Hity kosmetyczne, czyli poprawmy sobie humor, siedząc w domu!
Szczerze? Długo wahałam się, czy wrzucać tu ten wpis! Na pewno znajdą się osoby, które stwierdzą, że to nie czas i nie miejsce. Że teraz to powinna nam wystarczyć woda i mydło. Jednak ten tydzień dał mi naprawdę w kość. Pojawiły się kolejne obostrzenia, zamknięto nawet lasy, a czymś zająć myśli i ręce trzeba. Poprawić sobie humor, siedząc w domu. Ostatnio pisałam wam, że jednym z moich sposobów na stres jest… Dbanie o siebie. Nie jakieś przesadne, wiadomo. Nie po to brałam ślub, żeby teraz doklejać sobie rzęsy ;). No ale lubię coś tam w siebie wklepać z rana i mieć namiastkę normalnego życia, bo chodzenie przez pół dnia w piżamie zdecydowanie nie wpływa budująco na mój nastrój. Dlatego pomyślałam, że pokażę hity kosmetyczne, których używam od kilku miesięcy: z dobrym składem, głównie pielęgnujące, choć jest i kolorówka, która ma jednak za zadanie nie zakryć, a poprawić kondycję naszej cery. Kto wie, może się okaże, że to fajna forma relaksu nie tylko dla mnie, ale również dla ciebie?
1. Hity kosmetyczne z Korei: Skin79.
O koreańskiej pielęgnacji słyszałam tyle, że postanowiłam się nią zainteresować. Trochę poszperałam, poczytałam, pooglądałam na Youtube, a potem zamówiłam pierwsze koreańskie kosmetyki i okazało się, że faktycznie. Są świetne!
pianka oczyszczająca Natural Snail Mucus
Plusy:
- kolagen i śluz ślimaka w składzie
- duże opakowanie, więc starczy na długo
- widocznie zmniejsza zaskórniki
Minusy:
- nie widzę :)
To mój ulubiony kosmetyk do oczyszczania twarzy. Zamawiając go, spodziewałam się raczej lekkiej jak puch pianki (coś pomiędzy pianą do kąpieli a bitą śmietaną), tymczasem Natural Snail Mucus w konsystencji przypomina… Piankę do golenia! Jest to gęsty produkt. Wyciskasz niewielką ilość, a potem wmasowujesz w skórę i właśnie wtedy zwiększa swoją objętość.
Stosuję ją głównie ze szczoteczką Foreo, o której pisałam TUTAJ, ale bez szczoteczki też super sobie radzi. Twarz po użyciu pianki jest „piszcząco gładka” – przepraszam, ale nie umiem znaleźć lepszego określenia! Cera jest po prostu czysta jak wyjęta ze zmywarki i potraktowana nabłyszczaczem szklanka. Kto spróbuje, na pewno przyzna mi rację!
Krem Golden Snail Intensive
Plusy:
- łatwo się wchłania
- dobrze nawilża
Minusy:
- cena, a raczej to, że trzeba polować na promki. Aż się nie chce wierzyć, że w rzeczywistości ten krem kosztuje 200 zł, skoro przez większość roku można go dorwać za 80-100 zł. Wydaje mi się, że jest to celowy zabieg marketingowy
To krem na bazie filtratu ze śluzu ślimaka. Dla mnie jego konsystencja jest idealna: nie jest ani za tłusty, ani za lekki. Nie zauważyłam działania przeciwzmarszczkowego, po prostu robi to, co ma robić, czyli świetnie nawilża. Jest śliski (jak śluz ślimaka, ale jest to przyjemne), więc łatwo rozprowadza się na twarzy i szybko wchłania. Lekko rozświetla i nadaje się pod makijaż.
To po prostu dobry krem. Miałam w swoim życiu lepsze, ale absolutnie nie mam mu nic do zarzucenia i na pewno będę do niego wracać.
Maski w płacie
Plusy:
- maski w opakowaniu jest dużo. Po zużyciu płata jeszcze przez tydzień nakładałam produkt na twarz, szyję i dekolt
- płat świetnie dopasowuje się do twarzy – nie jest za duży, bo zazwyczaj w przypadku takich masek otwory na oczy wypadały u mnie na pół twarzy, nos gdzieś w okolicach ust, a usta pod brodą
- skóra jest gładka i napięta (ale tak naprawdę napięta, jak po liftingu)
Minusy:
- ekologia. Mam nadzieję, że w ofercie Skin79 pojawi się więcej takich samych masek, tylko bez płata
Do mojego zamówienia dołączono gratiski, czyli maski w płacie. Z różnych względów nie kupuję takich masek. Nie przepadam za nimi. No ale skoro już dostałam, to przecież nie wyrzucę.
I to są prawdziwe hity kosmetyczne! Produkt błyskawicznie się wchłania, a skóra staje się nawilżona. Ale nie tak, że czymś oblepiona, bo maska nie zostawia po sobie śladu.
Ale za to zostawia napięcie. I to takie, że hoho. Czułam się jak po liftingu! Albo jakby ktoś ponaklejał mi z boku twarzy kawałki przeźroczystej taśmy i ciągnął, żeby wygładzić wszystkie zmarszczki. Z tego powodu te maski muszą być idealne na wielkie wyjścia pod makijaż.
2. Hity kosmetyczne z Polski: Miya Cosmetics.
Bardzo lubię polskie kosmetyki, a ostatnio zainteresowałam się kosmetykami naturalnymi, więc skoro firma Miya tak długo się do mnie uśmiechała w różnych częściach internetu, w końcu postanowiłam po nią sięgnąć i sprawdzić.
Hydrolat My Beauty Essence
Plusy:
- naturalny skład: hydrolat z róży, ekstrakty z peonii, hibiskusa, woda termalna, kwas hialuronowy, prowitamina B5 i witamina B3
- delikatny, różany zapach
- wielozadaniowość
Minusy:
- nie ma
Hydrolaty stosuje się zamiast toników zaraz po oczyszczeniu twarzy tuż przed nałożeniem kremu. To takie dodatkowe odżywienie i nawilżenie w codziennej pielęgnacji.
Zdecydowałam się na hydrolat, a nie tonik, bo można go rozpylać również na makijaż. Podejrzałam, że właśnie to robią profesjonalne makijażystki, kiedy mnie malują (mam suchą cerę, która po nałożeniu pudru wygląda jak pustynia).
Od kiedy go mam, moja cera jest w naprawdę świetnej kondycji. Zresztą, na zdjęciach widać, jak hydrolat pięknie ją odświeża. Dwa psiknięcia i gotowe!
Krem koloryzujący My BB Cream
Plusy:
- naturalny skład: pigmenty mineralne, olej z nasion pomidora, olejek ze słodkich migdałów, ekstrakt z rozmarynu, kwas hialuronowy
- pięknie nawilża i rozświetla cerę
- chroni przed słońcem (SPF 30)
- ładny, delikatny zapach
- mega poręczne opakowanie
Minusy:
- mały wybór odcieni
Długo nie rozumiałam fenomenu tych produktów. Myślałam sobie, że jak kobieta nie lubi makijażu, to sięgnie po krem, a jak lubi makijaż, to po fluid.
Po co tworzyć coś pomiędzy?
No i już wiem. Od kiedy mam mój pierwszy BB Cream, zaczęłam częściej się malować. Ba! Zrozumiałam, że to nie jest tak, że tego nie lubię. Nie lubię efektu maski na twarzy. Właściwie malowanie porzuciłam w chwili, w której kobiety wokół oszalały na punkcie konturowania, bronzerów, bakingów. A ja CZUŁAM te warstwy na twarzy i… Nie czułam się z tym dobrze.
Już wiem, skąd wzięło się pojęcie: „tony pudru” – i że ono wcale nie jest przenośne. BB krem jest lekki, więc to idealne wyjście dla mnie :). Niestety, w ofercie Miya są tylko dwa odcienie kremów BB. Wzięłam jasny i choć nie jestem jakoś super blada, okazał się dla mnie za ciemny, dlatego będę się rozglądać za innym kremem (co ciekawe: większość z Was na Story polecała kremy BB od Skin79!).
Rozświetlacz My Star Lighter (Moonlight gold)
PLUSY:
- skład: olej kokosowy, rycynowy, masło mango, witamina E
- boski zapach
- naprawdę mocno rozświetla
- jest tłusty, więc wygładza delikatne zmarszczki mimiczne (zupełnie jak tłusty krem)
MINUSY:
- jest tłusty, więc przy wklepywaniu zdarza się, że zmazuje fluid czy BB Cream
Podejrzałam go na Instagramie u Magdy Pieczonki i pomyślałam, że kto jak kto, ale ona na makijażu się zna. Zamówiłam, ponieważ cena okazała się całkiem spoko (zazwyczaj używane przez profesjonalistów rozświetlacze są bardzo drogie, a nie jest to dla mnie produkt pierwszej potrzeby, żeby wydawać na niego fortunę).
Trochę się wahałam, czy wybrać odcień neutralny w stronę złotawego (Moonlight Gold), czy różowy (Rose Diamond). Ale ten różowy chyba sobie jeszcze domówię, bo rozświetlacz okazał się hitem!
Stosuję go pod makijaż, na makijaż i bez makijażu. Serio, dzisiaj to mój najlepszy przyjaciel i uwielbiam efekt, który daje. Mocno nawilża, mocno rozświetla i dzięki niemu można się poczuć zupełnie jak J.Lo!
3. Hity kosmetyczne zza oceanu: Glossier.
To zdecydowanie produkty dla zwolenniczek naturalnego makijażu. Dają bardzo delikatny, prawie niewidoczny efekt. Glossier będzie idealny dla młodych dziewczyn (nastolatek), ale również dla tych trochę starszych, które nie mają potrzeby zmieniać rysów twarzy, żeby pokazać się światu :). Moim zdaniem to fajne kosmetyki również na wakacje.
Róż do policzków cloud Paint (kolor Puff)
PLUSY:
- fajne opakowanie, przypominające małą farbkę
- pielęgnuje, dzięki kolagenowi w składzie
- ładny zapach
- duży wybór kolorów
MINUSY:
- ciężko go dostać w Polsce
Wcześniej raczej nie używałam różów do policzków, bo miałam wrażenie, że dodają lat (jak wszystko – co sypkie – na suchej cerze). Ale kiedy zobaczyłam ten róż w kremie, pomyślałam, że z nim będzie inaczej. I nie pomyliłam się!
Cloud Paint odżywia skórę niczym krem i dodaje takich fajnych, młodzieńczych, zdrowych rumieńców. A te rumieńce są jakby twoje, prawdziwe, a nie że coś tam sobie namalowałaś.
Trochę trzeba nabrać wprawy przy nakładaniu (ja początkowo rozcierałam wielkie placki na pół twarzy), ale efekt jest tak delikatny, że na pewno nie zrobisz sobie tym kosmetykiem krzywdy.
Tusz do brwi Boy Brow (kolor Brown)
Plusy:
- poręczna szczoteczka
- bardzo łatwa aplikacja
- nie tylko podkreśla brwi, ale również je wzmacnia, bo w składzie ma woski, kwas oleinowy, lecytynę oraz pochodną kolagenu
Minusy:
- małe opakowanie
- ciężko upolować
To fajny produkt na sam początek. Nawet jeśli nie umiesz malować brwi, z Boy Brow sobie poradzisz. Co mnie zaskoczyło – pomalowane brwi się nie rozmazują, można je dotykać, przecierać i… Nic!
Efekt jest bardzo delikatny, dlatego nie polecam tuszu osobom, które lubią mieć bardzo podkreślone brwi – z tym produktem to się nie uda. Na pewno nie namalujesz nim brwi od nowa – jedynie podkreślisz kształt. Tusz świetnie sprawdzi się też jako wykończenie makijażu: na pomadę, cień albo hennę.
Opisane przeze mnie hity kosmetyczne zrewolucjonizowały moje spojrzenie na kwestie dbania o siebie: zrozumiałam, że mniej znaczy więcej. Naturalnie zdrowa cera jest ważniejsza od idealnego makijażu. Może nie wyglądam jak piękności z Instagrama, które na wzór Kim Kardashian bronzerami rysują swoją twarz od nowa, ale w takim wydaniu czuję się naprawdę super!
Skąd ten cudny ‚stanik’
Z Esotiq: https://www.esotiq.com/pl/pl/biustonosze/biustonosz-push-up-pei-_-7634 :)
Dzięki, śliczny
Powiem Ci, że gdybym zobaczyła ten stanik tylko na podanej stronce to nie zwróciłabym na niego za bardzo uwagi. Twoje zdjęcia dają efekt.
Zgadzam się, wyglądasz lepiej niż modelka z esotiq na stronie. Zgłoś się do współpracy!
Wygladasz bosko
Ja, ostatnim razem jak byłam w Polsce, kupiłam My Wonder Balm di Miya, z olejkiem kokosowym i.. To była porażka. Podejrzewam, że był źle przechowywany w sklepie, bo zaczynał mieć zapach zjejczałego oleju (już mi się kiedyś zdarzyło z kosmetykami z tym olejem, prawdopodobnie wykreślę go na stałe z zakupów, nigdy nie byłam jego fanką). Zobaczymy za ileś tam miesięcy jak będzie można znów wrócić do rodziców ;). Ja też się złapałam na myśleniu, że w tym okresie zajmowanie się takimi „drobiazgami” jak kremy, itp jest zbędne, ale zmieniłam zdanie. Świat wokół nas się nie zatrzymał, i nikt nam nie karze tak zrobić z sobą. We Włoszech, gdzie mieszkam, przez pewien czas w hipermarketach nie można było kupować produktów „niezbędnych” (zeszyty, ubrania, itd) bo tak sobie postanowił rząd. Na szczęście znieśli ten zakaz. Grzmieli też żeby nie zamiawiac ich na Amazonie, ale co z tego jak wszystkie inne platformy on line sprzedawały wszystko? To był chyba największy nonsens. Dobrze że zdecydowałaś się na publikację tego artykułu ;)
Nie po to brałam ślub żeby doklejac rzęsy?
Jo. A ty np. dalej malujesz się i stroisz po ślubie?
(oczywiście jest to żart ;))
Mi się wpis podoba! Chociaż „maseczka do twarzy” już nigdy nie będzie brzmiało tak niewinnie jak kiedyś…
Ja uważam, że na tematy pielęgnacyjne zawsze jest czas, tym bardziej, że o wirusie i o zasadach słyszymy praktycznie na każdym, KAŻDYM kroku. Fajny zestaw kosmetyków. Zwłaszcza ta pianka z pierwszego miejsca wydaje się interesująca ;)
Ilona, wszytsko byle nie o koronawirusie, bo tego jest wszędzie, aż za dużo, zwariować można. Z chęcią przeczytałam sobie co napisałaś, jako namiastka normalności!