Mum and the city

Z dzieckiem się nie da?

27 lipca 2015

DSC_0495_1

Z dzieckiem wielu rzeczy się nie da. Raczej już nigdy nie pośpisz do dwunastej w południe (ba! Nawet do dziesiątej nie pośpisz!) i jeszcze przez długi czas nie wypijesz w spokoju porannej kawy (o śniadaniu nawet nie wspomnę, chyba że kręcą cię te klimaty, kiedy co drugi widelec z zawartością twojego talerza ląduje w cudzej paszczy, a co trzeci na podłodze). Z dzieckiem raczej sobie odpuścisz sprzątanie na tip-top, bo właśnie po takim sprzątaniu przyjdzie ono i zostawi ślady swoich rączek na dopiero co wypucowanym lustrze lub zacznie temperować wszystkie kredki na wypranym dywanie. Gdy robi to na mniej czystym dywanie, którego nie szorowałaś w półklęku przez ostatnie trzydzieści minut, to boli trochę mniej. Szybko dojdziesz do tego samego wniosku.

Nie będziesz też celebrować wieczorów razem z mężem, bo jak już małe padnie, jedyne, na co będziecie mieć siłę, to tępe patrzenie w ekran telewizora bez względu na to, czy odbywa się właśnie debata prezydencka, której wynik nie interesuje cię ani trochę, czy puszczają pasjonujący film z Nicole Kidman, za którego treścią niestety nie nadążasz, bo musisz jeszcze: posprzątać klocki, włożyć naczynia do zmywarki, wziąć prysznic, nabalsamować zwłoki yyy… znaczy ciało i w końcu oddzwonić do teściowej, która trzy dni temu pytała w sms-ie, czy na pewno wszystko u was w porządku, bo nie odzywacie się od tak dawna. Fuck! To było tydzień temu…

Więc jak słyszę, że z dzieckiem da się wszystko, to choć nie mam niezbitych dowodów, mam niemal pewność, że osoba, która tak twierdzi, trudy macierzyństwa zna tylko z teorii, bo:
a) sama jeszcze nie jest mamą i dopiero sobie wyobraża jak to może być czy też cuci się myślą, że na pewno nie jest tak źle (nikt w pełni świadomy nie zdecydowałby się przecież na dziecko i nawet ja, kiedy myślę czasami o drugim – a nie myślę! – wyobrażam sobie, że tym razem na pewno byłoby inaczej, bo razem się pobawią i nie można mieć aż takiego pecha, żeby dwójka dzieci odziedziczyła po mnie ciężki charakter, no nie ma bata, drugie na pewno byłoby podobne do taty! Ale nie do teściowej ;)),
b) ma sztab nianiek do pomocy ewentualnie panią Krysię do sprzątania,
c) mieszka z babcią lub obok babci i nawet sobie sprawy nie zdaje, jakie to przesrane nie móc wbić się na obiad, gdy we własnej lodówce pustka lub podrzucić dziecko, kiedy akurat trzeba się wybrać do urzędu albo innego sadysty… Wróć! Do dentysty,
d) zamiast dziecka wychowuje anioła, który zstąpił z niebios. Ale że anioły nie istnieją, to dziecko na pewno jeszcze kiedyś da popalić, więc pogadamy za osiemnaście lat.

* niepotrzebne skreślić

DSC_0498_1

Jednak wszystko to nie ma znaczenia! Co z tego, że nie mogę wypić kawy, kiedy chcę? Raz w tygodniu iść na imprezę do białego rana? Te, które zdarzają się od święta, smakują przecież jeszcze lepiej! I ta pierwsza kawa o czternastej… Co z tego, że przez najbliższe lata nie wybiorę się w wymarzoną podróż do Tajlandii, skoro prawdziwa przygoda to wyjazd z dzieckiem pod namiot, nawet jeśli niedaleko Poznania?

Z dzieckiem nie można wszystkiego, ale można dużo więcej. Moje życie na przykład nabrało rozpędu dopiero po porodzie, kiedy znalazłam na siebie pomysł. Jeśli młodej mamie NAPRAWDĘ na czymś zależy, to dziecko na pewno nie przeszkodzi w realizacji marzeń. Ono nawet pomoże je spełnić!

Bo nowe życie napędza do nowego życia. A czysty dywan? Cóż, widocznie nie jest wcale taki ważny.

Dodaj komentarz

26 komentarzy do "Z dzieckiem się nie da?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Aga
Gość

A dlaczego miałabyś nie jechać do Tajlandii dla przykładu? My z naszym bablem 21 miesięcznym właśnie tam zmierzamy już niedługo! Rethink! To możliwe!

Dwa plus dwa
Gość
Jakbym czytała o nas :) Trafiłaś w samą istotę rodzicielskiej codzienności. Zanim sobie zasiadłam wygodnie przed komputerem trzeba było spacyfikować i położyć młode, posprzątać klocki, oczyścić podłogę z innych zabawek, przez które można się nieźle rozjechać, włożyć naczynia po obiadokolacji do zmywarki (mój ulubiony wynalazek z ostatnich kilkudziesięciu lat – padam do stóp twórcom :), krótka wymiana zdań z mężem i każdy do swojego kompa, bo przecież trzeba nadrobić zaległości w pracy. Ale fakt, mając dzieci, mimo większego zmęczenia, mam też więcej energii i pomysłów. Matka to istota wielozadaniowa po prostu, a jeśli chce przy tym jeszcze dalej czuć się… Czytaj więcej »
Matko Zabawko
Gość
Matko Zabawko

Może nie wszystko, ale wiele się da ;)
Gdyby nie finanse to szykowałabym plan rodzinnej wycieczki do Tokio. Na razie pozostają marzenia :p

coralic blog
Gość

Ja tak miałam do jakiegoś czasu… Bo około trzeciego roku moje dziecię po prostu samo po sobie sprząta, pomaga mi w kuchni i myciu lustra. A posiłki są najprzyjemniejsza częścią dnia, gdy siedzimy wszyscy razem i słychać jedynie mlaskanie najmlodszego, a potem słyszę „dobre zrobiłaś mamus, przepyszne”. jedno się nie zmieniło – celebracji wieczorów z mężem, pogadamy chwilę i nawet nie wiem nawet kto szybciej zasypia ja czy on.

Kasia Harężlak
Gość

Z dzieckiem może nie da się zrobić wszystkiego, ale bez dziecka też się nie da! A w ostatecznej konkluzji masz pełną rację – mi właśnie macierzyństwo pomogło się ostatecznie ukierunkować, poukładać priorytety, zachęciło mnie do realizacji marzeń. Dla mnie moment, w którym pojawił się nasz syn, był największym kopem motywacyjnym, jakiego zaznałam w życiu.

KasiA
Gość

Nasze drugie jest jeszcze gorsze niż pierwsze, ale… nie pod każdym względem, wiec ok ;) w myśl zasady, ze się jednak z dwoma urwisami da (bo przeciez maja więcej i tez dają rade), pojechaliśmy na wakacje. Takich wymeczonych dni to juz dawno nie miałam :P Ale i tak uważam, ze bylo fajnie, tyle ze trudno to nazwać odpoczynkiem wakacyjnym :)

Kuba Osiński
Gość

Da się prawie wszystko. Porządku na tip top nie zachowasz, nie pośpisz do 10, ale to są detale. Odrobina wysiłku i da się rzeczywistość z małym dzieckiem ogarnąć. Mam nadzieję, że z dwójką też :P

lavinka
Gość
Weź no proszę. Po raz pierwszy spałam do 12 kilka tygodni po porodzie, jak przeszliśmy na mm. Po prostu podzieliliśmy się, że ja wstaję w nocy, a potem śpię do południa, niech się świat wali. Z czasem przeszliśmy na – ja się kładę spać o 23, a Niemałż wstaje rano, robi sobie kawę, karmi dziecko, a potem idzie budzić mnie, żebym mogła popracować. W końcu babcia przeszła na emeryturę, to już w ogóle wyjeżdżaliśmy na weekendy (pierwszy raz pojechałam sama zanim skończyła 3 miesiące). Da się, pod warunkiem, że człowiek nie zamyka się na ludzi i nie ma oporów przed… Czytaj więcej »
Monika l Mamainspiruje.pl
Gość
Świetny tekst, aż mi się buzia uśmiecha, bo jak zwykle trafiłaś w 10-tkę :) Nie da się wielu rzeczy, które dotychczas stanowiły status quo, ale za to da się totalnie nowe i inne, o których przed porodem nie miało się pojęcia :) Choć z tym snem to jednak jest przekichane ;p Ja wiem, że jak maluch skończy 3-latka to będzie już cud-miód i orzeszki, ale nie jeśli wstaje po 6-tej, tudzież drugi bąbel domaga się mleczka ;) I tak w koło macieju :))) Ale z tymi podróżami to będę Cię molestować, żebyście się przekonali do nich :) Może warto młodego… Czytaj więcej »
MotherWithPassion
Gość

Najbardziej podoba mi się ostatnie stwierdzenie „jesli młodej mamie na prawde na czyms zalezy, to dziecko na pewno nie przeszkodzi… ” I BASTA! a tak na prawdę nie tylko dziecko ale nic nie zdoła przeszkodzić w realizacji planów jeśli się czegos na prawdę chce. No chyba szuka się ciągle usprawiedliwień dla własnego lenistwa a na dziecko najłatwiej zgonić ;)

error: Content is protected !!