Fit czy szit?

DSC_0120

DSC_0103

Jakiś czas temu słyszałam, że amerykańska populacja dzieli się na dwa obozy: tych, którzy za wszelką cenę starają się być w formie, dużo ćwiczą, uważają na to, co jedzą, obsesyjnie wręcz liczą kalorie, naśladując gwiazdy Hollywood oraz tych, którym wszystko jedno: nie dbają o to, co na talerzu, bo zdaje im się, że szczupła sylwetka jest całkowicie poza ich zasięgiem, więc pasjami objadają się fast foodami, żeby przynajmniej coś z tego życia mieć, kiedy szef wkurza, praca stresuje, a żona ględzi nad uchem kolejny dzień z rzędu.

Jak myślicie, która grupa przegrała swoje życie?

Tych pierwszych podziwiamy. Za silną wolę i posągowe ciała. Swoje fotki na Instagramie oznaczają hasztagami: happy, i’m so lucky, healthy, fit, strong… Myślicie jednak, że są naprawdę szczęśliwi?

Szczęśliwy człowiek żyje tym, co tu i teraz. Nie ma potrzeby chwalenia się swoją radością przed całym światem, bo to, co właśnie czuje, w zupełności mu wystarcza! Tym bardziej nie musi udowadniać wszystkim wokół, że jego życie jest zajebiste. Bo jest. Bez dwóch zdań. On to wie. Wszyscy to widzą. I bez dziesięciu hasztagów pod zdjęciem uśmiechu.

Zdradzę Wam pewną tajemnicę. Ci ludzie są niewolnikami własnego ciała. Ciągle analizują, kiedy uda im się poćwiczyć. Czy ten koktajl białkowy będzie lepszy od tamtego i ile już minut minęło od treningu, bo za kwadrans będzie za późno! Często na siłowni spotykam takich ludzi. Kiedy tylko przy wejściu pojawia się kartka: „Jutro nieczynne”, ich zalewa zimny pot, jakby właśnie dowiedzieli się, że następnego dnia będzie wojna. Potrafią negocjować, pertraktować, kłócić się z bogu ducha winną recepcjonistką. Bo jak to: nieczynne? A moje mięśnie? A moje ciało? A mój trening? Nie może być nieczynne! Tu przecież chodzi o moje życie!!!

Na pewno chcesz być jednym z nich?

Nie mam na myśli Chodzi, która w taki sposób zarabia na życie. Musi pokazywać pewne rzeczy i w określony sposób podpisywać je na insta oraz fejsie. Nie mam na myśli Madonny, dla której ciało również jest narzędziem pracy, dlatego codziennie poświęca mu długie godziny, a jej osobisty kucharz gotuje zbilansowane potrawy z eko, bio i jakich tam jeszcze warzyw. Ale czy Ty, zwykły Człowieku, na pewno chcesz być jednym z nich? Myślisz, że idealne ciało da Ci szczęście?

Otóż nie. Obsesja nigdy szczęścia nie daje. A ja podporządkowanie całego swojego życia ćwiczeniom oraz diecie inaczej nazwać nie mogę! Znam ludzi, którzy nie chodzą do restauracji, bo nie wiadomo, co tam dostaną. A jak idą, to pół talerza zostawią, bo ziemniaki to nie, pieczywo na bok, panierka zdjęta, a mięso rozgrzebane. Nie jeżdżą na wakacje, nie spotykają się ze znajomymi. Noszą przy sobie lunchboxy zapełnione produktami pochodzącymi tylko ze sprawdzonych źródeł – własnego ogródka lub straganu pani Zdzisi. Idealnie odmierzone porcje spożywane z zegarkiem w ręku. Namiastka kontroli nad własnym życiem, które przecieka im między palcami.

Byłam kiedyś na wykładzie. Wczesna godzina, ósma rano. Tuż przed wejściem na zajęcia zjadłam na śniadanie bułkę z jajkiem i pomidorem, a w trakcie popijałam kawę z dużą ilością mleka, bo taką lubię najbardziej. Zajęcia prowadziła Amerykanka. Ni z tego, ni z owego zaczęła mówić o diecie. Nie taki miał być temat, bo to były studia pedagogiczne! A ona, że pieczywo jest złe. Że pomidorów nie powinno się jeść, bo powodują mdłości. Jajka są ciężkostrawne, a dorosły organizm nie trawi mleka. Że jedząc takie rzeczy, czujemy się źle.

Nie czułam się źle. W spokoju dopiłam swoją latte. Na przerwie zjadłam kolejną bułkę z pomidorem i jajkiem. Żadnych mdłości. Nigdy.

Nigdy też więcej nie poszłam na kolejny wykład tej pani. Wiedziałam, że nie dowiem się od niej niczego ciekawego. To, że jej pomidory nie służą, nie oznacza, że nikt nie powinien ich jeść! To, że część populacji nie trawi laktozy nie oznacza, że żaden dorosły nie powinien pić mleka! Ja jestem idealnym przykładem osoby, która mleko uwielbia! Najlepiej zimne, prosto z kartonika albo świeże od krowy, koniecznie 3,2%, ponieważ tych rozwodnionych nie lubię. Nigdy nie czułam się po nim źle. Jeślibym się czuła, na pewno bym nie piła. Dlatego nie trzeba mnie przestrzegać: „Mleko szkodzi”, bo mi osobiście nie szkodzi!

Podobnie gluten. Wróg publiczny numer jeden, od kiedy wykryto taką chorobę jak celiakia. Czy wiecie ilu ludzi na nią choruje? Dokładnie 1% populacji. Tak. Te osoby nie powinny jeść glutenu, ponieważ go nie trawią. Dlaczego więc zdrowi ludzie unikają glutenu jak ognia? Przestrzegają przed nim innych? Ok, jedząc pszenicę, łatwo tyjemy. To jest argument. Nie każdy jednak ma problem z wagą! Ja na przykład, kiedy nie jadłam pieczywa, ważyłam 44 kg. Tak, tak, też uległam bezglutenowej modzie. Sądzicie, że byłam wtedy zdrowsza?

Fajnie, że mamy coraz większą świadomość na temat tego, co jemy. Że oglądamy programy edukujące nas w tym temacie, czytamy książki, artykuły. Sprawdzamy etykiety, szukamy naturalnych produktów. Kupujemy jaja od kur z wolnego wybiegu, doceniamy smak wiejskich warzyw i owoców, owsianka na śniadanie stała się modna – mogłabym wymieniać i wymieniać…

Ale już tego, że cukier traktujemy jak truciznę – nie rozumiem! Spożywany w niewielkich ilościach nie jest szkodliwy! Tylko tyle, że to puste kalorie, dlatego lepiej zastąpić go miodem, syropem z agawy, sokiem z brzozy lub stewią. Jeśli jednak nie zjadasz kilku łyżeczek cukru dziennie, a raz na jakiś czas pozwolisz sobie na batonika – to co złego się stanie? Przyjdzie wielka kaloria czy bakteria próchnicza i Cię wchłonie?

Tak samo reagujemy, widząc „E” na opakowaniu. Strach, bo przecież to samo zło… Tymczasem na przykład takie E300 to nic innego jak witamina C! Zresztą, tutaj znajduje się szczegółowa lista szkodliwych dodatków do żywności. Przed resztą nie trzeba uciekać!

Czerwonego mięsa również boimy się jak diabeł święconej wody. Bo tylko drób i ryby szczęście dają? Sama jestem na każdym kroku przestrzegana, że jeśli będę jadła wołowinę, to zaszkodzę swojemu sercu, zachoruję na raka… Jednak z moją skłonnością do anemii i utrudnionym wchłanianiem żelaza nie mam innego wyjścia, bo na samych warzywach już dawno by mnie nie było!

Do czego jednak zmierzam? Każdy zna swój organizm najlepiej i to w niego powinien się wsłuchać, a nie w opinie internetowych ekspertów! Jednemu nie służy to, drugiemu coś innego. Jeden chce zrzucić wagę, drugi przytyć. Jeden nie trawi laktozy, drugi glutenu, a trzeci ma alergię na głupotę. Warto poszerzać wiedzę na temat odżywiania, ale jeśli usłyszycie gdzieś, że ziemniaki są z gruntu złe, to na Boga! Użyjcie jeszcze własnego rozumu! Ziemniak od czasu do czasu nie utuczy Cię jak prosię, za to dostarczy potasu, fosforu, witaminy C, skrobi i błonnika. Ba! Nawet takie frytki, makaron, czekolada – wszystko jest dla ludzi! O ile potrafisz znaleźć umiar. Przecież szklanka Coca-Coli czy innej Fanty nie odłoży się tak od razu w Twoich biodrach, a jeden schabowy w panierce usmażony na tłuszczu nie przygniecie Cię miażdżycą. Nie jest tak, że kiedy damy dziecku ciastko, to ono już zawsze będzie jadło tylko to, co słodkie. Śmiem nawet twierdzić, że jeśli będziemy mu tego słodkiego odmawiać, to przy pierwszej nadarzającej się okazji (w szkole, na wycieczce, u dziadków) od razu rzuci się na całą paczkę. Wszystkim nam chodzi chyba o nauczenie naszych maluchów racjonalnego odżywiania, a nie o zapakowanie im do plecaka życiowych doświadczeń obsesji na punkcie diety?

Ja wcale nie namawiam do opychania się czym popadnie jak ta druga grupa Amerykanów. Nie. Oni też nie są szczęśliwi. Wiecie dlaczego? Bo jedzenie ma służyć nam do tego, żeby przeżyć. Nie może być osią naszego życia, jego sensem i celem samym w sobie.

Robienie ze sposobu odżywiania religii jeszcze nikomu nie wyszło na zdrowie.

DSC_0114

DSC_0116

DSC_0150

DSC_0171

DSC_0123

DSC_0175

DSC_0146

anigif

24
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
15 Comment authors
Malgo PKchiyomeNieokrzesanyHealthy Life ConnoisseurIlona Kostecka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Kasia
Gość
Kasia

Myślę, że nic nie jest takie czarne albo białe jak to przedstawiasz. Zapewne zarówno w jednej jak i drugiej grupie Amerykanów znajdą się szczęśliwi i nieszczęśliwi. Jeden jest super fit i wstawia na insta zdjęcia żeby się dowartościować, zrobić dobry PR i poprawić humor (choć na co dzień ma deprechę), a inny naprawdę jest szczęśliwy i naprawdę ma potrzebę się tym dzielić. Nazywanie wszystkich takich z insta niewolnikami swojego ciała to może być lekka przesada. Kurcze, pewnie jesteś tolerancyjna w stosunku do osób, które mają odmienne poglądy polityczne, są innego wyznania, mają inną orientację seksualną itd, itp. A jeżeli ktoś… Czytaj więcej »

Magda Z.
Gość

Dobrze powiedziane… podpisuję się obiema rączkami :)

Kasia A
Gość
Kasia A

Bardzo dobrze napisane :) ale smakowite te maliny :)

Kasia
Gość
Kasia

Mysle sobie ze cholera znow sie nie udalo, jutro bedzie lepiej;)

Kasia A
Gość
Kasia A

A nie stresuje Cie to? :) myślę, że jest jednak dużo prawdy w tym, co Ilona napisała.
Podam taki humorystyczny przykład z życia: mam koleżankę, która nie je mięsa od 15 lat (wtedy ją wytykali niemal palcami w szkole, bo to było uznawane jako fanaberie). Pamiętam jak mówiła, że śniły jej się koszmary, że zjadła parówkę i ta parówka ja goniła ;) (mieszkałyśmy razem w internacie i nie było możliwości zamówienia innych obiadów niż standardowe mięsne).
ps. A piwo nie jest zdrowotne (w małych ilościach na nerki;)?

kozbajaruda
Gość
kozbajaruda

Świetny tekst! Dam go do przeczytania mojej mamie – bidulinka od 20 lat się odchudza (nie nonstop, poprostu raz jest na diecie, a raz nie). Mama dla mnie od lat wygląda tak samo, jak każda normalna kobieta w jej wieku. Ciągle jej mówię, żeby zamiast katować się rożnymi dietami cud zmieniła na stałe kilka nawyków żywieniowych i cieszyła się życiem zamiast zamartwiać się wagą, ale to jak grochem i ścianę :-(
Ps. Kostek jedzący malinki jest fenomenalny.

mama JJ'a
Gość
mama JJ'a

Jak we wszystkim należy znaleźć złoty środek, ale taki swój osobisty… My również staramy się jeść zdrowo i przede wszystkim regularnie, ale nie oznacza to, że dziecku nie dam kabanosa, bo to takie nie-wiadomo-co. Do restauracji też chodzimy, choć jeśli do wyboru mamy schaboszczaka w panierze lub grillowaną rybkę, to wybieramy rybkę. Jeśli chodzi o cukier, to zdajemy sobie sprawę, że ani ze swojego życia, ani z życia naszego dziecka go do końca nie wyeliminujemy, ale zamiast gotowych batoników, mamusia piecze muffinki i ciasteczka, itd., itd… Jak pisałam: złoty środek :)

PasjoMatka
Gość

Wszystko trzeba robić z głową i zgodnie ze swoją naturą. Pamiętam jak pierwszy raz próbowałam przejść na dietę – chodziłam wiecznie głodna, niezadowolona, wszystko i wszyscy mnie denerwowali, a koniec końców dopadały mnie takie ataki głodu, że potrafiłam w jeden wieczór spustoszyć lodówkę zaopatrzoną przez rodziców …dla pięciu osób. Skończyło się to wszystko walką z bulimią, na szczęście wygraną. Nie ukrywam jednak, że nie porzuciłam planów schudnięcia, ale podeszłam do tego z rozsądkiem – zaczęłam jeść choć nadal normalnie (bez diet, ale z ograniczeniem ukochanych fast foodów), to regularnie, wprowadziłam większa aktywność fizyczną do swojego życia i przyszły efekty. Teraz… Czytaj więcej »

Ali
Gość
Ali

Chyba powinnam Cie Ilona poznac osobiscie, szkoda ze za daleko mieszkam :) Bo chyba pod kazdym Twoim tekstem moglabym sie podpisac nogami i rekami:) Normalnie ten sam tok myslenia! :))))

pati
Gość
pati

Witam laski, ja również uważam na to co jem, wybieram raczej żywność ekologiczną (czytaj: z ogródka mojej mamy ;) ) ale nie wpadam w panikę jak zjem sobie cukierka czy za dużo ciasta. żyje się raz i nie można sobie wszystkiego odmawiać, małe co nieco jeszcze nikomu nie zaszkodziło ;)

Ewa Murawska
Gość
Ewa Murawska

Co do glutenu masz rację, on szkodzi jedynie osobom które maja na niego alergię ale z resztą się nie zgadzam. Każdy lubi inaczej spędzać wolny czas. Jedni lubią oglądać tv, inni grać w karty a jeszcze inni ćwiczyć. Bardzo lubię chodzić na siłownię. Nic nie sprawia mi takiej radości jak właśnie codzienne ćwiczenia. Oczywiście z ćwiczeniami idzie w parze odpowiednia dieta. Dbam o to żeby w mojej diecie była wystarczająca ilość białka czy węglowodanów żeby mięśnie ładnie rosły. I Twoim zdaniem też jestem niewolnikiem własnego ciała bo po prostu robię to co kocham? Uważasz że podporządkowałam swoje życie ćwiczeniom bo… Czytaj więcej »

Tedi
Gość

Zdrowy tryb życia powinien być czymś normalnym a nie wyrzeczeniem. Mnie najbardziej śmieszą pediatrzy, którzy u niemowląt zawsze doszukują się alergii pokarmowych, tam gdzie ich nie ma. I wtedy zaczyna się: nie jedz nabiału, nie jedz słodyczy, w ogóle nic nie jedz! No cóż… A co do glutenu warto się zastanowić nad tym ile go spożywamy. Większość z nas nie ma celiakli, ale z glutenem jest jak z cukrem. Zbyt dużo może już szkodzić.

Healthy Life Connoisseur
Gość

Dopiero teraz trafiłam na ten artykuł i uwielbiam Cię!:)

Nieokrzesany
Gość
Nieokrzesany

z tym cukrem jest inny problem, to nie tylko kwestia ilości – to uzależniasz, to najsilniejszy narkotyk, niektóre badania nawet udowodniły, że silniejszy od kokainy, jeżeli ktoś nie wierzy niech odstawi cukier z dnia na dzień i to w każdej postaci, nie tylko cukier i słodkie ale również ten co znajduje się w składzie produktów, całkowicie, a sam się przekona po 2-3 dniach jak się zacznie zachować i o czym będzie non stop myśleć, niech odstawi dzieku cukier w każdej postaci a zobaczy iż po 2-3 dniach dziecko na widok słodkiego dostanie ataku histerii, to legalna „HEROINA” potężnej cukrowej mafii,… Czytaj więcej »

chiyome
Gość
chiyome

Tutaj masz rację. Sama przechodziłam przez to. Ale jeśli ktoś rano dosypie łyżeczkę do kawy a od czasu do czasu zje kawałek ciasta to świat się nie zawali :)

Malgo PK
Gość
Malgo PK

Opublikowałam dzisiaj post o podobnej tematyce (http://niezapisana-tablica.blogspot.com/2015/12/po-co-ci-kaloryfer-na-brzuchu.html) i dzięki temu trafiłam na Twojego bloga. :) Bardzo ciekawy tekst, biorę się za czytanie innych. :)
Pozdrawiam!