Moje sposoby na utrzymanie szczupłej sylwetki

DSC_0357_2

Nie lubię tyć, bo zupełnie nie radzę sobie z odchudzaniem, co udowodniłam, gubiąc pociążowe kilogramy (a było ich naprawdę niewiele!) ponad rok. Walka o odzyskanie szczupłej sylwetki – nawet ze wsparciem Ewy! – jest dla mnie o wiele trudniejsza niż utrzymanie jej.

Dlatego wypracowałam całkiem sprawnie działający system, dzięki któremu na myśl o lecie spędzonym na plaży każda z nas mogłaby się cieszyć jak celebryntka, kiedy ma okazję zapozować na ściance ;). Jesteś ciekawa moich sposobów?

DSC_0361_1

1. Unikam słodkiego picia.

Herbata, kawa? Zdecydowanie bez cukru! A najlepiej woda – dla urozmaicenia z cytryną, miętą, a latem z orzeźwiającymi plasterkami ogórka.

Jeśli dostarczam kalorie nie tylko w pożywieniu, ale również w tym, co piję – nieważne, czy są to świeżo wyciskane soki czy coca-cola – mam ochotę wyrzucić wagę przez okno, bo pokazuje zupełnie nie to, co chciałabym na niej zobaczyć.

2. Ograniczam… Pieczywo.

To jeden z tych produktów, który warto ograniczać nawet jeśli nie cierpisz na nietolerancję glutenu. Dawno temu zauważyłam, że jeśli chcę przytyć, wystarczy, że jem kanapki na śniadanie i kolację. Dwie kromki chleba dziennie? Tak. Albo jedna bułka. Ale jeśli mi szczupła talia miła, przez resztę dnia udaję, że zapomniałam, gdzie jest chlebak.

3. Nie trawię wieprzowiny.

Na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy w życiu zjadłam schabowego. Tak, świnki są przy mnie całkowicie bezpieczne! Zamiast tego męczę mojego męża i dziecko drobiem oraz rybami – i mam dzięki temu całkiem czyste sumienie ;).

4. Jeśli chcę upiec ciasto, dzielę na pół ilość składników podanych w przepisie.

Rzadko piekę, bo w moim domu chłopaki z łakoci najbardziej lubią… Mięso ;). Ale jakem baba z krwi i kości – lubię czasami zjeść coś słodkiego! Zawsze wtedy przygotowuję małą ilość: po kawałku na wieczór i dzień następny. Cała blacha? Tylko wtedy, kiedy zapraszam gości. Dużo gości.

DSC_0362_2

5. Mało solę.

A to dlatego, że mam problem z zatrzymywaniem wody w organizmie. Nie wiem, czy ograniczanie soli faktycznie pomaga, bo nadal zdarza mi się puchnąć, ale na pewno wyjdzie to mojej rodzinie na zdrowie!

6. Uwielbiam pikantne przyprawy!

Jeśli nie piecze w gębie – to się nie liczy. Mało kto jest w stanie znieść moją kuchnię i pamiętam doskonale, że przez pierwszy rok znajomości Piotr płakał nad talerzem. Teraz już spoko, sam wrzuca do garnka papryczkę jalapeno.

Pikantne przyprawy są sekretem diety większości modelek: przyspieszają przemianę materii oraz sprawiają, że człowiek szybciej czuje sytość. Nic, tylko pieprzyć!

7. Jem powoli.

Podobno dobrze pomóc żołądkowi w trawieniu i każdy kęs przeżuć 30 razy. Liczyłaś, ile razy faktycznie przeżuwasz?

8. Naprawdę przesadzam z warzywami!

Nie mam z tym najmniejszego problemu, bo warzywa lubię bardziej niż słodycze. Serio. Wiosna to moja ulubiona pora roku jeśli chodzi o zawartość talerza: nowalijki, ogórki małosolne, kalafiory #omnomnom i #mniam. Teraz na przykład siedzę i piszę do Was, podjadając kwiatki brokuła – to jedna z moich ulubionych przekąsek.

9. Kiedy zdarza mi się zjeść trochę więcej – z okazji świąt, w trakcie wizyty w świetnej restauracji albo u mamy – następnego dnia pozwalam żołądkowi odpocząć.

Nikt nie jest święty i ja również w tłusty czwartek pączka zagryzam pączkiem ;). Czyli są dni, w których pękam z przejedzenia. Jednak nie lubię tego uczucia i mam wrażenie, że mój organizm domaga się… Odpoczynku! Nie wiem, czy sama go do tego nie przyzwyczaiłam, ale zazwyczaj jest tak, że po „obfitym” dniu serwuję sałatkę z grillowanym indykiem. Jeść dużo i tłusto cały czas? Nie, to zdecydowanie nie dla mnie – mój żołądek by nie wytrzymał!

10. Dużo się ruszam.

Nie chodzi o sam sport, tylko wszystko, co wykonuję „przy okazji”. A takich okazji każdego dnia próbuję znaleźć jak najwięcej. Zamiast wsiadać do windy, wspinam się po schodach. Po mieście poruszam się komunikacją miejską – spacer na przystanek na pewno spala więcej kalorii niż zejście do garażu. Ze sklepu wracam z dzieckiem okrężną drogą. Każda z nas ma niezliczoną ilość okazji, aby rozruszać się w ciągu dnia: korzystajmy z nich, skoro są – w przeciwieństwie do siłowni – zupełnie za darmo…

Tak naprawdę uważam, że nie warto wszystkiego sobie odmawiać, bo zakazany owoc smakuje najlepiej, więc jeśli dziś nałożę szlaban na czekoladę, to za trzy dni zamiast dwóch kostek zjem cały słoik Nutelli! Nie potrafię też zrezygnować z masła, majonezu czy… śmietany. Pewnie dlatego wszelkie diety są zupełnie nie dla mnie.

Sekret tkwi w umiarze, czyli: wszystko jest dla ludzi. Byle łyżeczką, a nie chochlą!

DSC_0366_1

15
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
#ckowskaPatrycjarainbowIlona KosteckaAnna Choińska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
ewa
Gość
ewa

Najbardziej podoba mi sie to ostatnie zdanie, dotyczące umiaru i jedzenia łyżeczką nie chochlą. Bardzo fajny tekst, twoje rady są w sumie proste i do wykorzystania przez każdego. Nie wymagają wielu wyrzeczeń i łatwo wdrożyć je w życie :-)

Joanna Joanna
Gość
Joanna Joanna

cudowna Malta

Tedi
Gość

Umiar jest zdecydowanie najważniejszy, bo nawet samą papryką można się utuczyć, gdy się jej je hurtowe ilości ;-)

#ckowska
Gość

Papryką wypchaną mięsem mielonym :D

Kinga Wójcik
Gość

Masz rację, najważniejszy jest umiar i trochę ruchu!

PasjoMatka
Gość

jak masz problem z zatrzymywaniem wody w organizmie polecam herbatkę z pokrzywy. :) Bardzo polecam. ;D

klaudia
Gość
klaudia

Fajnie sie czyta ten tekst, tylko trochę za dużo wykrzyknikow :)

Aga
Gość
Aga

Ilona fajny tekst, a te twoje NB buty to sa przecudne!

Anna Choińska
Gość

Wspaniałe wskazówki ;)

rainbow
Gość
rainbow

Bardzo fajny artykuł. Jasno, krótko i na temat. Takie lubię. Będę zaglądać tu często pozdrawiam ;-)

Patrycja
Gość

Świetny post! aż chyba pójdę poćwiczyć :D