Mum and the city

Zastanawiałaś się kiedyś, kto wrzuca petardy do barów z kebabem?

12 stycznia 2017

DSC_6656

Nie lubię przemocy. W sumie nie lubię to mało powiedziane, bo gdybym miała stworzyć listę rzeczy, których NIE TOLERUJĘ, przemoc spokojnie znalazłaby się w top 3: zaraz za zdradą i kradzieżą. Nigdy nie wiem, jak reagować, kiedy ktoś jest wobec mnie agresywny. Nawet słownie. Zazwyczaj odwracam się wtedy na pięcie, no bo kurczę, atak jest mi tak obcy jak noszenie różowych stringów przy dwudziestostopniowym mrozie. Nie. I jeszcze raz nie. Nie rozumiem tego, nie praktykuję, może inni tak, ale ja dziękuję bardzo.

Wyobraź więc sobie moją minę, kiedy pewnego dnia mój synek po powrocie z przedszkola, jak gdyby nigdy nic powiedział:

– Chłopiec mnie bije.

Zamarłam. W połowie czynności, a że jadłam właśnie zupę pomidorową, to zamarłam z łyżką w górze. Po czym zamrugałam. I przełknęłam ślinę. Niby powinnam się spodziewać, że kiedyś coś takiego się wydarzy, ale cholipka jasna, no! Nie spodziewałam się.

Szybko jednak odzyskałam przytomność umysłu, w końcu – hej! Biją mi dziecko! Muszę coś z tym zrobić! Więc odłożyłam łyżkę i ruszyłam w kierunku szafki, w której trzymam zdjęcie grupowe mojego przedszkolaka. Położyłam to zdjęcie przed nim i starając się opanować, wydukałam przez zaciśnięte zęby:

– Który to?

Pokazał chłopca, na którego przedszkolanka skarżyła się matce nie raz, nie dwa w szatni, co matka kwitowała niefrasobliwym: „No taki już jest ten mój maluch!”.

– A pani na to reaguje? – zapytałam Kostka dla usystematyzowania wiedzy.
– Pani nie pśeśkadza jak chłopcy się bawią. Tylko w tlakcie leźakowania nie moźna – odpowiedział.

Aha. Wolałabym co prawda usłyszeć inną odpowiedź, ale czy miałam o to pretensje do pani? Nieee…

PRETENSJE MAM DO CIEBIE, RODZICU

Tak, do ciebie.

Do każdego rodzica, który podnosi rękę na swoje dziecko, dając tym samym najgorszy z możliwych przykładów.

Do każdego, który nie filtruje treści przyswajanych przez dziecko – czy to w bajkach, czy w grach – pozwalając, aby na co dzień było świadkiem agresji. Jeśli nie w domu, to na ekranie.

Ale też do każdej uśmiechniętej matki, która na placu zabaw, na widok naparzającego inne dzieci synka, łagodnym upomnieniem: „Krzysiu…” próbuje przywołać swoje dziecko do porządku. Tak jakby nic takiego się nie stało.

Albo wręcz odwraca wzrok, udając, że tego nie widzi.

Do każdej, która niby nie, niby nie można, nie popychaj Adasia, ale uśmiecha się z rozczuleniem i z tym błyskiem w oku: „No zuch chłopak! Poradzi sobie w życiu!”.

Do rodzica, który na słowa dziecka: „On mnie bije!” odpowiada: „To mu oddaj!”.

DSC_6654

TO TYLKO DZIECI?

To nie jest tak, że twoje dziecko jest dzielne, bo bije i wygrywa, a inne to frajer, bo nie potrafi się bronić. Całe szczęście żyjemy w XXI wieku i nie musimy jak zwierzęta zagryzać się o kawałek mięsa (czy zabawkę), bo potrafimy się KOMUNIKOWAĆ.

Dzisiaj to jeszcze dziecko, które tłucze po głowie inne dziecko klockiem, kiedy chce dostać jego autko. Dzisiaj z boku to może wyglądać całkiem niewinnie i zabawnie, ale zapewniam cię, że niewinne i zabawne wcale nie jest. Bo nigdy nie wiesz, czy za 15-20 lat to właśnie twoje dziecko nie będzie wrzucać petard i kamieni do każdego baru z kebabem tylko dlatego, że za ladą stoi obcokrajowiec.

Nigdy nie wiesz, czy to o nim nie będą pisać wszystkie gazety, że zwyrodnialec podniósł rękę na niemowlę, które „za głośno płakało”.

Tutaj nie ma łatwych do pokazania granic: tak, do tego momentu możesz się bić, ale od tego już nie. Albo że we własnej obronie tak, bo przecież ci, którzy atakują budki z kebabem też we własnej (i swojego narodu!) obronie.

Podobno nic nie jest na tym świecie czarno-białe, ale to jedno tak: ucząc tolerancji dla przemocy, uczysz zła.

DSC_6670

__________________________________________________________________________________________________________________

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • Olga

    To ja pod tym tekstem wkleję link do książki o wychowaniu, którą ostatnio przeczytałam i polecam :) „Jak mówić żeby dzieci nas słuchały jak słuchać żeby dzieci do nas mówiły” – naprawdę można dowiedzieć się o tym jak rozmawiać. A jak potrafimy rozmawiać z naszym dzieckiem to ono będzie potrafiło rozmawiać z innymi dziećmi ;)
    http://www.ceneo.pl/22281873

  • Marzena Herok

    Troszeczkę sie nie zgodzę. Zanim zostałam mamą tez wierzyłam, że dziecko które źle się zachowuje, bije inne dzieci poniekąd wynosi to z domu (bajki, zachowanie rodziców itp.). Nic bardziej mylnego! Twój synek to „łagodne” dziecko? Na pewno w dużej mierze to zasługa Waszego wychowywania ale tez genów, temperamentu. Mój prawie 3 letni starszak to świetny gość, wybitnie zdolny jak to ujmują panie z przedszkola, do którego chodzi od 3 miesięcy (zdolności poznawcze wybijają sie ponad grupę wiekowa). Jest bardzo energiczny, szybki, głośny. Poświęcamy mu ogrom czasu i uwagi, bajki ogląda wyłącznie na youtube, raczej filmiki z piosenkami/ rymowankami, i to również w rozsądnych ilościach. W naszym domu nie ma przemocy ani tej fizycznej ani słownej…jednak nasz syn bije inne dzieci, zdarza mu sie uderzać nas, rocznego braciszka. Tłumaczymy do znudzenia ze to boli, „karzemy” zabraniem z placu zabaw, odebraniem na dobę zabawki którą w złości uderzył o ścianę itp… póki co z marnym skutkiem. Wierzymy ze podrośnie i cos do niego z naszej gadaniny dotrze. Nie pozwalamy krzywdzić innych, ale komentarze w stylu zle wychowany, za dużo bajek tez na krzywdzą. Pomysl o tym. Pisze ten komentarz bo wierze ze z podobnym problemem borykają sie inni rodzice.

    • Tak! U nas to na pewno kwestia temperamentu (ja i mój mąż byliśmy właśnie spokojnymi dziećmi).

      I ja nie mam absolutnie pretensji do rodziców, którzy coś robią, tylko właśnie do tych, którzy nie reagują (sama spotykam takie matki np. na salkach zabaw, dopóki ja „nie widzę” to one też nie widzą, że ich dziecko wyrywa mojemu zabawkę albo je popycha, ale jak wstanę, to one nagle też się budzą – bardzo tego nie lubię).

      Ogólnie wpis napisałam pod wpływem emocji, ale mam zamiar pogłębić temat, porozmawiać o tym z psychologiem i już na spokojnie stworzyć oddzielny, merytoryczny post z zagadnieniami: skąd bierze się agresja u dzieci i jak temu przeciwdziałać. Mam nadzieję, że komuś pomogę :).

      • Marzena Herok

        W takim razie czekam na Twój „agresywny” wpis…może jest jakis zloty środek na poskromienie małego agresora, chociaż ciut. Plusem u nas jest to, że synek sam z siebie raczej nie atakuje. Głównie to obrona przed zabraniem zabawki, albo domniemanym zabraniem gdy inne dziecko się do niego zbliża; nie chce przepraszać, wpada w jeszcze większą złość. Wie, że robi źle- zdarzają mu sie refleksje pare godzin później. Na wizytę u psychologa mamy myślę jeszcze czas, liczę ze tego typu zachowania będą tracić na sile z czasem.

      • Marta

        Skoro mówisz żeby nie mówić dziecku ze ma oddać jak ktoś go bije. To co odpowiedziałaś, poradzilas synowi, ma pozwalać się bić?

        • Nauczyłam go komunikować temu chłopcu: „Nie bij mnie”/”Nie rób tak”/”To mnie boli”/”Nie chcę się z tobą bawić, jak tak się zachowujesz”, itp.

    • Agresja bierze się również z emocji, które dziecko ma w sobie i nie może sobie z nimi poradzić wynikających np. z niezaspokojonych potrzeb, zbyt dużych oczekiwań, trudności z relacjami z kolegami itp. Może to być agresja słowna, może być siłowa. Ja bym poszła w takiej sytuacji na rozmowę z psychologiem dziecięcym. Ale na początku bez dziecka. Żeby się skonsultować, bo z tego co Pani pisze, syn jest bardzo ekspresyjny.

      • Agniecha

        Niestety my borykamy się z podobnymi problemami synek na juz 4 lata jest bardzo emocjonalny.W przedszkolu polaczenie anioła stróża ze strażnikiem Teksasu żadnej przemocy a po powrocie zachowanie się zmienia. Emocjie się uwalniają. Agresja w stosunku do rocznego brata do nas to jest nie do powstrzymania. Byłam już u wielu psychologów. Jeden odsyła nas do drugiego.A to wina moja bo jestem za bardzo poukładana a to wina ojca że pracuje w delegacji i tak ciągle.Zaburzenie integracji sensorycznej to jest nasza najnowsza diagnoza.Działamy w tym kierunku i długa droga przed nami.

        • Tak, niestety to jest straszne, że u nas tak trudno postawić diagnozę i uzyskać pomoc. Mam wrażenie, że wynika to z niskiej kompetencji specjalistów. Kiedyś miałam doświadczenie z original play. Świetna rzecz dla rozładowania napięcia, dla poprawy relacji z dzieckiem. Bawisz się z dzieckiem jak małe szczeniaki. Zobacz w internecie. Wystarczy dywan, trawa i dobry humor :-). Naprawdę polecam :-)

          • Agniecha

            Dziękuję na pewno sprawdzę i wykorzystam.A co do specjalistów to jest ich garstka a ceny kosmiczne. Zaburzenia integracji sensorycznej to zazwyczaj rok pracy dzień w dzień i raz w tygodniu 45 min. ze specjalistą. Ale ja już wiem że warto.

        • pestki

          U nas dokładnie to samo. W przedszkolu anioł w domu diabełek. Co prawda my jeszcze tego nie diagnozowaliśmy u specjalistów ale coraz cześciej nad tym się zastanawiam.

          • Agniecha

            Akurat taka reakcja podobno jest normalna.Dziecko grzeczne w przedszkolu musi odreagować w domu.Nas zaniepokoił płacz w przedszkolu,strach przed obcymi paniami izolacja od rówieśników. A to już drugi rok przedszkola. Do tego napięcie mięśniowe a skończyło się na tikach i jąkaniu. Psycholog stwierdziła że w ciele czterolatka jest inteligencja siedmio latka a emocje trzylatka. Więc przedszkole teraz upiera się aby przenieść go do zerówki. Nie zważając na jego emocje. Ciągła walka nas wykańcza bo jak z małym jest już stabilnie to przedszkole wydziwia. I co rano walka o pójście tam płacz i zapewnienie że będzie super i mama szybko wróci.

          • pestki

            Tak słyszałam o tym odreagowywaniu w domu i niby mnie to uspokajało ale jednak trudno pogodzić się z taka agresją u dziecka.
            U nas też przez chwilę były tiki. Mruganie oczami, zgrzytanie zębami i obgryzanie paznokci, wszystko w jednym czasie. Na szczęście po trzech miesiącach w przedszkolu minęło. Mam nadzieję bezpowrotnie. Też był płacz w przedszkolu i nieufność wobec Pań przedszkolanek. Teraz jak odbieram go to sam mówi, że dzisiaj nie płakał i się uśmiecha, No chyba że płakał bo ktoś bawił się zabawką którą on chciał się bawić.

  • e-milka

    Bardzo trudny temat. Jako mama dzieci plci obojga zauwazam rzeczywiscie roznice w agresji. Nie, zeby corka nie miewala takich przejawow, ale jednak latwiej i szybciej mozna bylo do niej dotrzec tlumaczeniem. Nie wiem, czy temperament czy jednak testosteron – corka ugryzla mnie raz podczas karmienia, u synka czasem karmilam pelna napiecia, czy nie sprobuje znowu. Pamietam tez wczesne zabawy np. w wannie. Podczas gdy u kaczuszek coreczki gotowal sie obiad, kaczuszki synka konczyly wiekszosc zabaw z podzialem na role „bijatyka”. Dzieci nie maja zabawek militarnych, ale to u synka patyk czesciej staje sie mieczem, a nawet: „Pif, paf i nie zyjesz!”. Czytalam kilka ksiazek o wychowywaniu chlopcow i do tej pory nie wiem, jak prawidlowo reagowac na chlopiece zachowanie. Umberto Eco, sam pacyfista, napisal kiedys ze kupi synkowi wszystkie militarne zabawki, by „wyzyl sie” juz w dziecinstwie. Oczywiscie ucze tolerancji przede wszystkim tez przez to, ze staram sie nie ulegac stereotypom i oceniac. Z reszta w naszej sytuacji bylby to taniec na wulkanie – sami jestesmy rodzinka tricolor. Natomiast takie sytuacje jak Utoia wywoluja u mnie pytanie – jak ustrzec dziecko, by nie bylo calkiem bezradne wobec przemocy. Gdzie jest granica miedzy potyczkami mlodych byczkow a zimna, bezuczuciowa przemoca. Czekam na drugi post, moze uda nam sie dojsc do jakis wnioskow.

  • Agniecha

    To u nas inna sytuacja.Młody wraca z przedszkola od początku jest jakiś zmieszany. W końcu po kolacji ciśnienie puszcza. Płacz bo kolega go bije. Ja oczywiście jak powyżej fotka i pokaż który. OK. Kolejne pytanie co na to pani? I tu mnie wmurowalo.Pani mówi że jak ktoś bije to trzeba oddać. Nie wierzyłam wiec sprawdziłam. I niestety to prawda. Zasada oko za oko jest stosowana przez naszą przedszkolankę z 25-cio letnim stażem Pozdrawiam.

    • e-milka

      Bylam tzw. grzecznym dzieckiem. Owszem potrafilam stanac w czyjes obronie, ale nigdy nie zaczepialam. Na naszym podworku byl „zboj”. Wiecie, taki kilkulatek zaledwie, ale pelen agresji. Taki, ktory jak rzucil sniezka to ze szklem, jak znalazl kota to zameczyl etc. Oczywiscie, wina rodzicow, ale to byly tez czasy, kiedy dzieci biegaly samopas, wiec pewnie wiele jego wybrykow do nich nawet nie dotarlo. Z reszta – w domu trzech chlopcow. Zboj byl od nas mlodszy, ale nie raz dokuczyl nam. Skargi nie pomagaly. Pewnego dnia znalazlysmy z kolezanka kawalek kabla, zlapalysmy go i spuscilysmy mu manto. Nie, zebym byla z tego dumna, ale poskutkowalo, juz nigdy nie posunal sie tak daleko w stosunku do nas. Niestety, tak byl nauczony – boj sie silniejszych, drecz slabszych.