Czy wydajesz na swoje dziecko więcej niż na siebie?

DSC_0974_1

DSC_0976_1

Współczesny świat oszalał. Ze zgrozą obserwuję młode rodziny, które próbują swoim dzieciom dać wszystko to, czego sami nie mieli. Tablet dla trzylatka? Czemu nie! Miniaturowe BMW? Będzie lans na dzielni! Legginsy za dwie stówy do piaskownicy? Takie ładne przecież!

Nie mam na myśli rodzin, które na to wszystko stać. Jeśli żyją na wysokim poziomie i ojciec chodzi do pracy w garniaku od Hugo Bossa, to nie widzę niczego złego w tym, żeby i dziecko ubierało koszulę tej firmy na odświętną kolację u babci. Nie chodzi mi wcale o udawanie ubogich krewnych tak po prostu, dla zasady. Mówię o zgoła innej sytuacji.

Takiej, w której rodzice zaczynają na swoje dziecko wydawać więcej niż na siebie. Powinnam więc zmienić drugie zdania tego wpisu: ze zgrozą obserwuję młode rodziny, które dają swoim dzieciom wszystko to, czego sami nie mają.

DSC_0983_1

DSC_0985_1

Tylko nie zaprzeczajcie! Może nie Ty i nie Ty, ale na pewno w swoim otoczeniu macie osoby, które dla dziecka są w stanie zrobić wszystko. To dobrze. W końcu i dla mnie dziecko jest najważniejsze. Moje małe oczko w głowie.

Równocześnie jednak jestem egoistką. No nie kupię dziecku getrów Mini Rodini, bo dla siebie też nie kupiłabym getrów kosztujących więcej niż 100 zł. To czyste szaleństwo! Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ja noszę pieluchy w parcianej torebce z Reserved, a obok idzie mój maluch od stóp do głów ubrany w ciuchy projektantów. Co więcej! W sklepie nie poszłabym najpierw na dział dzieciowy i nie wydałabym tam tyle, że dla mnie na zakupy nie zostałoby już nic, nawet grosz złamany. Jeśli mój mąż chodzi w kurtce z Zary, na pewno w lepszej nie zobaczysz mojego dziecka. Gdyby nastoletni Kostek zażyczył sobie nowego iPhona, a ja miałabym stary telefon – raczej nie dostałby czegoś lepszego.

Z wielu powodów. Po pierwsze: szybko wyrasta i niszczy, więc to, co kupuję dla siebie, jest na lata, a to, co dostaje on, przetrwa maksymalnie kilka miesięcy. Bodziak za 50 zł poplamiony buraczkami? Nie, dziękuję. Wolę w tej cenie kupić podkoszulek dla męża, a bodziaków poszukać w Tesco. Na przecenie.

W przyrodzie musi być zachowana równowaga. Dobrze, żeby dziecko wiedziało, że nie można mieć zawsze, wszystkiego.

DSC_1050_1

DSC_1056_1

DSC_1013_1

Bo co wyrośnie z dziecka, które już teraz – niemal od urodzenia – ma wszystko co najlepsze? Szafę pełną drogich ciuchów? Lepszych niż moje? Czy nie będzie potem chciało więcej i więcej? Człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do dobrej jakości. Wie o tym każda babka, która choć raz miała na nogach porządne buty. I co? Łatwo potem przejść na skaj? Ja już nie potrafię! Nawet jeśli zakupiłam – skuszona ceną – botki z ekoskóry lub trampki z bazaru, to one zwyczajnie lądowały w szafie, zamiast na moich nogach. To już nie było to… Podobnie jest z ciuchami, jedzeniem, hotelami – wszystkim po prostu.

Czy dziecko, które dostaje wszystko, o co poprosi, a nawet to, o co nie prosi, nie ma potem roszczeniowej postawy? Że jemu się należy i koniec? Bo tak?! Od ust sobie matka odejmij, bo ja mieć muszę???

Nie wiem, jak ułoży się życie Kostka, jaką będzie mieć w przyszłości pracę, ile będzie zarabiać, czy będzie go stać na wszystko, do czego został nieopatrznie przyzwyczajony. Wiem natomiast, że nie chcę go skrzywdzić.

I przede wszystkim: to co ma na grzbiecie w żaden sposób nie świadczy o tym, jakim jest człowiekiem. Dla mnie jest najpiękniejszym dzieckiem na świecie, nawet w tanim bodziaku i rajstopach w kaczuszki. Dla innych nie musi być piękny, bo o jego wartości ma świadczyć to, jakim jest człowiekiem, a nie co posiada i jak wygląda.

DSC_1031_1

DSC_0998_1

DSC_1026_1

I najważniejsze! Czego – tak naprawdę – nasze dziecko potrzebuje do szczęścia? Obecności i miłości rodziców, niczego poza tym. No chyba, że nauczysz je inaczej…

DSC_1066_1

(3 172 odwiedzin wpisu)
50 komentarzy
najstarszy
najnowszy
Inline Feedbacks
View all comments
Kasia
Kasia
7 lat temu

Myślę, że Wy i tak bardzo dużo wydajecie na swoje dziecko:) Dla mnie najbardziej racjonalne podejście ma Wolny z bloga Wolnym Być (nie chcę linkować, wiem że nieładnie). Proponuję zajrzyj tam, znajdziesz podsumowanie jego wydatków na dziecko w pierwszym półroczu życia i w pierwszym roku życia. Myślę, że bardzo się zdziwisz:)
Osobiście zgadzam się z tym, że nie ma sensu wydawać dużo na dziecko. Ja wydaję więcej na siebie niż na córkę. Chociaż przyznam, że dla nas akurat Reserved to jest górna półka w przeciwieństwie do Ciebie;) Pozdrawiam!

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  Kasia

Wydajemy tyle, na ile nas stać ;). Pisałam o tym w jednym z pierwszych akapitów – nie chodzi o to, żeby dziecko wyglądało jak ubogi krewny przy rodzicach tak po prostu, dla zasady, ale żeby też wszystkich oszczędności nie pakować w niego, bo jest najważniejszym członkiem rodziny :). To małe zaburzenie proporcji moim zdaniem.

lavinka
7 lat temu
Reply to  Ilona Kostecka

To jeszcze pytanie, skąd założenie, że markowo ubrane dziecko naprawdę dużo kosztowało. W lumpeksach można całkiem dobre marki wynorać za grosze. O to są całe wojny przy dostawach ;)

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  lavinka

W outletach też :). Markowe, czyli bardziej chodziło mi o hand-made’y.
Ja nie mam cierpliwości do lumpeksów, a szkoda! Pewnie po prostu nie znam dobrych adresów ;).

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  Kasia

Przeczytałam ten wpis i w sumie wcale się nie zdziwiłam, bo niby czym? W wielu punktach mogę się zgodzić:
– też nie wydajemy praktycznie nic na zabawki, bo albo dostaję z racji prowadzenia bloga od Fisher-Price, albo od rodziny na przeróżne okazje,
– podobnie ubrania lub różne sprzęty (łóżeczko turystyczne),
– młody ma też starsze kuzynostwo, po którym dziedziczy (choć prawda jest taka, że co lepsze: wózki, śpiworki, łóżeczka, foteliki do karmienia i samochodowe – są wystawiane na Allegro, a nie rozdawane ;)),
– kosmetyków nasze dziecko też prawie nie używa, bo nie potrzebuje.

Jednak nie można przykładać jednej miary do każdej rodziny. Nie każda mama ma bloga i z racji tego zabawki! Nie każdy ma dużą i chętną do dawania drogich prezentów (a za takie uważam łóżeczko turystyczne) rodzinę! Bywają dzieci alergiczne i wtedy kosmetyki kosztują już pewnie sporo, podobnie jedzenie (nasz maluch na przykład w ogóle nie pije mleka, więc musimy wapń dostarczyć w innej, droższej postaci – dwa jogurty dziennie, kaszka, żółty ser, itp.). Są też dzieci chore i wtedy chodzenie do specjalisty na NFZ też niewiele pomoże (długie kolejki oczekiwania, gdy liczy się czas reakcji, specjalistyczne badania, lekarstwa – każdy kto raz poważnie chorował, wie, jak mniej więcej wygląda leczenie się na kasę chorych w naszym kraju). Nie każdy ma możliwość pożyczyć wózek, fotelik samochody (my dostaliśmy z firmy męża, więc super! Ale ile takich firm jest?). Do tego darmowa opieka nad dzieckiem w postaci babci – mam w tym temacie swoje zdanie, ale dosyć kontrowersyjne, więc może przemilczę. No i mój hit – becikowe oraz ulgi na dziecko, których na oczy nie widziałam.

Podsumowując: choć nie mam tylu dogodności, o których tam napisano, wcale nie wydaję na dziecko dużo więcej.

Kasia
Kasia
7 lat temu
Reply to  Ilona Kostecka

Chyba po prostu mamy inne podejście do pieniędzy. Napisałam, ze dużo wydajecie na swoje dziecko, bo popatrzyłam jaki macie fotelik do karmienia, jaki samochód, jaki poprzedni wózek itd. Też mnie na to stać bezproblemowo, ale jak pomyślę, że miałabym dać około 800 zł za fotelik do karmienia, albo kupić tak drogie auto aż mnie ciarki przechodzą, bo uważam, ze to jest „przejadanie” pieniędzy. Dlatego wózek, fotelik, auto, część ubranek kupuję używane choć w bdb stanie (tablica.pl rządzi!). Ktoś mi kiedyś powiedział, że pieniądze nie są do wydawania, ale do inwestowania i tego się trzymam:) Oszczędzam i inwestuję na wszelki wypadek, na to żeby nie spłacać domu/ mieszkania przez pół życia i na szaloną starość pod palmami! No ale co kto woli:)

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  Kasia

Zgadzam się, pieniądze są do inwestowania i dokładnie tak robię. Nie mamy kredytu na mieszkanie, nie przejadamy całej pensji, dlatego dla mnie zakup fotelik za 800 zł to normalna cena za ładny sprzęt, który nie oszpeci mieszkania. Początkowo miałam chrapkę na ten: http://e-zabawkowo.pl/pl_PL/p/BLOOM-STELAZ-KRZESELKO-FRESCO-CHROME-GRAFIT-METALIK-LIMITOWANY/4078?gclid=Cj0KEQiAz7OlBRDErsTx47LKz-8BEiQAY0OlYlKF0W9hjyggM9SxlcZW_1L5Tse-uynGgiK-Q4UXcAgaAh6w8P8HAQ i przyznaję, to już byłoby szaleństwo!

Kasia
Kasia
7 lat temu
Reply to  Ilona Kostecka

Rozumiem, mamy inne standardy, z gustami się nie dyskutuje. Może słoma z butów mi wystaje, ale moje poczucie estetyki nie ucierpi od fotelika za 200 zł, a i dziecku będzie równie wygodnie. Po prostu ogólny wydźwięk tego posta bardzo mi do Ciebie nie pasuje. Piszesz, że co wyrośnie z dziecka, które od urodzenia ma to co najlepsze – moim zdaniem Twoje dziecko ma to co najlepsze. Rozumiem, że generalnie chodzi Ci o rodziny w stylu „postaw się, a zastaw się” i że Ciebie w przeciwieństwie do tych rodzin stać na to co dziecku dajesz. Mimo wszystko myślę, że 95% Twoich czytelników może uważać fotelik za 800 zł i pisanie artykułu w stylu „nie rozpieszczam dziecka drogimi zabawkami” za małe nieporozumienie. Chyba bardziej na miejscu byłby tutaj post w stylu „kupuję dziecku to co najlepsze, bo mnie (naprawdę) stać, dobrze mi z tym i nic Wam do tego” :) I naprawdę super zrobiłaś, że nie kupiłaś tego fotelika – jajka na nóżce;p (nie chciałam być wredna, po prostu napisałam co myślę;))

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  Kasia

Kiedy ja właśnie nie kupuję tego, co najlepsze! Zabawek – praktycznie wcale. Co do ubrań, mam taki przykład: szukaliśmy ostatnio bodziaków i piżamek, bo mały wyrósł nagle i niespodziewanie ze swoich ciuchów. W H&M (na wyprzedaży!) było nam za drogo! Pojechaliśmy do Tesco. W zeszłym roku nakupowałam mu bodziaków na całe dwanaście miesięcy co prawda z Zary (prawdziwy high life ;)), ale za 5 zł sztuka. Poniżej opisałam ile dokładnie kosztuje to, co młody ma na sobie. Podejrzewam, że taniej się praktycznie nie da – jeżeli nie masz dostępu do ciuchów używanych.

Moim zdaniem nasz fotelik czy wózek to klasa średnia – są droższe i nawet dużo droższe. Staram się nie rozpieszczać dziecka i nie dawać mu wszystkiego, a już na pewno nie wszystkiego, co najlepsze. I tak, przyznaję, mógłby dostać więcej, bo nas na to stać, ale nie kupię mu getrów Mini Rodini (przykład z tekstu) czy innych, bo nie jest to zgodne z moimi przekonaniami (o których już więcej w tekście).

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  Kasia

Aaaa, jeszcze jedno – Kostek zaczął siedzieć samodzielnie dopiero w 10. miesiącu życia. Potrzebowaliśmy rozkładanego krzesełka (nie mieliśmy leżaczka-bujaczka bo uznałam to za zbędny klamot i wydatek), a karmienie go na kolanach nie wchodziło w grę, bo to wiercipięta jest. Spróbuj znaleźć rozkładane (ale do funkcji leżaczka, bo naprawdę miał problem z siedzeniem) w rozsądnej cenie. Powodzenia!

Gdyby nie ten szkopuł, stanęłoby na zwykłym krzesełku z Ikei: http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/S89041709/, bo fajne jest, wygodne, nie zajmuje dużo miejsca i szybko się myje.

Czasami nie warto oceniać po pozorach :/.

Matka polks
Matka polks
7 lat temu
Reply to  Ilona Kostecka

Powiem szczerze, ze odnioslam takie samo wrazenie, jak Kasia. Mam dziecko w podobnym wieku co Kostek i generalnie dosc dlugo udawalo mi sie kupowac tylko najpotrzebniejsze rzeczy typu pieluchy, waciki, chusteczki. Ubranka w wiekszosci po kuzynach i nie przeszkadzalo mi to, ze zakladam chlopiece ubrania dziewczynce. Jak cos kupuje, to biore odrobine za duze, wiec mala chodzi w tym najpierw z podwinietymi rekawami, potem jak jest dobre, a potem robi sie kuse. Wkurzalam sie jak dostawala ubrania na w sam raz, bo czesto konczylo sie na tym, ze albo sie w nie w ogole nie wcisnela, albo wcisnelam ją w jakas bluzke na sile, zeby zrobic zdjecie i wyslac do darczyncy, albo ubrala raz i potem juz bylo za male. Na szczescie teraz juz nie rosnie tak szybko. Kupowanie za duzych rzeczy ma tez ten plus, ze jak dziecko nagle wiecej urosnie, to ma sie w szafie rzeczy przygotowane na taki wypadek, bo nie zawsze jest czas na zakupy. No i jak widze cos fajnego na przecenach to tez kupuje, choc mala bedzie w tym chodzic dopiero za rok.
Jedyne co czesto kupuje to dobre buty. Niestety gira rosnie mlodej szybko i od wrzesnia juz z 6 par bucikow zorała, glownie po domu.
Jeszcze co do wrazenia, jakie odnioslam, to moze wzielo sie to stad, ze widze na blogu duze epatowanie markami. Ale moze jestem zacofana, no i moze kogos to interesuje w co Ty i Kostek jestescie ubrani. Mi nazwa marki czesto nic nie mowi.
W kazdym razie rowniez zdziwil mnie ten post i mialam odczucie, ze jest niespojny z moim dotychczasowym wrazeniem wyniesionym z czytania bloga.
PS. Blog jest wg mnie bardzo okey, zebys nie myslala, ze hejtuje:) Pozdrawiam

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  Matka polks

Ale, ale… Ja też najczęściej kupuję co drugi rozmiar (można spojrzeć na zdjęcia powyżej – rękawki są podwinięte) ;).

Ale że gdzie epatowanie markami? Bo podpisuję zdjęcia, jak mały ma coś nowego na sobie? Kochana! Dostaję tyle privów z pytaniami (a skąd to? A to?), że wolę zawczasu podpisać (3 sekundy roboty) niż odpisywać (30 minut). Rachunek jest prosty ;).

PS Co Ty, dla mnie to nie są żadne hejty ;).

Kasia
Kasia
7 lat temu
Reply to  Ilona Kostecka

Tylko jeszcze dodam, że i owszem spokojnie można znaleźć odchylane rozkładane do funkcji leżaczka poniżej 800 zł, choć zapewne o niższych walorach estetycznych. Ja mam dwa rozkładane używane z tablica.pl, jeden za 200 zł (też Peg Perego) a drugi uwaga za… 30 zł (Chicco, jest u mojej mamy bo często tam bywamy). Przyznam, że ten za 30 zł jest nawet lepszy i w ogóle nie zniszczony, aczkolwiek wiem, że ustrzeliłam okazję, bo ktoś chciał się bardzo szybko go pozbyć.

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  Kasia

Chicco oglądaliśmy! Faktycznie sprzedawczyni twierdziła, że jest lepszy od Peg Perego, bo nie ma z przodu tego klinu i dziecko może samo wchodzić/schodzić. Cóż, nasz też na upartego sam wejdzie i zejdzie ;). Ale nie podobała mi się ta cerata, Peg Perego ma dużo lepszy materiał, jednolity kolor bez ciapek (wzorów) i wizualnie spokojniejszy stelaż. No taka jestem „zepsuta” ;).

Ilona Kostecka
7 lat temu

Nawet nie chodzi o to, żeby za każdym razem – kupując coś dla dziecka – kupić też coś dla siebie, dziecko wyrasta, potrzebuje np. więcej bielizny, bo zdarzają się różne „przygody”, ale kiedy na przykład widzę ciuch dla małego w cenie, której nie wydałabym na siebie, pukam się w głowę i zamykam przeglądarkę Internetu ;).

Uwielbiam robić zdjęcia na tym parkingu! Ma klimat <3.

majniaki.pl
majniaki.pl
7 lat temu

Niestety czasem trudno jest się opanować, bo przecież kochamy nasze dzieci. Ja nie żałuję na małego pieniędzy, ale wydaje je rozsądnie. Jedyne co moja niunia dostaje droższego niż ja mam, to buty. Buty do wkładek są strasznie drogie! Ale to nie inwestycja w modny look, a zdrowie, więc tu nie ma o czym nawet mówić. Masz rację, pokażmy naszym dzieciom, że nie zawsze mogą mieć wszystko, ale też nie bądźmy sknerami :)

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  majniaki.pl

U nas jest równowaga. Ja noszę Ecco, mąż nosi Ecco, dziecko nosi Ecco (z outletu ;)) lub Emele, które są zdrowe, prześliczne i wcale nie takie drogie. Sama jestem przyzwyczajona do dobrych (super wygodnych) butów, więc na pewno nie odmówiłabym ich dziecku ;). Dobre obuwie jest ważne!

Ale na przykład nie wiem, co sądzić o malutkich dzieciach w Emu – ani to wygodne, ani tanie – sama je noszę, dlatego wiem, że to nie jest but na małą, nieukształtowaną stopę! Podobnie Timberlandy (za ciężkie dla dziecka!), Conversy (strasznie sztywne i niewiele mają wspólnego z obuwiem sportowym). To już dbanie o modny look, a nie zdrowie.

Matka polka
Matka polka
7 lat temu
Reply to  Ilona Kostecka

Co do butów, to lepiej chyba kupic z jakiejs firmy, ktora specjalizuje sie w butach dla dzieci, z profilowana, skorzaną wkladką. Co do ecco to wg mnie sa przereklamowane. Mam kilka par i niestety rozlatuja sie szybko. W jednych sie zakochalam, bo byly super mieciutkie i milutkie, ale jakosc niestety fatalna i ceny stanowczo za wysokie. To takie buty tylko na ladną pogodę, nawet w kozakach ecco chodze tylko jak jest sucho, bo inaczej masakra.

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  Matka polka

Co Ty! Ja nigdy nie mogę zniszczyć Ecco, choć bardzo się staram (bo mam taką głupią zasadę: nowe buty, jak stare idą do kosza): sportowe mam już z pięć lat i raczej nie wyglądają na takie, które miałyby się wkrótce rozpaść ;). A noszę je okrągły rok (z wyjątkiem mrozów). No i tak jakoś jest z tymi Ecco, że choć nie porywają designem, to moja stopa je po prostu kocha – nie ma wygodniejszych! Jak raz ubierzesz Ecco, to inne (nawet stricte sportowe) zaczynają zwyczajnie obcierać, są ciężkie, sztywne, itp.

Dla dziecka mamy jeszcze zimowe Emele. Zdecydowanie woli Ecco i widać, że chodzi mu się w nich lżej.

TakaSobieMatka
7 lat temu

Dodałam Cię wczoraj do fejsa w końcu, bo tak sobie tu włażę i wyłażę, i jednak chcę być na bieżąco, bo tu i ładnie, i niegłupio. Dzisiaj wchodzę na ścianę, mój post o pieniądzach i dzieciach, zaraz pod nim Twój post o pieniądzach i dzieciach, bardzo podobne, choć inaczej… Takie zbiegi okoliczności dobrze wróżą na przyszłość;)
P.S.: Jak sobie jednak strzelę trzecie z siusiakiem, to będzie miało na imię Konstanty;]

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  TakaSobieMatka

Z chęcią przeczytam w wolnej chwili! Pozdrawiam!

Gośka
Gośka
7 lat temu

Ilona, ale Twoim zdaniem dziecko, które od urodzenia ma
wszystko co najlepsze, w tym szafę pełną drogich ciuchów, LEPSZYCH niż moje, ma większe szanse, aby zostać rozpuszczone, niż dziecko mające wszystko co najlepsze, w tym szafę pełną drogich ciuchów TAKICH SAMYCH jak moje? Tablet czy miniaturowe BMW podarowane trzylatkowi to rozpuszczanie dziecka i lans rodzica, ale jeśli ojciec chodzi do pracy w garniaku od Hugo Bossa, to wtedy taki tablet czy szafa pełna drogich ubrań (na zasadzie czemu nie, stać mnie przecież) jest OK?

No nie rozumiem tego toku myślenia. Wydaje mi się, że „rozpuszczanie” dzieci jest niewłaściwe niezależnie od poziomu na jakim żyją rodzice, a cały ambaras polega właśnie na tym, aby nie dawać dziecku wszystkiego na co nas stać, ale tyle ile dziecko potrzebuje, w mądrym znaczeniu tego słowa, na zasadzie: posiadam pełny dzban dóbr materialnych, ale nie naleję z niego dziecku w całości, bo to jest ponad miarę dziecka i skutek będzie taki, że odbije mu się czkawką. Naleję z tego dzbana tylko tyle, ile zmieści się do małego kubeczka dziecka. Nawiasem mówiąc kubeczki wszystkich dzieci są podobnej wielkości, dlatego właśnie zamożni rodzice mają trudniejsze zadanie w mądrym wychowaniu (nie rozpuszczeniu) dzieci, bo skoro sami wiele posiadają, większa też jest pokusa, aby do kubeczka swej pociechy nalać więcej niż ten kubeczek jest w stanie zmieścić.

Zgadzam się ze zdaniem: „nasze dziecko potrzebuje do szczęścia obecności i miłości rodziców, niczego poza tym. No chyba, że nauczysz je inaczej?” Nie rozumiem tylko dlaczego piszesz: „nie mam na myśli rodzin, które na to wszystko stać”. Twoim zdaniem dzieci tych rodziców potrzebują czegoś więcej niż nasze?;)

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  Gośka

Nie! Masz całkowitą rację! Dawanie tabletu trzyletniemu dziecku, najlepszego telefonu na rynku czy najdroższych ciuchów jest rozpuszczaniem bez względu na to, jak sytuowani są rodzice. Jednak – jeśli ci dobrze zarabiający – kupią jedną koszulę Hugo Bossa na urodziny u babci (jedną, nie nadmiar ciuchów od projektantów i wszystkie możliwe zabawki/gadżety!), to wcale nie odczuwają tego jak rodziny, które sobie odejmują od ust, byle dziecko miało… Dzieciak też – moim zdaniem – odczuwa to inaczej (nie na zasadzie: mi się należy, bez względu na wszystko, inni są nieważni). Dla mnie po prostu nienaturalna jest sytuacja, w której dziecko ubrane jest lepiej i drożej od rodziców oraz dostaje lepsze i droższe sprzęty. Równowaga zostaje zachwiana, a dziecko otrzymuje niewłaściwy komunikat: wszystko co najlepsze dla ciebie, bo zasługujesz na to jak nikt inny. Raczej to miałam na myśli, choć całkowicie się z Tobą zgadzam!

Napisałam tak pewnie dlatego, że znam dobrze zarabiające rodziny i one nie przesadzają jeśli chodzi o obdarowywanie dzieci. Pewnie dlatego mają pieniądze, bo mają też zdroworozsądkowe podejście do kwestii finansowych ;). Byliśmy kiedyś z mężem w bardzo dobrym hotelu (my – na Groupona ;), inni goście różnie), mnóstwo rodzin z dziećmi, było widać, że tym rodzinom się powodzi, tymczasem dzieci – poza dobrymi, wygodnymi butami – były ubrane zwyczajnie, nawet nie Zara, nie mówiąc o ciuchach z hand made’ów. Natomiast w sieci – ale czasami też na ulicy – obserwuję zgoła inne zjawisko: mama legginsy z Reserved, dziecko w Mini Rodini. Dlatego stwierdziłam, że świat staje na głowie.

Bardzo mądrze to napisałaś. Pewnie, że zamożni mają jeszcze trudniejsze zadanie, żeby nie rozpuścić, a mądrze wychowywać. Mają też utrudnione zadanie jeśli chodzi o naukę oszczędzania – ja wyniosłam ją z domu i uważam, że to jedna z najcenniejszych lekcji, jakie dostałam od moich rodziców. Każdy – bez względu na sytuację finansową – powinien tego uczyć :).

Justyna
Justyna
7 lat temu

Coś mi dziś uświadomiłaś… Jestem na początku 8 miesiąca, do porodu jeszcze ok. 8 tygodni. Od kiedy jestem w ciąży stałam się z osoby bardzo rozrzutnej, osobą bardzo oszczędną. Zarabiam nieźle, do tej pory puder za 100 zł., czy 5 bluzka w miesiącu nie była dla mnie żadnym problemem. Weekend w SPA? Dajcie mi tylko godzinkę na spakowanie walizki. Kozaczki brązowe czy czarne? Cóż, kupie i te i te. Tak było do tej pory. Od kiedy tylko zaszłam w ciąże nie myślę o niczym innym jak dać wszystko co najlepsze swojemu dziecku. Zaczęłam oszczędzać. Przez całą ciąże kupiłam tylko dwie sukienki i jedne leginsy. I to tylko dlatego, że pracuje biurwo i nie mogę w podkasanych bluzkach wyskakiwać do klientów. Tusz do rzęs, kiedy mój się skończył wycyganiłam od siostry, taki którego nie używa. Kosztem moich wyrzeczeń albo raczej kosztem rezygnacji z dotychczasowych przyzwyczajeń udało mi się odłożyć sporą kwotę. Od ok. 3 tyg. kompletuje wyprawkę. Nie muszę się ograniczać żadną ceną, Chce dla mojego dziecka wszystko co najlepsze, nawet zmieniłam własny miejski samochód na duże rodzinne auto. Sprawia mi to mega przyjemność i radość. Dużo bardziej cieszy mnie cudowny kocyk dla mojego pierworodnego, niż kupno czegoś sobie. Mąż sie denerwuje, że wpadam w paranoje, ale wizja rozpieszczania i dawania co najlepsze mojemu dziecku cieszy mnie bardziej niż cokolwiek innego. Więc czemu z tego rezygnować? Może wynika to z tego, że moja kochana mama nie mogła mi zawsze dać tego co najlepsze. Niczego mi nigdy nie brakowało, ale z zazdrością jako dziecko patrzyłam na dzieci, które miały więcej. Sama pochodzę raczej z rodziny ubogiej, ciężką pracą doszła do miejsca w którym teraz jestem. Teraz ja chce dla mojego dziecka samych najlepszych rzeczy, bo to też najlepsze rzeczy dla mnie.

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  Justyna

Wymiana samochodu na rodzinny to wcale nie taki głupi pomysł ;). Wyobraź sobie, jak jedziecie na wakacje, a tam: dwie walizki, wózek, łóżeczko turystyczne, czasami wanienka, może i fotelik do karmienia, fotelik samochodowy na tylnym siedzeniu, kilka zabawek, paka pieluch, jakaś wałówka, żeby w razie W zapchać krzyczące dziecko chrupkami… Mały samochód wypchany od podłogi aż po dach ;).

Co do reszty: nie zgodzę się, że trzeba dawać dziecku wszystko co najlepsze. Na pewno nie z rzeczy materialnych. Miłość i uwaga wystarczą.

Mój też najbardziej ukochał sobie zwykłe pieluchy tetrowe, stare dresiki z H&M, a ulubioną zabawką są kamyki i orzechy włoskie…

lavinka
7 lat temu
Reply to  Ilona Kostecka

A ja głupia pakuję na wyjazd dziecko w jedną małą walizkę. Fotelik do karmienia, wanienka i łóżko zazwyczaj na noclegu jest. Pieluchy mozna dokupić na miejscu. Warto polatać najpierw z dzieckiem samolotem, to uczy pokory ;) BTW ciągle planuję wyprawę z sakwami i namiotem, bo beznamiotowo dajemy radę w 2 rowery i też się da. Masa ludzi podróżuje z dziećmi rowerowo i jakoś obywają się bez 90% tego co opisałaś. Ludziom się trochę pomajtało w głowie od nadmiaru dzieciowych gratów, że nie potrafią bez nich żyć.

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  lavinka

Ja jestem wygodna! Jak nie muszę się ograniczać, to biorę wszystko, co wymieniłam (dwie walizki dla trzech osób na tydzień/dwa to raczej nie dużo ;), zwłaszcza na wakacjach w Polsce, gdzie trzeba być przygotowanym na każdą pogodę). Jeśli muszę – to oczywiście przeżyjemy bez wanienki, fotelika do karmienia i łóżeczka turystycznego.

lavinka
7 lat temu

Jak patrzę na Kostka to chyba jednak wydajecie dużo więcej ode mnie. A ja i tak wydaję na małą dużo więcej niż na siebie. Dlaczego? Buty. Rujnują nas buty. To jest masakra, ile kosztuje para butów dla małego dziecka, a wyrasta przecież z nich momentalnie. Żadne buty, choć kupowane o 2 rozmiary za duże, nie starczyły na dłużej niż pół roku. Ubraniami można zaoszczędzić lumpeksowo i allegrowo, ale to nadal solidny wydatek roczny. Przy czym zdarza się, że kupię dziecku ciuch z tak zwaną marką, ale akurat Zarę hejterzę za procesy o łamanie praw człowieka w ich fabrykach w krajach trzeciego świata. Mnie samej ciuchowo niewiele potrzeba do szczęścia. Buty kupuję jedne raz na kilka lat (trepy do chodzenia mam juz piąty sezon, nie zanosi się na wymianę), kurtek nie potrzebuję częściej niż raz na kilka lat… nawet bielizna mi się jakoś wolno zużywa. W zasadzie jeśli coś sobie kupię, to przez kaprys, raczej jestem na etapie wyrzucania rzeczy, których nie noszę (nie mieszczą się w szafie). Do fryzjera i kosmetyczki nie chodzę, w zasadzie „na siebie” wydaję tylko na kosmetyki i podróże. No i co roku kilkaset złotych na serwis roweru. Nie wiem jak miałabym wydawać na dziecko mniej lub tyle samo co na siebie. :)

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  lavinka

Kostek ubrany głównie na wyprzedaży ;). Ciuchy, które ma na sobie: legginsy Zara dział dziewczęcy w czasie sale – 10 zł, sweterek Gokko rozprzedaż przed zamknięciem sklepu (ale się obłowiliśmy wtedy!) – 40 zł (z 200! Szok, ale jak podsumował mój mąż: „Nic dziwnego, że sklep upada…”), buty Ecco outlet – 100 zł, czapka Lidl za grosze, itp, itd.

lavinka
7 lat temu
Reply to  Ilona Kostecka

No widzisz? A z zewnątrz, jakby polecieć po zwykłych cenach wyszłoby 2x tyle. O tym pisałam wyżej, że czasem można omyłkowo wziąć dzieciaka za przeinwestowanego, gdy okazuje się, że całość kosztowała tyle, co z supermarketu albo i mniej. Inna sprawa, że bym chyba nie kupiła swetra za 40zł, obojętnie z jakiej ceny by obniżono. Moje dziecko za szybko rośnie, a swetry to jest rzecz, którą najrzadziej nosi (w domu wyłączone kaloryfery, a ta biega w bodziaku z długim rękawem i nie chce wdziać nic innego). ;)

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  lavinka

Haha! Masz rację, mój też nie lubi sweterków, za dużo biega i jest mu wtedy gorąco. Mądry Polak po szkodzie ;).

ania
ania
7 lat temu
Reply to  lavinka

A czemu kupujesz dobre buty, ktore sa za duze? :D To chyba mija sie z celem ;) przeceny, outlety, allegro, lumpeksy, hurtownie. Piekne, wygodne i w odpowiednim rozmiarze sana wyciagniecie ręki ;))

ania
ania
7 lat temu

Pepco? Chyba żartujesz…Jakosc tamtejszego odzienia jest powalająca.. Wiele dobrej jakości ubrań, jak juz zostalo napisane, mozna kupic za bezcen. Conversy za 30zl, a nie za 300.

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  ania

Potwierdzam, miałam kilka bodziaków z Pepco i po pierwszym praniu były szersze niż dłuższe, więc w praktyce do wyrzucenia (już się nie dopinały i rozłaziły na ramionach).

Natomiast Coccodrillo ma naprawdę dobrą jakość, lepszą niż sieciówki (grubsza bawełna i bardziej zwarty splot, przez co nawet po 50 praniach nic się z tym nie dzieje), tylko akurat design nie zawsze mi odpowiada ;).

lavinka
7 lat temu
Reply to  ania

No bodziaki z pepco wywalały nam się jako pierwsze. H&M i Coccodrillo oraz 5-10-15 robią jednak lepsze. Dla mnie pepco to rozsądna jakość za rozsądną cenę, ale kurtki bym już dziecku tam nie kupiła, pruje już się na wieszaku. Najwięcej kupuję tam leginsów i zwykłych bluzek, ale najdalej po miesiącu muszę zszywać dziury, bo się prują.

Ilona Kostecka
7 lat temu

Podobno z jakością świetnie, ale mój mały – jeśli nie przedrze na kolanach – to poplami albo wyrośnie ;).

OlaSz
OlaSz
7 lat temu

Przeceny – to jest to co uwielbiam ;-) doceniam to szczególnie teraz kiedy jest Maluch. Moje ostatnie osiągnięcie: 5 szt body z mothercare w cenie 30 zł, tak samo 3 szt pajaców – 35zł i sweterek w Smyku za 25 zł – tak można dziecko ubierać. A czy wydałabym więcej niż na siebie – nie i jeszcze raz nie. A na 1 urodziny Młody dotstanie dzień z rodzicami – taki na maxa bez telefonów, komputerów, tv i będziemy robić tylko to co Młody będzie chciał – choćby to miałoby być taplanie się w błocie – tak będzie tylko My z Nim i On z Nami ;-)

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  OlaSz

Ja przecen nigdy nie lubiłam, tzn. nie miałam do tego ani serca, ani czasu, ani głowy ;).
Jednak teraz doceniam! Przy szybko rosnącym dziecku to po prostu zbawienie. Można ubrać ładnie i niedrogo, choć czasami trzeba się trochę naszperać :).
A prezent na pierwsze urodziny – po prostu BOMBA! Chyba zgapię od Ciebie i nasz maluch na drugie dostanie taki sam ;).

OlaSz
OlaSz
7 lat temu
Reply to  Ilona Kostecka

;-)

h.
h.
7 lat temu
Reply to  OlaSz

Poczytałam i różne myśli mi się kołaczą. Po pierwsze to wymienianie marek – może i dzieci nie dostają więcej niż rodzice, ale za to mam wrażenie świetnie będą się orientowały w jakich markach wypada a w jakich nie „się nosić” i co należny robić, by markę dostać w outlecie czy na wyprzedaży a może jeszcze w innym sposób. Jak to robicie, ze patrzycie na dziecko i widzisz, że nosi hugo bosa czy jakiegoś mini rodina? Dla mnie dzieciak ubrany jest fajnie lub mniej, ale czy to naprawdę jest ważne? To tylko szmaty.
Zamysł pani Ilony był dobry, by napisać by nie dawać dziecku za dużo, ale chyba nie tylko na zbytkach materialnych powinien temat się tu zamknąć. Myślę sobie, ze są dziedziny, w których mogę dać więcej dziecku – np. w zakupie książek czy lekcji języka obcego. Mogę też dać mu lepsze jedzenie – zdarza się, ale tutaj zawsze pamiętam, żeby tego nie podkreślać -jedz, kochanie to TYLKO DLA CIEBIE, albo zjedz mięsko a mamusia dokończy ziemniaczki. Lub też inna sytuacja – daj ja to umyję, bo to brudne, pobrudzisz sobie rączki…. a potem dziecko dorasta i mówi, ty to zrób, bo to brudne. Ważne jest by nie podkreślać wciąż wyjątkowości naszych pociech.
Nawet w miłości i poświęcaniu uwagi można przesadzić – kto ma dzieci nich sobie przypomni, a kto ma małe dzieci, to zobaczy pewnie nie raz taka sytuację: żłobek, przedszkole i występy – na jedno dziecko 2 rodziców i 4 dziadków, a każdy ma aparat, komórkę, kamerę. I gwiazda rośnie. Podobne sceny przy stołach rodzinnych np. dzieci przerywają rozmowy starszych itp. – jeden mały człowiek a absorbuje sobą cały świat. Jak tu potem nie być roszczeniowym?

Podobał mi się wpis dziewczyny od dawania porcji w małych kubeczkach!
Pozdrawiam h.

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  h.

Dzięki za fajne dopełnienie tego, co napisałam!

Sylwia
Sylwia
7 lat temu
Reply to  h.

Właśnie, uroczystości przedszkolne i szkolne przypominają dziś „ściankę” albo czerwony dywan. Może rodzice po prostu nie wiedzą, ze Pani wychowawczyni też robi zdjęcia (o ile przedrze się przez rodziców) i chętnie się nimi później podzieli :)

Kasia A.
Kasia A.
7 lat temu

nie zgodze sie. w coccodrillo kupuje czesto na wyprzedazach, dzis np kupilam bluzki po 20-30 zl. czesto tak robie, mlodszy nosi po starszym rzeczy tej firmy i wygladaja jak nowe, a co do pepco to na 1 dziecku po 1 praniu jak by byly innego rozmiaru i zmieniaja kolor :p ulubione jeansy syna (40zl) ulubiony zapinany sweter – w zasadzie jedyny jaki nosi, bo inne go ‚gryza’ (50zl) tez kupilam w tym sklepie na wyprzedazy. za normalne ceny nie kupuje, bo wg mnie tanio nie jest. natomiast to co syn nosi (w zasadzie w kolko piore bo jak cos mu pasuje, nie drapie, nie uwiera, to nosi ciagle) jest w bd stanie.

Zuzia
Zuzia
7 lat temu

Takie podejście jest łatwiejsze kiedy masz małe dziecko a wokół dorosłych, którzy myślą podobnie. Niestety mam w bliskiej rodzinie dziecko, które ma wszystko i po każdym spotkaniu tłumaczę mojej prawie 6-latce dlaczego jej nie kupię telefonu, konsoli itp. Widzę jednak jakieś światełko w tunelu – ostatnio zadałam córce czy wolałaby dostać tablet czy jechać z nami na wakacje i wybrała drugą opcję :)

Ilona Kostecka
7 lat temu
Reply to  Zuzia

Zdaję sobie sprawę, że teraz łatwo mi tak gadać, bo mam malutkie dziecko! Potem potrzeby będą rosły i pewnie umiejętność ich egzekwowania również! Plus wpływ rówieśników (doskonale pamiętam, jaka sama byłam ;)).

Justyna
Justyna
7 lat temu

Muszę coś koniecznie dziś dodać. W ogóle nie kupowałam w sklepach ubranek. Za to troszkę obkupiłam sie lumpeksie. Nie z oszczędności czy skąpstwa, bo jak pisałam wcześniej całą ciążę oszczędzałam jak wściekła, żeby teraz móc poszaleć. Po prostu znajoma mi podpowiedziała, że ona wszystkie ubranka dla córki kupiła w lumpeksie, a mi sie nieziemsko spodobały i sama postanowiłam iść jej krokiem. Oprócz tego, że ubranka są bardzo ciekawe, urocze i unikatowe, to są MEGA jakości. Składam pokłony odzieży używanej z Anglii. Dziś się wzięłam trochę za pranie wyprawki i jestem w szoku. Mam parę nowych rzeczy z Zary, HM, Tesco, Pepco, Cocodrillo, Smyka, które dostałam od bliskich i ni jak się mają jakością do ubranek z lumpeksu. Jak przebierałam w koszach to zwracałam uwagę głównie na estetykę i rozmiar, a dopiero dziś na jakość. I powaliła mnie na kolana, gdy porównałam z nowymi rzeczami. Bawełna mięciutka, „gęsta”, wszelkie suwaczki i zapięcia bardzo dobrze zabezpieczone, by nie drażnić skóry niemowlaka, ładne kształty i bardzo dobrej jakości nadruki i wzorki, nigdzie nie wystają żadne nitki czy elementy, które mogły by podrażniać.Metki bardzo czytelne, ale malutkie i raczej delikatne. Dodam, że za bodziaki, śpioszki, bluzeczki płaciłam po 2-3 zł. Rzeczy bardzo często nowe i jeszcze z metkami. Żałuję, że wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, bo zdecydowanie więcej bym kupowała

lavinka
7 lat temu
Reply to  Justyna

W lumpku kupiłam małej wyprawkę noworodkową, bo akurat przypadkiem zajrzałam i wygarnęłam pół kosza. Portem ten lumpek zamknęli, a w reszcie był słaby wybór (nie chciałam różowych). Teraz dziecko już tak szybko nie rośnie, poza tym zaczyna fochać na ubrania w stylu chcę tylko z kotkiem, albo tylko w paski, albo coś tam, więc boję się kupić cokolwiek, żeby się nie kurzyło w szafce. ;) W lumpkach jakość bywa bardzo różna, bo i źródła dostaw są różne. Ja już po prostu nie mam do tego siły (obkupowanie dwulatki wielkości trzylatki to ambitne zajęcie), ale dla niemowlaków z pewnością to i owo się dostanie. Tym bardziej, że one się bardziej brudzą jakoś (albo potem człowiek się już tak nie przejmuje plamami) ;)

Matka polka
Matka polka
7 lat temu
Reply to  Justyna

A u nas o dziwo wszystkie pajacyki i bodziaki z Anglii tak samo sie rozciagaly (zwl. przy szyi), jak polskie. Ostatnio kupilam corce pierwszy raz pajacyka w PEPCO i ani sie nie rozciagnal, ani nie zmienil koloru po co najmniej 10 juz praniach. Jegginsy tez fajne tam znalazlam i mala bardzo je lubi. Jakosc jest ok po wielu juz praniach. Cocodrillo tylko na wyprzedazach. tylko wtedy jest szansa na normalna cene. W zyciu nie kupilabym kurtki dziecku za 200 zl. Na pare miesiecy? Z powodzeniem mozna znalezc kurtke za 40 zl w innych sklepach.

Monika Mo
7 lat temu

Zgadzam się, że nie ma co szarżować z wydawaniem kasy na dziecko, ale ja w pierwszej kolejności to właśnie jemu zapewniam to co najlepsze – dopiero później myślę o sobie. I faktycznie, dzieciak zawsze ubrany w nowe, niezniszczone ciuchy, a ja jak lump (a ojciec zawsze jak manekin z wystawy, taki już nasz familijny urok). Oddałabym dzieciowi iPhone gdyby chciał, a nie byłoby mnie stać na drugiego (sama mogłabym korzystać z bylejakiego telefonu, whatever). I nie ma to nic wspólnego z dawaniem wszystkiego jak na tacy.
Po prostu trzeba mieć w życiu priorytety – dla mnie priorytetem niezmiennie, zawsze,w każdym momencie będzie dziecko,jego dobro, jego dobre samopoczucie, jego radość.

bodziaki
3 lat temu

Prawda, duuzo więcej wydaje na swoje dzieci, bardzo lubię bodziaki mamy tego mnóstwo :)