Jak przygotować się do porodu?

DSC_0512_1

Wśród swoich kumpli mój mąż jest prawdziwym bohaterem. Długo nie wiedziałam, dlaczego wszyscy bliżsi i dalsi koledzy ciągle zapraszają go na pępkowe. Był nawet taki czas, kiedy myślałam, że sam się wprasza!

Aż tu nagle zapytał mnie:
– Dlaczego nie napiszesz, jak przygotować się do porodu?

Nie od razu go zrozumiałam. Kiedy byłam w ciąży i o to samo pytałam wujka Googla, znajdowałam głównie porady dotyczące tego, co zabrać ze sobą do szpitala. Nie przejmowałam się zbytnio, bo wtedy myślałam, że widocznie to wystarczy. Otóż nie. I nie o taki post Piotrowi chodziło. Są rzeczy ważniejsze na sali porodowej niż kanapki na wypadek, gdybyś zgłodniała czy worek sako, bo w godzinie zero nawet przez sekundę nie pomyślisz, żeby z tego skorzystać.

O co więc NAPRAWDĘ warto zadbać przed porodem?

SZKOŁA RODZENIA TO PODSTAWA

Jeśli zastanawiasz się nad tym, czy zapisać się do szkoły rodzenia, nie zastanawiaj się, tylko idź i się zapisz. Były takie momenty, w których czułam, że właściwe oddychanie pomaga bardziej niż znieczulenie zewnątrzoponowe. Chyba nie muszę bardziej Cię namawiać?

NAWET NIE MYŚL, ŻEBY RODZIĆ W POJEDYNKĘ

Tylko dwa razy w trakcie porodu zostałam sam na sam z personelem: na Izbie Przyjęć i kiedy podawano mi znieczulenie. I to było o te dwa razy za dużo! Traktowano mnie gorzej niż zwierzę. Co ciekawe, kiedy tylko na horyzoncie pojawiał się mój w miarę przytomny mąż, nikt już na mnie krzyczał! Nagle na wszystkie pytania można było cierpliwie odpowiedzieć, a rutynowe badania przeprowadzać w mniej bolesny sposób.

Przed porodem nie byłam pewna, czy mężczyzna na sali porodowej to na pewno dobry pomysł. Teraz wiem, że innej opcji po prostu nie ma! Naprawdę nie chcesz przez wiele godzin leżeć tam zupełnie sama. Twój facet boi się tego, co zobaczy? Nieważne, Ty będziesz bała się jeszcze bardziej! Zresztą, nikt mu nie każe patrzeć w Twoje krocze. Wystarczy, że będzie stał przy Twoim boku: poda wodę, otrze pot z czoła, zawoła personel, a po wszystkim przytuli Was mocno i cyknie pamiątkowe fotki.

Nie masz faceta? Poproś mamę, siostrę, przyjaciółkę, która już rodziła, kogokolwiek. Uwierz mi, potrzebujesz przy sobie kogoś bliskiego. Ale nie tylko bliskiego…

BEZ WŁASNEJ POŁOŻNEJ ANI RUSZ

Istnieje opcja wykupienia pomocy położnej na czas całego porodu. W Polsce wygląda to tak, że wykupujesz jakąkolwiek pomoc w ogóle, bo jeśli tego nie zrobisz – możesz zakrzyczeć się z bólu, a położna i tak zjawi się wtedy, kiedy będzie chciała. Lub nie. W mojej sali zrobiło się tłoczno dopiero wtedy, kiedy pojawiło się realne zagrożenie życia. Nikogo nie obwiniam, bo za ścianą rodziły inne kobiety, a położna na dyżurze była tylko jedna. Ale nawet gdy w końcu stanęła nad moim łóżkiem, poród wcale nie wyglądał jak na amerykańskich filmach. Nikt mnie nie dopingował, nie pokazywał jak mam oddychać i nie komenderował, kiedy przeć. Usłyszałam tylko, że mam robić to, co czuję. Nie będę się tutaj rozwodzić, co czułam w kulminacyjnym momencie, bo pewnie u każdej z nas wygląda to zupełnie inaczej, ale pozostawienie sprawy li i jedynie instynktowi pierworódki jest jak posadzenie dziecka za kierownicą samochodu. W centrum Warszawy.

Jeśli więc nie wiesz, na jaki personel trafisz, po prostu go opłać. Własna położna kosztuje od pięciuset do tysiąca złotych, ale ludzkie życie jest warte znacznie więcej, prawda?

Kobiety przed porodem często zastanawiają się: poród naturalny czy cesarka, jakie znieczulenie jest najlepszą opcją, w której pozycji rodzić, czy skończy się nacięciem krocza? To wszystko jest nieważne, bo najczęściej nie masz na to wpływu! Będzie, co ma być lub raczej będzie tak, jak zadecyduje lekarz.

Ale o trzech punktach zapalnych, które opisałam, mój mąż mówi każdemu koledze, kiedy tylko usłyszy, że ten spodziewa się dziecka. Dzięki temu uratował już niejedną rodzinę przed traumą poporodową, która spotkała nas.

Idźcie więc i rozmnażajcie się. A po wszystkim nie zapomnijcie tu wrócić! Nie, nie musicie stawiać mojemu mężowi kolejnej wódki. Wystarczy, że napiszecie, jak budującym wydarzeniem był Wasz poród…

DSC_0085d

DSC_0079d

DSC_0078d

DSC_0083d

(5 747 odwiedzin wpisu)
Subscribe
Powiadom o
guest
27 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
lavinka

No, mój poród mimo obecności Niemałża i wpadania położnych w liczbie trzech z lekarzami na czele wcale nie był budujący. I jak nie byłam fanką cesarek na życzenie(strach przed operacją był silny niemal tak samo jak przed bólami porodowymi), to stałam się z dnia na dzień. Mając porównanie sn przez kilkanaście godzin ze znieczuleniem tylko podczas ostatnich dwóch, doprowadzonym niemal do finału i cc, które było przy nim jak wakacje w SPA. Ani trochę się nie dziwię osobom, które wybierają te opcję. Zrezygnowałam z płatnej położnej i nie żałuję. Usłyszałabym to samo co od innych położnych. Proszę oddychać przeponą i iść do drabinek, kiedy nie miałam siły przekręcić się na drugi bok, najmniejszy ruch powodował skurcz. Do znieczulenia podnosiły mnie trzy osoby. Szkoły rodzenia sobie odpuściłam, mdleję w momencie, gdy ktoś zaczyna mówić o menstruacji, lub o szczegółach przebiegania porodu. Zresztą jak mnie cokolwiek boli, to przestaję oddychać w ogóle, tak działa mój organizm. W momencie czucia silnego bólu nie mam kontaktu z moim ciałem, a tym bardziej z przeponą (cierpię w absolutnym milczeniu). Jestę fecetę normalnie ;)

Tedi

Nie chodziłam do szkoły rodzenia, bo nie miałam możliwości. Mąż był przy porodzie i nie wyobrażam sobie opcji, żebym była tam sama. Wolałabym jednak mieć przy sobie jakąś bliską kobietę, ale takiej możliwości też nie miałam. Mimo bólu, kiepskiego przygotowania wspominam poród dobrze. Wolę rodzić niż być w ciąży :-)

Ilona Kostecka

To chyba musimy zrobić deal, bo ja na odwrót ;).

Tedi

Czyli ja dwa razy rodzę a ty chodzisz 18 miesięcy w ciąży? :-D

Ilona Kostecka

No mi to pasuje, bo w ciąży naprawdę czułam się jak w stanie błogosławionym! Mogłabym być w ciąży całe życie!
Chociaż z małym dzieckiem u boku to już na pewno nie wygląda tak kolorowo ;).

Tedi

Ja w ciąży czułam się okropnie. Najpierw mdłości, które uniemożliwiały mi funkcjonowanie, a potem ból kręgosłupa, który uniemożliwiał mi życie. To nie była zbyt „błogosławiona” ciąża :-D

Ilona Kostecka

Ja miałam mdłości tylko w pierwszym trymestrze i wtedy faktycznie czułam się nie najlepiej, ale u mnie wynikało to z prowadzenia ciąży: przyjmowałam luteinę, która bardzo źle wpływała na mój organizm, miałam kategoryczny zakaz picia kawy i uprawiania sportów. Przy moim niskim ciśnieniu (90/50 to maks, jaki wycisnę ;)) ciągle omdlewałam lub spałam po 15 godzin na dobę (serio!). A potem zmieniłam lekarza, kazał odstawić luteinę, dał zielone światło na jedną kawę dziennie i przede wszystkim na sport, więc odżyłam. Piękne włosy, cera, mocne paznokcie, mnóstwo energii – góry mogłam przenosić w tym czasie!

Pod koniec bardzo rozchodziła mi się miednica (przed ciążą miałam figurę trzynastoletniego chłopca – teraz wyglądam jak czternastoletnia dziewczynka – nadal nie mogę pochwalić się ładnymi biodrami, ale przynajmniej jakieś krągłości są), przez co był ból, ale basen i ćwiczenie jogi niesamowicie pomagało! Ach,to był piękny czas… ;)

Jo Anna

Ja swój poród (było to dokładnie 10 miesięcy ;-)) wspominam cudownie. Owszem bolało, miałam ochotę do znajomych „mamusiek” wysyłać smsy z pretensjami, że to przereklamowane. Jednak ostatnia faza tak nabrała tempa, że Mąż ledwie zdążył. Załapał się na ostatnie chyba 15 minut (a mówili, że za 2 dni najwcześniej urodzę, skurcze były bez rozwarcia, wiec wolałam, by poszedł do domu sam przespać ostatnie godziny:-D) Jak do Niego zadzwoniłam, bo mi polozna powiedziała,że już rodze, to liczyłam na dluuugiii maraton. A tu Syn nam niespodziankę zrobił.
Szybki poród „odchorowałam” jednak dlugim uziemieniem :-(
Ale M. nie wyobrazal sobie przed, w trakcie i po, żeby go tam nie było. Bluzgi ode mnie szły równo, a On cierpliwie był. I chwała mu za to <3

thevodka

Hmmm chyba naprawdę pechowo trafiłaś ze szpitalem. Zaznaczam od razu, że rodziłam w szpitalu państwowym, wszystkie położne widziałam wtedy pierwszy raz na oczy i nie mam żadnego wujka ordynatora:) A i tak było super. Bolalo, fakt, bo Bez znieczulenia. Położne co prawda nie trzymaly mnie za rączkę, od tego miałam męża, ale cały czas miały mnie na oku. I jedna z nich tak poprowadziła poród, że szkola rodzenia była niepotrzebna. Nawet mnie potem chwalily ze mądrze rodziłam i tylko to nagrać na lekcje instruktażowe. Tak się złożyło że dyżur miał też mój ginekolog, i pomagał, ale bez niego też by się obyło. I tu mój apel do przyszłych rodzących: nie warto nabijać kiesy lekarzom na prywatnych wizytach. Lepiej opłacić dobrą położną. Albo wymodlić:) Pamiętajcie: dobra położna to podstawa. I trzeba jej słuchać . Ja dzięki temu nie mam traumy porodowej(choć bóle parę trwały 45 minut)

Sylwia Olszewska

nie chodziłam do szkoły rodzenia, nawet o tym nie pomyślałam ale fakt oddychanie to jest kosmos, szczególnie jak położna pokazuje jedno a lekarz drugie a ja czuję że znów za późno. Wiec warto. zastanawialam się nad prywatną położną ale cena faktycznie blokuje, ostatecznie zrezygnowałam i nie żałuję ale poród miałam w miarę szybki i pomoc była. Nic nie czytałam ani nie przygotowywalam się specjalnie( na koniec namiętnie spacerowa łam codziennie) jedno jest pewne- każdy poród jest inny. Trzy bliskie mi osoby rodziły przede mną w odstępach 9 6 i 1 miesiac- każda inaczej to przedstawia. Dodatkowo uważam ze pomoc po porodzie strasznie u nas kuleje- jakas czarna magia. a podobno nastawienie na karmienie piersią- owszem karmiłam całe 6 miesiecy- ale początki były bardzo ciężkie dzieciątko w szpitalu płacz bo głodne ja cała pogryziona no litości! A tatuś lub inną bliska osoba koniecznie przy porodzie dużo po.aga szczególnie przy bólach krzyżowych. … pozdrawiam?

Ilona Kostecka

Też miałam krzyżowe. Brrr… Dlatego na KTG nie było widać, kiedy idzie skurcz i pewnie dlatego położna nie mogła mnie pokierować.

Anna Szczepaniak

Szkołę rodzenia zaliczyłam, fantastyczna sprawa, zwłaszcza prawidłowo poprowadzona, mąż był przy porodzie i nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej, własną położną miałam opłaconą (nota bene tą, która prowadziła zajęcia w szkole rodzenia więc komfort podwójny) a i tak po 8 godzinach prób urodzenia naturalnie zakończyło się cc i kompletnie nie byłam przygotowana na takie „wakacje SPA”, inne kobiety (po sn) po kilkunastu godzinach śmigały same po korytarzu z dzieckiem na rękach, a ja przez kilka miesięcy funkcjonowałam jak kaleka prawie, że bez pomocy męża ani rusz.

Ilona Kostecka

Nie widziałam tych śmigających po korytarzu z dzieckiem na rękach, serio. Pierwiastki poruszały się z wielkim trudem, nie mogły siedzieć, a do podniesienia dziecka potrzebowały pomocy. Co prawda była ze mną dziewczyna, która na drugi dzień już układała włosy przed lustrem, ale to było jej drugie dziecko (w małym odstępie czasu), a poród trwał całe pięć minut – no i to przypadek jeden na tysiąc podejrzewam :). Ja sama po sn byłam unieruchomiona długo, a tak całkowicie do siebie (psychicznie) doszłam gdzieś po roku. Albo i jeszcze nie, bo w tej chwili nie ma mowy o drugim dziecku :(.

Nie jest więc tak, że sn to zawsze błogosławieństwo, a cesarka przekleństwo. Trzeba się cieszyć, że dziecko zdrowe, a lekarz, decydując o cesarce, zrobił wszystko, żeby nie dopuścić do najgorszego :).

msrn

Wszystko zależy od szpitala i kobiety.
Z tego, co pamiętam, pisałaś że rodziłaś w szpitalu św. Rodziny. Nie wiem co stało za tą decyzją (pewnie lekarz), ale większość historii, o których słyszałam od dziewczyn tam rodzących sprawiła, że jako pierwszy został wyeliminowany z mojej listy. Odniosłam wrażenie, że drobne kleszcze i transfuzję krwi dają tam matkom w pakiecie. (Żeby jednak było uczciwie, mam jedną znajomą, która miała super poród i była zadowolona).
Ja rodziłam w Raszei i nie zmieniłabym na inny. Nigdy. Znam kilka dziewczyn, które rodziły bez znajomego lekarza i położnej, z ulicy i były zachwycone.
Ja miałam niestety planowe CC, więc o prywatnej położnej i udziale męża się nie wypowiem. Kwestia bólu po CC to sprawa indywidualna. Ja czułam się bardzo dobrze, 2 dobę po CC sama wzięłam prysznic. Moja mama natomiast cierpiała po CC pół roku…
Co jednak chciałam podkreślić, to wspaniałe położne które opiekowały się nami po porodzie. Cierpliwe i mądre. Dzięki nim udało mi się karmić piersią. Namówiłam na ten szpital już 2 koleżanki :). Wyszły bardzo zadowolone :).
Szkołę rodzenia bardzo polecam, a jeżeli jesteście zdecydowane na konkretny szpital, polecam szkołę rodzenia działającą przy szpitalu. Mnie bardzo to pomogło, przede wszystkim dlatego, że byłam oswojona ze szpitalem, znałam personel i czułam się bezpiecznie.

Ilona Kostecka

Wiesz co, szpital wybrałam, bo to jedyny, w którym znieczulenie zewnątrzoponowe było dostępne na życzenie. Czytałam opinie w internecie, bo nie znam osobiście nikogo, kto tam rodził i… Nie były złe ;).

Moja pani doktor pracowała na Polnej i nie polecała swojego szpitala – tzn. nie odradzała wprost, ale wspomniała, że sama dwukrotnie rodziła gdzie indziej, a to dało mi trochę do myślenia.

msrn

O tak!
Polna tylko w razie konieczności, tzn. w przypadku poważnego zagrożenia dla mnie albo dziecka. Wtedy ponoć jest ok, super sprzęt no i jak jest ciekawy przypadek, to też większe zainteresowanie. Na zwykły poród nigdy bym się nie zdecydowała. Fabryka.
Ja mam taką obserwację – rodowite poznanianki rodzą w Raszei, dziewczyny przyjezdne na Polnej (ponoć właśnie sprzęt i profesorowie mają taką siłę przebicia).
Jeżeli planujecie drugie, szczerze polecam Raszeję. Mały, kameralny i przede wszystkim świetny personel.

Ilona Kostecka

Aha, co do bólu po CC, to gdzieś czytałam opinię, że jest to operacja jak każda inna i bardzo dużo zależy od lekarza, bo jak wiadomo, nawet najprostszą operację można spieprzyć i wyciąć wyrostek robaczkowy tak, że rana długo się goi lub właśnie odwrotnie – dlatego do CC warto wybrać naprawdę dobry szpital i najlepszego z najlepszych specjalistę.

MauraFrog93

Ja do szkoły rodzenia nie chodziłam, bo w okolicy nic nie było niestety. Mimo to poradziłam sobie choć na początku nie do końca wiedziałam jak mam przeć zwłaszcza, że położna kazała przeć podczas skurczu, a ja ich już nie miałam ;) o czym ją informowałam. Pomógł mi mój lekarz prowadzący stosując już niedozwolony ?chwyt? (naciskał na mój brzuch). Gdyby nie to nie wiem czy urodziłabym sama. Byłam wyczerpana, nie spałam całą noc mimo podania mi relanium, które rzekomo miało mnie uspokoić i pozwolić zasnąć (haha przy bólach krzyżowych zasnąć). Byłam też bardzo głodna, bo zabronili mi jeść dzień wcześniej od godz 12, ale banany i tak zjadłam w nocy :)
Nie wyobrażam sobie by nie było ze mną na sali porodowej mojego faceta. Pomagał mi bardzo, dociągał głowę, dopingował. Nie chciałam Go zbytnio jak leżałam jeszcze na salce, bo strasznie wrzeszczałam przez bóle krzyżowe. Na chwile obecną żałuję, że jednak nie był wtedy obok może byłoby mi lżej. Nie wiem jak można nie chcieć męża/partnera czy kogokolwiek nam bliskiego tak jak np. Moja Mama, która przy żadnym z 7 porodów sn nie chciała obecności męża. Btw. Mama zawsze dziwi się dlaczego kobiety rodzące krzyczą. Wtf?! Jak można się dziwić. Fakt ja nie krzyczałam już na samej porodówce, ale to dlatego że skurcze ustały. Nie miałam oxy ani znieczulenia i bardzo dobrze, bo nic takiego nie chciałam.
Nie miałam opłaconej położnej ani lekarza. Łut szczęścia pozwolił by akurat dyżur miał mój dr prowadzący, a położna była miła, instruowała i dopingowała mnie. Ogólnie opieka ok, ale powinno być lepiej choćby dlatego, że za rzadko sprawdzali u mnie rozwarcie, a myślę że gdyby wcześniej sprawdzili po raz kolejny (szybciej niz po 4 godzinach) to rodziłabym normalnie ze skurczami bez pomocy lekarza.

Kasia A.

każdy ma inne doswiadczenia. wg mnie najwazniejsza jest dobra polozna. mi szkola rodzenia za duzo nie dala, bo w trakcie porodu i bolu w ogole zapomnialam jak kazali tam oddychac :P
przy drugim porodzie nastawilam sie na to, ze bede dokladnie sluchac polozneJ. przy pierwszym porodzie – chyba przez szok ze tak boli itd zamiast skupiac sie na parciu skupialam sie na bolu – tak mnie zaskoczyl :P i sie w ogole nie sluchalam personelu tylko marudzilam, ze nie wytrzymam bolu :P z drugiego porodu pamietam głownie wskazowki poloznej, do ktorych sie stosowalam jak mi kazala i poszlo bardzo dobrze.
tez uwazam, ze obecnosc drugiej osoby jest konieczna, nie nawet po to, zeby trzymac za reke (ja np na mojego meza nakrzyczalam), ale po to, zeby wezwac lekarza, podac wode itd.

Kasia A.

ps. polozna mialam tez wykupiona. pamietam jak bylam na badaniach w ciazy przy sali porodowej i slyszalam rozne dziwne teskty do rodzacej (np niech pani nie przesadza, na pewno az tak nie boli itd). moja mama 30 lat temu przy 2 porodzie tez sobie wykupila polozna – miala dosc zle doswiadczenia z 1 porodu.

fistaszkowelove

Świetny post, ja na szczęście z dwóch porodów mam dobre wspomnienia, ale przy każdym był mój mąż i rodziłam w dobrym szpitalu w którym każda położna stara się jak może i nie trzeba jej za to płacić. Ale wiem że w większości szpitali nie jest tak fajnie. Pozdrawiam

ter_ka

Przygotowanie się na poród, zwłaszcza ten pierwszy, jest
możliwy chyba tylko do pewnego stopnia ? jest to bowiem ból tak pierwotny, że
po prostu nie ma porównania z żadnym innym rodzajem bólu. Ja rodziłam siłami
natury cztery tygodnie przed terminem, bez znieczulenia (najpierw było za
wcześnie, potem za późno, a jakżeJ)
. Jestem z Łodzi, rodziłam w Medeorze na
nfz, traf chciał, że rodzących tej nocy był ogrom a położne dwie ? i jak
wahalam się czy obecność męża przy porodzie to dobry pomysł to teraz
zdecydowanie stwierdzam ? na szczęście w Medeorze jest ?wymóg? rodzinnego
porodu. Inaczej byłabym całkiem sama bo położna nie miała czasu siedzieć ze mną
non stop. Było nas, rodzących, po prostu za dużo w stosunku do ilości
personelu. Opłaconej położnej nie miałam i trochę żałuję, mimo że o tej
dyżurującej mogę się wyrażać tylko w superlatywach. Przydało by się jednak
profesjonalne wsparcie przez całe 8 godzin, zwłaszcza że ominęło mnie znieczulenie
i w ogóle byłam zaskoczona że to JUŻ J

Co do szkoły rodzenia to każdej przyszłej mamie polecam ?
zawsze czegoś ciekawego się można dowiedzieć, poznać inne mamy, nauczyć się oddychania
przeponą ?to na pewno zwiększa komfort psychiczny, daje uczucie, że się nie
jest takim totalnie zielonym w temacieJ
Co dla mnie podczas kursu było szalenie istotne to nacisk na fakt, że każda z
nas może karmić piersią, niezależnie od swojej budowy i początkowych trudności ?
akurat miałam straszne problemy z laktacją ale dzięki pomocy i przekonaniu, że
się uda, karmię już 9 miesięcyJ

Kasia - MummysWorld.pl

Racja :) Mnie tylko szkoła rodzenia ominęła, bo musiałam leżeć, ale zrekompensowała mi to obecność mamy-położnej przy porodzie :)

Madia

Szkoła rodzenia na tak, choć oczywiście że można wszystko wyczytać z książek i internetu, ale myślę, że to było nawet bardziej pomocne dla mojego męża, który nie zaczytywał się tak jak ja w tematyce ciąży, porodu i późniejszej pielęgnacji dziecka. Szkoła rodzenia to fajne doświadczenie, takie które daje przedsmak, że w byciu rodzicami tkwi się RAZEM. I dlatego też mąż był ze mną przy porodzie, ale nie zmuszałam, choć oczywiście bardzo chciałam mieć go przy sobie, to on sam zdecydował, że chce (mimo, że kuzyn, który brał udział, nie zachęcał go). A teraz najważniejsze, mimo tego co widział, mimo że często czuł się bezsilny, mimo że poród określił ‚powolnym umieraniem'(chodziło o mnie i o ból) on CHCE być przy kolejnych porodach. Poród nie wywołał u niego traumy i chociaż wcześniej zabroniłam to widział to cholerne krocze jak położna zawołała „Niech Pan spojrzy już widać włosy na główce!”. Ale nie każdy facet sprawdzi się na porodówce, jedno jest pewne-nie idź sama.
Co do położnej, to ja nie opłaciłam i nie żałuję, bo trafiłam tak, jakby ktoś kręcił film o wzorowej położnej. Była z nami praktycznie cały czas (pewnie miałam szczęście, że nikt inny wtedy nie rodził), ustawiała w różnych pozycjach żeby mi jakoś pomóc, angażowała męża i co najważniejsze dopingowała jak najlepszy trener. Może dla kogoś takie teksty byłyby irytujące „Bardzo dobrze Pani Madziu”,”Da Pani radę”, „Świetnie” itd. itp. Powtarzała to często i czułam się bezpiecznie, że jest z nami ktoś kto mnie prowadzi przez cały ten proces. Tymi tekstami sprawiła, że nie uległam do końca panice, która mnie ogarniała z powodu tych pieruńskich bóli krzyżowych (rodziłam bez znieczulenia, ale pod koniec jęczałam, że już nie mogę wytrzymać). Nawet powiedziała, że jak mi to pomoże to mogę krzyczeć, a widziała, że się powstrzymuję. Z pozwolenia skorzystałam, nie wrzeszczałam, ale głośno stękałam przy skurczach i to też mi pomogło. Jedyną rysą na jej kryształowym obrazie jest fakt, że bolało mnie w trakcie zszywania, a mówiła że znieczuliła. No i to cholerne nacięcie czułam jeszcze przez 3tyg, chodząc jak kaleka przez cały ten okres czasu. Zgodziłam się na nacięcie bo już usg pokazywało, ze będzie duże dziecko, a ja z tych drobnych i pewnie to była dobra decyzja, bo córka ważyła 4kg. Tylko później trochę z zazdrością patrzyłam jak po cc zasuwają, a ja kuśtykam i siedzę tylko jednym półdupkiem, ale pewnie lepsze to niż popękać.
Więc podsumowując, położna to podstawa i każdej rodzącej życzę takiej jak ta, która była ze mną.

Ogólnie poród miałam dość szybki – od pierwszych skurczy do narodzin minęło jakieś 6h (dostałam też odrobinę okstocyny jak skurcze parte trwały ok 2h a nic się nie posuwało do przodu i wtedy wreszcie poszło).Także pierwszy poród nie zawsze musi trwać długo i szczerze podziwiam kobiety, które męczą się po kilkanaście godzin – jesteście bohaterkami i tak o sobie myślcie.

Ania Korzeniecka-Klisz

zgadzam się :) mąż bardzo przydatny i potrzebny :) i opłacona położna – dwa razy miałam swoją i cały czas byłą ze mną całkiem inaczej się opiekowała a wiem bo potem obserwowałam inne porody ukradkiem :)

Susanna szyje

Nie chodziłam do szkoły rodzenia – no dobra byłam na jednych zajęciach a potem musiałam przestać bo szyjka się skracała. Mąż był przy porodzie, od samego początku do samego końca i nie wyobrażam sobie żeby go przy mnie nie było :) Co prawda pępowiny nie chciał przeciąć ale wcale mu się nie dziwię – też bym nie chciała :D Natomiast nie miałam opłaconej położnej a poród i samą opiekę wspominam bardzo dobrze. Znieczulenia niestety nie miałam – mimo to położna była zarąbista: dopingowała, dodawała otuchy, proponowałą worek sake, piłkę i gorący prysznic, cały czas była w pobliżu a też nie rodziłam sama, była na każde zawołanie, odpowaidała na każde pytanie, podpowiadała jak oddychać i co robić w punkcie kulminacyjnym jak chce ci się wiesz co ;) Nie rodziłam w prywatnej klinice tylko w normalnym szpitalu na temat którego chodzą skraje opinie ale fakt faktem – na położne nikt nie narzeka. Myślę, że w tym całym zamieszaniu jakim jest poród chodzi tylko o jedno: o dobrą położną bo w czasie porodu to ona jest najważniejsza. Szpital nie musi mieć sal dwuosobowych i podorówki z super-hiper łożkami ale jeśli ma położne oddane swojej misji to kobiety zniosą inne braki byleby one jak i dziecko byli traktowani jak ludzie :) Jak ktoś wybiera porodówkę to niech patrzy na to jakie są tam położne a resztę może sobie darować.

Wiktoria

tak teraz macierzyństwo to piękna sprawa. Kiedyś nikt Cię nie uczył jak podejść do porodu jak przygotować się do pierwszych dni z dzieckiem. Co zrobić po pierwszym przyjściu z dzieckiem do domu – jak trzymać malucha i odreagowywać stres przy nim. Cudna sprawa, uważam że to sukces całego społeczeństwa że szkoły rodzenia są przez NFZ sponsorowane. Za pierwszym porodem tym bardziej takie lekcje wspólnie z partnerem są niedocenione dla przyszłego potomka.

W okolicach Poznania korzystała z przesympatycznej współpracy z http://www.somamedica.pl/szkola-rodzenia/ – mają jak na moje wykwalifikowaną kadrę a sama lokalizacja połączona jest z gabinetami fizjoterapii i rehabilitacji – więc jak coś Cię będzie boleć to zawsze jest wspólna kadra by się Tobą zająć.