Mum and the city

Zapraszam do mnie wszystkich, którzy się dziwią, czym niby jestem zmęczona!

23 lutego 2017

DSC_7287

O matkach siedzących w domu zwykle mówi się, że mają duuużo wolnego czasu. Że śpią do południa, a potem oglądają seriale brazylijskie czy inne „Trudne sprawy” na TVN-ie. Czasami owszem, ruszą się z kanapy, żeby podać dziecku zabawkę, ale to dziecko w wyobrażeniach wielu to takie samoobsługowe jest, więcej śpi niż wymaga, więc jeśli siedzisz w domu i nie masz czystych okien oraz podłogi, z której można jeść, to znaczy, żeś leń śmierdzący albo nie potrafisz się dobrze zorganizować. Sama wielokrotnie zastanawiałam się, jak to jest, że tak mało w ciągu dnia przy moich dwóch brzdącach udaje mi się zrobić? Może faktycznie jest w tym odrobina prawdy, że czas mi przez palce przecieka, że marnotrawię go na bzdury? Dlatego postanowiłam przyjrzeć się mojemu typowemu dniu i znaleźć odpowiedź na pytanie: czym ja u diaska jestem taka zmęczona, skoro tylko siedzę z dziećmi w domu? W dodatku mam męża do pomocy i naprawdę nie wiem, jak robią to matki, które do wieczora są same…

DSC_7314

7:00 – WSTAWAJ, SZKODA DNIA!

Budzi mnie krzyk. Krzyczy zazwyczaj Basia, jakby ją co najmniej stado wilków w ciemnym lesie dopadło, ale nie, stała się rzecz straszniejsza! Smoczek wypadł z buzi! Albo krzyczy Kostek, że chce pić, a jak on chce pić, to ma być już, teraz, a nie że za minutę albo pięć.

Otwieram powoli oko, najpierw jedno i już wtedy do mnie dociera, że katastrofa lotnicza, która mi się śniła to nic zupełnie w porównaniu z katastrofą lądową, która dzieje się właśnie na jawie. Uczucie obowiązku każe mi wstać natychmiast, ale też jest coś takiego w mojej głowie, co każe mi leżeć. Nie wiem, lenistwo może lub całkiem dobrze rozwinięty instynkt samozachowawczy? Bo na dole krzyczy już cała trójka, włącznie z moim mężem.

Który nagle staje w drzwiach i wrzuca mi do łóżka Basię, bo na dole Kostek czeka ubrany w kurtkę, żeby go zawieźć do przedszkola. Płacze, bo najpierw nie chciał śniadania, ale jak teraz to śniadanie zostało na stole, to nagle zgłodniał. Z chęcią bym podsłuchała, co z tego wyniknie, ale nie słyszę już nic, bo Basia ogłuszyła mnie jednym celnym kopnięciem. To znaczy wstać trzeba jednak, bo ona chce się bawić, a nie tu ze mną leżeć.

Kiedy szykuję dla nas śniadanie, do domu wraca Piotr z miną pt.: „Nie mów do mnie TERAZ!”, bo ostatnio to on ma ten zaszczyt i przyjemność wstawać w nocy do dzieci. Nie mówię więc nic, kiedy kieruje swoje kroki prosto do sypialni. Co prawda trochę sobie współczuję, że zostaję sama na placu boju, ale jemu współczuję bardziej tych pobudek o trzeciej nad ranem. A potem o czwartej, piątej i szóstej. Bo ja mam przynajmniej kawę! I sok jagodowy w kaszce, a nic tak nie podnosi ciśnienia, jak właśnie ten sok.

DSC_7222

DSC_7239

DSC_7241

DSC_7245

DSC_7284

Zwłaszcza, że więcej ląduje na brzuchu niż w brzuchu Basi, ale przecież szczęśliwi prania nie liczą!

DSC_7336

10:00 – 13:00 GDY NIE MA DZIECI W DOMU, TO JESTEŚMY NIEGRZECZNI, CZYLI STARSZAK W PRZEDSZKOLU :)

Piotr wstaje akurat w chwili, w której kończą mi się pomysły na zabawę z Basią. Trochę kokietuję, bo pomysły skończyły się o ósmej zero pięć, ale nie wiem, czy to wypada na blogu parentingowym takie rzeczy pisać?

W każdym razie w teorii zaczyna się właśnie czas, który mogę poświęcić na pisanie. ALE w teorii to ja miałam być najlepiej zorganizowaną matką na świecie! Tymczasem odpisuję na maile, które przyszły przed chwilą, a na które powinnam była odpisać godzinę temu, czyli wczoraj, wypisuję umowy i koperty albo obrabiam zdjęcia. Czasami takiego pilnego maila dostaje Piotr w sprawie konferencji, więc wymieniamy się Basią nad naszymi komputerami i zastanawiamy, dlaczego doba nie trwa na przykład, bo ja wiem… 36 godzin?

No ale Basia trze już oczy, co oznacza, że tego z nas, kto ma mniej roboty papierkowej, czeka godzina w porywie do półtorej w ciemnym pokoju, przy relaksującym dźwięku suszarki. Ten, kto stwierdził, że nie sztuką jest uśpić dziecko, sztuką jest odłożyć, na bank podglądała nas i naszą córkę w sypialni…

14:00 – 15:00 PRZERWA OBIADOWA

O 13 kończy się mój – ekhem… – czas na pisanie, bo obiad muszę ugotować. Jeśli Piotr nie pędzi akurat na budowę, gdzie rura pękła, to pakuje Basię do wózka i idzie z nią na spacer, czyli po starszaka do przedszkola. Po powrocie jemy obiad dzieci jedzą obiad: mąż kroi mięsko na talerzu Kostka i pilnuje, żeby poza nim nabił na widelec również marchewkę, a ja karmię Basię.

DSC_7135

DSC_7142

Choć ostatnio woli obsłużyć się sama, co oczywiście nie oznacza z automatu, że mam dzięki temu mniej roboty.

DSC_7164

DSC_7170

DSC_7300

15:00 – 17:00 BĘDZIE ZABAWA, BĘDZIE SIĘ DZIAŁO!

Po obiedzie Basia udaje się na drugą drzemkę, która dla odmiany (zazwyczaj) przebiega już bez zakłóceń. To „zazwyczaj” dodałam na wszelki wypadek, takie splunięcie przez lewe ramię, żeby nie zapeszyć, bo zazwyczaj ;) jest tak, że jak pochwalę moje dziecko, to ono potem robi zupełnie na odwrót.

Piotr obdzwania specjalistów od parapetów albo innych podłóg, a mieszkanie za jego plecami zamienia się w dżunglę, po której grasuje dzika zwierzyna. Albo w tor przeszkód. Mam czas tylko dla synka i nie zawaham się go użyć!

18:00 – 20:00 OBY DO WIECZORA!

DSC_7189

To już ten moment, kiedy razem z mężem co chwilę patrzymy na zegarek i choć wydaje nam się, że minęły przynajmniej dwie godziny – okazuje się, że to dopiero 15 minut.

Dzieciaki z nudów urządzają sobie konkurs na Największą Jęczybułę Jaką Świat Nosił, więc pakujemy je do auta (a wraz z nimi: pieluchy, chusteczki, kocyki, przekąski, smoczki i inne gryzaki – wyprawa jak na biegun), żeby wyskoczyć do sklepu po bułki albo po płytki do nowej pralni. Jeszcze nie wyjechaliśmy z garażu, a ja zamieniam się w klauna: śpiewam, tańczę i żongluję na tylnym siedzeniu, żeby nam przypadkiem nie posnęły. Chyba po raz pierwszy w życiu cieszę się, że na zewnątrz tak szybko robi się ciemno, bo dzięki temu nikt, kto stoi z nami na czerwonym świetle, nie widzi, co wyprawiam w środku samochodu.

A po powrocie szalona gonitwa: ja szykuję kolację i karmię dzieci, Piotr je kąpie, jeśli sytuacja tego wymaga, czyt. zawsze.

DSC_7209

DSC_7213

Po kąpieli czytam Kostkowi książkę na dobranoc, a mąż śpiewa Basi kołysanki. Potem on idzie do młodego na przytulasy, a ja do Basi podać smoczka, co ciągle wypada. Po wyjściu od córki przykrywam jeszcze synka, a Piotr obowiązkowo musi pokołysać młodą. W tym czasie Kostek stwierdza, że chce siusiu/pić/nie wie jak zasnąć, więc kładę się razem z nim i rozmawiamy o tym, co będzie jutro i dlaczego rakieta zawsze leci do góry. To chyba najprzyjemniejsza część dnia i chociaż jestem już potwornie zmęczona, chciałabym jakoś zatrzymać ten czas. Żeby tak nie pędził, żeby moje dzieci tak szybko nie rosły i potrzebowały mnie do zaśnięcia jeszcze przez wiele, wiele lat. Tak do osiemnastki przynajmniej ;).

21:00 – 1:00 OJCIEC – A RACZEJ MATKA – PRAĆ!

Dzieci śpią. W domu taka cisza – nie licząc szumu suszarki, który dobiega z pokoju Basi – że aż czuję się nieswojo, ale nie mam czasu o tym myśleć, bo trzeba przecież choć trochę dom ogarnąć. Jutro rano pośród sterty zabawek, kocyków i mokrych chusteczek nie znajdę nawet własnych myśli! Piotr zbiera więc te zabawki z podłogi i upycha brudne naczynia w zmywarce, a ja zamykam się w łazience.

Bynajmniej nie po to, żeby wziąć relaksującą kąpiel wśród bąbelków, tylko żeby ogarnąć pranie, którego Basia w ciągu jednego dnia potrafi naprodukować całkiem sporo.

DSC_7345

Spieszę się, bo chciałabym w końcu usiąść i napisać notkę na bloga, o której myślę od samego rana, ale wiem, że jeśli nie zadbam o te ubranka dzisiaj, to przeleżą w koszu jeszcze z miesiąc (ups… Wydało się jaka ze mnie Perfekcyjna Pani Domu!), a potem ich nie dopiorę i trzeba będzie je wyrzucić. Lub wstydzić się w sklepie, że Basia cała w marchewce. Zdarzało się tak wcześniej, kiedy używałam do dziecięcych ciuszków samego proszku, a że cenię swój czas, sięgam po najszybsze z możliwych rozwiązań, czyli Vanish, który jest moim pewniakiem na nawet najgorsze plamy.

I tak do bodziaka poplamionego rano sokiem jagodowym i pomidorowym używam proszku, a pajaca wysmarowanego zupką warzywną, bananem i mleczną kaszką zalewam płynem.

DSC_7346

DSC_7361

Wystarczy delikatnie potrzeć, pięć minut i po sprawie, ubranka jeszcze przed wrzuceniem do pralki wyglądają zupełnie jak nowe, a ja ze spokojną głową mogę usiąść w końcu przed komputerem, dokończyć ten wpis dla ciebie i postawić ostatnią kropkę.

DSC_7784

Czy mogłam te godziny wykorzystać lepiej? Wiem, że niejedna osoba, która obserwowałaby mnie z boku, na bank stwierdziłaby, że poza obiadem i tym praniem właśnie nie zrobiłam absolutnie niczego pożytecznego w ciągu całego dnia, ale przecież ja zrobiłam dużo więcej! Nieważne, że podłoga nieodkurzona od tygodnia… Myślę, że za dwadzieścia lat nasze dzieci nie będą nawet pamiętać, że w domu nie zawsze był porządek na błysk, za to na pewno nie raz wspomną, że otrzymały od mamy znacznie więcej, bo jej czas i pełne zaangażowanie.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • e-milka

    Dobre to z uspieniem i odkladaniem. Ile ja sie w duchu naklelam przez to, a czasem to nawet poplakalam, ze znowu kurna chata nic z tego. Co gorsza – dzieciak potraktowal ten krotki sen na moim ramieniu jako drzemke regeneracyjna i znowu jest gotowy na wszystko. Albo przeciwinie – wsciekly, ze sie obudzil i teraz na pewno tak latwo nie zasnie. Z tym zasypianiem w drodze przestalam walczyc juz przy starszej, ale oczywiscie wszystko moim kosztem i kompletnie rozwalonego planu dnia. Ale wlasnie – ja w ogole nie pamietam porzadku czy tez nieporzadku w domu dziecinstwa. Czasem mialam takie przeblyski jak np. ciocia zbierala w poplochu skarpetki z podlogi przy naszym przyjsciu, czyli chyba miala wiekszy balagan niz u nas, albo pozwolila by wypelzl z pokoju chlopakow (bo u nas balagan mial sie trzymac granic terytorialnych). Z kolei u innej cioci oniesmielalo mnie mieszkanie pachnace czystoscia i swiezoscia, czyli chyba bylo czysciej niz u nas. Ale jako dziecko przyjmowalam to wszystko bezkrytycznie – u jednych jest czysciej u innych nie, po prostu, bez oceniania. Obie ciocie byly swietne, wiec mieszkanie nie mialo znaczenia. Natomiast sama mam mieszkanie niestety czesto w stanie, w ktorym gosci zaprosic nie mozna. Ciekawe, jak moje dzieci beda to widziec po latach.

    • O tak, skąd ja to znam: „dzieciak potraktowal ten krotki sen na moim ramieniu jako drzemke regeneracyjna i znowu jest gotowy na wszystko” – zbyt szybkie odłożenie do łóżeczka i okazuje się, że 5 minut drzemki wystarczy, żeby szaleć dalej przez pół dnia :). Niestety, nie wystarczy mamie, żeby się choć trochę zregenerowała ;).

      Co do bałaganu – ja byłam wychowana w sterylnych warunkach: mama pedantka, tata podobnie (nie wiem, czy to jej zasługa, czy sam z siebie taki był, ale podejrzewam, że jednak jej, bo mnie też wychowała na pedantkę ;)) no i pamiętam aż zbyt dobrze słowa: „Nie teraz, teraz muszę posprzątać!” :). Co więcej: tak się przyzwyczaiłam do porządku, że przeszkadzał mi np. nieporządek w hotelu (w hotelu! Gdzie sprzątaczki zasuwają cały dzień!), ale to jak już byłam starsza. Nie wspomnę już o tym, jak ciężko było przestawić się z trybu „wypucowany dom” na tryb: „małe dziecko w domu!”. Potrafiłam zdenerwować się, że synek mnie woła, kiedy SPRZĄTAM (najważniejsze zadanie dnia kiedyś) i jak on w ogóle nic a nic sam nie poleży, czy on nie wie, że to dla niego ta czysta podłoga?

      Taaak, przez ostatnie cztery lata przeszłam baaardzo długą drogę…

      • e-milka

        Dluga droga :) Mnie zaczal przeszkadzac balagan, ale pedantka juz raczej nie zostane. A jesli chodzi o rozwoj – najwiecej dowiedzialam sie o sobie (i to nie tylko pochlebnie) najpierw w „powaznym” zwiazku a pozniej i ciagle jeszcze jako mama.

  • Olga

    Ja siedzę w domu z 2 latkiem i mimo, że nie mamy już w dzień drzemki to jakoś mogę trochę więcej zrobić, bo wreszcie potrafi pobawić się dłużej bez mojej obecności czyt. 5 minut, mamoooo, później mam kolejne 5 minut, no chyba, że puszczę bajkę to mogę nawet cały obiad ugotować :D No i mogę go zagonić do pomocy przy odkurzaniu (jeśli przypadkiem naszłaby mnie wena). No i jak nie ma drzemki w dzień to zasypia najpóźniej o 20:30 i mam cały wieczór dla siebie :) tj na ogarnianie, zmywanie, prasowanie, książkę i serial z mężem ;)

    • Mój synek nigdy nie bawił się sam. Wynika to trochę z jego specyfiki, bo on ogólnie nie lubi się bawić, preferuje za to wszelkie zabawy „edukacyjne” (globus, zadania matematyczne, memory, czytanie) + gry planszowe/karty + zabawy ruchowe (hulajnoga, gdzie siłą rzeczy musimy iść z nim na spacer), tor przeszkód, gra w piłkę. Czyli wszystko to, do czego jesteśmy niezbędni. Plus jest taki, że uwielbia gotować, więc to akurat ogarniam z nim. Sprzątać też pomaga i lubi, ale od urodzenia boi się odgłosu odkurzacza, wtedy ucieka i trzeba go tulić (czyli witaj po prostu w świecie High Need Baby).

      Za to Basia od kilku tygodni zaczyna bawić się sama, wystarczy tylko podmieniać zabawki i już mamy czas dla siebie. Czasami mam ogromne wyrzuty sumienia, że sama gdzieś tam się błąka po podłodze, podczas gdy młody ma 100% naszej uwagi, no ale uśmiechnięta jest, radosna, więc chyba jej to pasuje.

      • Olga

        u nas zabawa autkami i puzzle królują ;)

        • Puzzle też były non stop na tapecie gdzieś tak koło 2. roku życia, ale chyba się przejadły i znudziły.

          Za to autkami bardziej zainteresowana jest Basia :).

          • Pauls

            Mój synek zaczyna się bawić zabawkami zawsze jak zacznę JE sprzątać, albo gdy trzeba wychodzić np. do lekarza to wtedy zabawa najważniejsza, a gdy chcę obiad ugotować to wisi u nogi i jak go na ręce nie wezmę pojawia się bunt.

  • MonikaM

    Uśmiałam się, zwłaszcza przy fragmencie o usypianiu. U nas też co wieczór odchodzą wędrówki ludów :).

  • olka fasolka

    Nie boisz się używać Vanisha do niemowlęcych ubrań?

    • Nie. Niestety, żaden inny odplamiacz (a zwłaszcza już specyfiki dla niemowląt) nie dopierają marchewki. Poza tym ubrania i tak wędrują do pralki, gdzie wszystko jest spierane i moje dzieciaki nigdy nie miały problemów z wysypkami.

      • Kasia

        Dobrze wiedzieć, bo zawsze zastanawiałam się czym spierać te straszne plamy z niemowlęcych zupek. Zawsze myślałam, że bodziaki są spisane na straty.

      • Estera Milewska

        Ja też używam Vanisha do prania. Nic innego jakoś nie pomagało na plamy z kupy na ubraniach. ?

    • Ola U.

      Też używam tylko Vanisha.

  • salus salus

    :) :)

  • Mila

    A skąd ten koszyk z ostatniego foto?

  • Anna

    Ilona, a powiedz mi jak to jest usypianiem i Was Małej, piszesz o suszarce – jest włączona przez kilka godzin? i dzięki temu dłużej spi?
    ja mam półrocznego bobasa który po usypianiu budzi się co pół h i trzeba albo nosić albo cyc, smoka na moje nieszczescie nie chce. maksymalnie przesypia 4 h gdy już się zaspi.. więc tak

    • Są takie specjalne zabawki z wmontowanym tzw. „białym szumem”. Ale przy synku używaliśmy po prostu nagrania suszarki (znalezione w sieci, np. na YouTube) – sprawdza się tak samo jak zabawka, tylko trzeba uważać, żeby nie puścić za głośno (dopuszczalna głośność to tak, jakby padał deszcz).

      Bez tego byłaby kaplica :). Obydwoje spali dzięki szumom lepiej i dłużej, a bez szumów płakali przed zaśnięciem i wybudzali się momentalnie (nawet co 15 minut). My mamy dosyć „otwarte” mieszkanie + szklane drzwi, więc wszystko bardzo się niesie, a te szumy zagłuszają hałasy z dołu, no i dziecko odbiera je trochę jak odgłosy z brzucha mamy.

      Koło roku Kostek nie potrzebował już szumu, Basia powoli też się odzwyczaja (co jakiś czas sprawdzamy czy zaśnie bez tego – są dni, że nie potrzebuje, a są takie, że trzeba znowu włączyć).

  • Magdalena Baniewska

    Też tak mam, że wieczorem zastanawiam się co ja cały dzień robiłam jak tu nic nie zrobione… potem przypominam sobie, te wszystkie kilometry z dzieckiem na ręku i zastanawiam skąd ta teoria, że trzymiesieczne niemowlę to tyl je, śpi i robi kupy…

    • To jest właśnie taka praca, której efektów nie widać od razu, tylko za kilka lat dopiero – i trzeba o tym pamiętać, że one będą. A nasze „nic dzisiaj nie zrobiłam!” to tak naprawdę cały ogrooom pracy.
      Teraz łatwo mi mówić, bo pękam z dumy za każdym razem, kiedy mój starszak pokazuje, jaki jest rezolutny i absolutnie niesamowity (wiadomo, czyja to zasługa, haha ;)). Też się tego doczekasz – i to szybciej, niż się tego spodziewasz, zobaczysz ;).

    • Też się zastanawiam skąd ta teoria. I jakim cudem jeszcze nie mam figury modelki? ;)
      Tyle kilometrów dziennie, przysiady, dźwiganie ciężarów… powinnam wyglądać jak J. Lopez, a jestem bardziej jak rozlazła buła :D

  • U mnie Bąbel jeden, a i tak wieczorem wymiękam. Nie zawsze, ale czasem :) Usypianie to niezła jazda, to nocne, bo za dnia wystarczy położyć na łóżku obok mnie i odpływa. Za to wieczorem: kąpanie, karmienie, jego wspinaczka, ponownie układanie, kolejna ucieczka, lulanie przez tatę, układanie, ucieczka i tak… do 21.30 zazwyczaj (choć zdarzało się i do 23.30) ;) A już nie daj buk czy brzoza, żeby pomyśleć o odłożeniu do łóżeczka – przechodzi taki numer raz na sto prób :D

  • Belly

    A ten Vanish serio taki skuteczny? Pytam bo nigdy nie używałam.

    • Z ręką na sercu – dopiera najgorsze plamy, nawet marchewkę :)

  • Matka Kilkulatka

    JA nieraz zazdroszczę Mężowi, że odpoczywa w pracy, kiedy my z Bandałygą ciężko pracujemy! ;) przy wielu punktach mogę się podpisać, z tym, że Bandałyge wstaje rano o 10, za to chodzi spać po 23, wieczorem spokoju nie ma…
    sposobnabandalyge.blogspot.com