Dla aktywnych rodzin – kaszki do picia Nestle

DSC_0107

Ciężki jest żywot dziecka blogerki parentingowej. Rozjazdy, wyjazdy, odkrywanie i oswajanie tego, co nieznane. Zawsze w pędzie, pod pachą u matki, która do pracy się nie wybiera i przez to spokoju nie daje, tylko ciągle nad głową siedzi. Ledwie człowiek oczy otworzy, a ta już kolejne atrakcje wymyśla. Niekończące się spacery, nowe miejsca i ludzie, place zabaw godne publikacji na Instagramie, jakieś kaszki daje spróbować, a nie, czekaj… To wszystko jest przecież fajne!

DSC_0113

Można się na przykład pobawić w niezależnego testera i objeść po uszy, wypróbowując cztery smaki kaszek do picia zaproponowanych przez firmę Nestle (o całej akcji była już mowa tutaj):
– mleczno-ryżową z bananami (od 4. miesiąca życia),
– mleczno-pszenną z herbatnikami (od 6. miesiąca życia),
– mleczną 8 zbóż z miodem (od 6. miesiąca życia),
– mleczno-pszenną z czekoladą (od 9. miesiąca życia).

Z tymi kaszkami to w ogóle świetna sprawa, bo można je zabrać wszędzie, wystarczy otworzyć pudełko i już nadają się do zjedzenia. Bez gotowania, podgrzewania, mieszania, studzenia!

Mama początkowo patrzyła z niedowierzaniem, nawet sfotografowała pudełka z każdej strony i zadzwoniła do jakiegoś eksperta, zanim je otworzyła.

DSC_0101

 

„Skład kaszek jest bardzo dobry i nie widzę tutaj szkodliwych substancji. Zawierają one witaminy, minerały i cukry. Tych ostatnich matki często się boją, ale w tych kaszkach wszystkie cukry są naturalnego pochodzenia, dlatego bez przeszkód można je podawać dziecku.”

 

technolog żywienia

W końcu jednak pozwoliła wybrać swój ulubiony smak. Hmmm…

DSC_0120

To jednak nie taka prosta sprawa, kiedy jest się Kostkiem i lubi się wszystko, co jadalne! I banany, i herbatniki, czekoladę bardzo, bardzo… Jednak najszybciej w brzuszku znikała kaszka z miodem, czyli to, co misie lubią najbardziej…

NESTLE_BLOGERKI_MALUSZEK_WYBRAL2

Mój maluszek już wybrał, a Wasz? Wszystkim zainteresowanym kaszkami do picia Nestle – niezastąpionymi w podróży i na przedłużających się spacerach – przypominam o możliwości wzięcia udziału w loterii. Nagrody są kuszące, a o szczegółach zabawy przeczytacie poniżej:

NESTLE_BLOGERKI_ZASADYPowodzenia! Jak zawsze trzymam za Was kciuki Kochane!

*wpis powstał w ramach współpracy z firmą Nestle

(1 016 odwiedzin wpisu)
Subscribe
Powiadom o
guest
34 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Natalia

Moja corcia ma 13 miesiecy i nie potrafi pic przez slomke, tylko kubek niekapek lub zwylky smoczek, ale kaszke jadla i jej smakowala tylko nie prosto z kartonika tylko z butelki :)

Ilona Kostecka

Spokojnie, nasz dopiero w lipcu wystartował – czyli w szesnastym miesiącu :).

My z butelki ze smokiem przeszliśmy na bidon – tutaj o nim pisałam: http://mum.bevisible.stronazen.pl/niezbednik-turystyczny-dla-rodzin-z-malym-dzieckiem/ – a potem ze słomką poszło już gładko.

Niekapka nie ogarnia do dzisiaj ;).

Natalia

Moja niekapka tez nie ogarniala , pewnego dnia go zobaczyla i chciala wiec wlala picie i tak z niego pije ale w nocy gdy wstaje sie napic uzywamy smoczka zwyklego bo z niekapka bardzo leci :) slomke jej pokazuje ale ja gryzie, kiedys sie nauczy , a kaszke lubi ta z biszkoptami, ostatnio kupilam jej w Biedronce ponad 3 zl zaplacilam a wypita w jedna chwile…

Ilona Kostecka

Naszemu z biszkoptami też smakowała – to w sumie okazał się drugi ulubiony smak :).

Kasia

Sory ze sie czepiam, ale ten technolog zywienia co nie ma nic przeciwko cukrom, to czemu sie nazwiskiem pod swoja opinia nie podpisze?

Ilona Kostecka

Ja go nie podpisałam :). To osoba z rodziny, nawet nie pytałam o zgodę na publikację nazwiska, bo rozmowa wyszła spontanicznie. Jeżeli bedziesz miała pytania, daj znać :).

Kasia

Nie, nie mam dodatkowych pytań. Bardziej chodzi mi o to, że ten technolog żywienia wypowiada taką dość kontrowersyjną (dla niektórych mam) opinię i nawet nie wiemy kim on jest. Nie możemy go sobie zgooglać, sprawdzić czy rzeczywiście jest technologiem i czy w ogóle istnieje. Tak trochę wiesz, brzmiałoby to bardziej wiarygodnie, a podane w takiej formie za bardzo nie jest:)

kozbajaruda

Zdaje się że kiedyś Ilona pisała, że jej teściowa jest technologiem żywienia:))

Ja

Pomijajac te wszelkie tluszcze roslinne, koncentraty i inne sztuczne skladniki – to jak czasem wypije dziecko, nic zlego sie stanie . ;-)

Ilona Kostecka

A co jest złego w olejach roślinnych? Serio pytam! Z tego co wiem, szkodliwe są roślinne tłuszcze utwardzane (tzw. trans), a tłuszcz sam w sobie jest niezbędny do życia. Przecież oleje roślinne są podstawą diety śródziemnomorskiej stawianej wszystkim za przykład! To bogactwo nienasyconych kwasów (omega-6).

Ludzie, nie szukajcie wroga tam, gdzie go nie ma! Węglowodany – z gruntu złe; tłuszcze – złe; cukry naturalnego pochodzenia – a fuj, a fuj; gluten – wystrzegaj się. Oszalał ten dzisiejszy świat, ale to już temat na oddzielnego posta…

Ilona Kostecka

A jeszcze wracając do tych sztucznych składników – które konkretnie? Ja sama sprawdziłam składnik po składniku. Można wpisać w google, bo niektóre brzmią dziwnie, ale nie kryje się pod nimi żaden diabeł, np.:
kwas pantotenowy: http://pl.wikipedia.org/wiki/Kwas_pantotenowy
pirofosforan żelaza – to po prostu żelazo o dobrej wchłanialności,
niacyna – witamina B3,
itp. itd.

Kasia

Myślę, że nie powinnyśmy tutaj czepiać się żadnych konkretnych składników, bo większość z nas zapewne nie ma fachowej wiedzy, żeby się na ten temat wypowiadać. Ja jestem natomiast zagorzałą przeciwniczką podawania dzieciom produktów dosładzanych z dość prostych dwóch powodów: 1. od cukru psują się zęby (tym bardzie, że w podróży nie ma możliwości by właściwie zadbać o higienę jamy ustnej) 2. uczymy dzieci kochać słodki smak i pomagamy im uzależnić się od cukru na całe życie.

Kasia

Aha, i jeszcze chciałam dodać, że nie jestem tutaj żadnym ortodoksem. Uważam, że świat się nie zawali jak raz czy dwa dziecko coś takiego wypije czy zje kawałek czekolady. Jednak wydaje mi się, że to jest MEGA ważne dla naszych dzieci, żeby nie podawać im gotowych, przetworzonych i dosładzanych produktów regularnie. Nikt mnie nie przekona, że jest to lepsze niż podanie dziecku samodzielnie przygotowanej kaszki o jedynie trzech składnikach: kasza, mleko i owoc.

Ilona Kostecka

Owoce tez maja cukier – ten naturalnego pochodzenia :). Ba! Mleko ma cukier. Dokładnie ten sam, który jest w składzie kaszki :).

ja

Ja nie sprawdzam skladniki pod lupa ;) Chodzilo mi konkretnie, ze to sa gotowe produkty, ktore jednak maja troszke za duzo cukru, sztucznego (proszki, koncentraty), odtluszczone mleko w srodku – Produkty, ktore nie sa tak naturalne, jak zachwala je producent. Mimo to NIE jestem ich przeciwnikiem i warto je dawac dziecku !

Ilona Kostecka

Tak, tylko czasami dodaje się np. sztuczne składniki, żeby wzbogacić skład, np. o to żelazo, które dobrze się wchłania (stąd pirofosforan żelaza).

kozbajaruda

My jesteśmy narazie na początku urozmaicania diety i za punkt honoru postawiłam sobie, aby nie podawać dziecku kaszek smakowych bo przecież one koło banana, malin itp. to nawet nie leżały, zobaczymy czy się uda:-) Jednak kaszki w podróży zapewne zagoszczą u nas w sytuacjiach podbramkowych, bo chyba trzeba dać dziecku wszystkiego spróbować.
Apropo uzależniania dziecka od słodkości, moja młodsza siostra (98 rocznik) wychowała się na kaszkach smakowych, danonkach, ciasteczkach i batonikach, te ostatnie sama jej wpychałam małej siostruni na spacerach, no i nie wiem może to kwestia dobrych genów ale jest chuderlakiem (mimo, że na obiad to zjada większą porcję od taty), zajada sie owocami i warzywami i nie przepada za słodyczami do tego stopnia że nawet nie słodzi nawet herbaty.

Ilona Kostecka

Szczerze? Nie wiem, czy to możliwe! Nie bez powodu mamy dosladzaly nam kaszki manny, dodawaly dżemy i kompoty. Nawet jesli dziecko nie zna smaku cukru, nie chce w kółko jesc mialkich papek – wiem, bo tez próbowałam mojego do nich przekonać :).

Ale tez nie jest tak, ze jak dziecko pozna smak herbatnika, to nie bedzie chciało niczego innego. Mój nadal najchętniej je warzywa, rybę, borowki :).

Ilona Kostecka

Zgadzam się z Tobą Kasiu w 100%. Dbam o to, żeby posiłki mojej rodziny były pełnowartościowe, ale też nie demonizuję niektórych składników. Te kaszki nie są bardzo słodkie, podajemy je w podróży i na spacerach, bo to wybawienie wtedy, kiedy nie ma możliwości przygotować posiłku.

Zawsze staram się podchodzić do kwestii żywienia zdroworozsądkowo i wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi – zdarza nam się i pizza raz na jakiś czas, i frytki, lody, czekolada, co pewnie wie każdy, kto obserwuje nas tu lub na Instagramie. Sądzę, że odżywiam moją rodzinę dobrze, dbam o to, żeby w naszej diecie było dużo warzyw i owoców, chudego mięsa, ryb, ale nie traktuję np. bułki pszennej jako wroga publicznego nr 1. Nie mamy żadnych problemów ze zdrowiem, cholesterol w normie, wyniki badań krwi ok (poza moim odwiecznym problemem z żelazem, co u mnie w rodzinie jest dziedziczne, więc fajnie, że te gotowe kaszki mają łatwo przyswajalne żelazo w składzie, którego na próżno szukać w domowej mannie lub owsiance – podobnie jak innych witamin i minerałów, choć ich nazwy brzmią dziwnie i obco, ale zostały dodane, żeby wzbogacić skład). A z wagą to raczej w drugą stronę, czyli musimy pilnować, żeby za bardzo nie spadała.

Chcę o tym napisać następnego posta, więc pewnie będzie jeszcze okazja do dyskusji :).

Kasia

Mam podobne podejscie do odzywiania i uwazam ze jezeli chodzi o wykorzystanie takich gotowychroduktow to powinny one byc rzadkoscia, uwazam ze nie warto zachwalac takich produktow.
Czytalam o Twojej anemii w poscie o karmieniu piersia chyba. Zastanawialas sie moze nas skorzystaniem z pomocy lekarza zajmujacego sie medycyna naturalna/ chinska / ziololecznictwem?

Ilona Kostecka

Nie, lekarze mówią po prostu: „Taka pani uroda”. Kiedy byłam dzieckiem, piłam syrop z żelazem, potem jakoś z tym żyłam. W ciąży był to problem, bo brałam już dwie do czterech tabletek dziennie + odpowiednia dieta, a wyniki i tak zawsze poniżej normy. Po porodzie całkowita masakra, bo mdlałam, siadając na łóżku, a gdzie tu dopiero mówić o wstawaniu, podnoszeniu dziecka, itp. Nie zrobiono mi transfuzji ze względu na rzadką grupę krwi i jej brak w szpitalach (0 RH-), ale w dwa miesiące postawiono mnie do pionu specjalnymi tabletkami z żelazem i kwasem foliowym, bo u mnie nie chodzi chyba o niedobór żelaza w diecie, ale o słabe wchłanianie (w wynikach zawsze mam za mało krwinek czerwonych i są one za duże). Mama, brat też mają z tym problem.

Nie próbowałam ziół, mama pije wywar z pokrzywy, podobno ohydny, ale pomaga :). Ja w sumie nie znam się na medycynie niekonwencjonalnej w ogóle i nie wiem, co o niej myśleć…

Kasia

Tak właśnie działają „zwykli” lekarze. Brakuje żelaza? Łykaj żelazo. A w moim przypadku: brakuje hormonu tarczycy? Łykaj hormon. Nikt nie myśli o tym jak zmotywować organizm by sam zaczął funkcjonować prawidłowo. Mi pomogli lekarze medycyny chińskiej. Wizyta była taka jak powinna być u każdego lekarza: dokładny wywiad (jak się czuję na co dzień, co, ile i kiedy jem, co mi smakuje a co nie, jak się czuję po takim jedzeniu a jak po innym, ile i kiedy śpię, ile i kiedy odpoczywam, ćwiczę, jak często chodzę do kibelka i co tam zostawiam, jak wygląda mój język, oczy, cera, czy mam ciepłe dłonie, duuużo dużo pytań). Następnie zestaw zaleceń odnośnie trybu życia i diety oraz pomocniczo zioła, które można kupić w każdej aptece i samemu zmieszać w odpowiednich proporcjach. Po 2 latach już prawie nie jest mi potrzebny hormon, chociaż na początku musiałam łykać końską dawkę żeby normalnie funkcjonować:) Mam nadzieję że za jakiś czas w ogóle nie będę potrzebowała tabletek. Niestety nie potrafię polecić żadnego lekarza medycyny chińskiej w Poznaniu, a jedynie w Warszawie. W każdym razie polecam się zorientować jeżeli zależy Ci na zmianie:)

Ilona Kostecka

Dzięki, chyba zainteresuję się tematem bliżej :).

ja

Wlasnie. Tez tak uwazam ! POzdrawiam

Ilona Kostecka

Niejadki często przyzwyczajają się do jednego smaku i tylko to chcą jeść. Nie rozumiem wyrzutów sumienia, serio! Nie ma w tym Twojej winy! A kaszki zawierają wapń, żelazo, witaminy, minerały…
Dla przykładu: ja też byłam niejadkiem i jadłam TYLKO suchy makaron. Bardzo pożywnie! To dopiero była tragedia…

Sylwia W-K

Bałam się, że znajdą się osoby, które będą widziały samo zło w karmieniu, i to przez tak długi okres czasu, gotowymi kaszakami. Niestety czasem nie ma się wyboru.

Ilona Kostecka

Rozumiem, ja niemal od pierwszych dni podawałam mm. Też się nasłuchałam… Tak jak piszesz, czasami nie ma się wyboru!
Ale pamiętaj, że żadna z nas nie wyrządziła swojemu dziecku krzywdy, a najważniejsze, że otrzymało składniki odżywcze potrzebne na danym etapie do rozwoju :).

Sylwia W-K

Dokładnie :-) Mały wyrósł na zdrowego, mądrego chłopca. Wcale nie ma otyłości, choć bałam się bardzo o to, bo jako niemowlak był bardzo duży, a wszyscy mi po tych kaszkach to wróżyli. Teraz je wszystko i mam nadzieję, że mu tak zostanie. Pozdrawiam

Ilona Kostecka

Mojemu też wróżono otyłość – że cukier jest w mm, że sztuczne, że chorowity będzie, mniej inteligentny. Że jak dzieci piją mm, to potem niczego innego już nie chcą przez ten cukier.

I tak się zastanawiam: czego oni chcieli? Żebym zagłodziła dziecko i nie podawała mu nic?
Całe szczęście żadne „wróżby” się póki co – odpukać! – nie spełniły ;).

Ali

hehe to ciekawostka bo ja przez 7 miesiecy karmilam cyckiem i w trakcie tego czasu jadlam wszystko bo szczesliwie moje dziecko zadnych alergii nie mialo, a jak zaczelam wprowadzac stale pokarmy to za przeproszeniem dupa blada i moj syn niczego tknac nie chcial! Ani kaszek, ani sloiczkow ani swiezego gotowanego! Potem przeszlismy na butle z mm i dopiero teraz jak ma 9 miesiecy zaczyna smakowac inne rzeczy, ale bez rewelacji, lakomczuchem nie jest. I na dokladke wszyscy mi mowia „jaki on duzy” – mimo ze miesci sie idealnie w srodku siatki dla jego wieku… :)))))

Ilona Kostecka

Czyli jednak predyspozycje, geny mają największy wpływ na to, czy dziecko będzie niejadkiem czy wprost przeciwnie :).

Ilona Kostecka

Też mieszam :). Z wygody, braku możliwości daję gotowe, kiedy tylko mam czas, gotuję obiady i kaszki, np. owsiankę, mannę z owocami.

Również jem wszystko. I biały cukier, i słodziki (olaboga!), dziecku dosładzam stewią, ale wolę cukrem, bo lepiej się rozpuszcza, jest mniej kleisty, nie zbija się w grudy. Mały pije kompoty, domowe syropy (stety, niestety) z cukrem – nie sądzę, żebym mu wielką krzywdę tym robiła. Ostatnio mam chęć wypróbować syrop brzozowy, bo nie miałam jeszcze okazji :).

Fajnie, jeśli człowiek jest świadomy (ja jestem), ale czasami nadmiar wiedzy powoduje zawrót głowy. Media dokładają do tego swoje trzy grosze, strasząc glutenem, białym cukrem. Na innym blogu parentingowym była ostatnio dyskusja, dlaczego matka dodaje cukier do domowych lodów, skoro twierdzi, że odżywia dziecko zdrowo… Według mnie super sprawa, że robi im te lody, a o odrobinę cukru za bardzo bym się nie czepiała, bo nie sądzę, że da się wychować dziecko całkowicie bez niego, a człowiek byłby w stanie przeżyć na samych korzonkach. Tak jak wspomniała – to temat na oddzielnego posta :).

Kasia

Temat jedzenia jest zawsze kontrowersyjny :)
Uważam, że nie jest możliwe wychowanie dziecka bez kontaktu ze słodyczami, jeżeli się korzysta z kaszek taki o których tu pisze Ilona z głowa, to nic dziecku nie będzie. Ja jestem przykładem mamy, która przez prawie 2 lata chroniła dziecko przed cukrem. obecnie dziecko ma lat 4, ‚poszło w świat’ (a więc w lizaki, lody, ciastka, które są wszędzie, bo jedzą je inne dzieci, dziecko obserwuje i też chce posmakować) teoretycznie było przyzwyczajone do zdrowych smaków, a jak się go lekarz ostatnio spytał co najbardziej lubi to powiedział: czekoladę i maliny. wszystko jest dla ludzi, tym bardziej dla dzieci, ale z głową.

Ilona Kostecka

Mam identyczne stanowisko :).