Do zakrętu!

DSC_2503

Jaka jest ulubiona zabawa twojego dziecka? Bo mojego jeszcze do niedawna była – sama nie wierzę, że się do tego przyznaję publicznie! – gra Angry Birds. Był nią zafascynowany do tego stopnia, że zamiast oryginalnych Kinder Niespodzianek musieliśmy mu kupować te podrabiane jaja z zawieszkami Angry Birds w środku. A kiedy na wieszaku w H&M upatrzył koszulkę ze swoimi ptakami, nie chciał bez niej wyjść. To było dosyć niepokojące, bo Angry Birds stały się głównym tematem naszych rozmów. Były wszędzie! Miałam wrażenie, że atakują mnie z każdego kąta domu! W dodatku Kostek chciał naginać nasze zasady i zamiast dostawać tablet co kilka dni na pół godziny, zaczął prosić o niego prawie każdego ranka. Denerwowałam się, że przez przeklęte ptaszyska mój syn nie chce nawet wyjść na spacer, co wcześniej uwielbiał!

Przypomniało mi się od razu, jak sama spędzałam ciepłe dni, kiedy byłam dzieckiem. Cały dzień na podwórku! Mama tylko się denerwowała, bo nie reagowałam na jej: „Ilona! Obiad!!!” wykrzykiwane przez okno, ale nie zdawała sobie sprawy, że tak naprawdę wygrała los na loterii. Wychowywanie dzieci w tamtym czasie było o niebo łatwiejsze…

WYSTARCZYŁO OTWORZYĆ DRZWI


Przez które wyfruwałam niczym Angry Birds do innych dzieci na dzień cały. Sami zapewnialiśmy sobie rozrywkę, a dorośli mieli czas na swoje poważne sprawy, jak oglądanie „Dynastii” czy też zamykanie smaku truskawek w setnym tego lata słoiku. Nikt im się nie plątał pod nogami, jęcząc: „Nudzę się!” (przynajmniej ja się nie plątałam, bo wiedziałam, że oł noł, od razu zostanę ustrzelona do usuwania szypułek z zaprawianych właśnie owoców).

DSC_2482

CO ZA PROBLEM, ŻEBY KOSTEK POBIEGAŁ PO ULICY TAK JAK MY?


Zapytał mnie ostatnio bezdzietny znajomy. W sumie nie musiałam nawet dopisywać, że jest bezdzietny, bo pewnie sama byś się od razu domyśliła ;).

Bo problem przecież jest, każda matka go zna. Przede wszystkim samochody. Ale też obcy ludzie i najważniejsze: brak na tej ulicy innych dzieci jak długa i szeroka…

DSC_2496

DSC_2489

Nie wiem, gdzie się podziewają całe lato. Podejrzewam, że tak jak Kostek wcześniej młócą na tablecie. Siedzą przed telewizorem albo – te starsze – przed komputerem.

Kiedy pracowałam jeszcze w szkole, a było to właśnie zakończenie roku, uczniów moich żegnała przewodnicząca trójki klasowej. I wiesz, co powiedziała? Czego im życzyła? Żeby częściej bawili się na dworze! Tak, w kilku zdaniach musiała zachęcić młodzież do tego, żeby wyszła w końcu z domu, zamiast kisić się w słoneczną pogodę w czterech ścianach i pokonywać kolejne levele Minecrafta! Nie miałam jeszcze własnego dziecka, więc nie do końca wiedziałam, o co jej u diaska chodzi? Mnie mama z dworu ściągnąć nie mogła, a teraz trzeba do zabawy na zewnątrz zachęcać?

DSC_2502

DSC_2501

DSC_2508

ALE NAM TEŻ JEST TO NA RĘKĘ


Mamy dziecko zawsze na oku. Wiemy, że nie stanie się nic złego. Nie przyjdzie zły pan z cukierkiem – tyle się o nich słyszy ostatnio! Nie wpadnie pod samochód czy do innej rzeki (dziecko, nie pan ofc. Za panem nikt by przecież nie płakał). Więc godzimy się na to, żeby nasze maluchy zupełnie wbrew ich naturze zastygały na długie godziny na kanapie. Że niby to dla ich dobra?

DSC_2529

MAMY OGROMNY PROBLEM Z OTYŁOŚCIĄ WŚRÓD DZIECI


Kiedy ja chodziłam do szkoły, otyłe dziecko się zdarzało. Jedno, dwoje na pięć klas. Dzisiaj otyłość wśród dzieci powoli staje się normą, bo tych szczupłych jak szczapy i z nadwagą jest mniej więcej tyle samo. Mówi się, że to przez jedzenie. Przez mleko modyfikowane, a potem przez kaszki dosładzane i soki 100%. Tylko że… Nie.

Nie wiem jak ty, ale ja ze swojego dzieciństwa pamiętam kaszkę mannę robioną przez moją babcię na podwieczorek. Kaszka była dosładzana cukrem – nie stewią – i polewana syropem z jagód. Domowej roboty, ale nadal słodkim jak sto pierunów. To wszystko popijałam kompocikiem, bo przecież wtedy nie piło się wody!

Na kolację tata smażył mi stary chleb na tłuszczu – kiedy mama nie miała czasu i zapomnieli zrobić zakupy – który posypywał cukrem. Czasami zesmażał ziemniaki z obiadu. A ziemniaki zawsze z sosem! Zupa obowiązkowo zagęszczana śmietaną. Sałatka z majonezem, a nie jogurtem naturalnym, jak dajemy najmłodszym dzisiaj.

To wcale nie przez jedzenie nasze dzieci tyją, bo jak świat światem, one jadły, jedzą i będą jadły na słodko. Bo lubią. Naleśniki, pierogi z owocami, kaszki, soki. No, kto pogardzi, niech pierwszy rzuci kamieniem!

DSC_2573

ALE SKORO NIE JEDZENIE, TO CO?


Odpowiedź jest prosta: brak ruchu. Jeszcze raz, przypomnij sobie, co robiłaś po deserze u babci? Ja bawiłam się w berka, tudzież w chowanego. Skakałam po kanapie albo – jak nikt nie patrzył – z szafy. Kiedy szłam na lody, w drodze powrotnej zawsze zahaczałam o trzepak. Teraz nie mogę sobie nawet przypomnieć, kiedy ostatni raz widziałam jakieś dziecko wiszące na trzepaku…

Dlatego uważam, że podstawowym obowiązkiem dzisiejszego rodzica powinno być pilnowanie, czy jego dziecko dostatecznie dużo każdego dnia się rusza. Delikatne zachęcanie, wyciąganie na hulajnogę, rowerek, piłkę. Bo nie chodzi o to, żebyś ty ciągle je miała na oku w złudnym poczuciu bezpieczeństwa, tylko żeby ono naprawdę było bezpieczne. Czyli sprawne i przede wszystkim zdrowe.

DSC_2531

DSC_2537

DSC_2535

Teraz odpowiem ci na pytanie zadane we wstępie. Ostatnio ulubioną zabawą mojego syna jest: „Do zakrętu!”. Wychodzimy po prostu na spacer, a młody na „trzy, czte-ry!” biegnie. Do pierwszego zakrętu. A kiedy ten jest wyjątkowo daleko – to do lampy. Albo do słupka. Są chwile, że nie bardzo mu się chce – wtedy się ścigamy. Kto pierwszy! Zabawę uskuteczniamy każdego dnia, a jak czas nam wyjątkowo sprzyja, to nawet kilka razy dziennie.

O Angry Birds nie słyszałam od dawna. Z czego się cieszę, nawet gdy harce na zewnątrz bywają ryzykowne, muszę mieć podczas nich oczy dookoła głowy i biegam z wywieszonym językiem od zakrętu do zakrętu. Lub za piłką. Młody ma poobijane kolana i siniaki na łydkach, ale dzisiaj to tylko świadczy o tym, że jesteśmy fajnymi rodzicami ;).

DSC_2539

DSC_2542

JEŚLI JUŻ KONIECZNIE CHCESZ DBAĆ O BEZPIECZEŃSTWO, WYBIERZ PO PROSTU WYGODNE BUTY ;)


One są najważniejsze – mogą przecież do ruchu zachęcić lub… Zniechęcić.

DSC_2586

DSC_2522

Tylko… Co to znaczy wygodne buty? Myślałam, że mam w temacie jakieś pojęcie, dopóki nie dostaliśmy do testów nowozelandzkich butów Bobux. Wiesz, to tak jak z ludźmi, którzy biegają w trampkach, sądząc, że to obuwie sportowe, dopóki nie założą na nogi butów sportowych z prawdziwego zdarzenia.

DSC_2545

DSC_2579

Przede wszystkim sprawdzaj, czy mało ważą (ja dla siebie kupuję takie, w których czuję się jak w kapciach po domu i nie wyobrażam sobie zakładać mojemu dziecku na nogi czegoś ciężkiego, a niestety zauważyłam, że większość tańszych firm oferuje buty, które ważą naprawdę sporo!). Buty dla dzieci powinny mieć również elastyczną podeszwę, która pracuje razem ze stopą, natomiast zapiętek musi być dopasowany i przylegać do pięty, żeby utrzymać ją we właściwym miejscu. Do tego powinny być szerokie z przodu, żeby nie ściskały drobnych paluszków i ogólnie najlepiej, jeśli cały kształt buta nawiązuje do naturalnego kształtu stopy. Osobiście również kupuję głównie buty ze skóry naturalnej (tak dla siebie, jak i dla dzieci), żeby zapobiec poceniu.

Buciki Bobux są pod tym względem fenomenalne, bo spełniają absolutnie wszystkie wytyczne! Moja znajoma, która odwiedziła mnie niedawno i zobaczyła je w przedpokoju, chwyciła do ręki z pytaniem, co to za firma, bo wyglądają super. Od razu zauważyła, jakie są leciutkie! Praktycznie nie czuć ich w dłoni, a więc i na nodze :).

Ja sama sądziłam dotychczas, że kupuję dziecku buciki z elastyczną podeszwą, ale… Marka Bobux zmieniła moje zapatrywania na to, co naprawdę oznacza elastyczna podeszwa ;). Do tego buty Bobux są ręcznie szyte, ale to już taki dodatkowy smaczek dla mam, które lubią dbać o szczegóły.

DSC_2552

Nadają się na każdy etap życia dziecka – od pierwszych kroczków do pierwszych imprez ;).

W ofercie firma Bobux ma nawet kapcie Soft sole. Również wykonane w całości ze skóry naturalnej i z miękką podeszwą, więc idealnie sprawdzą się na zimowych spacerach z naszą Basią.

DSC_2566

DSC_2557

Piszę o tym wszystkim nie bez powodu, bo razem z marką Bobux postanowiliśmy zadbać o dobre samopoczucie dzieci oraz ich mam.

Dlatego już jutro na moim Facebooku pojawi się… NIESPODZIANKA!

DSC_2604

Pozostań czujna, bo z samego rana startuje konkurs, w którym do wygrania będzie nie co innego, a właśnie superwygodne buciki. Akurat na jesień czy zimę. Niecierpliwi już dzisiaj mogą je obejrzeć w sklepie internetowym.

A ja po cichutku wierzę, że razem rozruszamy te nasze dzieciaki :).

DSC_2599

14
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
PiksiKasia Wawrzyckae-milkaIlona KosteckaAgata Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
salus salus
Gość
salus salus

Zgadzam się!! Dlatego doceniam uroku mieszkania na wsi… podwórko i dziecko biegajace po nim!!

e-milka
Gość
e-milka

Na wsi tez siedza. Pytam mieszczucha pobudowanego na wsi, czy kalosze po moich dac. Slysze „Nie, no teraz to nie sezon jest”. Zdziwilam sie, bo myslalam, ze na wsi zawsze jest sezon na kalosze. Tak to sobie wyobrazalam – deszcz nie deszcz, drzwi otwieram i niech chociaz do ogrodka, a tu nie.

Sylwia W-K
Gość

To chyba zależy od rodziców. U nas kalosze w użytkowaniu prawie cały rok ;-)

e-milka
Gość
e-milka

I tak 3mac ;)

e-milka
Gość
e-milka

Lekkie buciki to podstawa. Na wiosne maly mial takie raczej tansze. Ale patrze, ze dziwnie biega. Kaze na boso po trawniku – normalnie. I kupilam jednak drozsze, ale leciutkie i problem zniknal. Jak ja sie zgadzam z Toba, ze nasze mamy mialy pod tym wzgledem o niebo lepiej z nami. My sie prawie nie umawialismy na zabawe w domu, szlo sie po kolezanki i trzepak, zabawy sportowe nie zorganizowane (o zgrozo), ujezdzanie wyimaginowanych koni, tropienie wymyslonych przestepcow, guma, skakanka albo jezdzenie rundek na czyims rowerze czy wrotkach, bo przeciez nie wszyscy mieli. O spodniach na deszcz nikt nie slyszal, do… Czytaj więcej »

Olka M.
Gość
Olka M.

Naprawde fajne te buciki. Wreszcie cos nowego, bo nie znalam tego producenta!

Elwira Syska
Gość
Elwira Syska

Mamy to szczęście, że mieszkamy na wsi i nasze przedszkolaki do domu wpadają jedynie po wodę i przekąski, wracają zakurzone, brudne, ale wyganiane i szczęśliwe. Mimo tych cieplarnianych warunków tylko garstka okolicznych dzieci gania po podwórku, skacze w klasy, gra w podchody, bawi się w chowanego czy berka. Niektórym wystarcza wypuszczenie dziecka na ogród, a te przy szeregówkach wielkie nie są. Lecę oglądać te buty, bo nie znam marki, a wychodzę z założenia, że portki czy koszulkę to można zwykłą bawełnianą mieć, a buty to podstawa. Ostatecznie stopy nam mają służyć przez całe życie, warto więc dbać o ich komfort… Czytaj więcej »

Agata
Gość
Agata

A powiedz czy te buciki latwo sie zaklada? Czy taki trzylatek wlozy bez nerwow sam?

Kasia Wawrzycka
Gość

Moja córka ma dopiero dwa lata, ale uwielbia spędzać czas na powietrzu. Najszczęśliwsza jest kiedy jedziemy na działkę albo do dziadków, którzy mają dom z ogrodem. Mam nadzieję, że jej to nie minie :)

Piksi
Gość

Zgadza się. Mnie z braćmi też ciągle w domu nie było…:) Oj ale w tedy się robiło rzeczy:) Teraz sama jestem matką i doceniam uroki życia na wsi i tamte czasy o wiele bardziej. Obecnie mieszkamy w mieście i szkoda mi patrzeć na te dzieciaczki które krzątają się po kątach aby coś wykombinować. Staram się zabierać ich na spacery (czasami bardzoooo długie), przejażdżki rowerowe lub inne takie jak najczęściej. Robię wszystko aby nie wyrośli na zwykłych Kanapowych Leniuchów.