Mum and the city

Znam sekret tak zwanej „perfekcyjnej mamy”!

9 lipca 2018

Najłatwiej założyć, że one nie istnieją. I jeśli jakakolwiek kobieta twierdzi, że wszystko idzie jej jak z płatka, to znaczy, że ściemnia. W ogóle te instagramowe profile, na których dziecko zawsze w wyprasowanej sukience, a w domu czysto i mama wymalowana, to taka ściema pod publiczkę. Ale hej! Zastanów się dobrze. Naprawdę nie znasz takich kobiet?

Bo ja przyznam szczerze, że znam kilka. Pewnie dlatego, że obracam się w tym świecie, jeżdżę na różne eventy i widzę, że ta blogerka, która zawsze tak świetnie wygląda na ekranie mojego komputera (czy telefonu), to nie robi mi tego na złość, tylko po prostu taka jest.

Bo perfekcyjne mamy istnieją!
Chociaż sama długo wypierałam ten fakt ze swojej świadomości.

Jednak trzeba się dobrze rozejrzeć, żeby je zobaczyć. Pewnie trochę dlatego, że dzisiaj łatwiej przyznać się do tego, co nam nie wyszło, niż właśnie, że świetnie sobie ze swoim życiem radzimy. Zawsze jednak więcej lajków dostanie matka, która w zabawny sposób opisze, jak to chowa się z telefonem w klopie lub jak dziecko zarzygało jej sukienkę niż ta, która pochwali się, że codziennie chodzi na fitness lub gotuje zdrowe, dwudaniowe obiady.

A może zamiast wciskać ze wściekłością ikonkę: „unfollow” pod perfekcyjnym zdjęciem perfekcyjnej mamy, powinnyśmy zastanowić się, co ona u diaska takiego robi, że niemal wszystko jej wychodzi? Może zamiast się na nią wściekać za własne niepowodzenia, mogłybyśmy się czegoś od niej nauczyć?

Więc ja się przyjrzałam! I wyszło mi z tego kilka nauk na przyszłość. Raczej takich pocieszających niż wkurzających ;).


Otóż, perfekcyjna mama:


1. Ma starsze dzieci.

Serio. Nie znam matki, która ma porządek w domu, pełen make up i obiad na stole oraz… Roczniaka na karku.

Te z młodszymi dziećmi w jakiś naturalny sposób na kilka/kilkanaście miesięcy po prostu podupadają. Na ich głowie zamiast wystylizowanej fryzury częściej można zobaczyć krzywo zebranego koczka, a na tyłku dresy zamiast sukienki. Jednak jest taki okres – zazwyczaj gdy dziecko kończy dwa/trzy lata i idzie do przedszkola – gdy matka owa odżywa. Trzepocze długimi rzęsami, usta maluje na czerwono i prezentuje światu piękne kolory nowej hybrydy. Kupuje karnet na siłownię albo zaszywa się w kuchni, gdzie wprost szaleje nad garnkami.

To całkiem naturalne, że w życiu każdej z nas jest czas, który musimy poświęcić dzieciom i czas, kiedy możemy zadbać o siebie.

Gdy pod nogami plącze ci się małe dziecko, nie martw się zupełnie tym, że daleko ci do idealnej mamy z Instagrama. Uwierz mi, jeszcze kilka miesięcy temu ona też wyglądała zupełnie inaczej!


2. Może się pochwalić zaangażowanym partnerem.

Za każdą mamą, która ma czas na wszystko, wcale nie stoi przegrzeczne dziecko, a… Przekochany facet! Taki, co to zabierze latorośle na dwugodzinny spacer, żeby szanowna małżonka mogła poleżeć sobie w wannie. Taki, co to nie robi miny zbitego psa, gdy usłyszy, że ukochana idzie na kilka godzin do fryzjera. Taki, co nie rozkłada bezradnie rąk, kiedy trzeba ugotować obiad albo przebrać pościel.

Jeśli więc ciężko ci ze wszystkim nadążyć, bo twój partner mało się angażuje w życie rodzinne, nie sobie powinnaś robić wyrzuty, tylko właśnie jemu!


3. Korzysta z pomocy.

Rozmawiałam z wieloma pracującymi mamami, które twierdzą, że mają czas dla dzieci, porządek w domu i codziennie obiad na stole. Za każdym razem okazywało się, że mają również: nianię. Albo panią, która raz w tygodniu przychodzi do nich posprzątać. Lub dietę pudełkową. Czasami też babcię za ścianą. Nierzadko też mają wszystko to na raz!

Tak. Dzisiaj czas można sobie zwyczajnie… kupić. I naprawdę nie ma w tym niczego złego!


4. Wcale nie robi więcej. Po prostu robi to mądrzej. Bo planuje.

Kiedy byłam jeszcze mamą jednego dziecka, a mój blog raczkował, mądrowałam się, że mam wszystko w głowie. Że kalendarze, organizery, planery czy inne alarmy przypominające w telefonie – z których namiętnie korzystał Piotr – są może dobre… Dla ludzi z krótką pamięcią!

Teraz sama mam 3 kalendarze: w telefonie, na biurku i wielki rodzinny na ścianie. Do tego listę „to do” na każdy dzień przy komputerze, gdzie zapisuję sobie godzina po godzinie, że rano siłownia, potem zdjęcia, w międzyczasie telekonferencja i ludzie od kostki brukowej, następnie maile oraz wpis, a na końcu bilans dwulatka tudzież wizyta u laryngologa. Wiem już, że wcześniej nie potrzebowałam kalendarza wcale nie dlatego, że miałam taką fenomenalną pamięć :). Po prostu miałam mało zadań na głowie.

Niestety, nie potrafię jeszcze planować posiłków, przez co tracę zbyt dużo czasu na zakupy (bo zabrakło śmietany. Albo ziemniaków), nie planuję również prostych zadań domowych typu pranie (robię, jak mąż przyjdzie na skargę, że nie ma w co ubrać siebie i dzieci). Ale znam mamy, które co środę robią pranie, co piątek zakupy, a co niedzielę gotują 7 obiadów dokładnie na cały tydzień. No, czy to nie jest genialne?


5. Chodzi wcześnie spać. I wcześnie wstaje.

Żeby zmieścić wiele zadań w ciągu dnia, trzeba wcześnie wstać. Żeby mieć na to siły, trzeba wcześnie iść spać. I właśnie bycia takim rannym ptaszkiem mogłabym się od perfekcyjnej mamy nauczyć.

A ty? Jak myślisz? Lepiej je nienawidzić, czy po prostu się nimi inspirować?


JEŚLI CI SIĘ PODOBA, PODAJ DALEJ!


Dziękuję, że jesteś ze mną!

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Znam sekret tak zwanej „perfekcyjnej mamy”!"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
e-milka
Gość
e-milka
Mnie to lata zabralo, by przestac sie ciagle czuc „ta gorsza”. Bo wlasnie jest tak, jak piszesz – mam bardzo podobne obserwacje. I jeszcze jedno – naprawde – priorytety. Znacie to pytanie „Chcialo ci sie?”. Ja znam. No wlasnie – owszem, chcialo mi sie zrobic torcik w ksztalcie lokomotywy, no owszem, uszylam sukienke Elsy, no owszem, pojechalam z dziecmi do Poczdamu, bo byl piknik z ich ukochana telewizja. Chcialo mi sie dokonczyc studia przy corce i nostryfikowac przy dwojgu. I codziennie swiezo gotuje. Ale… moje okna sa powiedzmy nie za bardzo przezroczyste. Kuchenke doszorowuje raz na jakis czas. Zeby rozwijac… Czytaj więcej »
Magdalena
Gość
Magdalena

Jest wiele czynników o których możnaby jeszcze pisać Bo mój partner pomaga ale w zasadzie prawie wszystkie weekendy pracuje i oboje jesteśmy zapracowani Niania to drogi wydatek więc ograniczamy się do opieki płatnej na czas naszej pracy (i tak wychodzi to nam znacznie drożej niż choćby pu liczne przedszkole) Mamy bardzo absorbujące dziecko którego lepiej nie spuszczać z oka więc czasu wolnego tak na dobrą sprawę nie ma żadnego z nas Zadbana staram się być tyle co na prasowanie czy kąpiel uda mi się jakoś czasu znaleźć ale na rozrywkę i czas dla siebie już nie

Monika
Gość

To prawda, dużo zależy od mojego męża. Nie krzywi się, że idę do fryzjera i będę tam długo. Cieszy się, że może spędzić trochę czasu ze swoim dzieckiem. Przygotuje mu kolację, pójdzie na spacer, ubierze i tak dalej.

Alicja
Gość
Alicja

Witam wszystkie mamy i wszystkich bezdzietnych:))) Sama jeszcze dzieci nie posiadam, jednak czytając tego bloga sporo już na ten temat wiem (Oczywiście przyszłość to zweryfikuje:)) Ale naprawdę bardzo wielu ciekawych rzeczy się TU dowiedziałam:) Niestety w moim najbliższym otoczeniu nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać na ten temat (wyłącznie mąż). Wszystkie szwagierki, siostry, ciotki, które rodziły to tzw. Janusze i Grażyny:D A czytając bloga znajduję odpowiedź na wszystkie nurtujące pytania:))) Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do lektury!

error: Content is protected !!