Jak zmotywować się do ćwiczeń?

DSC_0972_1

Pewnie Ty też powitałaś Nowy Rok z kolejnymi planami na koncie. Kto wie, może nawet na Twojej liście rzeczy do zrobienia jest mocne postanowienie poprawy w kwestii regularnych ćwiczeń? Tylko jak to zrobić?

Z moimi radami powinno się udać! To znaczy: mnie się udało – teraz czas na Ciebie!

DSC_0905_1

1. Znajdź coś, co lubisz.

Nie da się ćwiczyć regularnie, jeśli tego nie lubisz. Ja przez długi czas myślałam, że sport nie jest dla mnie, dopóki nie trafiłam na zajęcia jogi. Okazało się, że to coś, co tygryski lubią najbardziej! Później próbowałam innych aktywności, aż znalazłam te, które mi odpowiadają i teraz je przeplatam, dzięki czemu nigdy się nie nudzę (dlatego polecam różnorodność!). Warto więc szukać, a na pewno trafisz na coś, co sprawia Ci prawdziwą frajdę!

2. Zacznij to robić od razu.

Nie od jutra, od przyszłego miesiąca, na wiosnę czy przed rozpoczęciem lata, żeby móc w pełni cieszyć się sezonem na bikini. Wiesz dlaczego? Bo wyznaczanie magicznej daty jest niczym innym jak przekładaniem czegoś w nieskończoność. Pamiętaj, przyszłość zaczyna się dzisiaj, nie jutro. To co? Lubisz tańczyć? Załóż dres i włącz aerobik na YouTube. Tak po prostu.

DSC_0926_1

DSC_0922_1

3. Wyznacz sobie konkretny cel.

Ale mierz siły na zamiary! Czyli nie obiecuj sobie, że latem będziesz wyglądać jak Ewa Chodakowska, jeśli masz kilka kilogramów do zrzucenia. Nic tak nie demotywuje jak odległy i trudny do osiągnięcia cel! Czyli lepiej sprawdzi się metoda małych kroczków. Chcę się zmieścić w dżinsy sprzed ciąży. Gdy to osiągniesz, postanów zadbać o rzeźbę brzucha. Pamiętaj przy tym, że ciało nie zmienia się natychmiast, potrzeba na to miesięcy ciężkiej pracy. Ciesz się z małych osiągnięć i walcz dalej o kolejne sukcesy! A gdy na chwilę zwątpisz, natychmiast sobie wyobraź, jak będziesz wyglądać za dziesięć lat obok swoich rówieśniczek, które nie ćwiczą ;).

DSC_0999_1

DSC_1005_1

DSC_1001_1

4. Załóż konto na Instagramie.

I znajdź jakieś pozytywne, zakręcone na punkcie sportu laski. Ewa Chodakowska, Ania Lewandowska, Catewalk, Ania Skura – jest ich całkiem sporo! Każdego dnia przynajmniej jedna da Ci niezłego kopa motywacyjnego, aby ruszyć się z kanapy. Przy okazji możesz zaobserwować kilka rosyjskich modelek z nogami do samego nieba i talią lalki Barbie. Ja obserwuję, przez co mam ochotę ćwiczyć jeszcze intensywniej. Pewnie nigdy nie będę wyglądać tak jak one, ale wiecie… Nadzieja umiera ostatnia ;).

5. Kup karnet.

To zawsze wychodzi taniej niż pojedyncze wejściówki na zajęcia jogi, aerobik, basen czy siłownię. Ja kupiłam karnet i dzięki temu ćwiczę regularnie. Zadziałało lepiej niż zakup nowych ciuchów, bo je mogę użyć zawsze, nawet za 5 czy 10 lat (legginsy są rozciągliwe, w dodatku czarne nie wyjdą z mody nigdy!), a jeśli nie pójdę na siłownię teraz, to przepadło. Zwyczajnie szkoda mi było kasy, więc chodziłam kilka razy w tygodniu. Potem weszło mi to w nawyk i teraz bez ćwiczeń nie wyobrażam sobie życia! Jestem ospała, pozbawiona energii i humoru, bo okazało się, że sport uzależnia: fizycznie oraz psychicznie.

DSC_0921_1

DSC_0987_1

DSC_0982_1

6. Połącz przyjemne z pożytecznym.

Nie lubię ćwiczyć dla samych ćwiczeń, bo często kojarzy mi się to z bezproduktywnie spędzanym czasem. Dlatego na siłownię zabieram gazetę, żeby na steperze poczytać najnowsze ploteczki albo jakąś ciekawą książką umilam sobie czas spędzany na rowerku stacjonarnym. W czasie biegania myślę nad postami, na basenie pływam z dzieckiem lub opalam się, wybierając latem odkryte akweny. Jogę też praktykuję z Kostkiem, który świetnie się przy tym bawi. Ręce i brzuch ćwiczę razem z osobistym trenerem, którym jest mój mąż. Tym samym nadrabiamy stracone chwile, które poświęcamy pracy, starając się nagadać za wszystkie czasy.

7. Znajdź towarzystwo.

W kupie raźniej. Ja lubię ćwiczyć z mężem, który za każdym razem daje mi taki wycisk, że zapominam, jak się nazywam. Ponieważ próbuję mu udowodnić, że w te klocki jestem lepsza od niego, w końcu to ja ćwiczę w naszej rodzinie regularnie, zaciskam zęby i ostatecznie on też nie wie, jak się nazywa. Jeśli bardzo nie chce mi się ćwiczyć, wystarczy powiedzieć do męża: „Dzisiaj idziemy na basen!” i już nie ma odwołania, bo żadne z nas nie chce wyjść na lenia.

DSC_0939_1

DSC_0957_1

8. Nie masz towarzystwa? Chwal się wynikami na fejsie!

Nie, to wcale nie jest żart. Wyobraź sobie tylko: masz tak słaby dzień, jakbyś noc wcześniej imprezowała zamiast spać. Jest w tym trochę prawdy, w końcu masz małe dziecko ;). Biegniesz więc bez większego przekonania, a mimo to tracisz oddech, chcesz zwolnić albo najlepiej zawrócić. Po pierwszym kilometrze. Ale, ale! Co pokażesz na fejsie? Trucht w tempie ślimaka winniczka zakończony chwalebnie po dziesięciu minutach? To dopiero będą się śmiali! Na samą myśl o tym – przyspieszasz. W końcu wzrok znajomych jest teraz skierowany właśnie na Ciebie, losy świata – a przynajmniej Twojego konta na fejsie – zależą od tego, czy uda Ci się przebiec te pieprzone dziesięć kilometrów poniżej godziny czy też nie. Bijesz swój życiowy rekord. Every single fucking day! Tak, bez fejsa świat na pewno byłby smutniejszy…

9. Po prostu się zmuś.

W życiu nie ma lekko. Tak jak musimy się zmuszać każdego dnia, żeby wstawać rano do pracy lub do dziecka, tak samo trzeba się czasami zmusić, żeby ruszyć tyłek. Ustal, że ćwiczysz od 3 do 5 razy w tygodniu i tego się trzymaj. Wmów sobie, że to tak samo ważne jak wykonanie zlecenia do pracy czy przygotowanie śniadania dla dziecka. Bo jest ważne! A potem sumiennie się z tego rozliczaj. Po jakimś czasie powinno być łatwiej, bo zobaczysz spadek samopoczucia, jeśli przestaniesz ćwiczyć. Tak, te sławne endorfiny to nie są tylko zwykłe plotki…

10. Nagradzaj się.

Na początku. Po każdych ćwiczeniach pozwól sobie na kawałek ciasta – przecież już dawno to spaliłaś! Albo na kawę w Starbucksie. Na pewno nie pójdzie w boczki! Potem widok własnej figury w lustrze będzie wystarczającą nagrodą i kopem motywacyjnym do działania – w końcu głupio przez wewnętrznego lenia stracić wszystko, na co tyle miesięcy w pocie czoła pracowałaś.

Pogoń więc tego lenia, gdzie pieprz rośnie. Już, teraz, natychmiast!

DSC_0968_1

DSC_0965_1

DSC_0967_1

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
AnkaIlona KosteckaGosiacordialmadlain Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
madlain
Gość
madlain

Świetny post. Zmotywował mnie do działania ;) A co z aktywnością w czasie ciąży? Masz na tym tle jakieś doświadczenia?

ola
Gość
ola

Moje postanowienie noworoczne: Regularnie chodzić do fryzjera, kosmetyczki itp regularnie dbac o siebie.

cordial
Gość
cordial

Ja też sie wkręciłam w jogę rok przed ciążą. Przez ciążę nie wolno mi było w ogóle ćwiczyć wiec teraz dopiero powracam do aktywności fizycznej. I tu moje pytanie o jogę ćwiczysz w domu? Skąd znasz assany? Jakieś sekwencje z youtube czy sama układasz? Co znaczy z Kostkiem? Na czym polega jego udział w tej aktywności?

Gosia
Gość

Mnie to chyba nic do ćwiczeń nie zmotywuje…

Anka
Gość
Anka

Przy czytaniu posta zaczęłam ćwiczyć uda :) to już drugi raz od porodu (czyli od 5 miesięcy)… W ciąży miałam zakaz ćwiczeń i się rozleniwiłam, ale – zacznę, choćbym musiała zastosować punkt 9 :D