Miejsca, gdzie rodziny z dziećmi nie mają wstępu – tak czy nie?

Zaczęły się wakacje, a więc mój wall na facebooku zalały narzekania na dzieci w miejscach publicznych, zupełnie jak polskie ulice zalewa właśnie fala upałów. Co rusz trafiam na reklamę restauracji czy hoteli, które szczycą się tym, że do nich dzieci poniżej 14. roku życia mają zakaz wstępu. Z tym zakazem od zawsze mam problem. Choć starałam się wielokrotnie to zrozumieć i zaakceptować fakt, że są ludzie, którzy szukają spokoju z dala od zgiełku rodzin, to jednak… Nie potrafię! Widać, nie jestem aż tak wyluzowana. Dlatego postanowiłam przestać w końcu udawać, że czuję się z tym ok. Że to nawet spoko, szeroki uśmiech na twarzy i idziemy gdzie indziej, skoro tu mnie nie chcą, bo mam dzieci. No ale serio! To jest …ujowe do potęgi entej, a nie spoko! I już tłumaczę dlaczego…

miejsca gdzie rodziny z dziećmi nie mają wstępu

MIEJSCA, GDZIE RODZINY Z DZIEĆMI NIE MAJĄ WSTĘPU – DLACZEGO JESTEM NA NIE?

1. Jak dzieci mają się nauczyć zachowywać w miejscach publicznych, skoro najchętniej zamknęlibyśmy je w domu?

Moje dzieciaki od urodzenia chodzą do restauracji. Nie miały miesiąca, kiedy zabrałam je tam po raz pierwszy, bo lubię jeść na mieście bardziej niż gotować.

Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale naprawdę nie każda matka codziennie z pasją miesza w garach.

Właśnie dzięki temu, że jedzą nie tylko w domu, wiedzą, jak się zachować. Serio. Nie rzucają talerzami, nie biegają, nie wpadają na kelnerów. Nie wyjadają innym gościom z talerzy i nie krzyczą, kiedy wokół jest cicho.

Bo teraz wyobraź sobie, że ktoś zamyka cię na kilka lat w domu. Wychodzisz stamtąd do ludzi całkiem dzika, prawda? Żadne dziecko nie będzie zachowywać się zgodnie z regułami w eleganckiej restauracji, ale również w teatrze czy kościele, jeśli nie będzie tam zabierane!

2. To również zamykanie matki w domu.

Jakby zapytać matki, co im na macierzyńskim najbardziej przeszkadza, to idę o zakład, że 9/10 odpowie: „samotność”.

Nie chodzisz do pracy. Mama, przyjaciółka daleko. Mąż do wieczora w pracy.

Nie, uśmiech bombelka wszystkiego nie wynagradza :).

W idealnym świecie ludzie powinni mieć kasę na nianię, a w państwowych placówkach powinno być miejsce dla każdego dziecka. Ale my nie żyjemy w idealnym świecie, tylko w Polsce. Matki siedzą w domu ze swoimi dziećmi LATAMI.

I teraz powiedz takiej kobiecie, która nie może podrzucić dziecka do dziadków, ale ma potrzebę spotykać się z innymi ludźmi, bo guganie nad kołyską jej nie wystarcza, że sorry, u nas nie wypijesz nawet kawy, bo jesteś mamą. Zapraszamy za 14 lat. A co to, ja jakaś gorsza jestem? Wszawicę mam? Czy po prostu małego człowieka w wózku?

3. Jeśli nie wychowasz sobie klienta – nie będziesz go mieć.

W miejscowości, z której pochodzę, był sklep. Ze względu na kolor elewacji nazywaliśmy go „czerwonym”. Mijałam go codziennie w drodze do i ze szkoły. Dlatego tam zaglądałam. Mimo, że panie nie były dla mnie oraz innych dzieciaków miłe.

Dzisiaj trochę je rozumiem, bo kupowaliśmy tam zazwyczaj gumę balonową, oranżadę czy lody na spółkę, zostawiając od 10 do 50 groszy na ladzie, więc zarobek żaden :) ale wtedy bardzo się dziwiłam, że kiedy idę sama, to nikt nie chce mnie obsłużyć, a jak idę z tatą, to sprzedawczynie biegają wokół.

Bardzo szybko nauczyliśmy się, że lepiej iść do sklepu na rynku, bo chociaż droga dłuższa, to i tak wyjdzie szybciej niż czekać kwadrans, aż ekspedientka w „czerwonym sklepie” raczy się ruszyć. No i upokorzenie mniejsze.

Mijały lata, dzieciaki dorastały i zakładały własne rodziny. I już nie miały w kieszeni groszówek, a dziesiątki i setki do wydania. Jednak to upokorzenie w głowie zostało. To przyzwyczajenie, żeby jednak chodzić na rynek, a nie do „czerwonego”. Sklepy na rynku trzymają się do dziś. „Czerwony” zniknął z powierzchni ziemi zanim wyjechałam na studia.

Bardzo dobrze czuje to IKEA, McDonald’s czy Lidl. Lojalnych klientów wychowuje się od pieluchy! Dzisiaj przyjmiesz dziecko z otwartymi ramionami i dasz mu zabawkę albo mały koszyk z chorągiewką na zakupy, a za 20 lat przyjdzie do ciebie z taką samą radością. I z własnymi dziećmi.

4. Jeśli dzieci w miejscach publicznych ci przeszkadzają, to może sam zostań w domu?

Jest takie powiedzenie, że jeśli przeszkadza ci kobieta karmiąca piersią, to może za długo na nią patrzysz? Odwróć wzrok. I tobie, i jej będzie lepiej.

Restauratorzy oraz hotelarze tłumaczą się, że nawet dorośli, którzy mają dzieci, chcą czasami odpocząć w ciszy. Tylko że kiedy ja chcę odpocząć w ciszy, to zostaję w domu, a nie idę do miejsca pełnego ludzi!

Poza tym nie wiem, jak bardzo słabej trzeba być konstrukcji psychicznej, żeby stresować się dzieckiem płaczącym przy stoliku obok. Ja tam się zawsze w takich chwilach cieszę, że to nie moje i to nie ja muszę się nim zajmować :).

5. Zakażmy też wychodzenia ludziom starszym, niepełnosprawnym albo rudym!

Że to byłaby dyskryminacja? No właśnie!

A ty co o tym myślisz? Miejsca, gdzie rodziny z dziećmi nie mają wstępu to fajny pomysł dla singli i osób, które chcą odpocząć od dzieci czy totalnie nie?

miejsca gdzie rodziny z dziećmi nie mają wstępu

34
Dodaj komentarz

avatar
22 Comment threads
12 Thread replies
27 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
26 Comment authors
Olae-milkaAgnieszkaOticzkaMalgorzata Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Ola
Gość
Ola

Tak – to jest ważny temat. Kiedy powiedziałam mężowi o miejscach tylko dla dorosłych – oburzył się. Ja to jakoś zrozumiałam i przyjęłam, ale jak się głębiej nad tym zastanawiam… to czuję przede wszystkim punkt piąty – mile widzimy w przestrzeni publicznej tylko osoby dorosłe, zdrowe, zrównoważone i stonowane… a dzieci, ludzie starsi i niepełnosprawni niech zejdą nam z oczu i nie przeszkadzają w relaksie. To jakieś nieludzkie i nie chcę żyć w takim społeczeństwie. To od tych niesfornych dzieci zależeć będzie niedługo jak będzie wyglądał nasz świat – kiedy my opadniemy z sił i usuniemy im się z drogi.

Klaudia
Gość
Klaudia

Nie zgadzam sie zupełnie. Tekst napisany bardzo wrogo i zbyt emocjonalnie. Argumenty do mnie nie przemówiły, są zbyt ogólnikowe, a wręcz dziwne, np. O zamykaniu matek w domu. Piszesz to tak jakby szef Amaro nie pozwalał Tobie lub innym matkom wręcz wyjść z domu i robił to na złość. Uważam, ze takie miejsca wypełniają jakaś nisze na wolnym (!) rynku. Myśle, że w Twoim wywodzie nadużyłas słowa ?dyskryminacja?. Idąc Twoim tokiem myślenia to Ty dyskryminujesz tych, którzy chcą otwierać hotele, restauracje itd. 14 plus, czy tych, którzy chcą z tego skorzystać, jakby Ci ludzie z jakiegoś powodu byli dysfunkcyjni. Niestety… Czytaj więcej »

Beata
Gość
Beata

Trochę się zgadzam. My matki chcemy być akceptowane przez wszystkich i wszędzie jak jakieś nadprzyrodzone (ja mam trójkę). Jednak jako singielki albo inaczej nie dzieciate też nas wkurzały wrzeszczące i płacząc dzieci. Trochę luzu dla wszystkich i chyba nie przemówił tu tolerancyjny kobieta w tym artykule. Przemówił tylko matka. A szkoda.

Joanna
Gość
Joanna

Wczorajszy wyrok trybunału konstytucyjnego, który zdjął z drukarza odpowiedzialność za odmowę wykonania usługi ze względu na przekonania jest bardzo szkodliwy. Takie odmowy można porównać do odmowy wstępu określonym osobom. W przypadku hoteli i restauracji, które w przeciwieństwie do zamarł (stargetowany,jak wspomniała Ilona) zamykają drzwi ze względu na wiek, a nie ofertę (np kluby gogo),to szkodliwa sytuacja. Kiedyś Ty będziesz niemile widziana, bo będziesz ?śmierdzącym staruchem?, bo będziesz na wózku i trzeba będzie miejsce specjalnie robić i wc przystosować. Argument o matce zamkniętej w domu Cię nie przekonuje, dlatego że teraz masz gdzie z tym dzieckiem iść. Mnie argumenty Ilony przekonują.… Czytaj więcej »

Mariusz
Gość
Mariusz

Ten wyrok był jedynym słusznym wyrokiem. To była prywatna firma i nikt nie powinien narzucać właścicielowi kogo ma obsługiwać a kogo nie. Jak przychodzą do Ciebie świadkowie Jehowy czy ktokolwiek inny to ich wpuszczasz i czestujesz kawą czy zamykasz drzwi. Myślę, że wielu takim osobom nawet nie otworzysz bo to Twój dom i masz prawo wybrać kogo Wpuszczasz a kogo nie. Tak samo jest z prywatnym przedsiębiorcą. Ma prawo decydować kogo chce obsługiwać a kogo nie oraz do jakiej grupy docelowej kieruje swoją ofertę. Narzucanie mu przymusu obsługi Chińczyków czy matek z dziećmi czy kogokolwiek innego jest ograniczanie jego wolności.… Czytaj więcej »

Alexander
Gość

Mam podobne zdanie, to nie jest w żadnym punkcie dyskryminacja, jest wiele restauracji, hoteli, itd. które obsługują dzieci, więc trzeba z tego korzystać, a nie pchać się tam gdzie ludzie sobie tego nie życzą

Patrycja
Gość

Czyli zamykanie matki w domu jest złe, ale zamykanie w domu kogoś, kto chciałby w spokoju zjeść obiad na mieście już jest ok? Moim zdaniem dobrze, że część lokali ma takie zakazy. Dzięki temu każdy ma szansę na znalezienie miejsc, w których będzie czuł się dobrze. Sama przed urodzeniem dziecka chętnie korzystałam z takich ofert ;)

Beata
Gość
Beata

A ja myślę mimo posiadania trójki dzieci że takie miejsca nie są niczym złym. To trochę tak jak mnie wkurzają awanturujący i imprezujący młodzieńcy gdy moje dzieci idą spać o 20 np na jakimś kempingu czy nawet w hotelu. Każdy ma prawo oraz możliwość wybierania miejsc dla siebie. Ja jadąc z dziećmi sprawdzam czy są tam dla nich warunki czy nie. A gdy chcę spędzić czas z samym mężem też wybieram inne miejsca gdzie będziemy mogli spokojnie pobyć razem.

Magdalena
Gość
Magdalena

Dawno nic tak mądrego nie czytałam. Pozdrawiam serdecznie

Natalia
Gość
Natalia

A ja się z tobą zgadzam. Poruszyłaś ważny temat. W naszym kraju nadal obowiązuje zasada, że „dzieci i ryby głosu nie mają”, nic dziwnego, że wydziela się strefy bez nich.

Wydzielmy strefy bez panów po piwie. Czyż nie przeszkadzają jeszcze bardziej? Już to widzę ;)

Paulina
Gość
Paulina

Przez to, że pracuję z dziećmi uważam, że miejsca gdzie ich nie ma są potrzebne. Mam swoje dziecko, często korzystam z opcji dedykowanej dla rodzin. Ale gdy wybieram się „w miasto” sama (lub znajomymi) wybieram miejsca gdzie raczej dzieci nie spotkam. Płacz, bieganie, krzyki, nieprzewidywalność dzieci przeszkadzają. Gdy ma się z tym zawodowo do czynienia, trzeba od tego odpocząć.

Emigratka
Gość

Moim zdaniem fajnie, że są miejsca gdzie nie ma dzieci. Oczywiście jestem matką i od czasu do czasu jadamy na mieście. Wybieram wtedy lokale „family friendly”, gdzie przy okazji jest kącik dla dzieci, plac zabaw albo zestaw startowy w postaci kolorowanki itp. Jemy wtedy na luzie, jak moja 3latka się rozpłacze to nie patrzą na mnie wrogie oczy dookoła, bo większość ludzi jest z dziećmi, którzy wiedzą, że słomka w złym kolorze może wywołać atak histerii. I tu nie ma nic wychowanie do rzeczy. Przynajmniej nie w przypadku 2-3 latków. Natomiast gdybym miała okazję wyjść z moim partnerem na randkę… Czytaj więcej »

Justa
Gość
Justa

Tak się nad tym zastanawiam i hmm stwierdzam że to jest poprostu smutne, ale niestety tego nie zmienimy… Nie chodzę do restauracji regularnie z dziećmi w Mc Donald kupujemy drive i lecim na chatę, kwestia poprostu tego że to Ja nie lubię jadac w miejscach publicznych, wyjątkiem są oczywiście obiady gdy pojedziemy gdzieś dalej, i tu ku mojemu zdziwieniu i oczywiście wielkiej radości okazało się że moje dzieci potrafią zachować się w restauracji dużo lepiej niż ja sama czy inni ludzie którzy tam przychodzą bez dzieci… A propos Lidla, u nas niedawno weszły wózeczki dla dzieci, i moja córka teraz… Czytaj więcej »

Piotr
Gość
Piotr

Ja odnoszę zupełnie inne wrażenie. Dziś modne jest robienie wszystkiego przyjaznego dzieciom. Wszędzie kąciki dla dzieci, przewijaki, dania dla dzieci, restauracje z pokojami zabaw, rodzinne miejsca parkingowe itd. Faktycznie, często jest to urządzane „na odwal”, byle było, ale jednak ta moda jest bardzo wyraźna. Miejsca dedykowane wyłącznie i jawnie dorosłym to nisza na rynku. No, ale to tylko moje wrażenie. Mieszkam w Trójmieście. Może w innych rejonach Polski faktycznie jest, jak piszesz. Sam mam dziecko i jestem gorącym zwolennikiem miejsc, gdzie dzieciarnia nie ma wstępu – takich enklaw dla dorosłych. Takie lokale to dobra przeciwwaga rynkowa dla tej słodko cukierkowej,… Czytaj więcej »

Ania
Gość
Ania

No, jeżeli dla Ciebie absurdem jest fakt dyskryminacji kobiet czy mężczyzn, to od razu widać, ze mamy do czynienia z białym panem w czarnej Ameryce. Empatia!

Piotr
Gość
Piotr

Nie fakt dyskryminacji, ale zestawianie pojęcia dyskryminacja z płcią czy wiekiem. Ludzie o znacznych różnicach biologicznych w jednych kwestiach będą żyć w symbiozie, a winnych się znosić / wykluczać. To jest biologia, która nie zna mitu o równouprawnieniu.

Bea
Gość

Wydaje mi się, że na rynku jak najbardziej słuszne jest istnienie różnorodności, co oznacza miejsca, gdzie można i nie można wchodzić z dziećmi/ psami/ gdzie trzeba być cicho/gdzie można sobie potupać. Trzeba też zrozumieć potrzeby społeczeństwa, bo ktoś może lubić zjeść na mieście, ale jednocześnie w towarzystwie osób, które będą się zachowywały podobnie do niego, w miejscu pozbawionym pisków, biegania, krzyków czy płaczu (uogólniam, nie linczujcie). I fakt, może jest to segregacja, ale jak ktoś wchodzi do restauracji, gdzie jest kącik zabaw dla dzieci, to powinien zaakceptować fakt, że będzie stamtąd słychać piski i chichot, a nawet i płacz. Ale… Czytaj więcej »

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Czysta demagogia! Przecież nie jest celem zamknięcie WSZYSTKICH restauracji, kawiarni, hoteli przed rodzinami z dziećmi! To jest ogromna część rynku, są miejsca, które specjalizują się w takiej ofercie i nigdy z gości z dziećmi nie zrezygnują.
Chodzi o WYBÓR. O możliwość znalezienia się – kiedy chcesz – w miejscu BEZ DZIECI! Myślę, że młodym rodzicom też może dobrze zrobić zjedzenie raz na czas kolacji wśród dorosłych, bez towarzyszących „atrakcji” dziecięcych. Żyjmy i dajmy żyć innym – na przykład tym, które małych dzieci w otoczeniu nie trawią.

Tatiana
Gość
Tatiana

Jeśli chodzi o wychowanie sobie klienta to zupełnie się z Tobą zgadzam. Ale chyba po prostu nie ma sensu drążyć tematu bo tych miejsc nie ma aż tak dużo i chyba ciężko się odbić od ściany z zaskoczenia. Ja patrzę na to w ten sposób, że po co pchać się tam gdzie nas nie chcą. To tak jak z tym czerwonym sklepem, lepiej być w miejscu gdzie nas uszanują i potraktują poważnie choćby było dalej. Jeszcze się nie natknęłam na takie miejsce, więc być może dlatego nie widzę w tym nic złego. I mimo, że dziecko mam, podobnie jak Ty… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Mam dwójkę dzieci i nie przeszkadza mi to. Nie czuje się niechciana z dziećmi, po prostu chodzę do miejsc, gdzie wiem że moga być. Nie uważam tego jako deskryminacje, tylko chęć przebywania w ciszy i spokoju. Myślę, że nie trzeba brać tego aż tak bardzo do siebie, ponieważ jest mnóstwo miejsc gdzie z dziećmi można chodzić nawet w malych miastach. Jeżeli mi się zdarzy czasem gdzieś wyjść z mężem bez dzieci, siadam jak najdalej od salek dla dzieci itd. nie ma w tym jakiegoś większego przesłania po prostu chce powiedzieć w ciszy. Swoje dzieci kocham oraz lubię cudze. Nie ma… Czytaj więcej »

Mariusz
Gość
Mariusz

Bardzo błędne myślenie. To są prywatne przedsiębiorstwa i nikomu nic do tego jak je ktoś prowadzi. Czemu nie czepiam się kościołów czy meczetow że nie można tam wchodzić w z gołymi ramionami. Nie można ograniczać wolności prywatnego przedsiębiorcy. To jego biznes i jego sprawa jak go prowadzi. Czy idąc do opery czy filharmonii cieszylibyscie się gdyby na sali było dziecko ktore płacze przez połowę występu. Ostatnio taka sytuacje miałem na występie kabaretowym – przyszła mamusia z 2 miesięcznym dzieckiem które przez połowę występu darlo się w niebo głosy przeszkadzają występującym i widowni, którą nie słyszała co mówią występujący. Do prywatnych… Czytaj więcej »

Mariusz
Gość
Mariusz

Jeszcze o matkach karmiących: ” jeśli przeszkadza ci kobieta karmiąca piersią, to może za długo na nią patrzysz? Odwróć wzrok. I tobie, i jej będzie lepiej” – bzdura. Mam żonę i 2 dzieci, lubimy jeździć na różne wycieczki itp. nieraz zdarzało się, że trzeba było nakarmić dziecko w miejscu publicznym tyle, że w takiej sytuacji szukaliśmy z żona ustronnego miejsca (za ścianą, drzewem kwiatkiem itp, gdzieś w kąciku) tak żeby nie przeszkadzać innym i żeby inni nie przeszkadzali nam. Żona osłaniała się pieluszką tak żeby to zrobić dyskretnie. Nawet jeśli kobieta się nie krępuje i nie przeszkadza jej obnoszenie sie… Czytaj więcej »

Marzena
Gość
Marzena

Jak byłam dzieckiem to kiedy mama karmiła piersią brata to robiła to w ustronnym miejscu i nigdy przy mnie. Odchodziła do pokoju obok i nie było mi wolno tam wchodzić, zaglądać ani przeszkadzać (brat jest młodszy 5 lat). Mama nigdy nie karmiła brata publicznie a jak sobie radziła z logistyką, nie wiem. Widocznie można sobie radzić bez ostentacyjnego wywalania cyca. Przykro mi, z domu wybioslam, że takie rzeczy wymagają prywatności. Czy mi przeszkadzają mamy karmiące publicznie? Nie, nie przeszkadzają ale uważam to za niekulturalne. I to nie jest tak, że każdą karmiąca panią wrzucam do jednego worka. Bo to jest… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Ludzie sa rozni,dzieci sa rozne wiec stad wynika rozroznienie na miejsca dla rodzin z dziecmi i bez nich.nie kazdy chce sluchac placzow i wrzaskow podczas obiadu,czy podczas relaksujacego weekendu w spa,niekoniecznie czy sam posiada dzieci,dodatkowo miejsce przystosowane dla dzieci bedzie mialo specjalny pokoik czy kacik do zabaw,natomiast to dla doroslych takiego nie musi miec. W Polsce brakuje zrozumienia dla roznorodnosci,po co ta wrogosc czy ze strony matek czy bezdzietnych,szanujmy siebie,swoje rozne wybory i potrzeby,po co jatrzyc?

Malgorzata
Gość

Twój wywód miałby sens tylko i wyłącznie wtedy gdyby wszystkie restauracje były niedostępne dla dzieci. A tak przecież nie jest. Tylko niektóre miejsca wprowadziły takie a nie inne reguły. I bardzo dobrze! Mam dwójkę cudownych dzieci, które potrafią się zachować w restauracji, ale miałam wielką nieprzyjemności doświadczyć obecności takich dzieci, które nie potrafią. I najbliższy mój wyjazd bez dzieci zdecydowanie wybiorę hotel, który dzieci nie wpuszcza. Idąc Twoim tokiem rozumowania można by się oburzać, że hotele pięciogwiazdkowe nie chcą mnie przenocować za kwotę trzugwiazdkowego. Nie stać mnie by więcej zapłacić ale czuje się dyskryminowana. Dlaczego mam czekać aż zarobię? Chce… Czytaj więcej »

Oticzka
Gość
Oticzka

A ja się zgadzam z miejscami tylko dla dorosłych. Myślę, że autorka tekstu przesadziła. Przecież nie chodzi o to, żeby NIGDZIE, do żadnej restauracji nie móc wyjść z dzieckiem, tak aby zamknąć mamę i dzieci w domu, chodzi o to, żeby były niektóre takie miejsca, gdzie można w spokoju porozmawiać z przyjaciółmi. Nie oszukujmy sie, nie wszyscy rodzice zwracają uwagę na zachowanie swoich dzieci. Sama bywam świadkiem jak małe dzieci przebiegają pod nogami kelnerów i rodzice nie zwracają na to uwagi, tak samo z krzykiem, płaczem, karmieniem piersią, itp. Czy to takie dziwne, że w NIEKTÓRYCH restauracjach dorośli chcieliby uniknąć… Czytaj więcej »

Agnieszka
Gość
Agnieszka

A mnie zastanawia jak duża jest skala takiego „problemu”? Mieszkam w średniej wielkości mieście i jedynym miejscem z ograniczeniem dla dzieci (zakaz wstępu dla dzieci w dwa-trzy dni w tygodniu) jest kocia kawiarnia i tu ograniczenia ze względu na dobro zwierząt jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe. Zostaje mi więc spory wybór innych restauracji, nawet w takim właśnie średnim mieście. Nie mam pojęcia jak jest w innych miastach, ale wydaje mi się że im większa miejscowość tym więcej miejsc z zakazem wstępu dla dzieci, ale też większą ilością restauracji gdzie można przyjść z całą rodziną. Po kilku latach pracy w… Czytaj więcej »

e-milka
Gość
e-milka

Zazwyczaj myślę podobnie jak Ty, ale w tym punkcie się nie zgadzam. Mimo, że moje dzieci też bywały, może rzadziej w kawiarniach, ale w muzeach, bibliotekach, na wystawach, raz nawet na zajeciach w ramach nostryfikacji czy w pracy. I też mam dzieci, które mi dają czasem popalić, za to przez otoczenie są chwalone za zachowanie (pośrednio i wychowanie). Ale uwazam, że powinny być takie enklawy dorosłości. Może i mam słaba psychikę, ale dziecko płaczące przy stoliku obok i co gorsza, czasem reakcja rodzica mnie rusza. A są momenty, gdy nie chce się nad tym zastanawiać. Od zawsze wsiadam do innego… Czytaj więcej »

Ola
Gość
Ola

W tym temacie mam zupełnie inne zdanie niż Ty. Jako mama dwójki dzieci uwielbiam hotele tylko dla dorosłych. Jeśli juz mam taka okazje to z chęcią poprostu odpocznę od dzieci i sytuacji z nimi związanymi. Zrobię to, zeby naładować baterie w ciszy i spokoju. Za tydzień będę w takim hotelu i juz nie mogę sie na to doczekać. Cieżko zrozumieć mi to oburzenie z Twojej strony. Każdy kto otwiera biznes ma jakaś grupę docelową-dla jednych są to rodziny z dziecmi dla innych nie. I tyle w temacie-mamy wolny rynek. I nie łączmy proszę dzieci z osobami starymi czy niepełnosprawnymi bo… Czytaj więcej »