Jak przygotować się do porodu?

DSC_0512_1

Wśród swoich kumpli mój mąż jest prawdziwym bohaterem. Długo nie wiedziałam, dlaczego wszyscy bliżsi i dalsi koledzy ciągle zapraszają go na pępkowe. Był nawet taki czas, kiedy myślałam, że sam się wprasza!

Aż tu nagle zapytał mnie:
– Dlaczego nie napiszesz, jak przygotować się do porodu?

Nie od razu go zrozumiałam. Kiedy byłam w ciąży i o to samo pytałam wujka Googla, znajdowałam głównie porady dotyczące tego, co zabrać ze sobą do szpitala. Nie przejmowałam się zbytnio, bo wtedy myślałam, że widocznie to wystarczy. Otóż nie. I nie o taki post Piotrowi chodziło. Są rzeczy ważniejsze na sali porodowej niż kanapki na wypadek, gdybyś zgłodniała czy worek sako, bo w godzinie zero nawet przez sekundę nie pomyślisz, żeby z tego skorzystać.

O co więc NAPRAWDĘ warto zadbać przed porodem?

SZKOŁA RODZENIA TO PODSTAWA

Jeśli zastanawiasz się nad tym, czy zapisać się do szkoły rodzenia, nie zastanawiaj się, tylko idź i się zapisz. Były takie momenty, w których czułam, że właściwe oddychanie pomaga bardziej niż znieczulenie zewnątrzoponowe. Chyba nie muszę bardziej Cię namawiać?

NAWET NIE MYŚL, ŻEBY RODZIĆ W POJEDYNKĘ

Tylko dwa razy w trakcie porodu zostałam sam na sam z personelem: na Izbie Przyjęć i kiedy podawano mi znieczulenie. I to było o te dwa razy za dużo! Traktowano mnie gorzej niż zwierzę. Co ciekawe, kiedy tylko na horyzoncie pojawiał się mój w miarę przytomny mąż, nikt już na mnie krzyczał! Nagle na wszystkie pytania można było cierpliwie odpowiedzieć, a rutynowe badania przeprowadzać w mniej bolesny sposób.

Przed porodem nie byłam pewna, czy mężczyzna na sali porodowej to na pewno dobry pomysł. Teraz wiem, że innej opcji po prostu nie ma! Naprawdę nie chcesz przez wiele godzin leżeć tam zupełnie sama. Twój facet boi się tego, co zobaczy? Nieważne, Ty będziesz bała się jeszcze bardziej! Zresztą, nikt mu nie każe patrzeć w Twoje krocze. Wystarczy, że będzie stał przy Twoim boku: poda wodę, otrze pot z czoła, zawoła personel, a po wszystkim przytuli Was mocno i cyknie pamiątkowe fotki.

Nie masz faceta? Poproś mamę, siostrę, przyjaciółkę, która już rodziła, kogokolwiek. Uwierz mi, potrzebujesz przy sobie kogoś bliskiego. Ale nie tylko bliskiego…

BEZ WŁASNEJ POŁOŻNEJ ANI RUSZ

Istnieje opcja wykupienia pomocy położnej na czas całego porodu. W Polsce wygląda to tak, że wykupujesz jakąkolwiek pomoc w ogóle, bo jeśli tego nie zrobisz – możesz zakrzyczeć się z bólu, a położna i tak zjawi się wtedy, kiedy będzie chciała. Lub nie. W mojej sali zrobiło się tłoczno dopiero wtedy, kiedy pojawiło się realne zagrożenie życia. Nikogo nie obwiniam, bo za ścianą rodziły inne kobiety, a położna na dyżurze była tylko jedna. Ale nawet gdy w końcu stanęła nad moim łóżkiem, poród wcale nie wyglądał jak na amerykańskich filmach. Nikt mnie nie dopingował, nie pokazywał jak mam oddychać i nie komenderował, kiedy przeć. Usłyszałam tylko, że mam robić to, co czuję. Nie będę się tutaj rozwodzić, co czułam w kulminacyjnym momencie, bo pewnie u każdej z nas wygląda to zupełnie inaczej, ale pozostawienie sprawy li i jedynie instynktowi pierworódki jest jak posadzenie dziecka za kierownicą samochodu. W centrum Warszawy.

Jeśli więc nie wiesz, na jaki personel trafisz, po prostu go opłać. Własna położna kosztuje od pięciuset do tysiąca złotych, ale ludzkie życie jest warte znacznie więcej, prawda?

Kobiety przed porodem często zastanawiają się: poród naturalny czy cesarka, jakie znieczulenie jest najlepszą opcją, w której pozycji rodzić, czy skończy się nacięciem krocza? To wszystko jest nieważne, bo najczęściej nie masz na to wpływu! Będzie, co ma być lub raczej będzie tak, jak zadecyduje lekarz.

Ale o trzech punktach zapalnych, które opisałam, mój mąż mówi każdemu koledze, kiedy tylko usłyszy, że ten spodziewa się dziecka. Dzięki temu uratował już niejedną rodzinę przed traumą poporodową, która spotkała nas.

Idźcie więc i rozmnażajcie się. A po wszystkim nie zapomnijcie tu wrócić! Nie, nie musicie stawiać mojemu mężowi kolejnej wódki. Wystarczy, że napiszecie, jak budującym wydarzeniem był Wasz poród…

DSC_0085d

DSC_0079d

DSC_0078d

DSC_0083d

27
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
17 Comment authors
WiktoriaSusanna szyjeAnia Korzeniecka-KliszMadiaKasia - MummysWorld.pl Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
lavinka
Gość

No, mój poród mimo obecności Niemałża i wpadania położnych w liczbie trzech z lekarzami na czele wcale nie był budujący. I jak nie byłam fanką cesarek na życzenie(strach przed operacją był silny niemal tak samo jak przed bólami porodowymi), to stałam się z dnia na dzień. Mając porównanie sn przez kilkanaście godzin ze znieczuleniem tylko podczas ostatnich dwóch, doprowadzonym niemal do finału i cc, które było przy nim jak wakacje w SPA. Ani trochę się nie dziwię osobom, które wybierają te opcję. Zrezygnowałam z płatnej położnej i nie żałuję. Usłyszałabym to samo co od innych położnych. Proszę oddychać przeponą i… Czytaj więcej »

Tedi
Gość

Nie chodziłam do szkoły rodzenia, bo nie miałam możliwości. Mąż był przy porodzie i nie wyobrażam sobie opcji, żebym była tam sama. Wolałabym jednak mieć przy sobie jakąś bliską kobietę, ale takiej możliwości też nie miałam. Mimo bólu, kiepskiego przygotowania wspominam poród dobrze. Wolę rodzić niż być w ciąży :-)

Jo Anna
Gość
Jo Anna

Ja swój poród (było to dokładnie 10 miesięcy ;-)) wspominam cudownie. Owszem bolało, miałam ochotę do znajomych „mamusiek” wysyłać smsy z pretensjami, że to przereklamowane. Jednak ostatnia faza tak nabrała tempa, że Mąż ledwie zdążył. Załapał się na ostatnie chyba 15 minut (a mówili, że za 2 dni najwcześniej urodzę, skurcze były bez rozwarcia, wiec wolałam, by poszedł do domu sam przespać ostatnie godziny:-D) Jak do Niego zadzwoniłam, bo mi polozna powiedziała,że już rodze, to liczyłam na dluuugiii maraton. A tu Syn nam niespodziankę zrobił. Szybki poród „odchorowałam” jednak dlugim uziemieniem :-( Ale M. nie wyobrazal sobie przed, w trakcie… Czytaj więcej »

thevodka
Gość
thevodka

Hmmm chyba naprawdę pechowo trafiłaś ze szpitalem. Zaznaczam od razu, że rodziłam w szpitalu państwowym, wszystkie położne widziałam wtedy pierwszy raz na oczy i nie mam żadnego wujka ordynatora:) A i tak było super. Bolalo, fakt, bo Bez znieczulenia. Położne co prawda nie trzymaly mnie za rączkę, od tego miałam męża, ale cały czas miały mnie na oku. I jedna z nich tak poprowadziła poród, że szkola rodzenia była niepotrzebna. Nawet mnie potem chwalily ze mądrze rodziłam i tylko to nagrać na lekcje instruktażowe. Tak się złożyło że dyżur miał też mój ginekolog, i pomagał, ale bez niego też by… Czytaj więcej »

Sylwia Olszewska
Gość
Sylwia Olszewska

nie chodziłam do szkoły rodzenia, nawet o tym nie pomyślałam ale fakt oddychanie to jest kosmos, szczególnie jak położna pokazuje jedno a lekarz drugie a ja czuję że znów za późno. Wiec warto. zastanawialam się nad prywatną położną ale cena faktycznie blokuje, ostatecznie zrezygnowałam i nie żałuję ale poród miałam w miarę szybki i pomoc była. Nic nie czytałam ani nie przygotowywalam się specjalnie( na koniec namiętnie spacerowa łam codziennie) jedno jest pewne- każdy poród jest inny. Trzy bliskie mi osoby rodziły przede mną w odstępach 9 6 i 1 miesiac- każda inaczej to przedstawia. Dodatkowo uważam ze pomoc po… Czytaj więcej »

Anna Szczepaniak
Gość

Szkołę rodzenia zaliczyłam, fantastyczna sprawa, zwłaszcza prawidłowo poprowadzona, mąż był przy porodzie i nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej, własną położną miałam opłaconą (nota bene tą, która prowadziła zajęcia w szkole rodzenia więc komfort podwójny) a i tak po 8 godzinach prób urodzenia naturalnie zakończyło się cc i kompletnie nie byłam przygotowana na takie „wakacje SPA”, inne kobiety (po sn) po kilkunastu godzinach śmigały same po korytarzu z dzieckiem na rękach, a ja przez kilka miesięcy funkcjonowałam jak kaleka prawie, że bez pomocy męża ani rusz.

msrn
Gość
msrn

Wszystko zależy od szpitala i kobiety. Z tego, co pamiętam, pisałaś że rodziłaś w szpitalu św. Rodziny. Nie wiem co stało za tą decyzją (pewnie lekarz), ale większość historii, o których słyszałam od dziewczyn tam rodzących sprawiła, że jako pierwszy został wyeliminowany z mojej listy. Odniosłam wrażenie, że drobne kleszcze i transfuzję krwi dają tam matkom w pakiecie. (Żeby jednak było uczciwie, mam jedną znajomą, która miała super poród i była zadowolona). Ja rodziłam w Raszei i nie zmieniłabym na inny. Nigdy. Znam kilka dziewczyn, które rodziły bez znajomego lekarza i położnej, z ulicy i były zachwycone. Ja miałam niestety… Czytaj więcej »

MauraFrog93
Gość
MauraFrog93

Ja do szkoły rodzenia nie chodziłam, bo w okolicy nic nie było niestety. Mimo to poradziłam sobie choć na początku nie do końca wiedziałam jak mam przeć zwłaszcza, że położna kazała przeć podczas skurczu, a ja ich już nie miałam ;) o czym ją informowałam. Pomógł mi mój lekarz prowadzący stosując już niedozwolony ?chwyt? (naciskał na mój brzuch). Gdyby nie to nie wiem czy urodziłabym sama. Byłam wyczerpana, nie spałam całą noc mimo podania mi relanium, które rzekomo miało mnie uspokoić i pozwolić zasnąć (haha przy bólach krzyżowych zasnąć). Byłam też bardzo głodna, bo zabronili mi jeść dzień wcześniej od… Czytaj więcej »

Kasia A.
Gość
Kasia A.

każdy ma inne doswiadczenia. wg mnie najwazniejsza jest dobra polozna. mi szkola rodzenia za duzo nie dala, bo w trakcie porodu i bolu w ogole zapomnialam jak kazali tam oddychac :P przy drugim porodzie nastawilam sie na to, ze bede dokladnie sluchac polozneJ. przy pierwszym porodzie – chyba przez szok ze tak boli itd zamiast skupiac sie na parciu skupialam sie na bolu – tak mnie zaskoczyl :P i sie w ogole nie sluchalam personelu tylko marudzilam, ze nie wytrzymam bolu :P z drugiego porodu pamietam głownie wskazowki poloznej, do ktorych sie stosowalam jak mi kazala i poszlo bardzo dobrze.… Czytaj więcej »

Kasia A.
Gość
Kasia A.

ps. polozna mialam tez wykupiona. pamietam jak bylam na badaniach w ciazy przy sali porodowej i slyszalam rozne dziwne teskty do rodzacej (np niech pani nie przesadza, na pewno az tak nie boli itd). moja mama 30 lat temu przy 2 porodzie tez sobie wykupila polozna – miala dosc zle doswiadczenia z 1 porodu.

fistaszkowelove
Gość

Świetny post, ja na szczęście z dwóch porodów mam dobre wspomnienia, ale przy każdym był mój mąż i rodziłam w dobrym szpitalu w którym każda położna stara się jak może i nie trzeba jej za to płacić. Ale wiem że w większości szpitali nie jest tak fajnie. Pozdrawiam

ter_ka
Gość
ter_ka

Przygotowanie się na poród, zwłaszcza ten pierwszy, jest możliwy chyba tylko do pewnego stopnia ? jest to bowiem ból tak pierwotny, że po prostu nie ma porównania z żadnym innym rodzajem bólu. Ja rodziłam siłami natury cztery tygodnie przed terminem, bez znieczulenia (najpierw było za wcześnie, potem za późno, a jakżeJ) . Jestem z Łodzi, rodziłam w Medeorze na nfz, traf chciał, że rodzących tej nocy był ogrom a położne dwie ? i jak wahalam się czy obecność męża przy porodzie to dobry pomysł to teraz zdecydowanie stwierdzam ? na szczęście w Medeorze jest ?wymóg? rodzinnego porodu. Inaczej byłabym całkiem… Czytaj więcej »

Kasia - MummysWorld.pl
Gość
Kasia - MummysWorld.pl

Racja :) Mnie tylko szkoła rodzenia ominęła, bo musiałam leżeć, ale zrekompensowała mi to obecność mamy-położnej przy porodzie :)

Madia
Gość
Madia

Szkoła rodzenia na tak, choć oczywiście że można wszystko wyczytać z książek i internetu, ale myślę, że to było nawet bardziej pomocne dla mojego męża, który nie zaczytywał się tak jak ja w tematyce ciąży, porodu i późniejszej pielęgnacji dziecka. Szkoła rodzenia to fajne doświadczenie, takie które daje przedsmak, że w byciu rodzicami tkwi się RAZEM. I dlatego też mąż był ze mną przy porodzie, ale nie zmuszałam, choć oczywiście bardzo chciałam mieć go przy sobie, to on sam zdecydował, że chce (mimo, że kuzyn, który brał udział, nie zachęcał go). A teraz najważniejsze, mimo tego co widział, mimo że… Czytaj więcej »

Ania Korzeniecka-Klisz
Gość
Ania Korzeniecka-Klisz

zgadzam się :) mąż bardzo przydatny i potrzebny :) i opłacona położna – dwa razy miałam swoją i cały czas byłą ze mną całkiem inaczej się opiekowała a wiem bo potem obserwowałam inne porody ukradkiem :)

Susanna szyje
Gość

Nie chodziłam do szkoły rodzenia – no dobra byłam na jednych zajęciach a potem musiałam przestać bo szyjka się skracała. Mąż był przy porodzie, od samego początku do samego końca i nie wyobrażam sobie żeby go przy mnie nie było :) Co prawda pępowiny nie chciał przeciąć ale wcale mu się nie dziwię – też bym nie chciała :D Natomiast nie miałam opłaconej położnej a poród i samą opiekę wspominam bardzo dobrze. Znieczulenia niestety nie miałam – mimo to położna była zarąbista: dopingowała, dodawała otuchy, proponowałą worek sake, piłkę i gorący prysznic, cały czas była w pobliżu a też nie… Czytaj więcej »

Wiktoria
Gość

tak teraz macierzyństwo to piękna sprawa. Kiedyś nikt Cię nie uczył jak podejść do porodu jak przygotować się do pierwszych dni z dzieckiem. Co zrobić po pierwszym przyjściu z dzieckiem do domu – jak trzymać malucha i odreagowywać stres przy nim. Cudna sprawa, uważam że to sukces całego społeczeństwa że szkoły rodzenia są przez NFZ sponsorowane. Za pierwszym porodem tym bardziej takie lekcje wspólnie z partnerem są niedocenione dla przyszłego potomka. W okolicach Poznania korzystała z przesympatycznej współpracy z http://www.somamedica.pl/szkola-rodzenia/ – mają jak na moje wykwalifikowaną kadrę a sama lokalizacja połączona jest z gabinetami fizjoterapii i rehabilitacji – więc jak… Czytaj więcej »