Pan pozna panią, czyli o samotności w mieście

DSC_2093mar

Życie w dużym mieście jest anonimowe. Nie przeszkadza mi, że sąsiadów znam tylko z widzenia, nigdy z imienia.

Pochodzę z maleńkiej dziupli i kiedy byłam młodsza, rodzice zawsze wiedzieli co, gdzie, z kim i dlaczego nie powinnam była. Idąc po bułki, trzeba było jako-tako się ubrać i podmalować oko, bo spotkanie znajomego było bardziej pewne niż to, że Krzysiu Ibisz z każdym rokiem będzie coraz młodszy.

A potem się przeprowadziłam. Jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że mogę chodzić do Maca za rogiem w kurtce narzuconej na piżamę i naprawdę nikogo to nie obchodzi! Że emeryci nie siedzą w oknie z łokciami na parapecie i nie obserwują, kto idzie ulicą! Nikt nikogo nie wytyka palcem, nawet mentalnym, a źle myśli się głównie o własnym przełożonym, niekoniecznie o tej babce, która ubrała ciut przykrótką spódniczkę.

Cieszyłam się więc z bycia zawsze i wszędzie incognito. Jednak sprawy trochę się skomplikowały, od kiedy mój mały człowiek – rozwijając skrzydła zabawy – zaczął poszukiwać innych małych ludzi. Skąd ich wytrzasnąć?

DSC_2129w

DSC_2111w

DSC_2110w

DSC_2143wl

Niby wiem, że sąsiadka, która mieszka kilka domów dalej, ma malucha w tym samym wieku. Była przecież moją towarzyszką niedoli rok temu, kiedy to każda z nas na swoim balkonie o piątej rano próbowała w wózku ukołysać płaczącego bobasa. Jestem jednak więcej niż pewna, że w zupełnie innej czasoprzestrzeni, tzn. nie na ulicy naszego osiedla, nawet bym kobiety nie poznała. Bo w mieście nikt na nikogo nie patrzy dłużej niż wypada, dlatego na dobrą sprawę nie mam pojęcia, jak ta pani wygląda! Tylko tyle, że jest blondynką i lubi kolor koralowy, bo takie właśnie były jej piżamy. A potem jej dziecko zaczęło przesypiać noce i słuch po nich zaginął.

W dużym mieście nie wystarczy wyjść przed dom, żeby spotkać dawno niewidzianą koleżankę z podstawówki, która dziwnym zbiegiem okoliczności również w ostatnim czasie się rozmnożyła. Tutaj ulice – nie licząc korków i zaparkowanych sznurkiem wzdłuż chodników aut – są puste. Nie biegają po nich małoletni z piłką czy hulajnogą. Nie ma ich nawet na placach zabawach, co ma oczywiście swoje plusy, bo nie trzeba stać w kilometrowych kolejkach do huśtawki, ale… No właśnie. Gdzie są małe dzieci?

Głowiłam się od tygodni.

W końcu wytropiłam. W centrach handlowych! Chowają się wraz z rodzicami przed upałami w chłodku klimatyzowanych pomieszczeń. Znudzone niemożebnie – podobnie jak mój maluch – rozglądają się za towarzyszami niedoli. Poderwanie panny w takim miejscu okazało się proste jak chłop. Roczny amant podszedł, spojrzał i… Była jego.

Nawet nie musiał nic mówić.

DSC_2162

DSC_2179

DSC_2175

DSC_2167

Kostek: spodnie, T-shirt – Zara | czapeczka – Gocco (ostatnio były przecenione o 50%)
Mama: podkoszulek – Zara | spodnie – Mosquito | buty – Mel by Melissa
Tata: T-shirt – Cottonfield | spodenki – Zara (stara kolekcja)

15
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
Mario KilińskiIlona Kosteckadaybydaymum.blogspot.comAleksandraGajzo Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Kasia
Gość
Kasia

A ja właśnie dlatego nie cierpię dużych miast (choć jako osoba stanu wolnego uwielbiałam) i spędzać czasu w centrach handlowych również. My mamy kolegów na placu zabaw, bo mieszkają w klatkach obok i się znamy się z widzenia. Na obecnym etapie życia bardzo nam to odpowiada.

Ilona Kostecka
Gość

Mój mały też nie lubi wielkich sklepów, dlatego siłą rzeczy i ja lubić przestałam. Nie napisałam tego, ale nie wybraliśmy się na zakupy (z naszym dzieckiem to praktycznie niemożliwe), ale żeby posiedzieć w fajnym parku przy Starym Browarze. Jakie było moje zdziwienie, że właśnie tam są wszystkie te dzieci, których na co dzień nie spotykamy na spacerach! Jedyne wytłumaczenie, jakie znajduję, to chyba właśnie takie, że chowają się przed upałem lub deszczem? W moim rodzinnym mieście wystarczyło wyjść przed dom, żeby znaleźć towarzysza zabaw, tutaj jest to trochę bardziej skomplikowane. Pewnie też czasy się zmieniły i rodzice, bojąc się o… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Park przy Starym Browarze rozpoznałam :) W dużym mieście się jednak spędza inaczej czas wolny :) My teraz zupełnie w inną stronę się przekształcilismy, jak jest tylko możliwość to uciekamy na wieś, bo Mały uwielbia, a i my też polubiliśmy. życzymy wielu fajnych kolegów i koleżanek :)

Aleksandra
Gość
Aleksandra

My przeprowadziliśmy się na wieś i wiecie co? Tu też nie ma dzieci! Starszaki to wiadomo, szkoła. Ale jak chodzę na spacery z córą, to rzaadko spotykam inne spacerujące mamy, a kiedyś z ciekawości wychodziłyśmy o różnych porach, bo wiedziałam, że te dzieci są, bo widziałam wózki na podwórkach, wiszące na sznurach bodziaki, a nie widziałam samych dzieci;) Z huśtawki na placu zabaw to chyba tylko moje dziecko korzysta. Może wychodzą po zmroku? ;)

Kasia
Gość
Kasia

A to też zaobserwowałam jak miałam mniejsze dziecko :) zawsze spacerowałam sama. takie maluchy to chyba siedzą głownie na swoich podwórkach?
Teraz mamy już swoje stałe znajome dzieci (sztuk 2, ale to wystarczy) na wsi jak jezdzimy do babci i z nimi się bawimy.

Ilona Kostecka
Gość

Pewnie na własnych podwórkach, nasz mały też tak lubi :), ale zauważyłam jeszcze jedną dziwną prawidłowość – im cieplej, tym bardziej ulice pustoszeją. My śmiało korzystamy z upałów i spędzamy cały dzień na zewnątrz. Zupełnie sami!

Kasia
Gość
Kasia

A ja zawsze myślałam, że w upały te dzieci są na jeziorami lub w podobnym miejscu się chłodzą ;) Bo u nas też pustki, a dużych centrów handlowych u nas brak.
My w tygodniu w ciepłoty często chodzimy do parku, a w weekendy uciekamy z miasta :)

Ilona Kostecka
Gość

Może nad jeziorem? My też uciekamy w „zielone” miejsca, ale poza nami sami studenci ;).

Aleksandra
Gość
Aleksandra

No może powinnam w takim razie bardziej uszu nadstawiać, aniżeli wypatrywać ;) Co do pogody, to nie sposób się nie zgodzić. Chociaż pod tym względem to nie mogę być chyba miarodajnym wskaźnikiem, bo my i przy słoneczku i przy kapuśniaczku maszerujemy :) Pamiętam jedną sytuację, zima, lekki mrozik, ale piękne słońce, i jakaś babulinka mnie zaczepia, że jak to?! Że ja w TAKĄ pogodę z dzieckiem na spacer?! Współczuję dzieciom, i współczuję matkom, chociaż same sobie winne, że nie wychodzą. Mi spacer wielokrotnie uratował dzień, poprawił nastrój (córce też! :), pozwolił się naładować.

Ilona Kostecka
Gość

Mój mały bez wyjścia na zewnątrz jest bardzo nieswój, ciągle chodzi przy oknie, popłakuje, ucieka w stronę drzwi, dlatego można nas spotkać nawet jak leje (cały dzień), bo to dziecko po prostu nie usiedzi w domu ;). Folia przeciwdeszczowa na wózek, parasol dla mamy, kilka minut spacerku i Kostek od razu nabiera chęci na dalszą zabawę.

Całą zimę też wychodziliśmy. Nie było ekstremalnych mrozów. Przy -10 jeszcze spokojnie można się wybrać na sanki ;). Oczywiście kwadrans, pół godziny, nosy i poliki czerwone, ale za to ile radości!

Gajzo
Gość
Gajzo

Czasy się zmieniły, facebooki weszły, internety, playstation… Choć pamiętam, że za dzieciaka rodzice musieli mnie i siostrę wręcz prosić o powrót do domu i zjedzenie obiadu czy kolacji :). Domofon dzwonił od rana. Baaa, w tamtym okresie często się przeprowadzaliśmy, ale wystarczyło wyjść przed blok i znajomości same się zawiązywały. Chociaż jak patrzę na Kostka, to on też nie będzie miał z tym problemu :p :).

Ilona Kostecka
Gość

Prawda? Każdego dnia mnie zaskakuje, jak fajnie potrafi przyciągać do siebie inne dzieci, kiedy tylko pojawią się na horyzoncie :). Niby jest nieśmiały, dostaje rumieńców na całą twarz, ale nie boi się i ciągnie go w ich stronę, oj ciągnie ;).

daybydaymum.blogspot.com
Gość
daybydaymum.blogspot.com

Czasem brakuje mi wielkiego ogrodu albo domku w lesie?ale cenie sobie duże miasto. Daje ono wiele możliwości i rozwiązań?nie tylko dla mamy z dzieckiem ale i dla samych rodziców?i choć czasem chce się uciec to nie zamieniłabym tego chyba?:D

Ilona Kostecka
Gość

Właściwie mi nie brakuje :). Las średnio lubię – kleszcze, komary, pająki, brrr… – na moment tak (czyli spacer), ale żeby mieszkać? Nieeee… Może czasami trochę widoku żal (przepięknie wyglądają drzewa tuż za płotem lub starodrzew nieznacznie wchodzący do ogrodu).

Co do dużego ogródka, ze wszystkich sił migam się od wszelkich prac na naszym maleńkim kawałku ziemi, więc zdaję sobie sprawę, że to też nie dla mnie ;).

Mario Kiliński
Gość
Mario Kiliński

Ja widziałem dzieci, które się kąpały w fontannie na Placu Wolności oraz vis a vi opery ;) w wielkim mieście ;)