Mission Imposible czyli zakupy z dzieckiem – historia prawdziwa

Kobiety kochają zakupy i kochają dzieci. Niestety, te dwie miłości bardzo trudno ze sobą pogodzić.

Kiedy zachodziłam w ciążę, nie miałam pojęcia, że oznacza to dla mnie wygnanie. Ze sklepów. Na dobrych kilka lat! Wiem, nikt nie mówił, że będzie lekko. Nikt też nie mówił, jakie to ciężkie. Że zakupy matki to tragedia w 5 aktach:

Akt 1 czyli po co kupować ciuchy, kiedy planujesz ciążę?

Wiadomo, że za moment figura się zmieni. Nie wiadomo jednak na jaką. Czy urośnie sam brzuch czy może jeszcze tyłek? Są też takie, którym rosną kostki… Mnie na przykład urosły stopy. Tak, nie wróciły do rozmiaru sprzed ciąży!

Ale nawet jeśli w pocie czoła wrócisz do dawnych kształtów (i stóp), moda zdąży się zmienić 1498970 razy. Moje przedciążowe ubrania wyglądają prawie tak wystrzałowo jak koturny z czasów Spice Girls. Jednak co zrobić, skoro to najlepsze ciuchy jakie mam? Bo potem było już tylko gorzej…

Akt 2 czyli nic – co ładne – na mnie nie pasuje!

Miesiące chodzenia w za dużych spodniach i swetrach. Miesiące całe z byle jakimi butami, byle nie wiązanymi. Jak ja zazdrościłam kobietom, które ciąże przechodziły latem! Te fikuśne sukienki, oversizowe tuniki! Ale nie. Byłam skazana na odpiętą kurtkę mojej mamy w kolorze, który pasował do mnie jak Magdalena Ogórek na prezydenta.

Z utęsknieniem wyczekiwałam chwili, kiedy w końcu urodzę. Nie, nie po to, żeby zobaczyć dziecko. Ja po prostu naprawdę bardzo chciałam iść w końcu na porządne zakupy!

Akt 3 czyli przeprawa z wózkiem.

No i poszłam. W te wąskie przejazdy pomiędzy sklepowymi alejkami, z płaczącą spacerówką, ilekroć przestawałam bujać, żeby chwycić jakąś sztukę odzieży. A potem prosto do przymierzalni, w której… Nie było dla nas miejsca. Mogłam co prawda zostawić wózek na środku sklepu, ale ej! Własne dziecko okazało się dla mnie droższe niż nowa para dżinsów.

Akt 4 czyli mam racice zamiast nóg.

I wtedy nadszedł ten moment. Mój syn siedział już w wąskiej spacerówce i nawet ze spokojem żuł suchą bułkę. Wpadłam do CH prosto z placu zabaw i zaczęłam mierzyć wszystkie sukienki oraz spódniczki jakie tylko znalazłam, bo sukienki oraz spódniczki to w mojej szafie towar deficytowy.

Pierwsza sukienka – tragedia. Druga, trzecia, siódma – patrzeć na siebie nie mogłam! Obiecałam sobie nigdy więcej nie zjeść kostki czekolady. Nawet na nią nie spojrzeć! Wyglądałam jak karzeł z racicami zamiast stóp. I nagle do mnie dotarło. To nie wina mojej figury! To nawet nie wina sukienek! To te przeklęte New Balance!

Ale co zrobić, jak żyć, skoro w innych butach nie nadążam za moim dzieckiem?

Akt 5 czyli chodzące dziecko, co w praktyce oznacza dziecko biegające.

Teraz Kostek kocha szoping nie mniej niż jego mama. Jego mama za to nie kocha szopingu z Kostkiem. Bo on myśli, że bawimy się wtedy w… Chowanego! Tak, biega i ukrywa się w przymierzalniach. Pół biedy, jeśli wpadnie do jakiejś obcej baby. Jest zawstydzony nie mniej niż ona i udając, że wcale go tu nie było, daje nogę.

Najgorzej jest wtedy, kiedy trafi na mamę… Krzyczy i w podekscytowaniu zrywa zasłonę, bo chce się wszystkim pochwalić, że – a kuku! – znalazł mnie. Więc pokazuje swoją rodzicielkę zebranym pod przymierzalnią facetom z wyrazem triumfu w oczach: „Tu jest! Tu jest moja mama!”. To nic, że w majtkach…

Szlag by to trafił. Wychodzi na to, że zakupy: przed ciążą nie, w trakcie tym bardziej, po ciąży raczej nierealne, a z biegającym dzieckiem – zupełnie niemożliwe.

Nie ma co się potem dziwić, że jedyne, po co matka chodzi do centrum handlowego to zabawa w kuleczkach tudzież zakup nowych dresów. One zawsze dobrze leżą. I to bez mierzenia.

11
Dodaj komentarz

7 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Gość
Kasia A

A ja się wybieram na zakupy bez dzieci, z powodów powyżej, ale…Najlpierw kupuje cos dla dzieci, a potem..przeważnie juz nie mam energii na zakupy dla siebie albo za dużo wydalam na dzieci albo musze juz wracać do domu. I zawsze sobie powtarzam, ze następnym razem będzie inaczej, ale zawsze cos dla dzieci trzeba kupic- nie but to kurtkę, bluzke itd. I tu sie historia powtarza :)

Gość

oj znam to … od narodzin syna lubię tylko zakupy spożywcze, gdy dziecko jest w wózku, lub najlepiej w domu z tatą ;-)
chodzenie po galeriach handlowych z dzieckiem to w sumie bieganie, za maluchem, kiedyś nawet zainwestowałam 10 zł w wózek – auto, którym niesamowicie podekscytował się mój syn, niestety tylko na 5 minut, potem musiałam oddać wózek z całym majdanem ojcu i znowu biegać za dzieckiem ;-)

Gość

Już nie wspomnę o spożywce!! To dopiero jest hard core!!!!

Gość
Matko Zabawko

Dlatego na zakupy wybieraj się sama. W końcu dziecko ma też ojca ;) a Ty będziesz mieć chwile dla siebie !

Gość

O tak! Ja i dziecko na zakupach to przemienna desperacja i zrezygnowanie.

Gość

I te lustra w przymierzali to jakiś koszmar, bo wszystkie albo pogrubiają albo wykrzywiają ;)

Gość
Asia

Po ciuchy nigdy nie byłam z małym- to nie ma sensu. A co do a-kuku to przeżyłam raz taki stres, nikomu nie życzę. Mały mi zniknął w Tesco gdzieś na dziale z ubraniami. Wyobraźnia w takich momentach szaleje- już widziałam odurzonego synka w szponach handlarza dziećmi. brrrr