Jestem wkurzoną konsumentką!

DSC_1134_1

DSC_1137_1

DSC_1144_1

DSC_1145_1

Wyobraź sobie taką sytuację: albo nie, przypomnij sobie jakiś film akcji – tak będzie łatwiej. Scena pościgu. Bohater biegnie ile sił w nogach i płucach, ale nagle kończy się droga. Ma dwa wyjścia: skoczyć w przepaść albo zawrócić i dać się złapać. Dokładnie tak się czasami czuję, choć może nie ryzykuję życia.

Chciałabym mieć wybór. Ale taki realny, a nie pomiędzy tym, co złe i jeszcze gorsze. Jestem świadomą konsumentką, chociaż nie… Wróć! W tym wypadku bardziej pasowałoby określenie: jestem wkurzoną konsumentką!

Od jakiegoś czasu staram się ograniczać zakupy w sieciówkach (czy komuś udaje się nie kupować tam w ogóle???), bo to słabe jest, chińskie dzieci szyją te ubrania za kromkę chleba, zresztą gołym okiem widzę, że wykrój był zrobiony przez pięciolatka. Krzywy szew, który u góry sukienki zaczyna się pod pachą, a na dole kończy dokładnie na środku pupy, wystające nitki, dziury często już na wieszaku w sklepie (lub „optymistycznie”: po pierwszym praniu), lichy materiał wyglądający jak moja kuchenna szmata, gniecie się zanim zdążę dojść z nim do kasy – to wszystko zebrane do jednego wora zakupowego bardzo skutecznie mnie zniechęca.

Przez jakiś czas żyłam więc w zawieszeniu, a było mi o tyle łatwiej, że jako ciężarówka nie widziałam najmniejszego sensu w kupowaniu ubrań, które za pół roku okażą się całkowicie nieprzydatne. A potem, już na macierzyńskim, nie miałam czasu ani głowy, nie chodziłam również do pracy, więc w efekcie nie czułam ciśnienia, żeby JAKOŚ wyglądać.

Jednak jestem tylko (i aż!) kobietą, więc bez nowego ciuszka zaczęłam usychać niczym Edyta Herbuś bez blasku fleszy. I tak zaczął się mój romans z młodymi, polskimi projektantami i wszelkiej maści hand-made’ami. Rozkwitłam! Jak mnie to kręciło, jak jarało, że wspieram rodzimą gospodarkę. Nic to, że za ciuchy „made in Poland” musiałam płacić dwa, a nawet cztery razy więcej niż w sieciówkach. Ale materiał był przecież lepszy (grubaśny, o gęstym splocie), szew prosty, a moje sumienie wreszcie spokojne. Jakbym trafiła w końcu na porządnego faceta, żadnego tam wywijasa.

Jak to z zakochaniem zazwyczaj bywa, wkrótce skowronki przestały ćwierkać, motylki latać, klapki opadły i została szara rzeczywistość. Nie, to żadna przenośnia! W moje szafie wisiały same szare ciuchy. Z dresówy znaczy się. Oversize z tym modnym, surowym wykończeniem, czyli… Bez wykończenia! Zwyczajnie ucięte, postrzępione przy rękawie i u dołu. I tak zamarzył mi się powiew świeżości w moim związku. Jednak randka zawsze wyglądała tak samo: szłam do sklepu, przeglądałam wieszaki identycznych ubrań w identycznym, bo uniwersalnym rozmiarze M, z identycznego, najtańszego materiału i choć nazwiska na metkach się zmieniały: tańczyliśmy w kółeczku w takt melodii „Ale to już było!”.

Dlatego niespecjalnie się zdziwiłam, kiedy w ten weekend zobaczyłam, że mój kochanek poszedł w długą. To znaczy butiki z „unikatowymi” projektami zostały pozamykane. W odwecie nie tak bardzo znowu złamanego serca postanowiłam poszukać szczęścia gdzie indziej: markowe sklepy! Od zawsze przecież powtarzałam: kupuj mniej, a lepiej. Jakość kosztuje. Dopóki będziesz chciał mieć wszystko jak najtaniej – firmy wszelkimi możliwymi sposobami będą szukać oszczędności, w efekcie zostawiając nas z niczym. Weszłam więc pewnym krokiem do Hugo Bossa. Wypatrzyłam parkę – cudna nooo… Fajny projekt, był nawet mój rozmiar, nie same emki i elki. Uszczęśliwiona, że znalazłam miłość swojego życia, dla formalności zerknęłam na metkę: 1700, a poniżej „Made in China”. Auć… Nawet nie miałam się nad czym zastanawiać!

Pół godziny później stałam w moich szałowych dresach za dwie stówy – z butiku, który dopiero co upadł – przed wystawą H&M. A na niej manekin ubrany w takie same na pierwszy rzut oka dresy za 49,90. I wiedziałam już, skąd ten tłok w środku…

Czy my w ogóle mamy jakiś wybór?

I choć nadal boli mnie nieświadomość ludzi, to jeszcze bardziej bolą mnie praktyki przedsiębiorców. Wszystkich, bez wyjątku! Wielkich domów mody, które swoje produkty nazywają „luksusowymi”, a szyją je w tych samych miejscach co sieciówki, tylko sprzedają dziesięć razy drożej (nie wierzysz? Idź do pierwszego lepszego salonu Korsa i policz wystające z torebek nitki…). I sieciówek, dla których liczy się minimalizowanie kosztów oraz maksymalizacja zarobków. A na samym końcu wkurzają mnie te małe, jedno- lub kilkuosobowe firemki, w których pani Krysia szyje po nocach ciuchy na wzór innych ciuchów. To te, które w produkcji kosztują maks 50 zł, a są sprzedawane za 400. Chcę wierzyć, że to przez niski popyt, ale na Boga! Jaki może być popyt na dresy i tylko dresy w jednym uniwersalnym rozmiarze i taaakiej cenie???!

DSC_1162_1

DSC_1171_1

DSC_1166_1

DSC_1180_1

DSC_1181_1

DSC_1184_1

PS Zdjęcia zostały wykonane podczas Wolnego Targu. Szukajcie, a znajdziecie, bo istnieją oczywiście przezdolni ludzie, którzy odbudowują moją wiarę w to, że polskie znaczy dobre. Bransoletki są stąd, a naszyjniki stąd.

(3 011 odwiedzin wpisu)
Subscribe
Powiadom o
guest
31 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Ven

Ilona w swojej torbie od Korsa wystających nitek nie zauważyłam , a modele które mierzyłam zawsze były pięknie wykonane. Po pół roku chodzenia z jedną torbą non stop widzę różnicę – nadal jest jak nowa (delikatnie zarysowaly się tylko nóżki na spodzie . Zwykle w roku musiałam kupić 4 torby żeby znośnie się prezentować(rączki wiecznie przecierały się do zielonkawej dwoiny) i dlatego każdemu teraz polecam MK.

Ilona Kostecka

Ja ostatnio porównywałam Korsa (1500 zł) z torebkami Ochnika, Wittchena (300-400) i niestety, te drugie sa lepiej wykończone. Sama raz skusiłam sie na markową torebkę (Furla) i po roku użytkowania nadal nie wiem, skąd ta cena. Tzn. wiem – metka ;) (jest oczywiście dobra, ale tak jak inne skórzane torebki). Boli mnie, ze za ta wygórowaną cena nie stoi polityka firmy, bo powinna! Wtedy wiedziałabym przynajmniej, ze dopłacam, aby krawcowa pracowała w godnych warunkach.

Ven

Ewidentnie w kwestii toreb mamy inne zdanie, ja bym Wittchena nie chciała (za chude rączki i skóra bardziej podatna na zarysowania – ale to stwierdzam na oko ;) ).

Ilona Kostecka

Haha, myślałam, że ze względu na akcje w Lidlu ;).

Ven

Do Lidla nic nie mam :v Chociaż w sumie….mąż obrączkę tam niedawno zgubił, peszek ;)

Ilona Kostecka

O żesz w mordę jeża… To teraz obława na pracowników: http://www.tvn24.pl/poznan,43/oblawa-na-obraczke-w-zarach,511361.html

Drop

Nie demonizowałabym tak tych naszych młodych polskich marek. Fakt, że dres jest wszędzie i fakt, że aż do znudzenia, ale sama zamówiłam takie dresowe rzeczy ze 3 razy i za każdym byłam mega zadowolona. Ostatni zakup – sukienka (140 zł!), doskonale odszyta, naprawdę doskonale, ze ślicznymi, porządnymi metkami, z całą piękną otoczką w postaci opakowania itd. Materiał oczywiście gruby, porządny i wykończony na wszystkich brzegach ;) Jeśli pomyślę, że w tej cenie w sieciówce dostanę cienką szmatkę wrzuconą do plastikowej siatki, z marżą, której wolę się nawet nie domyślać, to jednak nadal wolę wspierać to co made in Poland :)

Ilona Kostecka

Dropku, dokładnie o tym piszę :). Materiał jest grubszy, po praniu nic się nie dzieje (bo splot odpowiedni, polecam obejrzeć odcinek „Wiem co jem i co kupuję” poświęcony bawełnianym T-shirtom – już nie zajrzysz do Zary ;)), te ciuchy na pewno są lepiej odszyte, a dres z H&M tylko „na pierwszy rzut oka” wygląda tak samo.

Jednak to nie zmienia faktu, że dzianina dresowa jest najtańszą z dzianin (choć sieciówki wykorzystują najgorszy jej rodzaj: cienki, o złym splocie). Sądzę, że właśnie dlatego trochę nam wmówiono jaka ona modna ;). Mnie już się to znudziło! Mam też inny problem: brak mojego rozmiaru, bo szyją tylko uniwersalnie. No i marki, które się wybiły, trochę jednak szaleją z cenami (Risk ;)).

Drop

Jakoś tak mi się w pewnym momencie wydało, że polskim markom oberwało się na równi z sieciówkami ;)

Też oczywiście uważam, że ceny powinny być rozsądne. Wiadomo, że dres z H&M nigdy nie będzie kosztował tyle co ten robiony w kraju, bo to zupełnie inne koszty produkcji + trzeba zarobić na ZUS itd. Także jestem gotowa zapłacić więcej za polski produkt (a nawet jeszcze trochę więcej jeśli do tego czymś się wyróżnia), no ale nie żeby to od razu była 1/4 wypłaty.

A „Wiem co jem i wiem co kupuję” oglądam namiętnie, mimo denerwujących wstawek z przebieraniem się i odgrywaniem scenek :v ;)
Stamtąd np. dowiedziałam się, że miód dodany do gorącej herbaty traci wszystkie cenne składniki. A taka zadowolona zawsze byłam, że serwuję sobie zdrową herbatkę do śniadania :v

lavinka

Dresówka ma jeden feler. Szybko zaczyna się mechacić, z jasnej nie spierają się plamy, ciemna od biedy odporniejsza (bardzo sobie chwalę hultajską), ale umówmy się – jakościowo żaden szał. Na pewno nie wart ponad stówy za ubranko. Byle lidlowe za 20zł jest trwalsze.

Tedi

Mam podobnie. Ostatnio zaczęłam szukać pracy i ze zdziwieniem odkryłam, że nie mam co na siebie włożyć na rozmowę kwalifikacyjną. Pojechałam do galerii i trafiłam najpierw do sklepu z włoską odzieżą. Znalazłam tam idealny żakiet. Nigdy jeszcze nie widziałam tak dobrze skrojonego żakietu. Normalnie zakochałam się od pierwszego spojrzenia. Niestety był drogi, więc zaczęłam szukać czegoś tańszego. Po 2 godzinach wróciłam do tego włoskiego sklepu. Już wolę drogi ciuch, ale dobrze skrojony, niż tańszy (który w cale tani nie jest) beznadziejnie uszyty.

chivas

Hmmm i z tego powodu zaczelam sama sobie i swojej rodzinie szyc. I mam dresy jakosci projektanta za cene dobrej dresowki, czyli tak czy siak ok 50-60zl… tak tak… bo Pani Krysia kupuje zapewne polskie dzianiny, ktore kosztuja srednio 40zl za metr. A zeby uszyc bluze, tunike oversize czy spodnie trzeba skroic z 1,5 metta jak nic pomijajac sciagacze, zamki, nici, amortyzacje sprzetu, metki i dodatki ozdobne. Wcale mnie nie dziwi ze taki maly butik ktory to szyje po nocach bierze ok dwiw stowy. Ale zawsze jest wybor…sieciowki czekają.

Ilona Kostecka

Hmmm… Pewnie właśnie z tego powodu ciuchy hand-made nie mają zamków, ściągaczy, ozdobnych dodatków ani wykończenia ;).
W sumie nie wiem, czy doczytałaś tekst, bo cena tych ubrań jest dla mnie najmniejszą bolączką (a brak pomysłu, wtórność, wszechobecny dres o kroju oversize, który w rezultacie pasuje tylko na typową sylwetkę).

chivas

Doczytałam, doczytałam :)
Wiem.. niestety: moda. Takie oversize wciąż nieźle się sprzedają dlatego są wszędobylskie. Ale jako osoba bywająca na wszelakich forach i grupach szyciowych, sama rzygam już wzorami w szare baletnice na różu, spódniczki z koła i spodnie a’la „baggy” o najprostszym możliwym kroju (bo jak ma się maszynę 2 tygodnie to ciężko skroić coś z więcej niż dwóch elementów).
Trudno znaleźć coś oryginalnego a zarazem nie pochodzącego z wybiegów..

Małorzata B.

Jedyna sieciówka w której kupuję z przyjemnością dla siebie ubrania to massimo dutti. Też made in china, ale materiały naprawdę przyzwoite.

Ilona Kostecka

MD <3 – uwielbiam styl ciuchów w tym sklepie!

Ven

A jak z jakością? pruje się tak jak w Zara czy nie?

Ilona Kostecka

Nie, nie pruje się w ogóle :). Sweterki trochę się mechacą, ale poza tym ok.

Gajzo

Ja kupiłam tam kiedyś płaszcz (do dzisiaj jestem zła, że tyle na niego wydałam…) Wystarczył jeden deszczowy dzień… Marka umywa rączki, a pralnie chemiczne nie chcą go przyjąć, bo boją się, że go jeszcze bardziej zniszczą ????????

chivas

Hmmm i z tego powodu zaczelam sama sobie i swojej rodzinie szyc. I mam dresy jakosci projektanta za cene dobrej dresowki, czyli tak czy siak ok 50-60zl… tak tak… bo Pani Krysia kupuje zapewne polskie dzianiny, ktore kosztuja srednio 40zl za metr. A zeby uszyc bluze, tunike oversize czy spodnie trzeba skroic z 1,5 metta jak nic pomijajac sciagacze, zamki, nici, amortyzacje sprzetu, metki i dodatki ozdobne. Wcale mnie nie dziwi ze taki maly butik ktory to szyje po nocach bierze ok dwiw stowy. Ale zawsze jest wybor…sieciowki czekają.

ola

Ja tylko dodam ze kupic dobra marynarke to dopiero horror. Mam wrazenie ze wszystkie sa szyte na duzy cyc. ; (

Ilona Kostecka

Ja mam to szczęście w nieszczęściu, że wszystkie ciuchy w Zarze są szyte akurat na moją figurę. W ciemno, bez mierzenia mogę brać mój rozmiar i mam pewność, że w talii będzie idealnie dopasowane, biust akurat się zmieści, a nogawka spodni będzie miała odpowiednią długość. Sukienki, marynarki, kurtki, dresy, dżinsy – wszystko jakby robione na miarę. Dlatego nie lubię tam chodzić, a już tym bardziej mierzyć, bo jak tak idealnie leży, to ciężko potem wyjść z pustymi rękoma :(.

Matko Zabawko

Nie każdy ma możliwość kupować w lepszych sklepach czy od projektanta. Szkoda byłoby mi kasy na dresy za np 400 zł. Wole za 50 zł i różnice mieć w portfelu ;)
Ale to prawda Zara czy H&M ta sama chińszczyzna z małą różnicą – kilku zer na metce.

Ilona Kostecka

O tym właśnie piszę – jaki my mamy w sumie wybór? Często żaden, niestety.

Magda Z.

Ja niemal od początku miałam uczulenie na „dres”, więc podzielam opinię w 100%.
Taka nasza smutna rzeczywistość :/
A jeszcze smutniejsze, że my-polacy, czasem mam ważenie, tylko potrafimy odgapiać :/
Stąd te setki dresowych marek, dziesiątki na każdej ulicy burgerowni itp. itd.
Sama w swojej branży się z tym zmagam – wypromowałam chevrony i resztę amerykańskich wzorów i teraz piję to piwo – patrzeć już nie mogę ;) Za każdym rogiem poduszka w chevron :v

Ilona Kostecka

Wiem o czym piszesz! ;)
Przygotowując tekst, zrobiłam mały research (ile faktycznie kosztują takie dresowe spodnie w produkcji) i trafiłam w sieci na wiele ciekawych wątków pt. „Zlecę wykonanie dresów/szukam krawcowych do szycia dresów/ile kosztuje uszycie spodni dresowych/jaki materiał na dresy” – wygląda na to, że ktoś wpadł na „genialny” pomysł stworzenia marki z ciuchami tego typu, a reszta zwyczajnie zwąchała łatwy biznes i powiela na potęgę.

lavinka

Oj, też nad tym boleję. Pal sześć moda dziecięca, na siebie nic dostać nie mogę, co jako tako pasuje i nie rwie się w drodze do kasy. Nawet polskie firmy szyją już w Chinach. Dokąd zmierza ten świat?

Sprout

Ale przecież jest trzecia droga (a nawet czwarta, zaraz po opcji „uszyję to sobie sama!”) – znaleźć zaprzyjaźnioną krawcową, pokazać, co chciałoby się mieć (jeszcze lepiej zanieść wprost wykrój), kupić materiał (krawcowa z pewnością podpowie gdzie i jaki) i zlecić uszycie. Na miarę, czyli mając pewność, że ubranie będzie dobrze leżało. Swego czasu praktykowałam dość często – to był najlepsze ubrania, jakie miałam, a nie kosztowały więcej, niż ze zwykłego sklepu. Do dziś jestem wdzięczna pani Małgosi i ubolewam, że już nie mieszkam w B. Być moze znalezienie odpowiedniej pani Krysi, Zosi czy pana Włodka będzie wymagało kilku podejść, ale czasem warto – zwłaszcza, jeśli szuka się wyboru między sieciówką a wtórnym rodzimym projektantem przy jednoczesnych organiczonych umiejętnościach własnych. ;)

Ilona Kostecka

Doskonale pamiętam tę scenę!

Daj znać, czy już wszystko ok – komentarz faktycznie wpadł do spamu i go nie widziałam :(.

Jest OK, dzięki za reakcję. Z jakichś powodów nagle nie spodobałem się algorytmowi Disqus. Przeglądałem różne blogi biorące udział w konkursie – widać za szybko piszę komentarze. A jak informatyk ma pisać na klawiaturze?!

Całkiem ciekawe wzory tej biżuterii. Takie.. coś innego. Ale czy by mi pasowały? :>