Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały?

DSC_0117_1

Czyli o sile rodzicielskiego autorytetu.

Byłam jakiś czas temu na placu zabaw. Dzieci – młodsze i starsze – bawiły się grzecznie, bez większych ekscesów. Nikt w nikogo niczym nie rzucał, nie krzyczał, nie wyrywał. Jednym słowem: sielanka. Mogłam w spokoju usiąść z boku i zatopić się w rozmyślaniach, czy też raczej otworzyć aplikację Bloglovin w telefonie (polecam wszystkim Mamom – super sprawa! – do śledzenia ulubionych blogów, na przykład mojego ;)). Niestety! Do czasu, aż na plac wparował Kubuś. Niczym tornado. Z przytupem i krzykiem. W jednej sekundzie zburzył panujący wokół spokój.

9597

DSC_0102_1

Dzieci jak to dzieci. Długo się nie przyglądały, tylko zaczęły Kubusia… Naśladować! I tak oto mój słodki aniołek przemienił się w diabełka, który na równi z Kubusiem rzucał w inne dzieci zabawkami, zjadał śmieci z podłogi, gryzł i ślinił zabawki, skakał z wysokości oraz uciekał przed mamą.

Halo, halo? „A gdzie rodzice Kuby?” – zapytacie pewnie. Ano byli. Nie jest tak, że Kubuś to dziecko niedopilnowane i biegające samopas. A gdzie tam! Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że mama Kuby ze wszystkich dorosłych była najbardziej zaangażowana w uspokojenie maluchów. Biegała za nimi krok w krok, wyrzucając przy tym słowa z częstotliwością karabinu maszynowego: „Nie wolno! Nie! Nie można! Zostaw! Co robisz?! Puść! Odłóż!”. Ale co z tego, skoro Kubuś zupełnie jej nie słuchał?

Pewnie temperamentny. Są takie dzieci, które najpierw robią, potem myślą. Trudne charaktery mają. Wiem doskonale! Moje dziecko też takie jest ;). Jak się uprze to po ptakach, ale ma pecha, bo po kimś ten upór odziedziczył, a konkretnie – po matce. Czyli trafił swój na swego (wiem, wiem, biedny mój mąż w całym tym galimatiasie wyrazistych charakterów!). Ale ja dzisiaj nie o tym…

Bo zaczęłam się zastanawiać, co takiego robi mama Kuby, że on zupełnie gdzieś ma jej przestrogi? I co takiego robię ja, że jednak moje nie najłatwiejsze w obsłudze dziecko daje mi – oraz innym – żyć? To znaczy słucha, co mam mu do powiedzenia, a bunt dwulatka – poza kilkoma pojedynczymi ekscesami – przebiega u nas raczej bezobjawowo. Jesteście ciekawe, jak to się robi?

Po pierwsze daję przykład – dzieci chłoną otaczający świat jak gąbka. Często jestem zaskoczona, ile mój maluch już umie, ale zaraz potem zdaję sobie sprawę, że on po prostu mnie naśladuje! Zawsze kiedy wyciera kurze, myje ząbki, czesze włosy, ale również wtedy, kiedy staje się marudny i zły bez powodu (halo, halo, czy przypadkiem cały ranek nie wściekałam się na przednim siedzeniu samochodu, że utknęliśmy w korku, nie bacząc na dziecko z tyłu, które mnie obserwowało?). Jeśli więc Twój mały zaczyna zachowywać się niewłaściwie, w sobie szukaj winy i to siebie najpierw spróbuj zmienić, nie jego.

Ok, ale bywa tak, że dziecko naśladuje rówieśnika z placu zabaw. Na przykład Kubusia, który wkładał do buzi brudne patyki. Spróbowałam sytuację odwrócić i dać inny przykład, więc zapytałam Kostka: „Co tam masz, Kochanie?”, a on oczywiście karnie patyka do rodzicielki przyniósł, w dobrej wierze próbując mnie nim poczęstować. Skrzywiłam się: „Ble! Mama nie chce tego jeść! Niedobre, brudne!”. Wiecie co? Kostek też już nie chciał tego patyka jeść.

Ale patyk patykiem, nic by się nie stało, nawet jeśli połknąłby trochę kory. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, kiedy Kostek robi coś naprawdę niebezpiecznego, na przykład próbuje skoczyć na główkę ze stołu. Wtedy zabraniam, zmieniając ton głosu. I wcale nie chodzi o krzyk! Gdy nie chcesz, żeby dziecko coś robiło, bo boisz się o jego bezpieczeństwo, nie ma nic złego w tym, żeby maluch się o Twoim strachu dowiedział. Mów do niego stanowczo, a nie jakbyś głaskała swoją dzidzię po buzi.

Nie lubię nadużywać tego tonu, dlatego nie powtarzam się. Mówię maksymalnie trzy razy, a nie pięćdziesiąt pięć. Jeśli dziecko nie zareagowało, już nie zareaguje, a ja nie chcę wyjść na idiotkę, która tylko gada i nic poza tym. Maluch też to wyczuje! Czas COŚ zrobić. Zabrać z placu zabaw, nawet jeśli będzie się zapierać rękoma i nogami. Schować zabawkę, która była użyta niezgodnie z zastosowaniem (na przykład: do bicia innych dzieci), choć taka akcja często kończy się rzewnymi łzami delikwenta. Tego też nie lubię robić i całe szczęście nie muszę, bo Kostek już wie, co się stanie, jeśli mnie nie posłucha, ponieważ nigdy nie rzucam słów na wiatr. Jeśli mówię A, muszę znaleźć w sobie odwagę, żeby zrobić B.

Kiedy Kubuś rozwalał zabawki, a jego mama wołała: „Teraz będziesz musiał to zbierać!”, wiedziałam doskonale, że to ona je poukłada, nie syn. Kubuś też to wiedział, dlatego nawet na moment się nie zatrzymał. Niestety, mieliśmy rację. Być może nie chciała się z nim wykłócać w miejscu publicznym, rozumiem. Dlatego, jeśli wiesz, że nie dotrzymasz słowa, po prostu nic nie mów: nie strasz karami, które i tak pójdą w zapomnienie. Nie zabraniaj, jeśli wiesz, że za moment zmienisz zdanie. Mój mąż jest w tym mistrzem – każdego dnia Kostek słyszy: „Nie dostaniesz telefonu! Telefon nie jest dla dzieci!” i każdego dnia telefonem się bawi. Albo kiedy mąż zastrzega: „Nie będziemy już dzisiaj oglądać telewizji!” mój syn doskonale wie, że wystarczy tylko kilka minut dłużej pomachać ojcu pilotem przed nosem i trzy razy tupnąć nogą, aby znowu włączył bajkę. Pewnie już wiecie, do kogo Kostek idzie, jeśli ma ochotę na batonika przed obiadem?

I na koniec moje ulubione słowo, którym można podsumować cały wpis: konsekwencja. W ostatnim czasie cieszy się bardzo złą sławą. Bo jak ktoś jest konsekwentny i stanowczy, to na pewno nie ma serca? Gorszej bzdury nie słyszałam! Ja jestem konsekwentna dla dobra mojego dziecka, a nie swojego własnego. To ono potrzebuje zasad, żeby normalnie funkcjonować. Myślicie, że płacz, grymaszenie, marudzenie nie męczy dzieci tak samo jak rodziców? Ba! Patrząc na mojego malucha, podejrzewam, że męczy jeszcze bardziej. Stawiając wyraźne granice i nie zmieniając zdanie w połowie drogi, sprawiam, że nie musi płakać i grymasić, bo wie, że kiedy mama każe ubrać czapkę, to czapka musi być na głowie, koniec, kropka. Tak jak pisałam: jestem cierpliwa i uparta.

Właśnie tak sobie wyobrażam rodzinę: opiekunowie to silne korzenie, od których zależy, czy drzewo wyrośnie piękne, mocne i proste, czy podda się czynnikom zewnętrznym i będzie wiotkie oraz skrzywione od wiatru.

DSC_0133_1

DSC_0139_1

Kostek: spodnie, lniana koszula – Zara | kamizelka – dzieło babci (przez przypadek ubrana na lewą stronę ;)) | buty – Ecco

32
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
18 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
17 Comment authors
HelenIlona KosteckaMartaAlicja MazSusanna szyje Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Agnieszka Wroniecka
Gość

Jest taka książka „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”, autor Adele Feber. Czytałam ją na studiach i koniecznie muszę sobie odświeżyć!

Tedi
Gość

Masz całkowitą rację. Właśnie dzisiaj zdziwiłam się okropnie, bo się okazało, że ta metoda działa. Ja od dawna staram się być konsekwentna. Mówię, że czegoś nie wolno robić (od razu mówię, dlaczego) i co się stanie jak to zrobi. Na przykład nie wolno mu na polu wchodzić na schody (są bardzo strome i niebezpieczne) i jak próbuje, to mówię, że jak wejdzie na schody to pójdziemy do domu. X razy spacer się kończył po pierwszych 10 minutach. Dzisiaj przy pierwszym razie posłuchał i na schody nawet nie spróbował wejść. Jedyne z czym nie jestem konsekwentna to z cumlem. Niby ma… Czytaj więcej »

pestki
Gość
pestki

Zazdroszczę Ci malucha. Mój roczniak nic się nie słucha. Prośba groźba nic. Gdy próbuję być stanowcza a nie krzyczeć śmieje się ze mnie. Jak wie, że czegoś nie wolno tylko spojrzy na mnie i biegiem zaczyna to robić. Z placem zabaw jeszcze takiego doświadczenia nie mamy bo trochę jeszcze boi się innych dzieci ale w domu szaleństwo. Wszystkie te jego wybryki jeszcze jestem w stanie znieść tylko jednej rzeczy nie potrafię a mianowicie ciągnięcia za włosy. Syn ciągnie za włosy wszystkich i nie pomaga słowo nie wolno to boli zostaw mamę czy kuzynkę czy ciocię. Czasem aż mi głupio przed… Czytaj więcej »

Aleksandra
Gość
Aleksandra

Moja Mama nauczyła córkę „cacy cacy” i głaskała po ją główce albo brała jej rączkę i głaskała siebie :) Początkowo Mała tylko się śmiała a po jakimś czasie zaczęła sama przychodzić i głaskać i gadać coś na kształt tego cacy cacy, wprawdzie brzmi to zupełnie inaczej ale wiemy o co chodzi :P Myślę, że wasz Mały też w końcu załapie. Nasza w tym wieku też patrzyła mi w oczy i robiła coś, o czym wiedziała, że nie powinna była robić. Teraz też jej się zdarza, ale już rzadziej. Ma skończone 15 mc i aż jestem zaskoczona, jaki postęp w rozwoju… Czytaj więcej »

Gosia
Gość

No cóż, nie wypada się nie zgodzić. Ale ja niestety tak jak tata Kostka z konsekwencją mam problemy. Ot powiem coś, za chwilę zapomnę a dzieciaki wykorzystują. No nic, najważniejsza jest świadomość, więc nieustannie się staram :)

Renata
Gość
Renata

Niestety nie do końca się z Tobą zgodzę, mam 3 latka w domu i jakbym widziała siebie albo męza na plazu zabaw a nasz syn to ten Kubuś. Tylko że to nie jest tak ze u nas jest brak konsekwencji. Można mówić, zakazywać, zabierać z placu zabaw i nic nie skutkuje a jak skutkuje to na 5 min a za chwile i tak robi to samo. Obserwuje różne dzieci w wieku mojego dziecka i niestety stwierdzam że mój jest poprostu trudnym dzieckiem. Wiem też że jak jestem na tym placu zabaw to niejedna matka myśli tak jak ty. Niestety ale… Czytaj więcej »

Kasia A.
Gość
Kasia A.

Podziwiam :) mi sie nie zawsze udaje być konsekwentna :(

Klaudia
Gość
Klaudia

Ja wypowiem się pierwszy raz, choć podczytuję z lubością już czas jakiś :).
Zgadzam się w 100%, w zasadzie wszystko o czym tu napisałaś potwierdza się u mojego 5 latka i zaczyna u 11 miesięcznego (się potwierdzać). Do dziecka trzeba mówić w trudnych sytuacjach krótko i z konsekwencją, tak jak napisałaś jak się powie A itd… Świetny tekst, troszkę tak jakbym czytała o sobie.
Abstrahując od tematu, gratuluję ciekawego bloga (tak szczerze i bez kokieterii ;) ) i życzę dalszych sukcesów w tej materii.
Będę tu wracała. Pozdrawiam

lavinka
Gość

Z moim dzieckiem miałabyś krucho. Na nią konsekwencja nie działa. Tak jak na mnie w dzieciństwie w sumie. I na mojego brata też. :)

Faszyrka
Gość
Faszyrka

Nic dodać, nic ująć:-)

ola
Gość
ola

A jak reagowac jak juz nastspuje histerycNy wybich placzu tupanie nogami i czerwienienie sie ze zlosci. Wrzask taki ze dziwie sie ze sasi3dzi jeszcze nie przyszli :(
Ps. Babcia niech zalozy sklep z ubrankami dzieciecymi !!!!!

Bartłomiej Panek
Gość

Zgadzam się całkowicie z tym co napisałaś. „Konsekwencja”, może i okryta złą sławą, ale potrzebna. Tak samo jak zasady, których będziemy uczyć dzieci i w które sami wierzymy. To chyba na tym polega wychowanie. Prawda?

Susanna szyje
Gość

Czytam właśnie H. Karpa „Najszczęśliwsze dziecko w okolicy” i w sumie można powiedzieć, że ksiażka jest o tym samym o czym teraz napisałaś choć on może wyjaśnia problem bardziej łopatologicznie. Od siebie dodam, ze jeśli dziecko wpada w furię i krzyczy to należy mówić prosto i konkretnie, dwoma lub trzeba słowami. Większych wywodówm i tak nie usłyszy – podobno gdy płacze to wyłącza się słuch (niedojrzała lewa półkula czy jakoś tak).

Alicja Maz
Gość
Alicja Maz

Oj, konsekwencja cieszy się bardzo złą sławą, ale ja uważam, że jest potrzebna. I to w obie strony. Dla przykładu, jeżeli obiecuję wyjście do Teatru Małego Widza (Warszawa) to wychodzimy, choćby nie wiem co (jeżeli czuję, że może się nie udać, to nie obiecuję – proste) a jak mówię, że nie oglądamy telewizji to nie oglądamy. Tylko zawsze uściślam – np. nie oglądamy tv przez jeden dzień, do Teatru idziemy w niedzielę. Nigdy nie obiecuję czegoś w czasie bliżej nieokreślonym – bo to skutkuje tym, że dziecko sie o to upomina non stop i czuje się oszukane (dotyczy małych dzieci… Czytaj więcej »

Marta
Gość
Marta

Dziś pierwszy raz trafiłam na Twojego bloga i bardzo mi się podoba sposób, w jaki piszesz. Przeczytałam dzisiaj teksty z 3 innych blogów, ale zostanę tylko przy Twoim. Ten tekst utwierdził mnie w tym przekonaniu :) Dam go przeczytać mężowi, bo właśnie wczoraj postanowiliśmy wziąć się porządnie za wychowanie naszego 2-latka, ponieważ robi się coraz bardziej nieznośny. Od 2 – 3 miesięcy jest mi naprawdę ciężko, bo cały czas muszę pilnować żeby nie robił krzywdy swojej młodszej siostrzyczce (która ma roczek). Wcześniej sytuacja była do opanowania, ale ostatnio zaczął jej dokuczać, robi się coraz bardziej zazdrosny, odpycha ją, uderza, itp.… Czytaj więcej »

Helen
Gość
Helen

Nic dodać nic ująć