Coś, co każe się zatrzymać

DSC_2030p

Zwykły rodzinny weekend. Pewnie podobny do Twojego.

DSC_1963_p

DSC_1965

DSC_1973

Wybraliśmy się na Stary Rynek. Dziecko miało okazję zobaczyć w końcu poznańskie zabytki. Zwiedzaliśmy więc stare kościoły i chłodziliśmy się w cieniu katedry. Po drodze podziwialiśmy fasady zabytkowych kamienic i opowiadaliśmy sobie ich historie…

Żartuję przecież! Zdaję sobie sprawę z tego, że moje roczne dziecko nie byłoby tym w ogóle zainteresowane. Zresztą, ja też nie do końca jestem.

DSC_2055

DSC_2064

DSC_1983

DSC_1937

W mieście pociąga mnie zgoła co innego! Lubię czasami stać się częścią tego tętniącego życiem organizmu, pozwolić mu się połknąć i strawić. Uczestniczyć w festiwalu szczęścia, jaki rozgrywa się w restauracyjnych ogródkach, zamówić największy lodowy deser, jaki znajdę w menu, a wieczorem poczuć na języku smak pszenicznego piwa.

I właśnie pośród całego tego rozgardiaszu, na jednej z bocznych ulic coś, co każe się zatrzymać. Obok anarchistycznych napisów na murze, kolorowych plakatów wyborczych z wypisanymi wielkimi literami nośnymi hasłami, za którymi nigdy nie idą czyny – tablica.

DSC_2037

Co byście na niej zapisali? Zastanawialiście się kiedyś nad tym?

Jesteście ciekawi, co bym napisała ja?

Z tego, że ludzie odchodzą, z całą jasnością zdałam sobie sprawę dopiero podczas porodu. Wtedy, kiedy mój syn urodził się nieprzytomny. Kiedy reanimowali go w rogu sali, jakiś kłębek dusznych myśli stanął w moim gardle: „Już? To wszystko? Tak nagle kończy się życie? Bez sensu!”. Wszystko bardzo poza moją świadomością. Racjonalnie zaczęłam pojmować dopiero wtedy, kiedy usłyszałam jego płacz. Gdybym nie usłyszała, prawdopodobnie zostałabym w tamtym miejscu na zawsze. Obok siebie. Niczego nie rozumiejąc. Nie znajdując odpowiedzi na zadane pytania. Nie chcąc myśleć.

Nie lubię wracać do tamtych chwil. Udało się. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie zaczną mnie dusić słowa: „Już? To wszystko? Tak nagle kończy się życie? Bez sensu!”. Każdego dnia mogę się do mojego dziecka przytulić, pocałować, powiedzieć, że kocham! Pewnie tylko tyle zapisałabym, gdybym miała przy sobie kredę.

DSC_1996p

DSC_2005p

DSC_2003p

Aż tyle…

DSC_2006p

(806 odwiedzin wpisu)
Subscribe
Powiadom o
guest
16 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Basia

Okulary Converse? Gdzie takie można dostać?

Ilona Kostecka

TKMaxx – 79,90 (filtr 3).

annNS

HA HA – tez je kiedys mierzylam w TKju :P

a tych chwil – nie zazdroszcze…nawet nie dopuszczam do siebie takich mysli, ze komus z moich bliskich, a tym bardziej dzieciom moglo by sie stac cos zlego, cokolwiek!!…(choc ‚drobne’ zlamania juz sie przydazyly;)

Ewa

Treść stopniowo prowadząca do głębszych przemyśleń. Poświęcasz swój czas, przywołujesz emocje niekoniecznie pozytywne, chcesz by słowa poruszyły, a w jedynym jak narazie komentarzu pytanie o to, gdzie można kupić okulary… Brak mi słów.

Piotr

Ludzie są wstydliwi chyba. ;)

B.zbierzność imion przypadkowa

Zgadzam się, tekst świetny (jak 99,9% tekstów na tym blogu), a pod nim pytanie o okulary, bez komentarza… :-P
Wracając do tematu. Pamietam jak przed porodem bałam się takiej sytuacji jaką opisałaś Mamuniu, sen z powiek spędzało mi to że coś pójdzie nie tak, naszczeście poród zakończył się szcześliwie, ale moje obawy nie były bezpodstawne – syn okazał się dużo, DUŻO większy niż wszyscy się spodziewali(u Ciebie było chyba podobnie) i było ciężko, oj ciężko. Dlatego wspomnienia tamtych chwil pozostaną we mnie na zawsze i na tablicy napisałabym coś podobnego.

Czytelniczka

Dajcie spokoj, czepiacie sie :-) Przeciez co jest w tym zlego, ze ktos sie zapytal o okulary?! Tekst tekstem, jednak nie jestesmy na stypie..Wiecej luzu & nie brac wszystkiego na powaznie, czyz nie Pani Ilono?

Ilona Kostecka

Więcej luuuzu… Ilona jestem!

Czytelniczka

Ok Ilona, milo mi – Ja jestem Malgosia :-) Mam nadzieje, ze sie nie obrazilas, nie mysl prosze, ze lekcewaze Twoj wpis, po prostu nie widze nic zlego w tym, iz ktos zapytal o marke okularow, mimo okolicznosci tego wpisu. To „wiecej luzu ” bylo skierowane do osob, ktorzy zbiorowo krytykuja zwylky komentarz…..I jeszcze jedno: Na szczescie wszystko sie dobrze zakonczylo, masz zdrowego synka. Ilona ludzie naprawde maja gorsze problemy, chore dzieci itd. Glowoa do gory!

Ilona Kostecka

Wiem, zdaję sobie sprawę i właśnie za to zdrowie najbliższych każdego dnia dziękuję :).

Gosia

Ja doświadczyłam ostateczności w chwili śmierci mojej Mamy. Wcześniej te sprawy jakby do mnie nie docierały. Wiadomo, śmierć istnieje, słyszymy o niej niemal co dzień dokoła, ale nas przecież nie dotyczy, prawda? To inni umierają. Nas i naszych bliskich ONA nie dosięgnie. Nieeee. Nas nie! No a jeśli już, to kiedyś tam….w innej bajce, jak już będziemy starzy i sami tego zechcemy. A jednak….Uczucie nie do opisania. Coś jakby biec i nagle z trzaskiem rozbić się o szybę, która pojawiła się nie wiadomo skąd, nieproszona. No bo jak to? Co się stało? O co chodzi? Ale to przecież niemożliwe – dudni w głowie, a głowa zdaje się rozpadać na milion kawałków. Jutro się obudzę i wszystko będzie po staremu….. Nie będzie. KONIEC. Nie ma odwrotu. A potem kolejny KONIEC: „nie jest dobrze…” – słyszę od lekarza wykonującego usg – „serce nie bije”. I znów pytanie: o czym on mówi??? Jak to nie bije?…. Moje dziecko się nie urodzi??? Przecież jest tam. Widzę go dokładnie w monitorze….Nie rusza się. Nieeee, to nie możliwe. Przecież ja już wyczerpałam limit KOŃCÓW. A jednak. Od tamtych chwil minęło kilka lat i funkcjonuję już „normalnie”, jednak inaczej niż kiedyś. Wskoczyłam z powrotem na tor życia, ale teraz juz wiem, ze ten tor w każdej chwili może się skończyć.

Ilona Kostecka

Bardzo współczuję :(.

Dokładnie to miałam na myśli – niby wiemy, ale póki nas to bezpośrednio nie dotyczy, czujemy się nieśmiertelni (i za nieśmiertelnych uważamy naszych bliskich), a przez to często marnotrawimy chwile, które nam dano.

Magdalena Rowińska

Hmm pewnie napisałabym : „powiedzieć – kocham Cię – najbliższym osobom i właśnie przytulić”…
współczuję takich przeżyć, to musiała być okropna chwila. Plamiłam na początku ciąży i bałam się, że nigdy nie poznam mojego dziecka, a Ty przeszłaś coś gorszego. Najważniejsze, że wszystko skończyło się dobrze! ;-) śliczny synek!

Anna Bartnik

Częściej zastanawiam się, czego bym nie chciała. Zostawiam to jednak niewypowiedziane w jakiejś obawie, że nie wyjdzie.

Mario

Ale fajnego ma Pani synka. Ciekawy blog Pani prowadzi o Roberciku, pozdrawiam -były uczeń Mario Kiliński ;)

Mario Kiliński

Witam Pani Ilono! Bardzo ciekawy blog, pogratulować Robercika . Ładnie Pani w nowej fryzurze ;) Pozdrawiam były uczeń Mario Kiliński .