie je w domu ;). A takie problemy to nie problemy, same rozwiążą się w praniu. Najważniejsze jest to, jak dogada się z rówieśnikami (czy będzie umiał się z nimi bawić, kiedy zabraknie mamy i nikt nie wyszarpnie dla niego autka?) oraz czy będzie miał odwagę prosić panią o pomoc.

Czyli socjalizacja od maleńkości. Wycieczki, grille ze znajomymi i ich dziećmi, noc u babci i dziadka, urodziny kuzynki spędzone poza kolanami mamy. Na to nigdy nie jest za wcześnie. Ba! Podejrzewam nawet, że w wieku lat trzech, miesiąc przed pójściem do przedszkola, mogłoby być już zwyczajnie za późno.

DSC_2709

DSC_2717

21
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
MarysiaTediPiksie-milkaIlona Kostecka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
ania
Gość
ania

Zgadzam się z każdym słowem ;) ja mam nadzieję, ze będę mieć odrobinę łatwiej, bo mój 1,5 roczny syn juz pól roku do żłobka chodzi, za co jestem nieustannie krytykowana, chociaż nikt sie nie pofatyguje zobaczyć, jak w naszym żłobie jest super – i wlasnie tym modelem „rodzicielstwa bliskości” o ktorym piszesz jestem troszkę przerażona… Czy to nie bedzie tak ze wychowamy sobie pokolenie wystraszonych, nieporadnych, a jednocześnie roszczeniowych dorosłych?

madeinania
Gość
madeinania

Nasza Malutka jak skończy rok to też pójdzie do żłobka (teraz ma prawie 4 miesiące), a ja już słyszę, że jestem wyrodną matką. Tylko nikt nie umie zaproponować niczego w zamian, a do pracy muszę wrócić. A ja mam nadzieję, że żłobek pomoże nam wychować dziecko na samodzielnego dorosłego :)

salus salus
Gość
salus salus

Zgadzam się !!

karjola
Gość
karjola

Naprawdę ktoś Ci napisał w komentarzu,że zostawiając dziecko na salce zabaw robisz mu krzywdę????? Masakra. Ja przed porodem obiecywałam sobie,że bedę otwarta na ludzi,że będziemy wszędzie chodzić z Małą. A potem jak się urodziła,zaczęłam się bac,że za głośno,że będzie się bała,że za dużo ludzi,że nowe miejsce,że za dużo bodźców. No masakra, a najgorsze,że sama się z tym swoim strachem męczę. Na szczęście walczę z tym:) i wychodzę z założenia,że wszystko pomału, muszę się nauczyć w tej nowej roli matki i nauczyć się swojego dziecka:) dobrze,że dziecko ma wyluzowanych dziadków, którzy już ja dość konkretnie zsocjalizowali :)

e-milka
Gość
e-milka

Ja tez plakalam przy starszej, panie zaproponowaly mi kawke i miejsce z dala od dzieci, bo tutaj, w Niemczech zawsze jest stopniowa trwajaca od 2 do nawet 6 tygodni adaptacja. Musze powiedziec, ze dla mojej dwojki przedszkole jest koniecznoscia, oboje cieszyli sie, kiedy byly dni wolne (starsza zadziwiala wszystkich znajomoscia dni tygodnia, a to wlasnie stad sie bralo :)). Zmienilo sie to nieco, kiedy corka zaczela zawierac przyjaznie z rowiesnikami (wczesniej „przyjaznila” sie tylko z wychowawcami), a u synka na ten moment jeszcze czekam. Mimo to uwazam, ze byla to dobra decyzja. Piszesz o socjalizacji i poza oczywiscie zwykla koniecznoscia,… Czytaj więcej »

Kasia A.
Gość
Kasia A.

Wszystko zależy tez od charakteru dziecka. My się przygotowywaliśmy 1,5 roku wcześniej, bo syn chodził na zajęcia raz w tygodniu do tego samego przedszkola, a wcześniej do klubu malucha. Ale gdy nadszedł dzień zero to i tak połowę przepłakał. Myślę, że potrzebował takiego ‚ostatecznego’ odcięcia pępowiny. Bo po 2pierwszych słabszych dniach potem już problemu nie było. Wiem, że część dzieci na początku reaguje z entuzjazmem, potem mają kryzys, część w ogóle nie ma kryzysów (lub małe), inne znowuż co chwilę płaczą. Ciężko ocenić przygotowanie dziecka do pobytu w przedszkolu po jednym dniu. Mój wniosek jest taki, że dzieci i tak… Czytaj więcej »

pestki
Gość
pestki

Zagadzam się w zupełności ??. Mój niespełna trzylatek do przedszkola pójdzie w poniedziałek, prawdą jest, że na każdą myśl o tym boli mnie żołądek ale jednocześnie wiem, że da sobie radę. Na placu zabaw rzadko kiedy bawię się z nim, gdy mnie potrzebuje to po prostu wola lub przychodzi do mnie. Co do salek zabaw to nie znalazłam takiej, na której mogłabym zostawić dziecko przed ukończeniem 3 roku życia choć nie ukrywam, że chciałam ??. Generalnie jeśli miałam jakies obawy zostawić go samego to związane one były z tym, że do niedawna korzystał jeszcze z pieluch i trochę to było… Czytaj więcej »

granato
Gość

Mój Syn, mimo, że nie ma jeszcze ukończonych 4 miesięcy odbył już kilka całkiem długich podróży, zwiedził wszelkie urzędy i komisariat policji (bo gdzie rodzic, to i on). I nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Gorzej, kiedy stojąc do kasy w markecie – Mały zaczyna płakać, wtedy się ludzie patrzą jak na wyrodną matkę/ wyrodnego ojca.
Tym samym nie wyobrażam sobie odcięcia nas od świata, zamknięcia się w czterech ścianach.
Pozdrawiam i powodzenia w dalszej przedszkolnej przygodzie ;)

Olga
Gość
Olga

Mój 1,5 roczny synek zostaje na noc u dziadków, zabieramy go do salki zabaw, choć na razie któreś z nas za nim chodzi i pilnuje aby sobie czegoś nie zrobił. Ale staramy się zapewnić mu kontakt z innymi dziećmi :) Jeździ też z nami po Polsce na turnieje scrabble, bo mąż gra :) I co mnie zaskakuje tak jak u cioci na imieninach siedzi na moich, męża lub babci kolanach i nie chce iść do cioci czy wujka widzianych raz w miesiącu, tak na turniejach scrabble wcale się nie boi, łazi wszędzie, przybija piątki, zaczepia :)

Nina
Gość
Nina

a ja powiem tylko tyle,pierwsze dziecko,córkę prowadziłam jak na skazanie i płakałam razem z nią choć integrowała się łatwiej niż syn-urodzony 10 lat później.Syna prowadzę z radością i optymizmem-jest super-i płaczu nie zaznałam.Choć zmieniliśmy przedszkole po roku uczęszczania.Nowe Panie,nowe dzieci,a młody zadowolony.Także Ilonko,najtrudniejszy pierwszy raz,a przy Basi już będzie łatwiej.Bo pierwsze wychuchane, wycacane i żal się rozstać, a przy drugim to już z górki…byle zaznać kilka godzin względnego spokoju(bo rozumiem Twoje obawy i lęki , ja też je mam,ale już w mniejszym stopniu) :) Głowa do góry-jest dobrze!

Piksi
Gość

Święta prawda!!!
Też córeczce dawaliśmy więcej swobody na placu zabaw i muszę przyznać że wtedy dopiero robiła się odważna:) a jeśli chodzi o samo przygotowywanie do przedszkola to były też rozmowy, opowiadania jak to tam fajnie będzie i dużo książeczek obrazujących jej co to jest przedszkole.

Tedi
Gość

Przygotowanie przygotowaniem, ale prawda jest taka, że są różne dzieci. Są dzieci, które uwielbiają bawić się z innymi dziećmi i dla nich przedszkole będzie przyjemnością, a są dzieci, które nie do końca radzą sobie z kontaktami z innymi. Bywa, że jest to kwestia niezbyt udanego wychowywania, ale czasami po prostu te dzieci takie są. Z resztą wszystko potrafi się bardzo szybko zmieniać. Mój synek z radością poszedł do przedszkola. Nie było z nim problemu do czasu, aż miał zostać w tym przedszkolu do podwieczorku. I tutaj zaczął się płacz, bo on już nie chce się bawić z innymi dziećmi. Dopiero… Czytaj więcej »

Marysia
Gość
Marysia

Bardzo fajny wpis. Gdzie my matki jesteśmy przewrażliwione i czasem za bardzo chuchamy i dmuchamy na nasze dzieci. I nawet czy ono będzie miało 3. 8. 18 czy 35 lat zawsze będzie naszym dzieckiem i będziemy się o nie martwić. Ja jak pierwszy raz zaprowadziłam córkę do przedszkola to myślała, że będzie płakać i nie zostanie z dziećmi , a ona okazała się być silniejszą ode mnie. Moja Zosia robi duże postępy chodząc do przedszkola, lubi przebywać w grupie i bawić się z innymi. Najbardziej lubi rysować, wycinać czyli tak bardziej manualnie się rozwija itd. Ostatnio do domu przyniosła takiego… Czytaj więcej »