Wydaje ci się, że inni są szczęściarzami, bo jedzą, ile chcą, a tylko ty tyjesz?

Nie licząc okresu dojrzewania, kiedy wszystkie kombinowałyśmy jak schudnąć, choć dzisiaj nie mam pojęcia z czego – nigdy jakoś specjalnie nie liczyłam kalorii. Jeśli zaczynałam tyć, to więcej się ruszałam i waga sama spadała. Byłam przekonana, że znalazłam magiczny sposób na ekstra figurę, dzięki któremu mogę jeść to, co chcę!

RATUNKU, ZA ROK BĘDĘ CIĘŻSZA O 15 KG!

Nie zdziwiłam się więc jakoś specjalnie, kiedy w sierpniu i wrześniu ze względów zdrowotnych musiałam zrezygnować z ćwiczeń i z automatu przytyłam… 4 kilogramy. Zamiast zastanawiać się, jak schudnąć, w październiku wróciłam na siłownię oraz do biegania, przekonana, że kilogramy same polecą w dół.

No ale nie leciały. Co więcej, ciągle ich przybywało! I o ile te kilka kilogramów byłam w stanie przyjąć jak własne, przeraziła mnie wizja, że jeśli tak dalej pójdzie, to za rok będę cięższa… O 15 kilogramów!


A PRZECIEŻ JEM MAŁO!

Równocześnie nie miałam pojęcia, co się dzieje. Przecież jem małe i zdrowe posiłki, za to sporo się ruszam, dlaczego u diaska tyję?

W poszukiwaniu odpowiedzi trafiłam na grupę dla fitnessek prowadzoną przez Monikę Kołakowską, z którą ćwiczę. I właśnie tam dziewczyny polecały sobie darmową aplikację do mierzenia kalorii Fitatu. Pomyślałam sobie: a co mi szkodzi? Sprawdzę!

Pobrałam apkę na telefon, wprowadziłam dane, to znaczy wiek, wzrost, wagę + wszystko, co zjadłam tego dnia, a potem zamarłam, bo to co zobaczyłam w podsumowaniu, wbiło mnie w fotel.

Okazało się, że faktycznie nie jem dużo. 1200 kcal w 4 zdrowych posiłkach to wynik, z którego mogłabym być naprawdę dumna. Gdyby nie to, że drugie tyle, czyli 1000 kcal dostarczyłam tego dnia w… Przekąskach!

Dokładnie 3 kawy z mlekiem, 2 garście żelków, 2 kostki czekolady i jedna czekoladowa muffinka. To coś, co jem nawykowo, nie odnotowując tego w myślach. No przecież kilka żelków, wielkie mi halo! Dwie kostki czekolady, co to takiego?! Zjadłam mały obiad, teraz należy mi się deser!

WYDAJE CI SIĘ, ŻE INNI SĄ SZCZĘŚCIARZAMI, BO JEDZĄ ILE CHCĄ, A TY TYJESZ OD POWIETRZA? PRZYJRZYJ SIĘ ICH NAWYKOM!

Taki mój mąż na przykład. Ile on sobie nakłada na talerz! To jest nie fair, że od kilku lat nie może przytyć, a ja tyję od samego patrzenia, jak on je!

Dokładnie takie miałam myślenie dotychczas. Ale coś mnie tknęło i postanowiłam sprawdzić również jego dietę. Wprowadziłam do apki jego dane – i okazało się, że chociaż Piotr objętościowo je znacznie więcej ode mnie, kalorycznie je mniej. Wyszło mu 1900 kcal, czyli mniej więcej tyle, ile powinnam zjadać ja. A mi wyszło 2200, czyli tyle, ile powinien zjadać on.

Jakim cudem? Bo on nie smaruje chleba grubą warstwą margaryny (100 kcal!), kanapek nie przyozdabia majonezem (kolejne 100 kcal!), nie polewa ziemniaków sosem i przede wszystkim nie podjada. WCALE. Null, zero, nic, nada.

NIE MAM POJĘCIA, JAK MOGŁAM TO PRZEOCZYĆ!

Tego dnia kładłam się spać głodna i zła. Głodna, bo już wiedziałam, że przekroczyłam swój limit kaloryczny o 400 i choć świtało mi w głowie, że pilnować zacznę się od jutra, głupio mi było wpisywać w apkę kolejną porcję żarcia.

A zła, bo zdałam sobie sprawę, że gdyby nie te głupie żelki, ta kostka czekolady po każdym posiłku, to ciacho, co przecież musi być na deser – spokojnie mogłabym zjeść jeszcze DWA PEŁNE posiłki. 1000 kcal. Prawdopodobnie tyle zjadam nieświadomie w ciągu dnia od wielu, wielu miesięcy.

Nie mam pojęcia, jak mogłam to przeoczyć!

ZASTANAWIASZ SIĘ, JAK SCHUDNĄĆ?
ZAPISZ, CO JADŁAŚ DOTYCHCZAS!

Aplikacji do mierzenia kalorii jest w sieci sporo – to MUST HAVE każdego, kto zastanawia się, jak schudnąć (ale również przytyć). W tej, której ja używam (Fitatu) jest większość produktów, które znajdują się w mojej lodówce (ale nie, że musli, tylko konkretna marka nawet!). Liczenie jest banalnie proste, bo możesz wybrać: całego pomidora albo 2 plasterki, wrzucić je do swojego jadłospisu i już masz info, ile to kcal, białka, tłuszczu oraz węglowodanów. Twoje zadanie polega tylko na tym, żeby pilnować, aby wykresy nie zapaliły się na czerwono.

Oczywiście, taka apka nie zrobi za nas cudów. Ale uczy świadomości. Dowiesz się, ile tak naprawdę zjadasz. Że jeśli zrezygnujesz z majonezu, możesz dołożyć kromkę chleba. Trzy razy zastanowisz się, zanim sięgniesz po ciastko. Nauczysz się planować posiłki i jeść regularnie, bo coś przecież trzeba wpisać w rubryce: „śniadanie”, a nawet przed samą sobą głupio zanotować, że trzy dni z rzędu była kawa i batonik. Poza tym na bieżąco kontrolujesz ilość spożytych kalorii.


Jeśli więc jesteś w podobnej sytuacji, wydaje ci się, że inni jedzą więcej, a ty masz jakąś wybitnie słabą przemianę materii: przeanalizuj DOKŁADNIE, co zjadasz w ciągu dnia. Każdą czekoladkę, latte, łyżeczkę majonezu na jajku, no po prostu WSZYSTKO. To właśnie z tych małych rzeczy biorą się nasze kilogramy!

6
Dodaj komentarz

4 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Gość
agata

Ilona, no co ty, przecież to ten szlafroczek tyle waży… Ja też mam nawyk podjadania, ale nie że 5 posiłków i stop, 5 posiłków + coś tam między nimi… W praktyce żuję mordką jak krowy na pastwisku :D

Gość

Mam tak samo! Niby posiłki nie są duże i wydawać by się moglło, że jem nawet… mało. A tu jednak – kawa, przekąska, coś do złapania w biegu i bum!

Gość

Nie mam dzieci, ale lubię zaglądać na twój blog i zawsze jestem pełna podziwu twojej figury. Muszę wypróbować ta aplikację, ale obawiam się, że mogę doznać szoku :p

trackback

[…] kiedy ogłosiłam, że koniec z podjadaniem, często dopytujecie, jak sobie radzę? Czy nie chodzę głodna? Głodna […]