Nie odrabiam z dzieckiem lekcji, bo to nie ma żadnego sensu. O edukację dbam inaczej. Jak?

Małe dzieci mają w sobie naturalny pęd do poznawania świata i dowiadywania się rzeczy. Uczą się chodzić, mówić, ciągle zadają pytania. A potem nagle to tracą. Gdzieś tak w szkole nauka zaczyna spędzać rodzicom sen z powiek. A bo dziecku się nie chce. Jest znudzone czy zniechęcone. Trzeba je pilnować, a nawet odrabiać z nim lekcje. Nigdy nie dajcie się w to wkręcić! We wpisie podpowiadam, co zrobić, żeby na nauce bardziej zależało naszemu dziecku niż nam?

nie odrabiam z dzieckiem lekcji

1. Nie odrabiam z dzieckiem lekcji. Bo swoje już odrobiłam!

No i uważam, że ma to więcej minusów niż plusów.

Może najpierw opiszę, jak to wygląda z perspektywy dziecka. W mojej rodzinie są same ścisłe umysły. Mama, tata, brat: wszyscy uwielbiali matmę. Kiedy więc poszłam do pierwszej klasy, oczywiste było, że największe problemy będę mieć z językiem polskim. I właśnie do polskiego mój tata ze mną siadał. Sprawdzał czytanie, kaligrafowanie, ortografię, no i… Dyktował wypracowania. Przez kilka lat byłam przekonana, że zupełnie nie potrafię napisać nic sama. Zresztą, nie chciało mi się, skoro wiedziałam, że ktoś to zrobi za mnie. Aż w końcu w czwartej klasie trzeba było napisać pierwsze wypracowanie na lekcji, nie w domu. Spanikowałam. „Przecież ja nie umiem sklecić nawet jednego zdania!” – myślałam w popłochu. Ale nie było wyjścia. Napisać musiałam. Pamiętam, że była to charakterystyka postaci, więc wzięłam pod lupę ulubione bohaterki z książek Musierowicz. Porównywanie ze sobą sióstr Borejko sprawiło mi ogromną frajdę, bo każda była inna, ale każda sympatyczna.

Dostałam szóstkę. Pani w recenzji napisała, że to moja najlepsza praca. I tak dowiedziałam się, że nie tylko potrafię, ale przede wszystkim lubię pisać!

Dziecko, za które lekcje odrabia rodzic, nie ma szans poznać swoich mocnych stron. Ani słabych. A to wiedza ważniejsza niż wszystkie szóstki w dzienniku, bo jak inaczej dowie się, co chce robić w życiu, a czego zupełnie nie?

Nauczyciel również nie wie, z czym uczeń ma trudności i nie jest w stanie nad tym pracować. Ani rozwijać jego talentów.

No i ostatnie, ale wcale nie najmniej ważne: w ten sposób dajemy dziecku znać, że za jego szkołę odpowiedzialny jest rodzic. Gdy nawali, to przecież nie dziecka wina. A gdy dostanie pochwałę, dobrą ocenę, wygra konkurs: jakąż może mieć z tego radość, jeśli to nie była jego praca?

Nauka powinna być ważna przede wszystkim dla naszych dzieci, bo to ich przyszłość od niej zależy, a nie nasza :)

2. Dlatego nawet nie za bardzo tych lekcji pilnuję.

Pamiętam, jak na początku pierwszej klasy pani zadania domowe zapisywała tylko na Librusie. Zbierałam się, żeby na wywiadówce przypomnieć, że to mój syn chodzi do szkoły, nie ja. Całe szczęście wychowawczyni po kilku tygodniach o zadaniach zaczęła mówić wyłącznie dzieciom. I od tego czasu nie bardzo się orientuję co, gdzie i na kiedy.

Oczywiście, rozmawiam z dzieckiem o szkole. O kolegach, o tym, co było na lekcjach. Kiedy chce mi pokazać rysunek w zeszycie albo jak rozwiązał zadanie z matmy: z przyjemnością to oglądam! ALE jak musi się nauczyć wierszyka na pamięć, to wie, że to jest jego wierszyk i w jego interesie leży, żeby tego pilnować. A nie w moim.

Myślę, że dobrze stawiać w ten sposób sprawę od samego początku.

No i warto wrzucić na luz. Edukację traktować nie jak zdobywanie kolejnych trofeów, czyli najlepszych ocen, a jak zdobywanie doświadczenia. Szkoła to świetna okazja do trenowania odpowiedzialności i systematyczności. A dziecko naprawdę więcej wniosków wyciągnie, gdy wie, że samo zapomniało. Niż gdy myśli, że mama nie przypilnowała :)

3. Zawsze przedstawiam naukę jako coś fascynującego.

W naszym domu nigdy nie pada pytanie: „Co dzisiaj dostałeś?”, bo to mogę sobie spokojnie sprawdzić na Librusie. Za to codziennie po powrocie ze szkoły pytam: „Czego CIEKAWEGO się dzisiaj dowiedziałeś?”.

Naukę traktujemy jak jedną wielką przygodę, bo naprawdę fajnie codziennie poznawać nowe rzeczy!

nie odrabiam z dzieckiem lekcji

4. Nie skupiam się na ocenach, ale często mówię o korzyściach płynących z nauki.

Lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. Lepiej umieć niż nie umieć. Mój syn szybko nauczył się czytać płynnie, bo dałam mu znać, że dzięki temu lepiej poradzi sobie w grach, gdzie często trzeba czytać instrukcje. A mama nie zawsze ma czas :). Nauczył się też dobrze liczyć, żeby móc rozporządzać swoim kieszonkowym. Chętnie uczy się języków, bo lubi podróżować. Z tego samego powodu interesuje się kulturą innych krajów, żeby wiedzieć, czy jak pojedzie do Włoch, to będzie mieć co jeść? Zdaje sobie sprawę, że im więcej wie, tym lepsze decyzje podejmuje. No i ma szansę wybrać sobie zawód, jaki tylko mu się zamarzy! A że marzy o zostaniu prezydentem, to mam kartę przetargową pt.: „No, jak chcesz dobrze rządzić tym krajem, to musisz być naprawdę mądrym człowiekiem”.

5. Nauka nie kończy się na szkole!

Mój syn nie cierpi czytanek. Nudzą go. Dlatego nie zmuszam go do wałkowania ich, bo wiem, że pani zadaje te czytanki, żeby dzieci opanowały czytanie. Zamiast tego wypożyczamy ciekawe książki z biblioteki :). Nie odrabiam z dzieckiem lekcji, bo to jego sprawa, ale pasjami gramy w gry edukacyjne. Widzę, że jego konikiem jest matma, więc drukuję mu łamigłówki. Lubi naukę przez zabawę, a my ciągle szukamy okazji, żeby właśnie w ten sposób rozwijać nasze dzieci. Więc kiedy odezwała się do mnie szkoła językowa Skyeng, czy nie chcielibyśmy przetestować ich lekcji online, od razu powiedziałam: czemu nie?

nie odrabiam z dzieckiem lekcji

Skyeng English Academy

I wiecie co? My w niej zostaniemy, bo serio jesteśmy zachwyceni!

Skyeng to jedna z największych szkół językowych w Europie. Nie trzeba wozić dziecka na dodatkowy angielski, bo lekcje odbywają się przez komputer, telefon czy tablet. Można wybrać lekcje trwające 25 albo 50 minut w zależności od tego, jak długo nasze dziecko potrafi się skupić. Wszystkie odbywają się indywidualnie z prywatnym nauczycielem. Nauczyciel mojego syna pochodzi z Ukrainy i potrafi mówić również po polsku, dzięki czemu Kostek od razu złapał z nim kontakt.

Skyeng English Academy

Skyeng English Academy

Na początku oceniany jest poziom ucznia, ale tylko po to, żeby jak najlepiej dobrać dla niego program nauczania. Na ekranie pojawiają się ciekawe ćwiczenia, które dziecko rozwiązuje razem ze swoim nauczycielem. W ten sposób poznaje nowe słówka, ćwiczy czytanie, mówienie oraz uczy się angielskiej gramatyki.


Pierwsza lekcja jest bezpłatna, więc naprawdę warto spróbować TUTAJ. A jeśli się wam spodoba i zdecydujecie się wykupić pakiet 8 (LUB WIĘCEJ) lekcji, nie zapomnijcie o moim kodzie: mumandthecity dzięki niemu otrzymacie jeszcze dwie dodatkowe bezpłatne lekcje angielskiego!*

* Skyeng to szkoła językowa dla dzieci, ale też dla dorosłych. Dla nich również kod promocyjny jest aktywny


Każdy uczeń ma swoje konto osobiste, na którym może:

  • wrócić do wykonanych wcześniej zadań, sprawdzić je, przećwiczyć,
  • odrobić zadanie domowe utrwalające zdobytą wiedzę,
  • sprawdzić słówko w słowniku. Co ważne, wszystkie słówka są wyjaśnianie po angielsku, dzięki czemu dziecko cały czas poszerza swój zasób. A odbywa się to w formie gry: im więcej słówek zna, tym bardziej jego zwierzak rośnie, jakby był karmiony wiedzą naszego dziecka :)
  • obejrzeć kreskówkę, wziąć udział w zabawie,
  • sprawdzić się w testach i zadaniach,
  • zapisać do klubu konwersacyjnego, żeby porozmawiać z rówieśnikami z całego świata!

Właśnie to, że oferta jest tak szeroka i ciekawa, najbardziej nam się spodobało. Sama nauka nie polega tylko na lekcjach z nauczycielem. Bo tak jak w życiu: uczymy się cały czas. Przy okazji, w zabawie, na spacerze, rozmawiając, oglądając bajki. Nauka jest ważna, ale również fajna! I w ten sposób warto ją dziecku pokazywać :)

(11 836 odwiedzin wpisu)
Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
najstarszy
najnowszy
Inline Feedbacks
View all comments
Koci Punkt Widzenia
4 miesięcy temu

Też uważam, że to lekcje dzieci. Moja mama tylko sprawdzała, czy zrobiłam zadania (ale chyba do 4-5 klasy tylko, potem przestała). A co do wstępu… właśnie, to szkoła zabija chęć uczenia się, bo wrzuca w schematy. Ja uwielbiam pisać, a na polskim tego nie znosiłam, bo zawsze „poeta nie to miał na myśli” :(

Olga
4 miesięcy temu

Bardzo podoba mi się twój wpis, gdy uda nam się zarazić dzieci nauką i chęcią zdobywania wiedzy. To wtedy jest już dobrze. Oczywiście chodzi mi tutaj o to poszerzanie wiedzy poza szkoła.

Majka
4 miesięcy temu

Świetny wpis! Podoba mi się takie podejście – nie zmuszasz dziecka do edukacji, bo tak trzeba, tylko pokazujesz, dlaczego warto. I to jest najważniejsza lekcja!

Dagmara
Dagmara
4 miesięcy temu

Jak zawsze mądrze i w punkt. Uwielbiam Twoje artykuły, bo przepędzają moje strachy związane z tym kiedy ja na to wszystko znajdę czas – to wszystko, czyli właśnie robienie całej masy rzeczy za moje dzieci. Na codzień czasami trudno sobie uświadomić to, że to nie jest mój obowiązek tylko ich, bo ciagle ktoś próbuje upchać mnie w ten schemat, ze mną na czele rzecz jasna ;) Jeszcze raz wielkie dzięki, że jesteś i tworzysz tą przestrzeń :) Pozdrawiam

ReDeal
3 miesięcy temu

Bardzo dobre podejście. Sama nie mogę zrozumieć dlaczego rodzice robią zadania za dzieci :(

Aleksandra
3 miesięcy temu

Zadania domowe nie są najszczęśliwszym rozwiązaniem w szkołach :) Na szczęście naszych pociech to nie dotyczy, u nas króluje ED :)