„Kto tu był? Firma kogucik? Spier***ił i ucik?” czyli największe grzechy polskich budowlańców!

Piotr trafił ostatnio na program o amerykańskich remontach. Po pięciu minutach oglądania doszliśmy do wniosku, że nasi budowlańcy są super w porównaniu ze swoimi kolegami zza oceanu. Ale za nami cztery lata budowy i wiemy, że w Polsce też nie zawsze jest kolorowo. Dyskusję na ten temat zaczęliśmy na naszym Instastory. Czasami było śmieszno, a czasami straszno. Gdyby to była jedna osoba, można by pomyśleć, że miała wyjątkowego pecha! Ale grzechy polskich budowlańców zebrałam z prawie 300 waszych wypowiedzi! W większości się powtarzały ;). Jeśli jesteś przed lub w trakcie remontu/budowy: powinnaś to przeczytać, żeby wiedzieć, na co się przygotować. A jeśli już po, to jestem ciekawa, czy twoje doświadczenia są podobne?

NAJWIĘKSZE GRZECHY POLSKICH BUDOWLAŃCÓW:

1. Umawiają się, po czym nie przychodzą.

A ty zamówiłaś gruszkę z betonem lub rusztowanie. I płacisz za każdy dzień!

2. Przychodzą, ale spóźnieni. O trzy tygodnie.

Na początku współczujesz, nawet bardzo. Ale kiedy w ciągu kilku dni czwarta mama niespodziewanie trafia do szpitala, w którym jest już babcia, ojciec i syn, to zaczynasz podejrzewać, że ktoś tutaj robi cię w konia.

Nie określają prawdziwych terminów. Wolę wiedzieć od początku, że coś będzie za 2 miesiące niż co tydzień słyszeć: „za tydzień” – pożaliła się jedna z Was.

3. Nie odbierają telefonów i nie oddzwaniają.

Choć obiecali wysłać wycenę w poniedziałek. Nie określili tylko, w który poniedziałek!

Brama zamówiona w czerwcu 2018, montaż w sierpniu, bo we wrześniu ślub. Niedawno była rocznica ślubu, a my nadal bez bramy – podsumowała Anka.

4. Sezon nad polskim morzem trwa dłużej niż w budowlance.

„My tego nie zrobimy, zima idzie, jutro może być już śnieg” słyszysz 7 października. Nawet gdy za oknem jest 20 stopni, pełne słońce, a prognozy na najbliższy miesiąc brzmią całkiem optymistycznie.

5. Zawsze biorą zaliczkę na materiał.

Nawet gdy zakup materiału jest po twojej stronie ;).

A potem musisz wydzwaniać, kiedy przyjadą, czyli wracasz do punktu trzeciego.

grzechy polskich budowlańców

6. Piją. Przed pracą, w trakcie pracy, po pracy.

Przez co kończą o dwunastej w południe. Choć pojawili się po dziesiątej.

7. „Nie umiem, więc powiem, że się nie da!”.

Patrz, a Piotrowi jednak się udało ;).

8. „Kto tu był przede mną? Firma Kogucik? Spier***ił i ucik?”.

Wiesz, dlaczego rasowy budowlaniec zawsze zaczyna swoją robotę od narzekania na innych? Bo jak ponarzekasz, że będzie cieżko i trzeba poprawiać po poprzednikach, to inwestorowi łatwiej przełknąć wycenę.

Jest to też forma ubezpieczenia, bo jak coś nie wyjdzie, to zawsze można zrzucić na poprzednią ekipę. Przecież informowało się od początku, że ściany są krzywe, więc NIE DA SIĘ prosto wytynkować ścian!

To również forma autoreklamy i budowania zaufania: inni nie potrafią, ale ja tak. Bo ja bym takich błędów nie zrobił!

grzechy polskich budowlańców

9. Nie sprzątają po sobie i zostajemy z tonami odpadów.

Ale to może nawet lepiej, bo jak u nas pan, który malował piwnicę, postanowił po sobie posprzątać, to szedł z pędzlami przez cały garaż, kapiąc za sobą farbą. Kap, kap. Po każdej płytce.

A na końcu zaczął strzepywać te pędzle pod kranem na zewnątrz. Prosto na elewację!

10. Płytki krzywe, farba nie taka, klej nie trzyma, fuga za rzadka.

Złej baletnicy rąbek u własnej spódnicy przeszkadza.

11. Fuszerka.

Światło na schodach: zgasisz na dole, to na górze nie zapalisz – napisała jedna z Was.

Jak włączysz pralkę na górze, to wywala lodówkę na dole – śmiała się Jagoda.

Na półpiętrze działa nam światło dopiero wtedy, gdy włączymy światło na schodach – dodała Kasia.

12. Jak robią jedno, to coś innego przy okazji psują.

Na przykład położą bruk przed domem, ale zniszczą elewację. Zamontują wannę, ale porobią dziury w podłodze.

Długo mogłabym wymieniać :).

13. Czasami robią na tzw. „sztukę”, byle by było, a jak się rozwali, to już ich nie będzie.

Czyli: patrz punkt trzeci.

14. „Będzie pani zadowolona”/”U mnie jest tak samo”/”Nie będzie widać”/”Przyzwyczai się pani!”.

Usłyszałam, kiedy zobaczyłam popękane płyty chodnikowe przed domem.

15. Nie są w stanie przewidzieć, ile potrzeba materiału.

I potem jeździsz do budowlanego po pięć gwoździ, bo co rano brakuje.

Więcej pieniędzy wydaliśmy na paliwo niż na same materiały.

16. Jeden robi, pięciu stoi i duchowo go wspiera.

U nas na budowie nie zauważyłam, ale już przy budowie dróg: notorycznie!

17. Wmurowują butelki po wódce w ścianę.

Butelki to jeszcze nic! Wyjątkowo upierdliwym inwestorom wmurowuje się w ścianę… Jajko. To jajko się potem psuje i strasznie śmierdzi, a zlokalizowanie źródła zapachu jest praktycznie niemożliwe!

Dlatego pamiętaj: przełknij złość, policz do dziesięciu i zapytaj budowlańca swojego, czy nie napije się kawki. Bo co by nie było, z nimi naprawdę ZAWSZE warto żyć w zgodzie! ;)

7
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
4 Thread replies
5 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
MichalinaAlicjaOlaMartaIlona Kostecka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Marta
Gość
Marta

Przykro mi gdy to czytam. Mój mąż jest budowlańcem. Pracuje z jednym pracownikiem. Nic z opisanych tutaj sytuacji do niego nie pasuje. Jak coś obiecuje to robi na czas. Poważnie traktuje inwestorów (chyba, że oni się zachowują niepoważnie). Zdarzy się, że pogoda nie dopisuje to wiadomo, że niektóre prace się przyciągają w czasie. Wyceny robi porządnie i tak samo wykonuje swoją pracę. Sprząta po sobie i nie pije w pracy, bo musi do niej jakoś dojechać. Być może powinnam potraktować ten wpis z przymrużeniem oka, ale jakoś tak nie mogłam przejść koło niego obojętnie. Wynika z niego, że wszyscy budowlańcy… Czytaj więcej »

Ola
Gość
Ola

Zamiast narzekać radziłabym spisać porządną umowę na początku. To jest grzech główny „inwestorów”.

Alicja
Gość
Alicja

Tylko, że sytuacja na rynku jest taka, że to wykonawcy dyktuja warunki. większość (jeśli nie wszyscy) nie ma ochoty podpisywać umów korzystnych dla klienta, bo mają wystarczająco dużo zleceń.

Michalina
Gość

Brzmi to jak logiczne rozwiązanie, ale w praktyce najprawdopodobniej skończy się tym, że zostaniemy bez ekipy. Mają teraz tyle pracy, że w 5 minut znajdą kogoś, kto nie będzie zmuszał ich do podpisywania umów.

Michalina
Gość

Mojej babci podczas remontu okradli mieszkanie. Firma była zaufana i z bardzo dobrymi opiniami, ale po wszystkim okazało się, że wzięli pierwszych lepszych pracowników z ulicy, bo mieli tyle roboty, że stały zespół nie wyrabiał, a z babcinym remontem każdy by sobie poradził…