Nie histeryzuj!

DSC_0689_1

Słowa dzisiejszego tytułu – wbrew pozorom – wcale nie są skierowane do dzieci naszych przekochanych (choć czasami rozhisteryzowanych), a do… Rodziców!

Tak, tak, możesz przecierać oczy ze zdumienia, ale dobrze przeczytałaś. Trochę czasu minęło, od kiedy mój maluch pokazał całkiem duże rogi, a ja jednak żyję i mam się całkiem dobrze, dzięki czemu doszłam do kilku mądrych wniosków i jakem mama-blogerka – nie mam zamiaru zostawiać ich tylko dla siebie!

Wyobraźcie sobie sytuację, której pewnie wcale ne musicie sobie wyobrażać, bo jako żywo rozegrała się właśnie na Waszych oczach: dziecko leży. Na podłodze. Krzyczy. Ale – tak dla jasności – jest to krzyk pod tytułem: „Chcę tego!”. Nie, nie jest chore, nic go nie boli, nie woła mamy zajętej własnymi sprawami. Chce włączyć telewizor, zjeść czekoladę na kolację albo dostać zabawkę ze sklepu. Ewentualnie nie chce marchewki, ubrać kurtki lub nie zgadza się na wyłączenie bajki. Co robisz? Przytulasz? Tłumaczysz? Próbujesz odwrócić uwagę? Przeczekać krok dalej? Udajesz, że to nie Twoje dziecko? A może dajesz mu tę przeklętą czekoladę zamiast marchewki?

Nie, nie odpowiadaj. To są pytania retoryczne. To Twoje dziecko i Twoja sprawa, co robisz, bo to Ty znasz je najlepiej i na pewno już dawno znalazłaś kod dostępu do jego psychiki. Nie mnie oceniać, czy ten szyfr działa. Ty wiesz o tym najlepiej.

Dla przykładu odwróćmy sytuację. Wyobraź sobie, że wychodzisz do fryzjera. Przed wyjściem wszystkie brudne naczynia ładujesz do zmywarki i prosisz męża, żeby ją włączył, kiedy tylko skończy jeść obiad. Wracasz po trzech naprawdę trudnych godzinach (czy tylko dla mnie wyjście do fryzjera = trauma?) z idiotyczną grzywką na głowie i jeszcze gorszym kolorem, dla rozładowania napięcia kierujesz swoje kroki prosto do kuchni, żeby porzucać sobie patelniami i – tak w ramach relaksu – zrobić kolację. A tam nie dość, że zmywarka nie opróżniona, to jeszcze naczynia w środku brudne, a talerze po obiedzie nadal stoją na stole… Afera jakich mało! Przez najbliższe pół godziny wyglądasz zupełnie jak zbuntowany dwulatek! Złość wylewa się uszami…

Teraz wyobraź sobie, że Twój mąż z podkulonym ogonem zmyka do sąsiedniego pokoju i dzwoni do kolegi, żeby zapytać, jak całą sytuację odkręcić. Scenariuszy jest wiele. Jeden podsunie: „Powiedz, że dziecko dostało biegunki po jej obiedzie, nie miałeś czasu, bla, bla, bla…”, inny zdradzi: „Przytul ją! Przytul! Na moją to zawsze działa!”, jeszcze inny zacwaniakuje: „Ryknij na babę, niech wie, kto jest w domu panem, nie dawaj się tak po kątach ustawiać!” lub: „Nie zwracaj uwagi, pokrzyczy, przejdzie jej…”.

I co? Któryś kolega trafił? Zdradzę Wam tylko, że postępując zgodnie z tymi scenariuszami, mój Piotruś niechybnie dostałby brudną patelnią po łbie.

Bo jeśli w grę wchodzą emocje, nie ma jednej dobrej odpowiedzi, jak postępować. Ani ja, ani Ty nie mamy na to patentu.

Nieważne więc, jak reagujesz. Każde dziecko jest inne i to Ty znasz swoje najlepiej. Ważne, żeby zachować SPOKÓJ. To, czego w tej ciężkiej dla siebie chwili na pewno nie udźwignie, to kolejnych trudnych uczuć – tym razem ze strony rodzica.

Ok, ale wróćmy już do naszego dziecka, bo ono tam leży i krzyczy… Jak w takiej chwili zachować – u diaska! – spokój?

Ja zawsze wtedy patrzę na Kostka z dumą. Że rośnie. Rozwija się prawidłowo. Uczy się wyrażać emocje, a wyrażanie złości idzie mu już całkiem nieźle. Mądry jest za mamusią, na pewno potrafi kombinować, bo doskonale wie, jak poruszyć moje najczulsze struny, chociaż udaję, że mnie to nie rusza, wcale przecież… Ale on wie. Ponadprzeciętna inteligencja, nie inaczej! Uparty jest w dodatku, to dobrze, przyda mu się ta cecha w przyszłości, żeby osiągać zamierzone cele. Lepszy wyrazisty charakter niż żaden… I wiecie co? Zawsze wtedy mam do niego anielską wręcz cierpliwość.

Czego i Wam – Kochane Mamusie – życzę!

DSC_0691_1

18
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
Kasia A.IntroversjaMalciaHania - dookoła nas blogTedi Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Tipia
Gość
Tipia

Ah, ale jak żyć?

Bożena Jędral
Gość
Bożena Jędral

pracuję nad sobą , mimo to wciąż krzyczę…

grutt
Gość
grutt

w najgorszym okresie mielismy 1-2 histerii dziennie przez okolo pół roku. jedyna mysl to przetrwac bo kiedys mu to minie. minęło i przeszło w fazę obrażam się- nie wazne na co :) wytrwałosci życzę i spokoju.

Bartłomiej Panek
Gość

Zachować spokój. Gdyby to było takie proste… tylko to oznacza, pracę nad samym sobą, a nie nad dzieckiem. Powtarzam, bo sam na własnej skórze się o tym przekonałem, że nie ma histerii i krzyku dziecka bez powodu. Więcej rozmową i przytuleniem udaje mi się zdziałać niż krzykiem. A mówię to Wam, jako Ojciec dwójki wspaniałych chłopaków, któremu zdarza się też krzyknąć na swoje dzieci.

iza
Gość
iza

Moja ulubiona historyjka brzmi tak: Wrocławski rynek rok temu. Uroczy spacerek – mama tata i 2 latek :) Wszystko wyglądało sielankowo dopóki moja urocza córeczka nie została poproszona o ubranie przed chwilą kupionych rękawic :D i wrzzaaaaaaaask! Gołębie z rynku odlatują przerażone. Majka już leży na ziemi i drze się jeszcze głośniej. Stoimy z mężem i rozmawiamy gdzie idziemy dalej.. Ludzie przechodzą, patrzą, kręcą głowami bo nie zbieramy dziecka z ziemi, bo nie uspakajamy i takie tam.. Po 2 minutach turlanek po bruku córeczka znów urocza choć z glutami po pas pozbierała się i podreptała dalej.. w rękawiczkach :) Wytrwałości… Czytaj więcej »

lavinka
Gość

A wiesz, reaguję podobnie i sama jestem sobą zadziwiona. Nie podejrzewałam siebie o taką cierpliwość. Może dlatego, że tłumaczę sobie taki krzyk nie jako skierowany przeciwko mnie (nawet jak zarobię pięścią z rykoszetu). Po prostu wiem, że to uczucie na granicy gniewu i rozpaczy. Jak mam winić malucha za to, że jego emocje sięgnęły zenitu? Przecież wiem, że za chwilę się do mnie przytuli, żebym pocieszyła. Dla mnie to nawet lepiej, że się wścieka. Wiem, że walczy o swoje, domaga się szacunku (tak jak umie). To chyba dobrze, nie?

Hania - dookoła nas blog
Gość

Ament;-) Ty wiesz jakie ja mam na ten temat zdanie, bo przy okazji podobnego posta pisałam, ale chciałam o tym fryzjerze…Boszzz, jakie to dla mnie max intymne i krępujące i nigdy jeszcze nie wyszłam z zadowoloną miną, lecę potem szybko do domu myć włosy i układać po swojemu! ;*

Tedi
Gość

Ja mam inną metodę. Gdy mój synek wrzeszczy, wizualizuję sobie, że jestem gdzieś w lesie. Jest cisza, spokój i nic mi nie przeszkadza. To jedyne, co mi pomaga zachować spokój i nie wystawić dziecka za okno. A jak już mi złość przechodzi, mogę zacząć ogarniać sytuację :-D

Malcia
Gość
Malcia

Ostatnio doszłam do wniosku, że złość jest najłatwiejsza…bo przecież w każdej sytuacji stresowej, w każdej kłótni, nieporozumieniu najłatwiejsze, co można zrobić to się zezłościć, obrazić, nie odzywać. Bardzo to egoistyczne, uważam. Co tak naprawdę tym osiągnę, czy nie szkoda na tę złość mojego czasu…tak cennego przecież. Zdecydowałam, że będzie inaczej. Nie pozwolę sobie na taki egoizm. Będę rozmawiać, rozwiązywać problemy, próbować zrozumieć czyiś punkt widzenia…i tego będę uczyć swojego dziecka. Bo szkoda życia na negatywne emocje !

Introversja
Gość

Nauczyłam się zachowywać w takich sytuacjach spokój, choć sama jestem panikarą :) Wystarczy świadomość, że to bunt, że wszystko jest w porządku…. Tak, trzeba to sobie powtarzać za każdym razem, ale działa. Po kilku atakach buntu zamiast panikować, zaczęłam się uśmiechać. Trochę głupie, prawda? Ale przynajmniej się nie denerwuję, a przecież po chwili wszystko wraca do normy.

Kasia A.
Gość
Kasia A.

mi jak juz nerwy puszczaja, to staram sie wyobrazic, ze ja jestem w sytuacji dziecka i wtedy jakos latwiej mi nie krzyknac tylko zachowac spokoj. zawsze sobie mysle, ze nie chce, zeby ktos na mnie krzyczal. prawda jest ze tylko SPOKOJ moze matki (i ojcow) uratowac :D