Lubisz to, co w życiu robisz?

DSC_0689

Generalnie trzeba bardzo uważać na to, co się przy swoich dzieciach mówi. Bo nawet jeśli nam się wydaje, że one jeszcze nic nie rozumieją, są za małe i w ogóle jakieś takie niekumate – to mamy rację. Tylko nam się wydaje ;). Dzieci chłoną jak gąbka. Nasze słowa, nasze zachowania. A potem – mniej lub bardziej świadomie – odtwarzają schemat. Schemat domu rodzinnego. Dlatego wśród wielu tematów, przy których warto się ugryźć w język, zanim powie się o jedno zdanie za dużo, temat naszej pracy jest jednym z najważniejszych.

ROZPĘTAŁA SIĘ W OSTATNICH LATACH BURZA

Czy dzieci sześcioletnie posyłać do szkół. Dla jasności – nie mam zdania w tym temacie, bo na zdrową logikę to zupełnie obojętne, czy sześciolatki będą się uczyć czytać w przedszkolu tak jak my czy w szkole, jak to zakładała przedostatnia reforma edukacji. Jedyne co mi się nie podoba, to to, że sześciolatki (które jeszcze liter nie znają) usiądą w ławkach obok siedmiolatków, które jakieś już tam pojęcie o czytaniu i pisaniu mają oraz siedmiolatków, które klasę, a więc cały omawiany materiał powtarzają po raz drugi. Patrzę z punktu widzenia nauczyciela – bo wiem, że w tak zróżnicowanej grupie nie da się normalnie funkcjonować i choćby się na rzęsach stanęło, w końcu trzeba będzie poziom zawyżyć, więc najmłodsi nie nadążą lub zaniżyć go właśnie pod nich, ale w efekcie starsi zaczną się nudzić. Patrzę również z punktu widzenia rodzica, bo bardzo krótkowzrocznym trzeba być, żeby nie zdawać sobie sprawy, że któraś z grup na pewno będzie pokrzywdzona. No ale NARESZCIE to rodzice mają wybór. Czy nie o to chodziło?

Choć dzisiaj nie o tym chciałam.

A o burzy, która się rozpętała, kiedy posyłano sześciolatki do szkół. Bo ponoć zabiera się im dzieciństwo. Przecież szkoła to koniec życia! Rodzice zachowywali się, jakby ktoś ich dzieciom stryczek na szyję zakładał. Tragedia, bo przez to będą musiały o jeden rok dłużej pracować wróć! Harować.

DSC_0690

Tak. I my to naszym dzieciom mówimy. Że praca to harówka. O, jak ja nienawidzę poniedziałków! Chora jestem już w niedzielę wieczorem. Byle do piątku. Byle do emerytury!

MOI RODZICE

Moi rodzice każdego dnia szli do pracy z uśmiechem. Mieli swoje stresy – wiadomo! – i to wcale niemałe, ale doskonale wiedziałam, że jakby ktoś im tę pracę zabrał, to dopiero byliby nieszczęśliwi.

Nigdy też nie słyszałam, że jak pójdę do szkoły, to moje życie się skończy. Tam jest pani i kreda, i tablica, i ławki, w których będę siedzieć jak przywiązana, zmuszona patrzeć w te straszliwie straszne podręczniki zamiast w okno. Ciesz się dzieciństwem, póki możesz, bo jak dorośniesz, to wszystkie poniedziałki (no może poza lanym) znienawidzisz z urzędu!

Taki spadek zostawiamy naszym dzieciom.

Nie mam co prawda pojęcia, jak to wygląda w innych krajach, ale my Polacy swoją pracę często gęsto traktujemy jak zło konieczne. Wiesz, idę na osiem godzin do miejsca, którego szczerze nie cierpię i obcuję z ludźmi, których nienawidzę. A jakbym tę Kryśkę z kadr spotkała na ciemnej ulicy, to chyba bym jej tego koka na środku głowy przestawiła! Ale teraz co pięć minut patrzę na zegarek i z ulgą wychodzę ze znienawidzonego budynku, kiedy tylko wybija godzina siedemnasta. A jak szef nie patrzy to kilka minut przed. Bo tam, poza tymi murami jest moje życie.

To co robię, żeby zarobić na rodzinę, jest tylko przykrym obowiązkiem.

Jaka jest więc szansa, że nasze dzieci – od małego wysłuchujące takich komunikatów – pokierują swoim życiem tak, żeby robić to, co lubią?

DSC_0699

DSC_0706

CHCĘ CZY MUSZĘ PRACOWAĆ?

Nie, to nie państwo skazuje nas na psią harówkę. Robimy to sobie sami. Rodzice robią to swoim dzieciom, swoją postawą pokazując, że do pracy TRZEBA chodzić. Za karę. A szkoda. W końcu praca zabiera nam 1/3 dorosłego życia (widzisz, ja też napisałam „zabiera” – chociaż wcale tak nie myślę! – ale taka terminologia bardzo wrosła już w moją świadomość), więc fajnie byłoby chodzić do niej, bo się CHCE, a nie MUSI.

A wystarczyłoby pokazać, że praca jest ważną częścią naszego życia. Że może być pasją – to w najlepszym wypadku.

Jeśli znajdziesz w życiu to, co naprawdę lubisz, a potem odkryjesz, jak na tym zarobić, to nie przepracujesz w życiu ani jednej godziny.

A w najgorszym – że tak naprawdę dzięki niej się rozwijamy, dowiadujemy nowych rzeczy, poznajemy ludzi i każdego dnia mamy jakieś wyzwania, których nie byłoby, gdybyśmy te dni spędzali na kanapie przed telewizorem.

Ja rozumiem, że może niekoniecznie robisz w życiu to, co lubisz. Że dla ciebie jest już za późno (chociaż osobiście uważam, że na zmianę nigdy nie jest za późno!). Ale nie pisz tego samego scenariusza dla swojego dziecka! Wszystko to tylko kwestia naszego nastawienia oraz znalezienia właściwej drogi.

I nie, dziecko jej nie znajdzie, jeśli od małego będzie słyszeć w domu (a więc myśleć!), że szkoła/praca to nic przyjemnego, koniec życia właściwie, jedno z wielu przykrych zadań dorosłości, które trzeba jak najszybciej odbębnić.

DSC_0717

6
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
firlikiOur Creative StepsKasia A.Ilona KosteckaKasiaA Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
e-milka
Gość
e-milka

Pocieszmy sie, ze gdzie indziej nie jest lepiej. W Niemczech, a wlasciwie w krajach zwiazkowych, tez ciagle dyskusje na temat wieku pierwszoklasistow i czy klasy laczone. Ale ton jest podobny – dzieci dostaja na poczatek szkoly rog obfitosci: Zuckertüte, ktora wypelniano kiedys glownie slodyczami. Na oslodzenie, bo teraz to juz tylko proza zycia. A czy konczy sie dziecinstwo? Dla mnie, dziecka nie chodzacego do przedszkola, ktore nie mialo towarzyszy zabaw za miedza, dopiero wtedy ta fajniejsza czesc dziecinstwa sie zaczela. Nigdy potem tak dobrze sie nie bawilam, najdluzszy kabaret mego zycia. I wcale nie potrzebowalabym takiej Zuckertüte, gdyby takowe byly,… Czytaj więcej »

KasiaA
Gość
KasiaA

Mam prace, ktora lubie i cale szczescie ? co do 6 latkow to ja akurat jestem w temacie. Nasz syn pojdzie jako 7 latek do szkoly. Nie dlatego, ze czeka go tam harowka, bo jest akurat zdolna bestia i by sobie poradzil. Po prostu w naszej szkole sa mieszane klasy 6 i 7 latki razem. W przyszlym roku bedzie troche wiekszy porzadek.

Our Creative Steps
Gość

Brawo Ilona!!!! ? Moja Hania Zaczyna szkole we wrzesniu, choc jeszcze nie skonczyla 5 lat (UK), I choc wiem, ze jeszcze Wszystkiego nie pojmuje w tym temacie, to juz teraz mowie jej ze to bardzo wazne by robic wszystko aby praca laczyla sie z naszymi pasjami.

firliki
Gość

Marzę, o tym, żeby mój Syn zajmował się w życiu tym co lubi – dlatego zamierzam wspierać go w jego zainteresowaniach i marzeniach! U mnie niestety moja mama miała „realistyczne” podejście do życia i wyrosłam w przeświadczeniu, że praca to przykry obowiązek, a już lubić swoją pracę to marzenia ściętej głowy.